poniedziałek, 9 grudnia 2013

Makówki !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


 Powtórzenie notki z roku zeszłego wraz z niektórymi technicznymi poprawkami i kilkoma komentarzami naszych przyjaciół !!!.
Polska Bożonarodzeniowa dzieli się na kutiową, makówkową i resztę.

Melduję że z dziada pradziada siedzę w makówkach i choć znam i kutię którą przyniosła w swoim dziedzictwie kulturowym moja żona i jej rodzina to bez żadnej skromności powiem – bez makówek nie ma Świąt Bożego Narodzenia.
Z ciekawości zajrzałem do internetu i jest tam wiele nieścisłości z którymi nie mogę się zgodzić np. postawienie znaku równości pomiędzy makówkami, makiełkami a moczką.
Miło będzie się pisało, miło będzie się wspominało i już przypominam sobie przedświąteczne przygotowania, zapach kiszonych buraków i spore nagromadzenie produktów w czym prym wiodła moja Babcia. Niewiele mogę powiedzieć bo i niewiele pamiętam o samych przygotowaniach ale pamiętam częste ostrzeżenie Babci – „zostaw, to na Święta !”.Mam szczęście, że robienie makówek przeszło z mojej Babci na moja Matkę a podglądając ją później przeszło na mnie i na moją żonę. Inne potrawy nie miały tyle szczęścia i smaki z dzieciństwa takich wiktuałów jak pieczona kaczka, modra kapusta czy barszcz czerwony odeszły na zawsze /dopiero po wielu, wielu latach człowiek sam dochodzi do wniosku jaki był głupi i nie chodzi tylko o jedzenie/.
Makówki jak i wiele innych potraw wigilijnych wywodzi się z obyczajów pogańskich i na śląsk przywędrował z niedalekich Niemiec – prawdopodobnie z Ziemi Łużyckiej. Po kolacji wigilijnej było to główne danie odświętne i świąteczne, które można było spożywać jeszcze przed pasterką.
Danie wymagało starań pod katem zgromadzenia produktów. Mak, mleko i bułka były ogólnie dostępne ale juz bakalie należały do wyższej klasy artykułów luksusowych tzw. kolonialnych których na co dzień się nie używało. Cześć się kupowało lub dostawało z paczek z Enerfiu i dlatego makówki zawsze były przebogate.
........no to do roboty;
Produkty;
Mak 25 dkg,
Mleko 1 l. 3,2% /i jeszcze w zapasie ½ l gorącego mleka/.
Bułka zwykła duża 3 szt. - kupić na 3 dni przed wykonaniem /najzwyklejsza bułka, żadna kajzerka czy weka..../.
Cukier biały,
Cukier wanilinowy,
Bakalie; rodzynki, migdały /zmielone/, orzechy włoskie pokruszone/
Dodatkowo mogą być śliwki suszone, morele suszone, orzechy laskowe,figi, daktyle, kandyzowana skórka od pomarańczy lub cytryny,


       zalać wodą mak i niech sobie z dobę postoi,
  • zagotować ½ cześć mleka, dodać cukru /do lekkiego przesłodzenia/ i małą torebkę dobrego cukru wanilinowego, wymieszać, zagotować.
  • do mleka dodać bakalie wg własnego uznania,
  • z maku odlać wodę i przynajmniej 3 razy przemleć i dodać do mleka – gotować z 15 min.
  • dodać czerstwe i pokrojone w części o w wielkości ok. 3 cm bułki.
  • mieszać a wysuszona bułka będzie wchłaniała płyn z „zupy makowej”.
  • dolewać mleka i kosztować pod kątem słodkości /na tym etapie można jeszcze dodać cukru/,
  • z tej gorącej mieszaninie będzie robiła sie pulpa w której nie można dopuścić do całkowitego rozpuszczenia sie bułki, maja pozostać kawałkach.
  • Jak całość osiągnie konsystencję gęstej zupy to oznacza, że MAKÓWKI GOTOWE.Przełożyć do fajnych misek, wylizać garnek, udekorować i odstawić do wychłodzenia /całość jeszcze zgęstnieje/.
    Smacznego !!!
Uwagi:
1. Przechowywać w chłodnym miejscu do 3 dni. Jeżeli chcemy przechować dłużej to użyć mleka nisko-tłuszczowego.
2. Jest jeszcze „wyższa szkoła jazdy” /mojej Ciotki/ jeżeli chodzi o makówki ale nie miałem odwagi tego sposobu wypróbować.
W dużej misce wykłada się dno i boki pokrojonymi w plastry czerstwymi bułkami a do środka wlewa „nadzienie” makówkowe. Jeżeli coś się źle zrobi to np. bułki będą jak twarde sucharki lub się rozlezą i zrobi się breja to katastrofa nie do odwrócenia.
Komentarze:


U nas makówki robi się inaczej. Plastry bułki moczone w słodzonej wodzie przekładane są masą z maku z bakaliami. Dopiero przed samym spożyciem TO polewa się gorącym mlekiem, w ilości dostosowanej do ulubionej gęstości.

Ooo Piotrze.Makowki i w moim domu byly robione,chociaz ja taka prawdziwa slazaczka nie jestem z krwi i kosci.Pamietam,ze to bylo moje ulubione danie wigilijne .Jak pojadlam zupy grzybowej(bo to u nas sie robilo) i zagryzlam makowkami to mialam dosc na 3 dni.W swieta dojadalam niedobitki gardzac innymi potrawami.A moja sasiadka dawniejsza gotowala na Wigilie zupe z siemienia lnianego.Nigdy tego nie probowalam a masz moze pojecie co to jest?Ta moja sasiadka byla prawdziwa slazaczka i gotowala b.tradycyjnie.Moja mama jak pamietam brala lekcje u niej z makowek chyba wlasnie..

........a może mały kredycik na Święta ?  

video

 





11 komentarzy:

  1. Ja jestem z tych "od kutii" - makówek nigdy nie jadłam, ale z opisu wnioskuję, że sens potrawy jest ten sam jak w przypadku kutii czyli dużo maku, dużo słodkości /w kutii - miód/i dużo bakalii. W kutii rolę bułki spełnia ugotowana pszenica.
    Z tymi wigilijnymi deserami jest taki kłopot, że nigdy nie ma miejsca w brzuchu aby je zjeść. Kutia na drugi dzień robi się twarda /pod wpływem miodu/ i trzeba ją żuć bardzo pracowicie. Tak więc kutię zawsze się robi ale prawie zawsze zostaje pełna jej miska:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makówki mozna nawet zrobic wytrawne dodaja niewiele cukru do maku tylko koniecznie troszke cukru waniliowego.
      Pozdro

      Usuń
    2. Mielisz mak przed gotowaniem w mleku? Ja robię odwrotnie: mak gotuję chwilkę w mleku, odsączam całą noc i mielę.
      Czy makówki po ostygnięciu dają się kroić jak ciasto i czym się to je? Łyżką, widelcem?

      Usuń
    3. Po kilkukrotnym mieleniu mak ląduje do gotowania w mleku.

      Usuń
  2. ps A gdzie dziś kupić "zwykłą bułkę"? Wszędzie te "dmuchane", które po namoczeniu tracą całą swoją bułeczność i tworzą mazistą papkę.
    Wciąż mam z tym kłopot przy produkcji kotletów mielonych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ........i dlatego mielonych nie robie z bułką a wyłącznie z chlebem. Niestety zwykłe bułki tylko do dostania w nielicznych małych, prywatnych piekarniach. Czasami wystepuje także jako bułka poznańska
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. U na s domu (tradycje małopolsko-mazowieckie) nazywało się to "legumina makowa". Zamiast bułki sklepowej trafiały do niej czasem celowo posuszone kawałki świątecznych babek, a czasem herbatniki, Jadamy to do dzisiaj, i zaprawdę, jeden mały żołądek na człowieka to okrutna niesprawiedliwość - zwłaszcza w okresie Świąt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię, ani tej makówki z bułką, ani takich klusek z makiem (robi to rodzina z Lublińca), ani kutii. Nie lubię też kompotu z suszu. Rodzice pochodzą z poznańskiego. Tam, na deser, królował na stole drożdżowy, zawijany (strucla) makowiec (pycha). Z wczesnego dzieciństwa pamiętam zupę grzybową, której wówczas też nie lubiłam (na pocieszenie, po kolacji, były raz w roku pomarańcze). Dopiero, gdy mama zaprzyjaźniła się z pewną Lwowianką, posmakowałam barszczu z uszkami i od tej pory na żadną inną zupę się nie zgadzam. Od czasu zaś gdy zaczęło owocować na działce ojca drzewko morelowe (było równo w moim wieku i żyło 40 lat, co niespotykane u tego gatunku), na wigilię delektowaliśmy się kompotem z tych owoców (prze kolejne 10 lat z córki tego drzewa).
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko zażeram sie makówkami i tak jak karp smakują mi tylko w Świeta Bożego Narodzenia. Barszcz z uszkami także lubię - kompotu nie uzywam.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ha. - karp jest dla mnie zawsze ta prawdziwa Wigilia. Nareszcie go sobie moge kupic bez problemow.Karp po zydowsku,karp w szarym sosie,karp pieczony. - mecyje i tylko na Wigilie.. Nigdy nie lubilam kompotu z suszonych sliwek ale wlasnie w ten jeden dzien go gotuje - nie wyobrazam sobie inaczej..Makowki zrobily sie problematyczne w Holandii - no coz...kutia nieznana.Za to postanowilam w tym roku zrobic WIgilie po polsku z karpiem i sernikiem i kompotem z suszonych sliwek a dnie swiateczne po holendersku z krolikiem a bo co..

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo to skomplikowane, ale tak, jak już czytelnicy zauważyli - tajemnicą świąt jest między innymi to, że pewne potrawy robi się tylko raz w roku. Uszka z grzybami lepię raz do roku choć można je przecież robić częściej, to samo rybę w galarecie.
    tradycją też jest u nas, że karpia nie ma, nie było i nie będzie;))
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>