piątek, 13 czerwca 2014

Dolce far niente

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




..................... i to wszystko na zdjęciach bardzo mi się nie podoba w związku z czym zmieniamy miejsce pobytu gdzie będzie znacznie chłodniej.





  Zamiast rozgrzanego bloku mamy nadzieję na chłodny powiew Beskidzkiego wietrzyka.


Od soboty będziemy tu:http://www.uwujcia.pl/


Pozdrowienia dla tych którzy nie mogą lub nie mają dokąd uciec.

ps.
hehehehehe !!! - zdaje się, że nim sie notka będzie zamieszczona to temperatury już będą nieaktualne. Zabieramy się za dopakowanie swetrów.





9 komentarzy:

  1. Zazdraszczam !
    Choc co to za wypoczynek gdy pod ręką telewizja a i internet kusi. Kusi oj kusi.
    Gdyby nagle "zabrakło pogody",a komary dokuczały /co nie życzę/ rekomenduje odległe "o zajęczy skok" w Czechach
    http://www.autocentrum.pl/historia-motoryzacji/muzeum-tatra-warto-odwiedzic/ ceny na nasze kieszenie
    http://www.tatramuseum.cz/index.php?r=292&idj=4
    a odległość 80 km, co to jest dla wytrawnego kierowcy.
    Powodzenia i ładowania akumulatora" życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję !
      Z propozycji nie skorzystam bo przed laty byłem. Tym razem mam zamiar poddać się słodkiemu nicnieróbstwu co jest już zajęciem bardzo wyczerpującym a poza tym durnemu gapieniu się w telewizor i dogadzaniu sobie niekoniecznie bezalkoholowo.
      W Wiśle mamy tyle starych kątów do zwiedzenia, że czasu może nie starczyć. Może pozwolimy sobie wywieźć nasze dupki na Czantorię lub odwiedzimy Czarcią Knajpę na Równicy, czeka Ochodzita i Koniaków, Kubalonka Salmopol i Szczyrk a może i Pszczyna, Żywiec lub Cieszyn ?.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Namolny wiesiek :D naganiacz

    OdpowiedzUsuń
  3. Bawcie się dobrze u Wujcia! ;)
    Szkoda wprawdzie, że akurat teraz - myślałem że się spotkamy u Baby... :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tetryku - nie masz pojęcia jakie jest skomplikowane życie emeryta.
      Chętnie jeździlibyśmy wszędzie trzeba brać pod uwagę:
      Nasze terminy u lekarzy spec. /w tym roku neurolog oraz 2xokulista/.
      Możliwości przyjazdu córki z nasza wnusia /w tym roku wyjątkowo, że 2 razy - już była a drugi będzie na przełomie lipca i sierpnia w .......Wiśle/.
      Wreszcie kiedy bilety w Wizzair są najtańsze /lecimy w październiku/.
      U Baby byłoby i tak raczej niewygodnie. mamy swoje potrzeby i na sianko to juz raczej nie bardzo.
      Pozdrawiamy

      Usuń
    2. Taaak, kiedyś wydawało mi sie, że emeryt to biedny człowiek, bo nie wie co robić z czasem - a właściwie z nadmiarem wolnego czasu.
      Teraz jakoś nigdzie nie widzę tego nadmiaru. Fakt - jego gros pożerają wizyty u lekarzy. I wina nie leży tu w słabej emeryckiej kondycji lecz w "czynnikach zewnętrznych", takich jak:
      - sporo czasu zabiera odszukanie lekarza specjalisty z wolnym terminem krótszym niż 3 miesiące - i to prywatnie! Bo dla NFZ terminy 6-cio miesięczne to sukces.
      - udaje się takowych odnaleźć, ale w różnych i bardzo odległych miejscach. Gdy tak się zbiegnie, że w miesiącu ja mam zaplanowane 2 wizyty a żona 4 - wszystko różne specjalności i każda wizyta w różnym, odległym miejscu - to już sama logistyka zżera trzy dni z miesiąca.
      - w końcu po odnalezieniu specjalisty, dotarciu do niego trzeba odczekać czasem ponad trzy godziny, bo lekarzowi przeciągnęło się w przychodni lub szpitalu a po drodze okropne korki.

      To jedna przyczyna braku czasu. Druga to "konflikt pokoleń". Nie wiem jak to jest, ale gdy dla mnie upływa już szmat czasu, wnuki dopiero się rozkręcają. A wstyd nie dotrzymać im kroku. Oczywiście - zaraz potem musimy znaleźć czas na regenerację sił.

      I tak człowiek ze wstydem patrzy na listę "rzeczy, które zrobię na emeryturze (gdy nareszcie nie będę musiał chodzić do pracy)". Jak była długa, tak i pozostała długa.

      Usuń
  4. Piotrze zazdroszczę Ci!

    Chociaż, po namyśle - nie jestem pewien, czy mi nie odbija.
    1/3 mojego życia mieszkałem w Bydgoszczy. Wtedy zawsze jeździliśmy na wczasy nad morze - do Kamiennego Potoku, czyli Sopot (dzisiaj ktoś chyba przesunął granicę i to są już Kolibki, czyli Gdynia) lub do Jastarni na Helu. To zawsze było moim i całej rodziny marzeniem.
    Gdy przeprowadziłem się do Gdańska, przez kilka lat w każdą wolną chwilę, pędziłem na plażę. Potem zacząłem się rozglądać za kawałkiem czystego, odludnego jeziorka, których na Kaszubach dzięki Bogu nie brakuje.
    Okazuje się, że w tym dziwactwie nie byłem osamotniony. Kiedyś w pracy kolega radośnie oświadczył: - "chłopaki, widziałem morze!!". Na zapytanie, czy był na plaży, odpowiedział: - "nie, poprawiałem antenę tv na dachu bloku".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry

      Mam to samo (nieoglądanie morza)... Tylko najtrudniej to wytłumaczyć znajomym przyjeżdżającym z głębi Polski. Nigdy nie wiem co im odpowiedzieć na pytanie: jak często jeżdżę nad morze...
      Ale ostatnio mi się poprawiło, miałem do zrobienia kilka prac w Brzeźnie, więc przy okazji "odbębniłem" wizyty nad morzem za cały rok z góry :)

      Pozdrawiam

      Krzysztof z Gdańska

      p.s. Piotrze - życzę ci udanego "nic nie robienia" w górach!

      Usuń
  5. Hehe - w temacie nic nie robienia na emeryturze. Co ja sobie nie naobiecywałam jak się będę byczyć,gdzie to ja nie pojadę Jeżdżę - kierunek Tychy , na urlopie jako takim byłam ostatnio z 5 lat temu na Cyprze. A tka poza tym jestem wiecznie zajęta bo jak nie Tychy to coś tam ,nie mam casu na byczenie się a przecież z natury leniwa jestem jak mops....Więc zazdroszczę Piotrowi i życzę udanego wypoczynku...

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>