sobota, 28 grudnia 2013

Okiem emeryta (61)













Odcinek 61 - czyli, ... i po Świętach


    I tak oto, dzięki Bogu udało mi się przeżyć Święta bez zbytniego uszczerbku na zdrowiu.


    Co roku sytuacja się powtarza. Co roku też postanawiamy z żoną, że wyciągniemy wnioski ze wszystkich poprzednich Świąt. Koniec z rozpasaniem! Wszak nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu - to przecież grzech! W tym roku ograniczymy przedświąteczne zakupy do niezbędnego minimum!

    Jednak teraz na prawdę udało nam się tego dokonać. Razem z żoną, przygotowaliśmy połowę tego jedzonka co w roku ubiegłym. I co z tego? Dwie "drugie połowy" przyniosły synowe. A jedno danie pyszniejsze od drugiego!!!

    Perfidne mam synowe. One sobie podjadły trochę w Wigilię, posmakowały wszystkiego. Wszystko też pochwaliły i poszły sobie. A ja zostałem sam z olbrzymimi ilościami niedojedzonych potraw! Sam jak palec, gdyż żona jest cukrzykiem i na pomoc z jej strony w zjedzeniu tego wszystkiego nie miałem co liczyć.

    Ale przecież nie może się zmarnować! Wyrzucanie jedzenia to grzech większy od nieumiarkowania!! A każda z potraw, nie wiem jak przechowywana ma przecież swój termin "ważności"!

    Właściwie zastanawiam się, czy opublikować to co napisałem. Przecież w okresie strasznej biedy, głodu, gdy dla wielu ludzi pozostają tylko mirabelki i szczaw - takie opisywanie obżarstwa musi być postępkiem amoralnym. Nie wiem co począć.

    Wszak w żaden sposób nie mogę się zaliczyć do ludzi, którym żyje się dostatnio. Po pond czterdziestu latach nieprzerwanej pracy pobieram emeryturę, która co prawda jest wyższa od przeciętnej krajowej, ale której i tak daleko do przeciętnego wynagrodzenia. Z tego powodu też do ubogich zaliczyć się nie mogę. Jednak ilu jest w Polsce takich "średniaków"? Jak czytam niektóre komentarze, to wydaje mi się, że jest nas tylko dwóch - Piotr i ja. Wiem, że bogacze to tylko parę procent społeczeństwa - wychodzi mi na to, że ponad 90 % cierpi biedę. To skąd ten tłok w marketach i długachne kolejki przed kasami?

    Prawdopodobnie czegoś nie rozumiem. Ale wiem, że na wiernych czytelników mogę liczyć. Na pewno znajdzie się kilku komentatorów, którzy poświęca swój cenny czas, by wyprowadzić mnie z mojego "mylnego błędu".

    Do pozostałych mam pytanie - czy stajecie również przed takimi dylematami. Jeżeli nie - to jak to robicie, że na wigilijnym stole jest wszystko co potrzeba a jednocześnie niczego nie jest za dużo. I niczego potem aż do Nowego Roku nie musicie dojadać?

    Dzisiaj dowcipu nie będzie. Nie chcę nikogo urazić. Jednak pragnę wlać trochę optymizmu w serca tych, którzy już nie wierzą, że może być lepiej.



    Wychodząc
dzisiaj rano do sklepu po świeży chleb, zauważyłem na moim skalnym ogródku coś podejrzanego. Zrobiłem zdjęcie - i oto co tam znalazłem. Przypominam - 28 grudnia 2013 roku!!!



    A jeszcze tak nie dawno, bo w pierwszy dzień świąt, 31 marca 2013 roku wyglądało to tak:










15 komentarzy:

  1. Od lat "chorowalismy" na to samo. Po świętach okazywało się że żarcia mamy jeszcze na tydzień dla plutonu wojska. Z miejscowych tzn. ja z żona mielismy jedzenia po dziurki w nosie i eksploatowalismy kropelki mietowe oraz Rennie. W tym roku sie zbuntowałem. Nie było od rana żadnej głodówki tylko lekki posiłek. op 12.oo barszcz z uszkami. O 14.3o pierogi i śledzie. po 16.30 karpisko, ziemniaczki i kapucha z grzybkami. o 18.oo makówki. Tak zleciała wigilia bez problemu i obżarstwa. Wiem, że nie taki jest obyczaj kolacji wigilijnej ale wiem także że stare pryki są częściowo zwolnione z czego skorzystalismy i o czym nie bez satysfakcji powiadamiamy;
    Piotr Opolski + Ali Baba

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogłosić, że się doszukało w papierach, że tak naprawdę to ma się na imię Szczepan i zacząć spraszać gości na imieniny w tym dniu :)
    Kłaniam nisko:)
    P.S. Przed Świętami nie zdążyłem, ale Noworocznej pomyślności jednak pożyczyć sobie pozwolę... I naturalnie: zdrowia, bo chyba będzie potrzebne, jeśli ci goście jednak nie przyjdą...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Leszku myślę ze wszyscy borykamy się z tym problemem :) jakoś się zje,a czego się nie zje zawsze można zamrozić,przynajmniej ja tak robie.
    Co do kolejek w marketach mam pewna teorie...widzisz te święta wszyscy chcą spędzić dostatnio i nawet ci którzy cały rok musza sobie odmawiać to w Boże Narodzenie nie chcą tego robić i często kupują ponad swoje możliwości aby chociaż w te dni mieć namiasteke dostatku. Smutne ale prawdziwe niestety.

    OdpowiedzUsuń
  4. jak zyc Premierze Tusk Jak zyc Bieda w kraju Niedożywieni i głodujący.
    Pewno to cudzoziemcy "robią nam frekwencje" w marketach.
    A "w poświąteczne śmietniki" strach zajrzeć Ile to tam żywności leży,niektóre ciasta czy wędliny nawet nie rozpakowane z plastikowych opakowań.Trzeba wywalić w śmietnik bo to termin przydatności za tydzień, a w lodówce brak miejsca.
    Naturalne lodówki tzn balkony i loggie nie do wykorzystania bo i zima Panie jakaś nie taka.
    Ech jak zyc.Drzewiej tak nie bywało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wieśku - jak żyć, ech jak żyć.
      Nie ma już nic świętego, stabilnego - czegoś na czym można się oprzeć. Wokół same zboczenia - kwiaty w grudniu?!!!!

      Usuń
    2. A 'skalniaczek" jakoś tak przypadkowo nie sporządzono na podziemnej sieci ciepłowniczej? Lub innym "przepływającym a ciepłym" medium co to ze starości i braku konserwacji "popuszcza sobie ciepełko"
      W ostateczności to podgrzane słońcem sąsiednie kamienie oddając ciepełko stworzyły swoisty mikroklimat.
      W sam raz na prace doktorską dla emeryta hobbisty.Termometr w glebę tudzież inne "przyrząda" i wyjaśniać "kwestie cudu"
      Druga wersja to wkopać krzyż,ogłosić iż to"miejsce cudowne" /wystarczy jeden znicz/ i pilnowanie posesji przez zastępy moherów darmowe.To plusy dodatnie.
      Plusy ujemne.zadeptanie posesji,tudzież inne zanieczyszczenia"biologiczne" wraz z koniecznością usuwania wypalonych zniczy i kwiatów.
      Mozna też te "atrybuty uwielbienia" sprzedawać w przydomowym sklepiku.
      Co jako "biznes plan" uprzejmie zapodaje.

      Usuń
    3. No więc nie, Wieśku. Skalniaczek jest na lewym końcu widocznego na ostatnim zdjęciu żywopłotu a rura ciepłownicza biegnie po drugiej stronie ulicy, przed widocznym blokiem.
      Pozostają więc tylko dwie wersje - albo "winne" są kamienie, albo cud. Jeżeli to ostatnie, to z obawy przed "moherami" prędzej przykryję "cudowną roślinkę" suchymi liśćmi i ziemia, niż skorzystam z Twego biznesplanu. Jednak nawet za niewykorzystany tez serdecznie dziękuję!

      Usuń
  5. Klik dobry

    Leszku, ja w tym roku poszedłem o krok dalej i nie robiłem wcale zakupów świątecznych. Dzięki czemu obżarstwo czekało mnie jedynie podczas obowiązkowych wizyt u rodziny i znajomych. Dzięki czemu dało się wytrzymać "wigilijny post" a i portfel był grubszy podczas kupowania moim bliskim prezentów świątecznych :-)

    Nauczony tegorocznym doświadczeniem, przymierzam się do powtórzenia w/w metody przy Świętach Wielkanocnych :-)

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    P.S. A gazetki osiedlowej w sieci ciągle nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztofie
      To stara a znana metoda.Niezbyt tolerowana i przyjmowana w rodzinie.nazywa się to "metoda na krzywy ryj"
      Mamy takiego jednego kolegę.Nazwanego" Dżinem z butelki" a to dlatego, ze ilekroć i gdziekolwiek otwieramy butelkę on zawsze się pojawia

      Usuń
    2. Witam Wieśku

      Wizyty były z założenia obowiązkowe, więc rodzina już w chwili zapraszania była przygotowana na gości objadających się na "krzywy ryj". W moim wypadku zaplanowana ilość (obowiązkowych) wizyt spowodowała, że właściwie przez całe święta gdzieś się musiałem obżerać i właściwie nie odczułem braku własnych potraw świątecznych ;-)

      Pozdrawiam
      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
  6. I po Sylwestrze!
    Serdeczności noworoczne dla p.t. Autorów! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Minęły Święta, minął Sylwester, Leszku, przed nami stara bida!
    trzim sie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju - stara bida, ale w nowej odsłonie!
      Czy to nie brzmi optymistycznie?

      Usuń
  8. Wg St. J. Leca optymizm i pesysymizm różnią się tylko w dacie końca świata! Tego chyba nawet nasze praprawnuki nie dożyją. A my sobie z tym jakoś poradzimy, dostatecznie nas komuna zahartowała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Andrzeju, że przypominam sobie pewien fakt z okresu komuny. Szczegóły zatarły mi się w pamięci, ale miało to mniej więcej taki kształt:

      Któreś z rzędu plenum KC podjęło cały pakiet uchwał dotyczących wsi. Oczywiście chodziło o to, by nie brakło sznurka, nawozów, by skupy funkcjonowały jak należy i by chłopom lepiej się pracowało na rzecz planu 5-cio letniego.
      Potem jakiś dziennikarz wybrał się na wieś by zapytać chłopów jak oceniają tą doniosłą inicjatywę KC.
      Jeden z chłopów odpowiedział:
      - Panie, ja tam do polityki się nie mieszam. Chciałbym tylko, by niczego już nie uchwalali, zostawili jak jest. My już sobie jakoś radę damy!
      I to puścili w radio!

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>