sobota, 1 marca 2014

Gdzie Krym a gdzie Izrael

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Co dalej z Ukrainą?


    Sytuacja na Ukrainie wyszła nawet poza ramy czeskiego filmu. Zmierza ku filmom s-f. Na Krymie pojawiło się UFO - doskonale wyposażeni żołnierze, bez dystynkcji i naszywek, na podstawie których można by określić ich przynależność państwową. Na pewno nie są to wojska Ukrainy, Rosja też się do nich nie przyznaje. Nasze wojska są w Afganistanie. Więc jeżeli nie przyzna się do nich USA - pozostaje UFO. Na takie ich pochodzenie wskazuje też sposób ich pojawienia się. Nikt nie widział żadnej kolumny wojskowej, zmierzającej z dowolnego kierunku w kierunku cywilnego lotniska stolicy autonomicznego Krymu. Co prawda w Sewastopolu stacjonuje niejeden garnizon rosyjski - ale Sewastopol nie należy do Krymu. Władzę nad tym miastem w całości sprawuje rząd w Kijowie. Jeżeli oczywiście takowy w ogóle jest.


    Ale zostawmy żarty na boku. Sytuacja jest poważna. Rosyjska inwazja na Ukrainę już się rozpoczęła. Na razie jest to "pełzająca" inwazja. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości co to za wojsko "krąży po Krymie". Może to i szczęście, że w Kijowie jest zamieszanie i nie bardzo wiadomo kto rządzi - Janukowycz, Majdan czy Jaceniuk, nowy premier? Dzięki temu Ukrainie udało się uniknąć reakcji na rosyjska prowokację i powtórzenia scenariusza gruzińskiego.

    Chociaż w tym przypadku, Rosja musiałaby dokonać nie lada wygibasów, by popierając separatystyczne "zachcianki" większości obywateli Krymu, jednocześnie wywiązać się z tzw. Memorandum Budapesztańskiego z 1994 roku. W memorandum tym w zamian za rezygnację z broni nuklearnej Rosja, USA i W. Brytania gwarantowały Ukrainie integralność i nienaruszalność jej granic. Swoją drogą ciekaw jestem na ile wspólne interesy tych trzech gwarantów mogą wpłynąć na utratę słuchu i pogorszenie wzroku u dwóch z nich.

    Głos "opinii światowej", aczkolwiek wypływający z "poczucia sprawiedliwości", krzyczy - Ukraina ma prawo do rozwiązywania swych problemów własnymi siłami. Ale ten głos brzmi w moich uszach dosyć naiwnie. Bowiem w tej chwili Ukraina tych "własnych sił" nie posiada. Nawet na Majdanie widać było, że to tygiel. Państwo to nie jest jednolite etnicznie. Podejrzewam, że rdzenni Ukraińcy stanowią w nim mniejszość. Większość stanowią tylko w zachodniej (i chyba biedniejszej) części kraju. Reszta to dominacja Rosjan.

    Jeżeli teraz ci Rosjanie, zwrócą się z prośbą o pomoc do matuszki Rosiji - ta przecież nie pozostawi bez ich własnemu losowi. A Krym? Terytorium to posiada w ramach Ukrainy pewną autonomię (z wyłączeniem Sewastopola). I o ile historycznie ta autonomia jest usprawiedliwiona, o tyle demograficznie - dzisiaj nie za bardzo.



    Jeżeli wszyscy optujemy za prawem do samostanowienia - to weźmy pod uwagę, że Krym nigdy nie był częścią Ukrainy. Na dodatek w 1944 roku zniknął z Krymu ostatni przedstawiciel jedynej autochtonicznej grupy - czyli Tatar Krymski.

    Jak więc należy traktować autonomię Krymu? Jako enklawy rosyjskiej? Jako ojczyzny Tatarów? Czy też może czegoś na wzór skompromitowanych tworów w rodzaju Wolnego Miasta Gdańska?

    Obojętnie jaki wariant się wybierze, mnie zawsze będzie się to kojarzyć z Izraelem i autonomią Palestyny. Chociaż na samym Krymie Tatarów jest niewielu (dzisiaj ~10%?), jednak na świecie jest ich jeszcze całkiem sporo. I są to skupiska, które zachowały swoją tożsamość i kulturę.



    Rozsiani są po całej Eurazji - od Polski po Bajkał. W Rosji mieszka ich ponad 5,5 miliona, na Ukrainie 350 tys., w innych państwach dawnego ZSRR około 2,1 miliona, w Polsce i Rumunii około 30 tys. i dodatkowo w USA około 10 tys. W ostatnich latach można zauważyć widoczne już ruchy imigracyjne.


    Parlament Krymski podjął decyzję o przeprowadzeniu w maju br. referendum w sprawie rozszerzenia autonomii tej republiki. Jest to oczywiście pierwszy krok do odłączenia się Krymu od Ukrainy. Tatarzy krymscy są temu zdecydowanie przeciwni. Jednak co ciekawe, Światowy Kongres Tatarów przestrzegł krymskich Tatarów przed "politycznym radykalizmem zrodzonym na kijowskim Majdanie". Z kolei prezydent Tatarstanu (autonomiczna republika będąca częścią Rosji) wezwał krymskich Tatarów do "pokoju i zgody z ludnością rosyjską". Temu akurat się nie dziwię, gdyż Światowy Kongres Tatarów ma swoją siedzibę w stolicy Tatarstanu właśnie.

    Tak więc wraz z wyborem nowego prezydenta Ukrainy, na Krymie może zapaść decyzja o tym, że Krym jest częścią Ukrainy jedynie na zasadzie umowy międzynarodowej, której wypowiedzenie przez jedną ze stron nie pociąga za sobą żadnych . Bo do tego zmierza pytanie referendalne: Pytanie poddane pod głosowanie w referendum będzie brzmiało: "Autonomiczna Republika Krymu posiada niezależność państwową i wchodzi w skład Ukrainy na podstawie umów i porozumień - tak lub nie".

    Nawet jeżeli udałoby się wykreślić słowa o "niezależności państwowej" to i tak sytuacja się zaogni. Większość mieszkańców Krymu na pewno wymusi poszerzenie autonomii - a wtedy rdzenna ludność półwyspu znajdzie się w sytuacji Palestyńczyków. Nastąpi powtórka ze Stalina.

    Co na to Kijów?




15 komentarzy:

  1. A co Kijów? Ważne, co Obama na to. Po mojemu jak najszybciej - natychmiast - powinien wysłać swoją folotę, a wszyscy święci tego świata natychmiast przerwać weekendowy wypoczynek i przestać wyrażać jedynie swoje zaniepokojenie, a zadziałać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ellu, pytanie było retoryczne. Oczywiście, że dzieją się ważne rzeczy, które mogą przesądzić o dalszych losach Ukrainy. Wiadomo, że decydenci nie pochodzą z Kijowa. Wiadomo, że w Kijowie teraz najważniejszy jest podział stołków.
      Jednak złośliwie zapytałem.

      Usuń
    2. Ja pisałam o reakcji świata na decyzje w Moskwie i groźbie wojny, bo poza zaniepokojeniem nic konkretnego nie słyszałam.

      Usuń
  2. O jakim niby samostanowieniu mówimy? Putin mówi sprawdzam (na co mi pozwolicie), a szefowie innych państw dywagują, wejdzie, nie wejdzie? No kuźwa, historii nie znają? Hitler też Sudety zajął, rzekomo w obronie swoich, rzekomo przez Czechów gnębionych. Reszta zaś świata siedziała z założonymi rękami, a potem akceptowała kolejne "wejścia wojsk". Za Gdańsk też się nie chcieli bić, prawda?
    To pytam, kiedy wreszcie NATO (wszyscy przywódcy państw członkowskich jednym głosem) powie Putinowi STOP?
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Ikko - o takim, jakie miało miejsce w Polsce. Chyba, że tez uważasz, że jesteśmy kondominium, że sierpień 80 to akcja esbecji z agentem Bolkiem na czele i że okrągły stół to współczesna Targowica.
      Pamiętasz nasze dylematy: wejdą? nie wejdą?
      Nie weszli. Wydaje mi się że tylko dla tego, że wtedy nikomu do głowy nie przyszło tropienie "układów", zdrajców i pachołków Moskwy. Dlatego i my i zachód mogliśmy grać w jednej orkiestrze o Moskwa musiała odpuścić.
      Jasne (to dla prawdziwych polaków), były też i inne okoliczności - papież, Gorbaczow, słabość ZSRR. Ale przy tych wszystkich słabościach, gdybyśmy wtedy byli tak podzieleni jak dzisiaj i jak dzisiaj jest podzielona Ukraina - na pewno by weszli. Bo kogo ma dzisiaj bronić zachód? Ukrainy? A co to jest Ukraina? Wschód, zachód, Krym - razem, czy każde z osobna?

      Usuń
    2. P.S.
      To "wejście, nie wejście" też miałem na uwadze pisząc:
      "Swoją drogą ciekaw jestem na ile wspólne interesy tych trzech gwarantów mogą wpłynąć na utratę słuchu i pogorszenie wzroku u dwóch z nich."

      Usuń
    3. Naiwna z Pani osoba.

      Usuń
  3. Chyba się nie zrozumieliśmy Leszku. Samostanowienie to jedno, a wejście wojsk jednego państwa (Rosja) na terytorium innego (Ukraina), to dwie różne sprawy. Jak myślisz, dlaczego na Węgry, potem jeszcze do Czechosłowacji weszli, a do nas nie weszli?
    Zapewniam, że nie o ilość czołgów, głowic, czy żołnierzy chodziło. Raczej o chłodną kalkulację, co się w dłuższym dystansie czasowym bardziej opłaci, a w tym "NA CO NAM POZWOLĄ"? Robił to Hitler w latach 30-ch, po nim po wielokroć inni, a teraz robi Putin. Zauważ, że uzyskał zgodę swojego parlamentu, ale sam ostatecznej decyzji jeszcze nie podjął, sprawdza co zrobi (powie, czym zagrozi) reszta świata (głównie USA i UE).
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji, bo nikt nie jest w stanie wszystkiego przeczytać.

      "Putin dostał zgodę Rady Federacji na interwencję wojskową na Ukrainie, nie tylko na Krymie.
      Siergiej Kowalow, znany obrońca praw człowieka, dysydent, więzień łagrów sowieckich
      I czego się spodziewaliście po ppłk KGB, po kraju, którym rządzą oficerowie służb specjalnych. Nam, Rosjanom, powinno być wstyd, że wybraliśmy takiego nikczemnego człowieka prezydentem i godzimy się tak długo na jego rządy.
      Ale nie mogą bez wstydu słuchać tego, co w tej dramatycznej sytuacji mówią przywódcy Zachodu. Myślę, że Putin zdecydował się na dzisiejszy krok po tym, jak w piątek Obama wygłosił swoje oświadczenie w sprawie Ukrainy - o "zaniepokojeniu", o ewentualnych "konsekwencjach" ataku na Krym. Myślę, że nasz podpułkownik zrozumiał słowa prezydenta USA jako carte blanche na agresję.
      Zachód już nie pamięta, że i USA i Wlk. Brytania są gwarantami integralności terytorialnej Ukrainy i mają teraz obowiązek reagować.
      My, obywatele Rosji, też mamy taki obowiązek. Myślę, że wkrótce usłyszycie głosy protestu z Moskwy."

      Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,15549211,_Polityka_w_stalinowskim_lub_hitlerowskim_stylu__.html#ixzz2ujqSL4HP

      Pomyślności.

      Usuń
  4. Coraz więcej podnosi się głosów o ewent. referendum na Krymie. Fajnie się mówi o referendum jak się ma większość nie tylko narodowościowa ale polityczna, zawodową, społeczną. Referendum to narzędzie niebezpieczne bo jak szaleć to szaleć. Poświęciłem troszkę czasu aby teoretycznie odpowiedzieć na pytanie jak jak wypadłoby referendum w wybranych Autonomicznych Republikach Rosyjskich.
    Po nazwie Autonomicznej Republiki Rosyjskiej pierwsza liczba oznacza ilość procentową ludności autochtonicznej a druga ilośc ludności rosyjskiej w %:
    Inguszetia 93,1/1,2
    Babaro-Bałkaria 43/33
    Kałmucja 53,3/33,6
    Karaczajo-Czerkieska 41/31,6
    Jakucja 49/37
    Osetia 62,7/23,2
    Tatarstan 53,3/39,7
    Tuwa 77/20,1
    Udmurcja 52,3/43,3
    Czeczenia 67,9/14,5
    Czuwaska Republika 67,6/26,5
    Wykazać chciałem jak "ciekawe" mogą być referenda. Nie widzę powodu aby po referendum w sprawie Krymu ludności tych Autonomicznych Republik nie miały wystąpić do rządu centralnego o referenda w ich krajach ?.
    /O paru republikach pierwszy raz się dowiedziałem/.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. "Czy Rosja zajmie (przejmie) Krym? Rosjanie mają tu dylemat. W 1954 r. ZSRR legalnie - tzn. zgodnie z konstytucją Związku Radzieckiego - przekazał Krym Republice Ukraińskiej. Jeśli teraz Rosjanie podważą porządek prawny i terytorialny wynikający z radzieckiej konstytucji, otwiera się puszka Pandory - będzie on natychmiast podważany w Czeczenii, Armenii, Azerbejdżanie, Gruzji... Moskwie będzie trudno argumentować, że na Krymie da się podważać porządek prawny odziedziczony po ZSRR, a gdzie indziej należy go przestrzegać. Trzeba pamiętać, że Rosyjska Federacja to sztuczny zlepek autonomicznych regionów scalonych za ZSRR. Jeśli sama podważy ustalenia radzieckiej konstytucji, może mieć problemy z zachowaniem integralności terytorialnej". Tak rzekła: Fiona Hill - dyrektor centrum ds. USA i Europy w Brookings Institution, w latach 2006-09 doradczyni ds. Rosji i Eurazji w centrali amerykańskich służb wywiadowczych (National Intelligence Council)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Rudy!
      Słusznie prawisz! Dodaj jeszcze do tego owo budapesztańskie memorandum, którego zerwanie będzie jawnym dowodem na to ile ważą obietnice nie tylko USA, ale i Rosji.

      Jest według mnie tylko jedno logiczne wyjaśnienie samobójczej polityki Putina.
      Jeżeli Putin naciągnie strunę do granic zerwania, a USA nie zrobi nic poza wyrażeniem zaniepokojenia - to potem może odpuścić, powiedzieć, że chodziło mu wyłącznie o bezpieczeństwo Rosjan zamieszkujących Ukrainę. A wobec deklaracji nowych władz Ukrainy, że to bezpieczeństwo nigdy nie będzie podważane, wycofuje się w pokoju.
      Jakie wrażenia pozostaną wtedy nam wszystkim? Ano takie, że Putin rozgrywał Ukrainę jak chciał, wycofał się na z góry upatrzone pozycje - a zachód z USA na czele skompromitował się doszczętnie, jako niezdolny do podejmowania działań. Czyli mówiąc po naszemu - mocny tylko w gębie.
      I to będzie sygnał dla wszystkich - patrzcie, z kim na prawdę trzeba się liczyć. Rosja, jeżeli będzie tego wymagać jej racja stanu - zrobi co zechce, w każdych warunkach. Zachód - najwyżej "wyrazi ubolewanie"!

      I podejrzewam, że Putin nie jest głupim samobójcą - taki koniec awantury Krymskiej, to jego zwycięstwo. Zwycięstwo na zasadzie - nawet jeżeli ja nic nie zyskałem a rywal stracił - to ja wygrywam.

      Usuń
  6. Tu o Krym chodzi, gdzie instalacje wojskowe Rosji pozwalają utrzymać jej flotę na Morzu Czarnym i tego Rosja nie odpuści a Ameryka "zrozumie" wszak sama ma taka "Baze" na Kubie A za Ameryka "reszta" nawet Turcja która woli mieć pod bokiem "starego" w miarę "przewidywalnego" użytkownika niż nowe "rewolucyjne" władze.
    Gdyby ktoś stracił pamięć to przypominam.
    W 1954 został przekazany z Rosyjskiej FSRR do Ukraińskiej SRR z okazji trzechsetnej rocznicy ugody perejasławskiej, która zjednoczyła (według przyjętej w Związku Radzieckim interpretacji historii) Ukrainę z Rosją.
    Niemal cały obszar półwyspu wchodzi w skład Autonomicznej Republiki Krymu; jedynie miasto wydzielone Sewastopol wchodzi bezpośrednio w skład Ukrainy, podlegając władzom centralnym w Kijowie. Północną część geograficznie należącej do półwyspu krymskiego mierzei Arabackiej przekazano do obwodu chersońskiego.
    Wyspa Tuzła, do 1925 będąca częścią półwyspu Tamańskiego, i położona po stronie wschodniej cieśniny Kerczeńskiej, została przekazana z kraju Krasnodarskiego do Krymu w 1941 (w 2003 była zarzewiem ukraińsko-rosyjskiego konfliktu).
    Powiedzą Ameryka i "międzynarodowi" /bo Ameryka ma to samo na Kubie ,a międzynarodowi myślą to samo co Ameryka/
    Toz to przecież jest "Autonomiczna Republika Krymu" a do tego z własnym parlamentem wiec niech miejscowi glosują w drodze referendum jak i do kogo chcą przynależeć.Wynik wiadomy ! Moze tylko Tatarzy zechcą protestować i paru Ukraińców.
    Ide o zakład iż tak będzie a Autonomiczna Republika Krymu "opowie się za Rosją" tak jak powstała Autonomiczna Republika Mołdawska.
    No i co stało się coś, kto dziś jeszcze tamto pamięta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Wieśku robisz błąd w rozumowaniu. Czy nazwa "Autonomiczna Republika" jest tożsama z nazwą "Republika"?
      Już wiele razy przestrzegałem przed lekceważeniem przymiotników. Pisałem o tym jeszcze przed 89 rokiem. Pisałem, że "demokracja socjalistyczna" to nie to samo co "demokracja". Każdy przymiotnik ogranicza suwerenność rzeczownika.
      Autonomiczna Republika Krymu została powołana do życia w ramach państwa o nazwie Ukraina. I wszelkie prawa wynikające z owej"autonomii" mogą być realizowane tylko w ramach tego państwa.
      Każda próba zmiany tego status quo automatycznie likwiduje tą "autonomię". Wtedy zaczyna się mówić albo o suwerenności albo o terytorialnym włączeniu owej "autonomii" w obszar innego państwa.
      Owszem, są możliwe rozmowy na temat zakresu "autonomii". Próby jej poszerzenia też mogą mieć miejsce - pod warunkiem nienaruszalności podstaw autonomii - czyli przyznania, że autonomia ta oznacza obszar o nieco innym indywidualnym charakterze niż reszta niepodzielnego i suwerennego państwa.

      Jasne - teoria swoje a życie swoje. A już na Ukrainie nie można być pewnym niczego. Dlatego trzeba jednak trzymać się tej teorii jako drogowskazu.

      Wieśku, powstanie Republiki Mołdawskiej odbyło się akurat "normalnie". I powstała Republika Mołdawii. Powstała ona z "osieroconej" po rozpadzie ZSRR właśnie Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. I jedyną autonomią o której można w wypadku Mołdawii mówić to Terytorium Autonomiczne Gagauzji. Można to zobaczyć na załączonej mapce jako obszar zaznaczony na różowo. Natomiast to co miałeś zapewne na myśli, to Naddniestrze (na mapce kolor pomarańczowy). Oto mapka:
      http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c6/Moldadm.png.
      Jednak mamy to do czynienia z czymś innym niż na Krymie. W Mołdawii mieszkańcy Naddniestrza, w przeważającej większości Rosjanie, nigdy nie posiadali autonomii. Więc można w jakimś stopniu "uzasadnić" ich separatystyczne ciągoty (chyba raczej Rosji). Natomiast na Krymie, jego mieszkańcy mają własny parlament i autonomię, więc nie ma mowy o ograniczaniu ich praw.

      Ale jak wszyscy wiemy - gdy chcesz psa uderzyć, kij zawsze się znajdzie.
      A więc zarówno w przypadku Naddniestrza jak i Krymu efekt końcowy może być ten sam. Rosja się "wzbogaci", kosztem słabszych suwerennych państw. I to wszystko jak w bajce biskupa Krasickiego - "wśród serdecznych przyjaciół, psy zająca zjadły".

      Usuń
    2. Gdybyż tak wszyscy byli za literalnym przestrzeganiem zapisów i umów to byśmy do dziś mieli Jugosławię,może i Czechosłowację i parę jeszcze innych"bytów"
      A tu "autonomiczne władze" proszą o pomoc i obronę przed odradzającym się zaraz obok, faszyzmem czy banderowskim nacjonalizmem.
      No to jak nie pomóc kiedy już nie raz nasz "proszono o pomoc" i pomagaliśmy "narodom" przy cichym przyzwoleniu świata.
      A "największemu teraz żandarmowi" można zadać pytanie
      Czy wy tez bronilibyście swojej bazy na Kubie ?.A co kochani robiliście w Iraku,Afganistanie czy nawet w Panamie ?
      To nam nie wolno?Gdy "wróg u bram"

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>