sobota, 19 kwietnia 2014

Okiem emeryta (67)










Odcinek 67 - czyli o wyższości ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY nad ŚWIĘTAMI BOŻEGO NARODZENIA


    Profesor mniemanologii stosowanej wyjaśnił, że zawsze wyższość przypada świętom od których dzieli nas mniej dni. Nie bardzo się z tym zgadzam, ale jako dobrze wychowany człowiek nie będę więcej szargał imienia profesora - w końcu twórcy mniemanologii stosowanej.


    Różnicę pomiędzy wspomnianymi świętami widać już na pierwszy rzut oka. Jednak gdy na chwilę odłożymy na bok "wspaniałe okoliczności przyrody" im towarzyszące, zaczynają się schody. Nadal każdy wie, że jest jakaś różnica. Kłopot zaczyna się od próby wskazania jej podstawy.

    W części świata będącej pod wpływem tzw. "kultury zachodu" święta te mają ścisły związek z chrześcijaństwem. Oba powiązane są z postacią, która z religii "starotestamentowej" wywiodła nową - chrześcijaństwo.

    Święta Bożego Narodzenia mają upamiętnić zesłanie na świat Syna Bożego. Jednak sens tego wydarzenia nabiera pełnego znaczenia dopiero w zestawieniu z misterium Wielkanocnym zwieńczonym Zmartwychwstaniem. Mówiąc prościej - Boże Narodzenie to uwertura do Zmartwychwstania.

    Jednak mam jakieś dziwne odczucia. Podwójne nawet, bowiem pierwsze to - że nie tylko ja. Drugie i właściwe to odczucie, że w naszej kulturze ludycznej jednak więcej emocji i wrażenia niosą i pozostawiają Święta Bożego Narodzenia. Niby wiemy, niby to znamy - ale jednak jakoś "radość" z Narodzenia brzmi pełniej niż "radość" ze Zmartwychwstania. Dlaczego???

    Szukając korzeni tego stanu rzeczy należy sięgnąć po etnologię. Może w dalszej części felietonu pokuszę się o to w zakresie na jaki mnie stać. Jednak źródła tego fenomenu ja osobiście dopatruję się w o wiele bliższych czasach niż te, którymi zajmuje się etnologia. Chodzi mi o czasy mojego (chyba też i Twojego - drogi czytelniku) dzieciństwa.

    Każde święta zaczynają się jeszcze przed "świętami". Jest to okres przygotowawczy. Jak sięgnę pamięcią - to Święta Bożego Narodzenia zaczynały się od pieczenia pierników, chowanych przez Babcię, by zdążyły przed świętami jeszcze trochę się "zestarzeć". Potem następował zakup choinki. Następnie zakupy różnych smakołyków, skrzętnie chowanych (podobnie jak pierniki) przed dziećmi. Jednak ich zapach (o "Zapachu Pomarańczy" śpiewano piosenki) demaskował je skutecznie.

    Po paru dniach nadchodził ten wyczekiwany. Strojenie choinki, kolacja wigilijna i oczywiście nadejście Gwiazdora. Ten dreszcz emocji - co wyjmie z przepastnego wora? I radość wielka, gdy okazało się, że to wymarzona kolejka na kluczyk. Mniej nas dzieci obchodził fakt, że w święta te "kolędowano" po różnych krewnych, że święta te wyjątkowo sprzyjały cementowaniu więzi rodzinnych.

    A Wielkanoc? W dziecięcej pamięci zaczynało się to święto od Wielkiego Postu. Ja żegnałem się na długo z łakociami. Były one bowiem dziecięcą wersją "zabaw hucznych", których zabraniały przykazania. Nie wiem jaki jest wasz stosunek do "chodzenia do kościoła". Jednak jaki by nie był, okres przed Wielkanocą był mało "rozrywkowy", zwłaszcza w kościele.

    Potem Dzień Zmartwychwstania. Niby ŚWIĘTO!!! Jednak w moim domu zaczynało się to wielkie świętowanie dosyć przykro. Babcia moja, strażniczka tradycji budziła nas z błogiego snu rózgami po gołych nogach. Wyjaśniała przy tym, że to na pamiątkę ran, które otrzymał Jezus. Dopiero potem można było rozpocząć poszukiwania śladów Wielkanocnego Zajączka. ZAWSZE były to słodycze. Chociaż żadne dziecko nie gardziło żadną ilością słodyczy, jednak sami przyznacie - kolejka to nie jest!!!

    I te właśnie obrazy, takie wspomnienia kształtują nasz stosunek do przeżywania świąt. Wiem, że osoby mocno religijne i prawdziwie wierzące, zarzucą mi spłycanie tematu. Będą miały rację. Ale ja nie pretenduję do roli wzorca, czy autorytetu w sprawach wiary. Proszę dokładnie rozejrzeć się dookoła. A taki właśnie świat zobaczycie. Pewnym usprawiedliwieniem jest fakt, że cała zewnętrzna otoczka tych świat pochodzi z czasów "przed chrześcijańskich". Zresztą trudno określić cezurę czasową dla tych okresów. Wprowadzenie chrześcijaństwa to nie dekret z określoną datą. Niektóre przejawy "kultury pogańskiej" są wyjątkowo żywe i dzisiaj.

    W tym miejscu przydałby się jakiś specjalista, etnolog. Większość, zdecydowana większość elementów tworzących kulturę narodową tkwi głęboko w kulturze ludowej. Tkwi nie tylko głęboko, ale i bardzo mocno. Tak mocno, że nawet przedstawiciele nowej religii - chrześcijaństwa - zrozumieli, że łatwiej jest przystosować elementy tej kultury do nowych znaczeń, niż z nimi walczyć.

    A w kulturze ludowej właśnie wszystkie elementy związane dzisiaj z Bożym Narodzeniem miały większe znaczenie niż te związane z Wielkanocą. Wielkanoc to dawne "święto wiosny". Rzeczywiście jest powód do radości. Popatrzmy na przyrodę - świeża zieleń, oszałamiające barwą kwiaty. Jednak to tylko budzenie się życia. Życia, które walkę z ciemnością wygrało jednak w dniu przypisanym do Narodzenia Pana. Gdyby życie tej walki nie wygrało, nie miałoby się co budzić na wiosnę.

    Takie właśnie elementy mocno tkwią w kulturze ludowej. Można powiedzieć, że niektóre już może tylko w "podświadomości" tej kultury, ale nadal wpływają na atmosferę każdego ze świąt.

    Jeżeli teraz te moje pseudonaukowe etnologiczne rozważania nałożę na doświadczenia własnego dzieciństwa - to nie ulega wątpliwości wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. A szkoda - bowiem te ostatnie zawierają w sobie również przesłanie tych pierwszych. Bowiem budzenie się życia od nowa, naprawdę niewiele się różni od rodzenia się nowego życia.

    Dlatego wszystkim czytelnikom ślę wesołe - ALLELUJA !!!!









    Może to jest sposób na pogodzenie tych Świąt?







13 komentarzy:

  1. Dodałbym do Twojego wywodu nieco ściślejszy związek aktualnego święta z z żydowskim świętem paschy. To zwyczaj pielęgnowany od czasu ucieczki (exodusu) Żydów z Egiptu, a więc od czasów Mojżesza. Chrześcijańska Wielkanoc i żydowska Pascha są nierozerwalnie związane, a dopiero później dołączano inne tradycje.
    A poza tym życzymy ze Starszą wiele radości i pogody w to Święto! Tobie Leszku, Twojej rodzinie, Piotrowi i jego rodzinie, i wszystkim Waszym gościom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia.
      Co do mego wpisu - faktycznie, takich paraleli można by jeszcze wiele wywieść. Jednak nie ważne ile ich jest, ważne jak one wpływają na konotacje wymienionych świąt.
      Czy ja mam rację twierdząc, że społecznym odbiorze jednak Gwiazdka stoi wyżej? Czy może się mylę?
      Czy należy to zostawić swemu biegowi? Czy może próbować jakoś zmienić?
      Na te pytania - przyznam się - nie znam odpowiedzi. Chętnie więc poznam Wasze zdanie.

      Usuń
  2. Vulpian de Noulancourt19 kwietnia 2014 17:05

    1. Moim zdaniem rzecz w rozbrajającym infantyliźmie naszej kultury. Przyjemniej jest patrzeć na szczęście, "kłuściutkiego" Jezuska, trzech królów z darami i wykiwanego Heroda niż na zdradę, mękę, krew i śmierć na krzyżu. Choćby nawet z tyłu kołatało się odkupienie i niepojęte zamysły Najwyższego.
    2. Najprawdopodobniej wynika to z marnej znajomości reguł własnej wiary, a mam wrażenie, że Kościołowi też bardziej zależy na obrzędowości i masowości niż na zrozumieniu przez wiernych (tak przynajmniej było za czasów mojej młodości, może teraz jest inaczej).
    3. Zmienić tego się nie da, bo to praca podobna do orania brzegu morskiego - ciężka i beznadziejna. Może długofalowe działania, obliczone na długie lata mogłyby coś zmienić. Tylko: po co?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdym niedemokratycznym strukturom zależy bardziej na obrzędowości niż na zrozumieniu istoty obrzędu.
      I to obciąża nie tylko kościół. Tak było i w "słusznie minionym" ustroju, tak jest dzisiaj w Rosji i wielu innych krajach z Koreą Północną na czele. O ile jednak można mieć nadzieję na zmiany w polityce - to zmiany w kościele są raczej niemożliwe. Przynajmniej w skali stuleci.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Trzeba przyznać, że w wielu wypadkach każde świeto jest robione pod mniejszym lub wiekszym kątem naszych milusińskich.
    Entourage czyli otoczenie z wszystkimi dodatkami jest zupełnie inne pod wzgledem nastroju.
    Jedno świeto radosne z wieloma pracami, drugie ponure, ociekające krwią.
    Zmartwychwstanie radosne ale kto widział zmartwychwstałego a każdy widział nowowrodka. Odwiedzanie grobów pańskich w kościołach to co innego niż odwiedzanie żłóbków. Świeta Bożego narodzenia są także bardziej powiązane z obyczajowością jak i dawnymi pogańskimi wierzeniami a Wielkanoc tylko z Paschą.
    Długo by pisać ale i tak wiekszość woli świeta radosne.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze - ja też jestem "zakamuflowaną opcją radosnoświątkowców".
      Chociaż z drugiej strony wstyd mi, że istota takich świąt jak Wielkanoc nie potrafi spowodować we mnie uznania wyższości Świąt Wielkiej Nocy na Świętami Bożego Narodzenia.

      Usuń
  4. Oj tam, oj tam... Dla mnie w dzieciństwie Wielkanoc to był pierwszy, po długiej zimie, wyjazd do dziadków na wieś!!! Tam był luz i swoboda, oraz prawdziwe, kicające po polach, ogłupiałe zające (żadnych słodyczy, ani innych prezentów, nie dostawałam). Malowanie i kraszenie jajek (moja mama robiła piękne pisane woskiem). Zawody kto więcej jajek innym zbije, prawdziwy śmigus dyngus i przez dwa dni wędrówki od zagrody do zagrody, co by wszystkich krewnych odwiedzić. Kudy do tego jakiejś książeczce, czy lalce, pod choinką, pal sześć nawet te pomarańcze raz do roku.:-))))
    Wesołych Świąt.
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikko133 - tez probowałem woskiem jak moja Babcia ale dałem sobie spokój bo wychodza mi wyjątkowo pokracznie !.
      Wesołych !!

      Usuń
  5. Piotrze, Ikko - też od czasu gdy moje pierwsze dziecko już rozumiało co to święta, zacząłem robić pisanki metodą woskową.
    Chciałem, by dzieciom zaszczepić trochę tradycji, choć wówczas w moim wydaniu była to tradycja dosyć abstrakcyjna.
    Dzisiaj nadal to robię i tak mi to wychodzi.
    Link ten radzę otwierać w nowej karcie, gdyż Blogger nie pozwala tak ustawić linka, by działo się to automatycznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przecież wy jesteście ateistami, zgorzkniałymi ateistami. Co was tak interesuje temat świąt? psychoza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzanno, a Ty jesteś tą jedną z niewielu, którzy widzą duszę każdego człowieka. Na dodatek zapewne uważasz, że jesteś osoba wierzącą.
      A osoby naprawdę wierzące nie zapominają słów: "Nie sądźcie, abyście nie byli osądzeni", "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem".
      Ciekawi mnie również na jakiej podstawie odmawiasz ateistom zachowania tradycji?
      Na jakiej podstawie doszłaś do wniosku, że jesteśmy zgorzkniali?
      My w przeciwieństwie do wielu "pouczaczy" potrafimy sie cieszyć z tego co nam daje los.
      W każdym zdarzeniu staramy się widzieć coś dobrego. A "pouczacze", "katolicy" i "prawdziwi polacy" szukają we wszystkim zawsze czegoś złego. Jak nie mogą znaleźć - wymyślają. Byle sobie i innym udowodnić, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej.
      I dla zaakcentowania odrębności - cieszących się z życia nazywają zgorzkniałymi.
      Przemyśl to Zuzanno.
      Pozdrawiam i zapraszam do częstszych odwiedzin - może zgubisz gdzieś tu swój smutek.

      Usuń
  7. Ale jaja! Zuzanna podgląda starców! ;) ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wg J. J. Rousseau dzieciństwo to sen rozumu. Oby ten sen, Leszku, był rozkoszny, a nie koszmarny. I na tym polega wyzszośc Dnia teściowej nad Dniem Szwagra...
    pozdrawiam i niezmiennie zapraszam

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>