niedziela, 2 listopada 2014

Memento mori









      Pierwsze dwa dni listopada są dla mnie melancholijne i spokojne. Wspomnienia o tych którzy są ”po drugiej stronie” dominują w rozmowach. Dziś Zaduszki i chcę wspomnieć o kilku moich najstarszych antenatach sprzed wielu lat tzn. sprzed 60 lat a nawet więcej.



      Jako „bajtel” kilku letni byłem niepocieszony w Dzień Wszystkich Świętych. Wszyscy mieli kogoś na cmentarzu a my nic. Chodziło się w centralną część cmentarza przy ul. Sienkiewicza w Katowicach aby zapalić świece ku pamięci innych. Moje rozżalenie łagodził fakt, że zapalania świec miałem co niemiara bo jak sięgam pamięcią to 1 listopada charakteryzował się wstrętna i wietrzną pogodą a cmentarz był wybiegiem dla pokazania mody zimowej. Z paleniem świec tez nie była sprawa prosta gdyż dopiero później wszedł do użytku wynalazek o nazwie „Znicz”.

      Pierwszym z rodziny odszedł mój Dziadek a ponieważ odszedł w październiku to ja się nawet ........ucieszyłem – nareszcie będę mógł sobie do woli poszaleć w paleniu świec. Przyznaję, że z Dziadkiem nie łączyły mnie jakieś specjalne stosunki a ponadto był człowiekiem raczej zasadniczym i znał swoje priorytetowe miejsce w rodzinie.



      Moja Babcia zmarła kilkanaście lat później. Była moim idolem i ona praktycznie mnie wychowała. Zmarła w czasie mojego pobytu w Opolu w okresie unitarnym zasadniczej służby wojskowej. Teoretycznie powinienem otrzymać urlop okolicznościowy ale telegram gdzieś utknął /podejrzewam, że celowo/. O śmierci dowiedziałem się w czasie przyjazdu mamy na przysięgę. Początkowo narobiłem rabanu i nawet byłem u tzw. raportu u d-cy pułku ale wyperswadowano mi niecelowość dalszego dochodzenia kto zawalił. Skrewiłem i wycofałem się.

      Te obrazy sprzed lat wracają i bardziej siedzą w mojej pamięci niż wiele wspomnień późniejszych. Pamiętam o nich i mam nadzieję, że nie żywią urazy......odpoczywajcie w pokoju !.



      Nie akceptuję Święta które przyplątało się do nas zza Wielkiej Wody HALLOWEEN. Może jestem za stary, może zbyt sentymentalny, może zwyczaj obchodzenia Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny nie pozwala na prowadzanie elementów wesołych w te dni. Mamy swoje wielowiekowe tradycje i nauczmy się z nich korzystać. Jedynym świętem które akceptuję jako święto we właściwym czasie jest DZIEŃ WAGAROWICZA. Z praktyki szacownych gron pedagogicznych wynika, że nie są w stanie przeciwdziałać temu /chyba sympatycznemu/ zjawisku i raczej należy go zaakceptować ograniczając negatywne skutki.





28 komentarzy:

  1. Też nie akceptuję Halloween. A ten cały cyrk z dyniami jest dla mnie po prostu niesmaczny. Niech sobie w innych krajach i kulturach tak świętują, nie mam nic przeciwko temu. Ale u nas jest tradycja wspominania i pamiętania o tych, którzy odeszli.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też pamiętam z dzieciństwa uczucie zawodu z powodu braku rodzinnych grobów na pobliskim cmentarzu. Poczucie obowiązku spełniałam więc wtedy na cmentarzu żołnierzy. Rodzinne groby się pojawiły, ale o żołnierzach nadal pamiętam.
    Z obyczaju Haloween akceptuję jedynie dynie jako jesienny element dekoracyjny. To chyba nie jest zdrada polskich obyczajów?

    OdpowiedzUsuń
  3. Samo Halloween też do mnie nie trafia, choć walkę z nim uważam za idiotyczną. Z jednej strony jest to reklama, a z drugiej strony - jednak naraża na niebezpieczeństwo dzieci. Pukający do drzwi mali przebierańcy - nigdy nie wiadomo, czy nie trafią na jakiegoś Terlikowskiego.
    W naszej tradycji jednak rzeczywiście jest to okres zadumy i wspominania tych, którzy odeszli. I niech tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terlikowski mnie załamał.:-))))))))))))))))))))))))))))
      Pomyślności.

      Usuń
  4. To wróćmy do takiego dni tych świętowania, jak ich przypomniał Mickiewicz...:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze jest kwestią wyboru, czy martwić się tym, że bliscy odeszli, czy cieszyć się tym, że byli a my ich pamiętamy. Problemem jest nie sposób przeżywania święta, tylko raczej skłonność do narzucania innym swojego sposobu.
    Co do (moim zdaniem) idiotycznych zabaw w Haloween, dzieciaki dobijające się do moich drzwi w kostiumach zombie denerwują mnie tak samo, jak fałszujące chórki kolędników w okresie pobożonarodzeniowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla ścisłości:
    Halloween nie przyplątał się zza żadnego oceanu. Jest starym świętem celtyckim, choć niektóre hipotezy mówią o przeszczepieniu imprez ku czci rzymskiego bóstwa owoców i nasion na celtycki grunt (za sprawą rzymskich podbojów). Znane są wzmianki o tym święcie, mające 2000 lat- u Słowian wtedy nie prowadzono kronik, więc są starsze (wzmianki na piśmie) od słowiańskich "Dziadów". Żaden szanujący się irlandzki ksiądz nie zrobi z siebie pośmiewiska atakując Halloween (a chrześcijaństwo pojawiło się tam już w 4 wieku n.e.- w Polsce jeszcze przez 600 lat kłaniano się Światowidowi, obchodzono "Dziady" i "Noc Kupały") , bo niczym się dla niego nie różni od przejęcia pogańskiej choinki na Boże Narodzenie. Jedynie polski, próżny i zarozumiały episkopat uważający siebie i polski katolicyzm za pępek świata, na ogół nie mający pojęcia o tym, w jakim ogonie jesteśmy z historią chrześcijaństwa na tle Europy, ze zwykłej niewiedzy i pychy atakuje wszystko, co "nie nasze". Z podobnej przyczyny polskie duchowieństwo atakuje symbol krzyża celtyckiego, nie kumając, że w Irlandii znajduje się on na grobie każdego biskupa i znakomitej większości katolików irlandzkich. W Irlandii Halloween jest tak ważnym świętem, że dzieci mają wtedy krótkie ferie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może z innej beczki: W Polsce zwyczaj łamania się opłatkiem jest traktowany, jako najważniejsza część Wieczerzy Wigilijnej. Zwyczaj ten panuje jeszcze na Litwie, Białorusi, Ukrainie, Słowacji, w Czechach i we Włoszech. Łatwiej wymienić kraje, gdzie trwa, niż kraje, gdzie go nie ma. Powiedz mi, jak byś się czuł, gdybyś usłyszał publiczne atakowanie zwyczaju dzielenia się opłatkiem prowadzone n.p. przez jakiegoś francuskiego, czy irlandzkiego biskupa? Oczywiście takich ataków nie ma, jedynie w naszym chorym kraju jest zakorzenione przyzwolenie na takie ataki. I, żeby było jasne, nie mówimy o żadnych okrutnych praktykach, typu obrzezanie, czy ubój rytualny, mówimy o radosnej zabawie, zdecydowanie bezkrwawej.

      Usuń
    2. Dodam, że Hallowen świętuje się 31 października, więc nic nie zakłóca powagi świąt obchodzonych 1 i 2 listopada.
      Pomyślności.

      Usuń
    3. Prawdę mówiąc do mnie Haloween nie trafia, jednak mam pełną świadomość hipokryzji osób je krytykujących.
      No bo jak to? Krytykujemy dynie w Haloween jako "pogańskie obchody" a nic nie mamy przeciwko "choince" w Wigilię, mającej DOKŁADNIE TAKIE SAME korzenie? A co do "jajeczka" w Wielkanoc? Nie przeszkadza "katotalibom", że jest to prastary pogański zwyczaj mający swoje korzenie jeszcze w zwyczajach indoeuropejskich?
      Moja rada: więcej czytać a mniej się nadymać. To pozwoli żyć spokojniej i (chyba) zdrowiej!

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    4. Krzysztofie - kto i gdzie napisał że nasze obyczaje sa "nasze" a nie pochodzą z zamierzchłych czasów. Nie sprowadzaj wszystkiego do "katolibów" i hipokryzji. Czy wg Ciebie mamy nasze zwyczaje zmieniać skoro inne są "DOKŁADNIE TAKIE SAME" ??.
      Pozdro z Opo

      Usuń
    5. Dobry wieczór
      Piotrze "zwyczaje" są żywe i cały czas ewoluują.
      To co nazywasz "zwyczajem" jeszcze kilkadziesiąt lat temu było "nowością" na którą sarkali tradycjonaliści podobni do Ciebie.
      Mogę się założyć, że za 30 lat Haloween i Walentynki będą takimi samymi zwyczajami jak "krasnal Coca Coli zamiast św. Mikołaja, który tak się przyjął w naszej świadomości, że dzieci nie wyobrażają sobie innego "Mikołaja"

      Pzdr

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
  7. Szczerze mówiąc, człowiek urodzony i wychowany w rodzinie z dziada pradziada ateistycznej - całą religię chrześcijańską postawi w jednym rzędzie z hallowynem, woo-doo czy innymi obrzędami.
    I trudno będzie z nim dyskutować i jeszcze trudniej znaleźć przeciwko tej jego wizji jakiekolwiek argumenty. Pozostaje jedno - nie masz racji - bo nie!
    Mnie też ten obyczaj jakoś nie rajcuje. Chociaż jak oglądam niemalże dzieła sztuki wykonane z dyni mam ochotę w przyszłym roku też ją kupić i coś "ładnego" wyciąć. Przebierania dzieci jednak nie akceptuję. Nie akceptuję też disco-polo, chociaż trawię (i to nieraz z przyjemnością) piosenkę biesiadną. Uwielbiałem filmy Hitchcocka, ale już współczesne thrillery mnie nudzą swoim prymitywizmem.

    Nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Nie wszyscy muszą podzielać mój gust. Jednak nikt nie ma prawa zabraniać mi posiadania takiego właśnie gustu. I podobnie podchodzę do hallowynu, walentynek czy oktoberfest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o gust, czy też obchodzenie/ nieobchodzenie danego święta, to uznaję pełną dowolność, więc siłą rzeczy nie mogę Ci niczego zabraniać. Wyjątek stanowią dla mnie zwyczaje okrutne, jak obrzezanie, czy ubój rytualny.I z Twojej wypowiedzi wnoszę, że nieporozumienie wynika z nieszczęśliwego sposobu w jaki użyłeś słowa "nie akceptuję", który oznacza brak zgody, podczas kiedy (jeśli dobrze rozumiem) chodzi Ci o to, że Ty nie chcesz uczestniczyć w Halloween. Bo jest różnica między nieuczestniczeniem, a potępieniem uczestnictwa.

      Usuń
    2. Dziękuję Wolandzie Właśnie to miałem na myśli.
      Ale piszę szybko, z doskoku w czasie pracy, więc i pojawiają się takie "kwiatki".

      Usuń
    3. O to to właśnie!!!
      Najpierw upiory konkurujące ze świętym Mikołajem, a zaraz potem zalew barbiastych serduszek. A człowiek chciałby sobie spokojnie chlebek kupić. Albo pół litra :D

      Usuń
    4. Ja przeżyłem już "Dziadka Mroza" pokazywanego zamiast św. Mikołaja, obecnie przeżywam " przerośniętego krasnala COCA COLI" (również zamiast św. Mikołaja, który, jako biskup Mirry nosił ZAWSZE białe szaty).
      Więc dynie ani indyki na "święto dziękczynienia" nie wzbudzają we mnie niechęci. Trzeba to przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza.

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
  8. Też tak miałam w dzieciństwie. A teraz człowiek dałby wiele, żeby nie mieć komu tych świeczek palić...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie tam ani ziębi, ani grzeje... Jak byłam dzieckiem, to w miejscach oficjalnych paczki rozdawał "dziadek mróz", a do domu przychodził Mikołaj, w dodatku wcale nie na czerwono ubrany.:-)))))
    Światu coraz bliżej do "globalnej wioski" to i różne obyczaje trzeba sensownie zaakceptować, bo puszczanie w powietrze setek lub tysięcy lampionów może być dużo bardziej przykre w skutkach, wręcz tragiczne, niż przebieranki hallowenowe. Współczuję jedynie rodzicom i innym opiekunom owych latorośli. Nie dość, że trzeba pomóc w przygotowaniu (sfinansowanie) kostiumów, to jeszcze łazić za nimi (w dyskretnej odległości), co by im się faktycznie nic złego nie przydarzyło. Jak ten onegdejszy listonosz "przez wichry, burze, błota kałuże...", a bywa mocno "pod górkę" i to wcale nie w przenośni (vide n.p. Szklarska Poręba).:-)))
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ikko133 tak mi miło, że mogę się z Tobą nie zgodzić.
    Mnie ziębi i grzeje, że mamy swoja kulturę i obyczaje często jeszcze z czasów Celtów czy Wikingów/Normanów. Tak jakoś bywa, że różni próbują nam przeszczepić/wciskać swoje mądrzejsze lub głupsze obyczaje. To niszczy naszą przeszłość, historię, kulturę. Tak jak bronię kultury mojego Górnego Śląska tak tez bronię Marzanny, Nocy Kupały i Świetego Mikołaja. Nie "wpuszczam" dziadka mroza /pisane z małej litery/ jak i haloween i "róbta co chceta".
    Polacy nie gęsi...............Ikko my jesteśmy i bądżmy kulturtregerami dla naszych wnuków
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze
      A ubierasz w wigilię choinkę (zwyczaj wzięty z Niemiec w XIX wieku), twoja wnuczka spotyka w centrum handlowym grubaśnego "mikołaja" (celowo z małej litery) w czerwonym kubraczku (taki osobnik po raz pierwszy pojawił się w reklamie Coca Coli w latach 30-tych XX wieku i nie ma nic wspólnego ze św. Mikołajem biskupem Mirry), oczywiście twoje dzieci szukały na Wielkanoc prezentów schowanych przez "zająca" (zwyczaj przyszedł prawdopodobnie z Niemiec pod koniec XIX wieku i był znany wyłącznie na terenie zaboru pruskiego).
      Jeśli tak, to O JAKIEJ swoja kulturze i obyczajach ty mówisz?
      To co nazywasz "obyczajem" to zlepek zwyczajów różnych ludów, które (podobnie jak Haloween) zostały kiedyś (wcale nie tak dawno) przywleczone na tereny Polski!

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    2. Krzysztofie - chyba po raz pierwszy sie dość głęboko nie zgadzamy i niech tak zostanie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Piotrze, jestem "za a nawet przeciw".
      Różne obyczaje traktuję jako tradycję, inne jako naleciałości. Nigdy nie zastanawiałem się jak blisko czy daleko od kultury naszych przodków plasują się zarówno te naleciałości jak i to co zaliczam do kultury.
      Z jednym tylko nie mogę sobie dać rady - co symbolizuje Zając Wielkanocny (Easter Bunny)?
      Jaja kościół zaadaptował jako symbol rodzącego się życia. Ale zając?

      Usuń
    4. Jajo jest symbolem rodzącego się życia, a adoptując zająca kościół robi sobie z nas jaja, które...
      (da capo al fine)

      Usuń
    5. Jak zazwyczaj masz rację.
      Leszko, juz zupełnie skrótowo - mamy pewien pakiet zwyczajów, obyczajów i zachowań. Nieważne od kogo i od kiedy pochodzą a ważne że są nawet durny zając, który do niczego nie pasuje............może ktos wie.
      Jedno pewne - nie chcę żadnych bonusów, wystarczy to co mamy.
      Pozdro z Opo
      ps.
      Mamy taka manierę, że to co z zachodu lub Hameryki to jest bjuty......

      Usuń
    6. Jedna z wersji. Zając (królik) był pogańskim symbolem płodności. Wielkanoc przypada na wiosnę i właśnie zając ma symbolizować i "zaczarowywać" obfitość plonów. Wiosna u pogan, to było święto nowego życia, ku czci bogini światła i wiosny – Eastre. (Easter?). Z komentarzy wynika, że od zawsze jesteśmy jak ten "odkurzacz" wsysający wszystko co "światowe". A może raczej, co nam podstawią do "rury ssącej". Chciałoby się zapytać, a w drugą stronę coś poszło? Pozdrawiam. Jurek.

      Usuń
    7. Jureczku -dzięki - to może być to !!!!!!!
      Pozdrawia antyodkurzacz

      Usuń
    8. Hmm.... Nawet całkiem rozsądne. Symbol płodności!!!
      Jednak sądzę, że tą płodność zające, czy króliki osiągają nie dzięki związkom monogamicznym. Podejrzewam nawet, że u nich nie mam mowy o żadnych związkach.
      I kościół to toleruje? A jak dzieci w "halowin" próbują zilustrować ewangeliczne "z prochu powstałeś i w proch się obrócisz" to zaraz piekło i szatani?
      ??????

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>