czwartek, 16 listopada 2017

LIST OTWARTY

  GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 106 (985)










My chcemy Boga?


     To hasło przewodnie tegorocznego "marszu niepodległości wywołało u mnie zdumienie. Zaowocowało to wysłaniem listu otwartego do Episkopatu Polski.

 

 Oto jego treść.

 

 



Leszek Kowalikowski

e-mail: xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

tel.: xxx xxx xxx


Arcybiskup Stanisław Gądecki
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Jestem katolikiem. Przyjąłem sakramenty: chrztu, I komunii świętej, bierzmowania oraz sakrament ślubu. Jednak dzisiaj mogę o sobie powiedzieć - jestem wierzący ale nie praktykujący. Niestety ostatnio dodaję do tych cech jeszcze jedną - wątpiący.

Szukając przyczyn tego stanu stwierdziłem, że to coraz większa rozbieżność między Ewangelią a postępowaniem tych, którzy powinni prowadzić nas do Boga. Mam tu na myśli zarówno zwykłych księży czyniących posługę kapłańską w parafiach jak i - niestety - ich zwierzchników. W tym również członków Episkopatu.

Zaznaczam jednocześnie, że nie stawiam tych zarzutów wszystkim. Są księża, którzy jeszcze wiedzą co to Ewangelia. Może nawet jest ich większość. Ale jedno zgniłe jabłko potrafi zepsuć cały kosz jabłek zdrowych.

Nie będę też w tym liście stawiał zarzutów typu - "Kościół za bardzo miesza się do polityki". To już zbyt zgrany zarzut. Na nikim nie robi już wrażenia. Zajmę się wydarzeniem, które miało miejsce 11 listopada.

Obchodziliśmy w tym dniu Dzień Niepodległości. Była to 99 rocznica odzyskania państwowości, bowiem niepodległość narodu mierzy się istnieniem własnych struktur państwowych. Dzisiaj powinniśmy to święto przeżywać w radości, dumie z osiągnięcia tego, co jest niezbędne dla istnienia narodu.

Jakie jednak było hasło przewodnie zorganizowanego przez ugrupowania, do których mam wiele zastrzeżeń, marszu? "MY CHCEMY BOGA". Czy wykorzystywanie "imienia Pana Boga swego ..." było uzgodnione z Episkopatem, lub z jakimkolwiek biskupem?

Nasze państwo nie jest urządzone idealnie. Mam wiele zastrzeżeń do jego formy i działania. Jednak pod względem swobód religijnych jesteśmy liderem europejskim. A co było widać parę metrów za transparentem odwołującym się do Boga? Hasła rasistowskie, ksenofobiczne oraz trącące radykalnym nacjonalizmem. Do tego race świetlne, okrzyki - raczej nie modlitewne.

Proszę o wyjaśnienie, o jakiego Boga dopominali się organizatorzy marszu i zdecydowana większość uczestników? Czy o Boga miłosierdzia, miłości i otwartości na każdego człowieka? Czy ksiądz arcybiskup może sobie wyobrazić Jezusa idącego na czele tego pochodu?

Wiem, że w kraju zdarza się więcej takich sytuacji, które mogą budzić zastrzeżenia nie tylko wiernych, ale i wszystkich ludzi uczciwych. Jednak chodzi mi o ten marsz. Tamte bowiem zdarzenia nie odbywają się "w imię Boga".

Czy milczenie Episkopatu ma oznaczać akceptację takiej formy wyznawania wiary? W czym bowiem ta forma różni się od form prezentowanych przez fundamentalistów islamskich?

Jeszcze jedna kwestia - kościół często odwołuje się do patriotyzmu. Niestety, wiąże go nierozerwalnie z katolicyzmem. Nie zgadzam się z takim pojmowaniem patriotyzmu. Uważam, że  patriotą może być każdy, niezależnie od wyznawanej wiary lub jej całkowitego braku. Jeżeli jednak dla księdza Arcybiskupa patriotyzm również jest nierozerwalnie związany z religią  to mam pytanie - czy ten marsz był uosobieniem takiego patriotyzmu? Jeżeli tak, to od tej chwili, gdy ktoś nazwie mnie patriotą, będę to uważał za obelgę.

Czy taka wersja patriotyzmu nie może przypadkiem doprowadzić do wojny domowej? Do nieusuwalnego podziału społeczeństwa? Czy ksiądz Arcybiskup nie obawia się odpowiedzialności za taką ewentualność? I najważniejsze - czy jest ksiądz pewien, że w przypadku, gdy sprawy zajdą zbyt daleko, będzie ksiądz mógł zasypiać ze spokojnym sumieniem?

Moich wątpliwości nie usuną zdawkowe słowa "o niestosowności takich zachowań". Oczekuję mocnego, jasnego i zdecydowanego zabrania głosu w obronie "wartości". Ale też i w obronie autorytetu kościoła. Jeżeli niczego takiego się nie doczekam, moje zwątpienie uzyska podstawę.

Informuję równocześnie, że list ten publikuję na moim blogu:
...........................................................................................................................................

Gdyby ktokolwiek z czytelników podzielił moje zdanie, to niniejszym wyrażam zgodę na powielanie tego listu i wysyłanie pod adresem Episkopatu.




wtorek, 14 listopada 2017

....UWAGA NADCHODZĄ !

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 105 (984)






Ambasadorem jest w dalszym ciągu TW Wolfgang

              Miałem kłopot z nazewnictwem i nie jestem pewien czy używam właściwej terminologii.
Faszyzm i nazizm przenikające się ideologie z których po analizie wybrałem FASZYZM, gdyż jego działanie musi się odbywać przy co najmniej milczącej akceptacji państwa.

Dla mnie osobiście nie ulega wątpliwości, że jesteśmy u progu państwa faszystowskiego. Do 11 listopada miałem wątpliwości ale przeważyła ważna i znamienna okoliczność.
Nie można skwitować 11 listopada kilkoma zdaniami bo Moja Ojczyzna zrobiła krok
w kierunku państwa totalitarnego.

KROK I.
Warunki wstępne zostały już poczynione. Władza musi mieć wrogów aby stworzyć tzw. syndrom oblężonej twierdzy. Jeżeli obywatele przyjmą ten punkt widzenia to państwo totalitarne jest za progiem.
Z naszymi sąsiadami jak i Unią Europejską stosunki są mocno zaognione. Na skutek kretyńskiej polityki historyczno-histerycznej w ostatnich miesiącach skreśliliśmy Ukrainę nawet jako nominalnego przyjaciela. Czesi i Słowacy już dość dawno postawili na nas krzyżyk i wolą z nami nie wchodzić w żadne reakcje. Pozostał jeden przyjaciel z którym nie kruszymy kopii – Białoruś /!?/.
Syndrom oblężonej twierdzy jest faktem – mamy wrogów !!
Refleksja – Jesteśmy jako te sieroty obsrane, samotni i nikt nas nie rozumie, nikt nas nie kocha, każdy łaja a nawet nie wiedzą gdzie leży Polska i jakich mamy światowych geniuszy jak........ a znajdźcie sobie gdzieś skład polskiego rządu i wpiszcie ministrów łącznie z sołtysową.


KROK II.Władza faszystowska musi określać kto zasługuje na miano patrioty a tym samym wyznawców tej władzy pod enigmatycznym bon motem „dobrej zmiany”. Kluczem jest stwarzanie wrażenia działania na rzecz społeczeństwa a z worka „dobrej zmiany” są wyciągane kolejne mniej lub bardziej ale zawsze fałszywe przekazy. 500+ już zaczyna się odbijać czkawką, Trybunał Konstytucyjny martwy, sądy w trakcie kastracji, policja, wojsko...........długi ten wykaz a na końcu super kłamca Matuszek Morawiecki i wszystko pod znanym szyldem „Dobrej zmiany”. Na dziś modne reparacje. Dobre kłamstwo jest jak magiczne zaklęcie.
Refleksja - Jeśli dojdziemy kiedyś do władzy, to utrzymamy ją z pomocą Bożą. Nie damy już jej sobie odebrać.

KROK III
Ostatnim i do końca jeszcze nie udanym krokiem jest wciągania do tej śmiertelnej dla państwa gry normalnych obywateli. 11 listopada namaszczone zostały ruchy faszystowskie i poświęcone przez kościół a rozreklamowane jako „Marsz Niepodległości”. Państwo oddało swoje święto w obce ręce. To przyniosło skutek i jak relacjonuje TVP do marszu przyłączyli się dorośli z dziećmi. Owi dorośli tłumaczą się, że albo nic nie widzieli albo nic nie słyszeli. Sytuacja jako żywo przypomina Niemcy lat 30 w którym obywatele gremialnie popierali faszystowski rząd i ochoczo się do niego podłączyli. Dla jasności sytuacji maszerujących „My chcemy Boga” wystarczy przebrać w np. brunatne koszule. popierali a potem rżnęli głupa, że to nie oni a jacyś mityczni hitlerowcy.
Refleksja - Absolutnym prawem państwa jest nadzorowanie kształtowania się opinii publicznej.

KROK IV /jeszcze nie zrobiony/.
Za pokój, wolność i demokrację. Nigdy więcej faszyzmu. Miliony zmarłych przypominają nam.
Autor: autor anonimowy.
Opis: inskrypcja na kamieniu przed miejscem narodzin Adolfa Hitlera.
Demokracje oddaliśmy, wolność częściowo. Czy czeka nas wojna ?.
Podpisuje się pod wypowiedzią
Daniela Olbrychskiego:
Dziś patriotyzm to odsunięcie od władzy PiS. Za wszelką cenę. Oby nie za cenę krwi
Refleksja do Obywateli maszerujących z tymi „My chcemy Boga”.
W przyszłości nie mówcie, że nie wiedzieliście\ nie mówcie, że nie słyszeliście nie mówcie, że mieliście opaski na oczach. Jesteście takimi samymi łajdakami jak ci z pierwszego szeregu bo oni zabiegają o bezrozumną tłuszczę na której będą się wzmacniać. W przyszłości nie mówcie, że to jacyś ONR-owcy, Wszechpolacy, PIS-owcy, prowokatorzy itp. Znajdziecie się również pod pręgierzem.

Zdjęcia
Wikipedia, 
Demotywatory



sobota, 11 listopada 2017

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI !

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 103 (982)







Przepraszam Leszko, że bez twojego zezwolenia zamieszczam Twoja notkę sprzed 5 lat dotycząca 11 listopada. Dziś będziemy mogli porównać w którą stronę drepczemy.

11listopada11listopada11listopada11listopada11listopada11listopada11listopada11listopada





 

Święto Niepodległości




Z ostatniej chwili

Święto Niepodległości. Radosne święto. Jednak nie dla wszystkich.

   Świętujemy dzisiaj radosną rocznicę. Oto Polska po 123 latach niebytu jako państwo uzyskała niepodległość. Takie rocznice we wszystkich krajach są okazją do radości, wspólnej zabawy. Niedościgłym wzorem są Stany Zjednoczone. W tym dniu nikt nie pamięta kto wygrał ostatnie wybory. Za to pamięta się, że to dzięki świętowanym wydarzeniom, te wybory mogą się odbywać.
    Tak jest za oceanem – a u nas? Oto Prezydent RP organizuje marsz „Razem dla Niepodległej”. Jedyny marsz, który nie jest przeciwko komuś czy czemuś. Marsz, który może być okazją, by podzieleni rodacy zapomnieli choć na chwilę o wzajemnej wrogości.
    Włączam telewizor – i widzę tłumy. Nie ważne czy są to setki, tysiące czy setki tysięcy. Kto chce – przyjdzie. Kto nie chce, lub nie może nie przyjdzie. Jednak jeden facet nie chce, nie dlatego, że zimno, że chory czy po prostu leniwy. On nie chce, by kojarzono go ze słowem „Razem”. To nie towarzystwo dla niego. Ponadto co to za przyjemność gdy na takiej manifestacji nie wypada niczego rozpieprzać, nikogo obrażać. On takiej Niepodległej nie chce, nie potrzebuje.
    Ucieka więc na Wawe ldo podziemi, na grób brata i jego „kolegi” Piłsudskiego. Przecież to dwaj twórcy niepodległości z tym, że brat był „większy”.
    Pan ten dla swojej kariery jest gotów zrobić wiele, wiele poświęcić. Nawet brata. Ale dla Niepodległej, kroku nawet nie zrobi.
    Nie chce mi się więcej o nim pisać. Temu panu powtórzę po raz kolejny słowa jego brata – spieprzaj dziadu
 






wtorek, 7 listopada 2017

OKIEM EMERYTA (140)

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 102 (981)


- Flesz (17)





Odcinek 140 - czyli -  blog mój widzę ......(?)


       Drodzy czytelnicy i komentatorzy. Ten felieton będzie jedną wielką "prywatą". Chcę w nim porozmawiać o moim - sorry - naszym blogu.


       Z założenia już miał być to blog polityczny. Z założenia też miał być absolutnie subiektywny. Nie wierzę bowiem w "obiektywizm".

       Owszem, istnienie świata i nas w tym świecie jest faktem obiektywnym. Jednak nasz ogląd - suma indywidualnych oglądów - jest sumą subiektywnych doświadczeń.


       Od pierwszego numeru nie kryłem swych sympatii politycznych. Z chwilą gdy dołączył do mnie Piotr, też się nic nie zmieniło. Mimo to nieraz z Piotrem mieliśmy diametralnie różne spojrzenia na różne sprawy.

       Jednakowym szacunkiem staram się obdarzać wszystkie opcje polityczne. Oczywiście mówię tu o fakcie ich istnienia. Natomiast ich działania podlegają mojemu subiektywnemu oglądowi.

       Miałem kiedyś w rodzinie krewnego, zagorzałego zwolennika PRL-u. I nie chodzi tu o oczywiste plusy tego okresu w dziejach Polski - chodzi o system polityczny. Tak więc przy każdej uroczystości rodzinnej nieuniknione były ostre dyskusje polityczne. A wierzcie mi, były one naprawdę ostre. Jednak przy pożegnaniu, zgodnie stwierdzaliśmy, że z nikim innym tak dobrze by nam się "nie kłóciło".

       Miałem nadzieję, że ten klimat politycznych sporów uda mi się przenieść na bloga. Niestety, jakoś mi to nie wychodzi.

       Wiele razy, zarówno ja jak i Piotr, prosiliśmy by dyskutować w temacie notki nie czyniąc wycieczek osobistych. A co obserwuję?

       W poprzedniej notce Piotra - "Kapuś dobrem narodu" - nagle rozgorzała dyskusja wokół nicka jednego z komentatorów podpisującego się - "Ut Napisztim".

       Gdy komentuję na innych blogach czy stronach podpisuję się "_leszek". Nigdy jeszcze nikt nie zwrócił mi uwagi, że w języku polskim imię pisze się z dużej litery, ani że umieszczanego na początku podkreślnika nijak nie można wymówić. Jakoś też nie słyszę gromów, gdy ktoś antycznego herosa nazywa "Herkules" zamiast źródłowego "Herakles". Pseudonim czy nick w sieci jest rzeczą umowną. Nawet gdy przypomina coś obiektywnie istniejącego, nie musi brzmieć dokładnie jak oryginał. Po co więc dyskusja wokół tego podpisu? Niestety, ale chyba tylko po to by dokopać komentatorowi.

       W kolejnej notce Piotra - "Komu niepodległość?" - jeden z komentatorów zaleca "Wieśkowi" pogłębienie wiedzy na temat ortografii i stylistyki. Przy czym dodaje - " Poradnik bon-tonu - obligatoryjnie." W dalszej części komentarza pisze - "Jednocześnie mam przyjemność oświadczyć, że przestaję reagować na wpisy profana i trolla nie mającego pojęcia i wiedzy o temacie, na który usiłuje się wypowiadać."

       Powiem paradoksalnie - prędzej zaakceptuję końcową treść komentarza niż wcześniejsze "dobre rady". Każdy komentator ma bowiem prawo subiektywnie ocenić poziom merytorycznej wiedzy adwersarza. Ma również prawo uznać, że jego komentarz "podpada" pod trollowanie. Bowiem obie te opinie wyrażone są w związku z TREŚCIĄ komentarza. Natomiast dobre rady z zakresu "ortografii, stylistyki czy bon-tonu" traktuję jako substytut merytorycznych argumentów tak jak znaną kiedyś ripostę - "ale za to u was biją murzynów".

       Pozwólcie więc drodzy czytelnicy, że nie zareaguję na apele typu - "Leszek ! Jesteś wspólnikiem Piotra na tym blogu - a co Ty sadzisz o tym, co on pisze ???".

       W odpowiedzi na ten apel musiałbym dokładnie rozdzielać przemyślenia Piotra od subiektywnych ocen komentatorów nie dotyczących "meritum" lecz osoby autora. Kosztowałoby to mnie zbyt wiele wysiłku by wydłubywać te "perły z gnoju czynionego przez wieprze" (proszę tego nie traktować dosłownie ani tym bardziej osobiście - lecz wyłącznie jako niezbyt zgrabną metaforą autora).

       Aby jednak nie wyjść na jakiegoś "drakońskiego Katona" (też chyba niezbyt udana metafora) moje dywagacje o komentarzach ad personam zakończę wspomnieniem młodości.

       Pamiętam, byłem uczniem podstawówki i razem z kolegami niezmiernie ekscytowałem się pewnym zakładem kamieniarskim. Absolutnie nie interesowało nas rzemiosło - przedmiotem zainteresowania był właściciel tego zakładu. Właściwie to nie on sam, gdyż nigdy go nie widzieliśmy. Pozostałby nieznany do końca życia gdyby nie szyld nad warsztatem. Brzmiał on tak:

USŁUGI KAMIENIARSKIE
Marian Ruchaj

       Nie wiem czy zakład ten jeszcze istnieje. Może tak i może prowadzi go syn Mariana. Wyobrażam sobie, że dzisiaj w dobie "sygnalistów" odpowiednie władze otrzymały by informację, że właściciel tego zakładu poczynił dosyć sporą dotację na "Orkiestrę Świątecznej Pomocy". Widzę go oskarżonego za publiczne używanie słów powszechnie uznanych za wulgarne i obraźliwe.

       Kończąc, dodam tylko iż zdaję sobie sprawę z nieskuteczności apeli, by komentować tylko w temacie notki. Często bowiem Piotr i ja zwracaliśmy się z takimi apelami. Niniejszym ja całkowicie wycofuję się takich apeli.

       Jednak jak dekalogu będę się trzymał zasady - tylko ktoś, komu brakuje argumentów merytorycznych ucieka się do ataku personalnego. A jeżeli nie ma merytorycznie nic do powiedzenia, lepiej by nie zabierał głosu. Jego komentarz bowiem ma prawie 90% gwarancję, że zostanie usunięty.







poniedziałek, 6 listopada 2017

KOMU NIEPODLEGŁOŚĆ ?

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 101 (980)







Dekret Rady Regencyjnej do narodu polskiego o przekazaniu władzy wojskowej Józefowi Piłsudskiemu 11 listopada 1918

Wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednostajnienia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju, Rada Regencyjna przekazuje władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, Brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.
Po utworzeniu Rządu Narodowego, w którego ręce Rada Regencyjna, zgodnie ze swymi poprzednimi oświadczeniami, zwierzchnią władzę państwową złoży, Brygadier Józef Piłsudski władzę wojskową, będącą częścią zwierzchniej władzy państwowej, temuż Rządowi Narodowemu zobowiązuje się złożyć, co stwierdza podpisaniem tej odezwy.

Warszawa, dnia 11 listopada 1918 roku.

Aleksander Kakowski
Józef Ostrowski
Zdzisław Lubomirski
Józef Piłsudski



Źródło: "Dziennik Praw Państwa Polskiego" 1918, nr 17, poz. 38




Do P. Prezydenta Stanów Zjednoczonych,
Do Królewskiego Rządu Angielskiego,
Do Rządu Rzeczypospolitej Francuskiej,
Do Królewskiego Rządu Włoskiego,
Do Cesarskiego Rządu Japońskiego,
Do Rządu Rzeczypospolitej Niemieckiej i do Rządów wszystkich Państw wojujących i  neutralnych

Jako Wódz Naczelny Armii Polskiej, pragnę notyfikować rządom i narodom wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski.
Sytuacja polityczna w Polsce i jarzmo okupacji nie pozwoliły dotychczas narodowi polskiemu wypowiedzieć się swobodnie o swym losie. Dzięki zmianom, które nastąpiły wskutek świetnych zwycięstw armii sprzymierzonych - wznowienie niepodległości i suwerenności Polski staje się odtąd faktem dokonanym.
Państwo Polskie powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach demokratycznych. Rząd Polski zastąpi panowanie przemocy, która przez sto czterdzieści lat ciążyła nad losami Polski - przez ustrój, zbudowany na porządku i sprawiedliwości.
Opierając się na Armii Polskiej pod moją komendą, mam nadzieję, że odtąd żadna armia obca nie wkroczy do Polski, nim nie wyrazimy w tej sprawie formalnej woli naszej. Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu udzielą swej pomocy i braterskiego poparcia Polskiej Rzeczypospolitej Odrodzonej i Niepodległej.

Wódz Naczelny Za Ministra Spraw Zagranicznych

Piłsudski Filipowicz





                    Zbliża się dzień 11 Listopada uznany za dzień odzyskania niepodległości przez Najjaśniejszą Rzeczpospolitą.

Znów będziemy świętować jak kto chce, kiedy chce, jak kto może w tym głupio, śmiesznie, groźnie, patetycznie i oficjalnie. Znów zobaczymy gesty faszystowskie, antykościelne i pro. Wszystkie „zalety” polskiej demokracji wylezą na wierzch.



      Nie chcę się mieszać w dyskusji na temat powstania państwa polskiego i proszę w komentarzach nie pisać o facetach ze zdjęcia, Tymczasowej Radzie Stanu czy Radzie Regencyjnej bądź odpowiadać na pytanie dlaczego Piłsudski a nie Dmowski z oficjalnie uznawanym we Francji rządem lub dlaczego zapomniany Paderewski.
Jedno jest pewne – droga była zawiła, pełna wątpliwości, wzajemnych oskarżeń i nawet morderstw.
      Zadałem sobie pytanie zupełnie niedorzeczne i nie wątpię, że brać komentatorska przywróci mnie do pionu:
Po co Polsce niepodległość ?

      Są jakieś podstawy które powodują, że wspólnoty się łączą tworząc państwa.
U podstaw tych państw leżą pewne wspólne wartości i uwarunkowania dla wszystkich.
Warunkiem państwowości jest m.in. wspólne terytorium. Wtedy gdy naród był w niebycie jego przedstawiciele walczyli o „Wolność Naszą i Waszą” z przewagą „... Waszą”. Na wszystkich kontynentach znane są polskie nazwiska ale to w sumie dla nas niewiele znaczy bo nas Polaków łączą kajdany, ciemiężyciele, łagry, groby, przerąbane powstania /z wyjątkiem Wielkopolskiego/, przegrane bitwy a pod butem obcej władzy stajemy się patriotyczni, rozumiejący inne nacje i potrafimy się zjednoczyć w jednym celu.
Rację miał Otto von Bismarck - Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą.
Po co Polsce niepodległość ?

      W końcu rok 1989 przyniósł nam wolność i możliwość samodecydowania o swoim losie. Był moment w którym wydawało się, że sterujemy w kierunku świata zachodniego o którym marzyli nasi dziadowie co trwało jednak zaledwie kilkanaście lat. 


      Niestety zgodnie z sentencją Bismarka do głosu doszedł moherowy kołtun, stary kawaler, tytani intelektu jak Suski czy Pieta oraz kłamcy typu Morawiecki, Macierewicz......... jeszcze podśpiewywaliśmy „Mury runą.......” /co prawda nie z naszą melodią a w przerwie wykonawca spuszczał manto swojej żonie/, znosiliśmy obelgi typu agent „Bolek” /chociaż nawet IPN już dziś stwierdza, że dokumenty to podróby/ o gorszym sorcie, mordach nie chce mi się wspominać oraz znosiliśmy afery o złodzieju obrazu „Gęsiarka” czyli o byłym prezydencie /a z przeprosinami cieniutko/ itd., itd.
      Brat morduje brata i 96 innych osób, stara lampucera do flagi UE odnosi się per szmata, Mateuszek robi z nas idiotów.............. dość by wymieniać przykładów – ilość na wielotomową pracę magisterską.
      Jak to – przecież jesteśmy wybrańcami narodów, oczkiem w głowie Boga, wzorem cnót wszelakich i tylko nie docenia nas i nie rozumie ten ciulaty świat. Dziś królują face newsy a idioci na wysokich stanowiskach nie kryją się nawet ze swoim brakiem kompetencji.


Po co więc Polsce niepodległość, skoro zarządzanie nią powierzyliśmy dwa lata temu grupie przestępczej ?.
      Prawdę pisząc, o naszej suwerenności w ostatnich kilkuset latach decydowali możni tego świata a my co najwyżej mogliśmy skamlać pod drzwiami. Zrobili z nas państwo na kółkach które można dowolnie przesuwać i konfigurować i .............rozkradać. Dziś o centrum naszego państwa niegdysiejsza inteligencja Lwowska mówiła, oh Warszawa – niemieckie miasteczko na zachodnich rubieżach.



    
                  Historia zatacza koło. Wracają Piotrowicze a dawne UB dziś nazywa się sygnalistami. Niemiecka Minister obrony mówi o pomocy dla polskiej młodej demokracji – jeszcze trochę i znów będą nam posyłać paczki. Europa ze zdumieniem patrzy na kraj który nie tak dawno pewnym krokiem doganiał najbogatszych.

Po co więc Polsce niepodległość !. Czy nie lepiej.................... ?
Był pomysł – wypowiedzieć wojnę Stanom Zjednoczonym i natychmiast się poddać.


Zdjęcia;
Wikipedia,
demotywatory
sok z buraka.
Facebook














wtorek, 31 października 2017

KAPUŚ DOBREM NARODU..

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 100 (979)







..........a były tajny współpracownik ubecji dalej jest ambasadorem reprezentując majestat Najjaśniejszej !.

              No to nagadaliście się a ja wróciłem i trochę Wam namieszam tak jak Wy namieszaliście przez ten z okładem tydzień. Na komentarz to trochę dużo przemyśleń ale na osobną notkę może być tym bardziej, iż Leszek raczył wskoczyć w środek tematu pomijając praprzyczynę. ADWOKAT DIABŁA

Nie za bardzo widzicie świat bardziej skomplikowany niż jest.             
Jak świat światem, od zarania dziejów ludzie na siebie donosili. Na zasadzie donosicielstwa funkcjonuje wywiad, policja, służby specjalne i jeszcze kilka instytucji.
Kwestionuję ogólnie negatywne nastawienie do kapusiów, donosicieli, sygnalistów itp. /to tylko nazwa, wyraz/ bo to jest „najwartościowsza” tkanka narodu i patrioci bez których np. policja byłaby zupełnie bezradna. Uzasadniając tezę należy się troszkę cofnąć/może do tyłu/ w rozumowaniu i odpowiedzieć na zupełnie inne ale podstawowe pytania.


          Każdy z nas żyje w mniejszej lub większej społeczności z którą się identyfikuje. Na najniższym, rodzinnym szczeblu wujek Wacuś idzie do cioci Frani i mówi - zrób coś z Twoim syneczkiem bo mi pluje do herbaty albo wybiera drobne z kieszeni. Z tego powodu rodzina się nie rozlatuje bo czujemy się jej częścią co nie oznacza, że ktoś może się poczuć obrażony..

Wyobraźcie sobie, że społeczność już ta większa od rodziny zakłada sobie na swoim osiedlu gaz. Kilku gospodarzy nie chcę być podłączonymi. Po jakimś czasie użytkownicy skapnęli się, że ktoś im nielegalnie podbiera gaz.
Jak nazwać tego który pójdzie do złodzieja lub zakapuje go na policję ?.
Jak nazwać kogoś kto pójdzie do prokuratury i opowie jak sąsiad niszczy mienie społeczne czy wyrzuca śmieci do lasu ?.

Istota wg mojej oceny polega na tym kim się czujemy.
Jeżeli społeczność np. spółdzielni mieszkaniowej uznaje za swoje mienie spółdzielcze to zakablowanie sąsiada za niszczenie np. windy uważam za obronę swojego i naszego majątku.
Jeżeli czuje się Polakiem-patriotą to kradzież mienia narodowego/państwowego poprzez np. SKOKi też uważam za okradanie mnie osobiście jako członka tej nacji.
Jeżeli czuję się Europejczykiem to stawianie sprawy polskiej na forum Europy nie jest dla mnie żadnym nadużyciem tylko obroną moich praw jako Europejczyka - członka Unii Europejskiej.
Jeżeli na jakimkolwiek szczeblu ktoś mnie oszukuje to nie powinien liczyć, że nie zwrócę się do odpowiednich władz i na odpowiednim szczeblu ze skargą na niego i może to sobie nazywać jak chce. W społeczności mniej lub bardziej lokalnej taki skurwysynek nie liczy na ogólny ostracyzm a nawet potrafi się chwalić jaki jest cwany i zapobiegliwy.

Powiadasz Sobiepanie, że "sygnaliści" nie cieszyli się nigdy żadnym splendorem - wprost przeciwnie - pogardą. Donosicielstwo jest tak stare, jak historia ludzkości.
Wobec tego pytanie dlaczego robili to co robili choć nie cieszyli się splendorem, dla pieniędzy, dla łask u rządzących ?.

Rozumiem bardziej Wieśka - To jest celowo robione pod dzielenie narodu to po to byś się bał sąsiada "sygnalisty" byś nie znał dnia ani godziny i nie wychylał nosa z poza izby a i nie zwierzał i nie wierzył sąsiadowi.To oczywiście prosta droga do państwa policyjnego, które kończy tak idiotyczny ustrój jak demokrację parlamentarną.




Szanowni Komentatorzy – poradźcie. Kilka metrów od naszego bloku jest chałupka jednorodzinna. Gospodarz tejże przez okres lata rżnie palety i inne drzewo a w zimę nim pali. Nie jest durny aby palić za dnia a robi to tylko po zmroku racząc nas zapachem palonego drewna, którego zapach mamy dość po kilku tygodniach.
Co mam zrobić – pójść do gospodarza i wyjść z siekierką w plecach czy udać się do organów tzn. czyli straży miejskiej lub policji i tak wychodząc na donosiciela ?.

Refleksja;
1. Zakończyliśmy etap w którym to obywatele dla obywateli budowali swoje struktury bezpieczeństwa,
2. Przyjęte a priori i dobre wzajemne zaufanie do siebie zastąpić ma strach przed „sygnalistami”.
3. Trudno zliczyć ile służb państwowych otrzymało uprawnia śledcze.
4. Dzisiejsza władza jest śmieszna, ale też to pokazuje coś potwornego a mianowicie, że prezes partii rządzącej jest ponad głową państwa /Gensek ?/.





niedziela, 29 października 2017

OKIEM EMERYTA (139)

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 99 (978)


- Flesz (16)





Odcinek 139 - czyli - efekty podłej zmiany


       Podła zmiana przybiera coraz bardziej groteskowe oblicze. Zaczyna odciskać swe szatańsko-szaleńcze piętno w najbardziej nieoczekiwanych obszarach naszego życia. Oto kilka przykładów - podaję je chronologicznie.



*****

       Pod koniec września Gazeta Wyborcza poinformowała o nieoczekiwanych skutkach "deubekizacji" (cudzysłów opuszczę, gdy obejmie ona również głównego deubekizatora pisu - Piotrowicza).


       Kto z nas nie pamięta emocji i wzruszeń jakich dostarczały nam "orły Górskiego". Ja i większość komentatorów miała szczęście przeżywać te uniesienia osobiście. Młodsi słyszeli o tej legendarnej reprezentacyjnej drużynie piłkarskiej. Przypomnę tylko, że "orły" pod wodzą Kazimierza Górskiego mają na swoim koncie złoty medal olimpijski z roku 1972, oraz brązowy medal mistrzostw świata z roku 1974. Wydawałoby się, że autorzy tych sukcesów wywalczyli sobie nie tylko miejsce w historii futbolu, nie tylko zasłużyli na naszą dozgonną pamięć ale i na szczególne uznanie państwa. Nie mamy przecież zbyt wielkich osiągnięć w promowaniu Polski na świecie.

       A tymczasem o trzech czołowych (dwóch wybitnych) "orłów" upomniała się pisowska "sprawiedliwość ludowa społeczna".



       Jerzy kraska, Kazimierz Kmiecik i Antoni Szymanowski popełnili bowiem zbrodnię przeciw narodowi, gdyż w lidze polskiej grali w klubach gwardyjskich. Klubach funkcjonujących w pionie milicyjnym. Dodajmy, że w owych czasach istniały kluby wojskowe, związkowe, spółdzielcze, górnicze, stoczniowe itp. Chodziło o finansowanie działalności sportowej. Zawodnicy z tych klubów zamiast otrzymywania jakiejś "diety sportowej" zatrudniani byli na fikcyjnych stanowiskach w branży, która firmowała klub.

       Ponieważ ta informacja pochodzi sprzed miesiąca - może być już nieaktualna. Nie udało mi się sprawdzić czy minister Maryjusz (niegdyś dziewica) Płaszczak przypadkiem nie zastosował wobec nich "ułaskawienia", jak Adrian wobec "współczesnego ubeka" Kamińskiego.


*****


       Wolne od handlu niedziele. O co w tym chodzi? Oficjalnie, ze strony rządowej podawane są dwa motywy. Pierwszy - ochrona warunków pracy, drugi - ochrona drobnego handlu.

       Pierwszy motyw - od razu zapytam, dlaczego rząd dba o warunki pracy tylko w sferze handlowej? Dlaczego pomija huty, koleje, stacje benzynowe ....? Zapewne usłyszę, że kolej musi funkcjonować również w niedzielę, gdyż ludzie muszą mieć możliwość podróżowania. A co z możliwością robienia zakupów? Znowu usłyszę, że zakupy można zrobić w sobotę lub poniedziałek! Ale dlaczego tak to nie działa na stacjach benzynowych?

       Od razu wyjaśnię, że zapewnienie odpowiednich warunków pracy i odpowiedniej ilości godzin pracy w tygodniu (uwzględniona jest tam nie tylko wolna niedziela, ale i sobota) jest bardzo łatwe do załatwienia. Wystarczy od nowa uchwalić prawo pracy, w którym będzie zagwarantowane prawo do trzech wolnych niedziel w miesiącu, obowiązek dodatku do wynagrodzenia za pracę w dni ustawowo wolne od pracy.

       Drugi motyw - może i jest wyrazem wrażliwości społecznej. Jasne, że wielkie markety są bardzo niewygodnym sąsiadem dla drobnego handlu. Jednak trzeba w końcu porzucić komunistyczne myślenie, że handel służy przede wszystkim zatrudnionym tam ludziom a nie klientom. Jak relacjonował mój kolega, kiedyś w Moskwie żaden turysta w okolicach godziny 13 nie zjadł obiadu w restauracji, gdyż była to pora obiadu klasy robotniczej, czyli personelu. Partia, która dzisiaj rządzi, gdyby została przeniesiona do XIX wieku, zakazałaby kursowania tramwajów w niedzielę, gdyż tramwaje odbierają klientów dorożkarzom. Niestety postępu, tak jak i czasu nie da się zatrzymać ani cofnąć. Chociaż ...., w państwach dyktatorskich postępem można nazwać wszystko. Na przykład w Chinach Ludowych postępem był powrót do epoki dymarek - a efektem, ogołocenie wielkich połaci kraju z drzew. W rezultacie zaowocowało to wyjałowieniem gleby, powodziami błotnymi - jednym słowem biedą.

       I jak tu nie podejrzewać drugiego dna? Dlaczego pis nie powie wprost - "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił". W niedzielę, drogi rodaku, prawdziwy Polaku - twoje miejsce jest w kościele a nie w markecie. I nie protestuj, albowiem to jeszcze nie koniec. Już niedługo wytępimy całe zło tego świata, i Polska będzie krajem ludzi szczęśliwych, modlących się i nie wstydzących się kłaść na tacę papierowych pieniędzy.


gruby ksiadz

*****


       O sygnalistach już pisałem w poprzedniej notce - KLIK . Teraz więc temat tylko (nomen omen) zasygnalizuję.


*****


       W końcu ostatni z wybranych przeze mnie przykładów. Czym jest miasto, czym jest samorząd?

       Państwo pisowskie, rękami swego urzędnika - wojewody mazowieckiego - zmierza do wycięcia z organizmu miejskiego jeden ze znaczących elementów. Już niedługo bowiem Plac Piłsudskiego zostanie wymazany z mapy miasta, jako rządowo partyjna enklawa. Następnie rząd zażąda eksterytorialnych dróg łączących ów plac z budynkiem parlamentu, siedzibą rządu i pałacem prezesowskim na Nowogrodzkiej. Podejrzewam, że Adrian nie dostąpi takiego zaszczytu i w każdą uroczystość narodową, zamiast wolnymi od przeszkadzającej tłuszczy, będzie musiał przedzierać się miejskimi ulicami, pełnymi elektoratu a nie suwerena swego suwerena.

       Po co pis wdaje się w takie idiotyczne awantury? Czyżby tylko po to, by nie pytając warszawiaków postawić tam ile się da - wiadomo jakich pomników.

       A że przy okazji złamie się ileś tam ustaw - pisowi to zwisa, jak zdechłej kaczce głowa. A przecież Plac Piłsudskiego składa się z trzech działek umocowanych prawnie w księgach hipotecznych. Najmniejsza z nich , tuż przy Grobie Nieznanego Żołnierza należy do miasta. Pozostałe dwie, co prawda należą do skarbu państwa, ale mają status dróg powiatowych. A te - w miastach na prawach powiatu - należą również do samorządu.

       Ale pis kieruje się wyłącznie prawem Kalego -Kaczora. Na dodatek uważa nas za debili, jeszcze głupszych niż Suski.



       Z ostatniej chwili.

       Do ostatecznych "uzgodnień" treści prezydenckich projektów ustaw o Sądzie Najwyższym pis wydelegowało prawdziwego szczerego demokratę - prokuratora Piotrowicza.
I jak tu nie wierzyć pisowi, że demokracja w Polsce nie jest zagrożona?







środa, 25 października 2017

ADWOKAT DIABŁA

GDAŃSK-OPOLE  -  Rok VI  -  Nr 98 (977)










TAK ZAPEWNE NIEKTÓRZY BEDĄ MNIE POSTRZEGAĆ


     Chcę odnieść się do projektu ustawy przedstawionej przez "niewinnego" ministra Kamińskiego.



     Po pierwsze - dużo nauczył się od naczelnika państwa w dziedzinie słowotwórstwa. "Sygnaliści" - to słowo zyskało nowe znaczenie. Znaczenie którego nikt nie był w stanie przewidzieć. Mnie ono kojarzyło się z filmami wojennymi, gdzie na okrętach był marynarz, który wymachiwał chorągiewkami w sposób dla mnie całkowicie chaotyczny. Przekazywał on jednak całkiem konkretne treści. Innymi słowy - pełnił on rolę "komunikatora".

     Przekazywanie przez zwykłego obywatela informacji władzom jest tez swego rodzaju komunikacją. Jednak konotacja tego słowa zależy od tego - jaka to władza i jakie treści.

     W krajach skandynawskich komunikacja z władzami jest szeroko stosowana i akceptowana. O każdym łamaniu prawa zaobserwowanym przez obywatela zostają natychmiast powiadomione odpowiednie organa władzy. W USA do kategorii zjawiska normalnego i akceptowanego należy na przykład poinformowanie wykładowcy o tym, że jakiś student ściąga na egzaminie.

     Oba zjawiska chociaż należą do tej samej kategorii mają trochę różne korzenie.

     W Skandynawii istnie bardzo duże zaufanie społeczeństwa do instytucji państwa. Oczywiście, nie jest to tożsame z zaufaniem do rządu. Rząd na zaufanie musi bez przerwy sobie zapracowywać. Zaufanie do instytucji państwowych wynika z tradycji, na którą pracowały pokolenia obywateli i - co najważniejsze - kolejne rządy.

     W USA wynika to również z tradycji. Jednak nie z tradycji trwałości struktur państwowych, a z tradycji pionierskich. Pokolenia tworzące państwo, musiały swój status budować w warunkach ekstremalnych. W europie kradzież konia oznaczała zabór mienia o określonej wartości. W czasach pionierskich w Ameryce, kradzież konia mogła się skończyć śmiercią okradzionego. I chociaż powstające "nowe" społeczeństwo posiadało również swój margines społeczny (a w warunkach nieobecności instytucji państwowych był on wyjątkowo szeroki), który nieraz dominował życie innych, to jednak on właśnie utrwalał szacunek do wartości przez siebie wypracowanych. Studenci kończą studia by na rynku pracy mieć jakieś fory na starcie "wyścigu szczurów". "Nie po to uczyłem się całymi dniami przez wiele lat, by teraz na mecie przeganiał mnie jakiś cwaniak, stosujący nieczyste chwyty".

     Abstrahując od wszystkich zewnętrznych uwarunkowań, należałoby pozytywnie oceniać "obywatelski donos". Wszak łamiący prawo, łapówkarze, złodzieje przywłaszczają sobie również cząstkę zasobów państwa - zasobów wypracowanych również przeze mnie. Nie można tolerować ludzi urządzających sobie życie na mój koszt.

     Jeżeli jednak te uwarunkowania uwzględnimy, to obraz ten nabiera zupełnie innych barw.

     Swoje "trzy grosze" jako wkład w ten problem ma nasza historia. Korupcja jako zjawisko istniała zawsze. Jednak w okresie królów elekcyjnych przybrała ona formę zinstytucjonalizowaną. Elekci - wszyscy bez wyjątku - korumpowali zarówno magnatów jak i szaraczków. Garstka światłych ludzi widziała to jako zjawisko negatywne. Jednak w większości "obywateli" nie wywoływało ono odruchów sprzeciwu. Wszelkie krytyczne wypowiedzi były puszczane mimo uszu. Zresztą do jakich władz można było złożyć "doniesieni o popełnieniu przestępstwa"? Więc i "donosicieli" traktowano jako niespełna rozumu lub wichrzycieli.



     Wiadomo co było potem. Ponad sto lat rozbiorów, funkcjonowania wrogich instytucji państwowych zostawiło wyraźne ślady w naszej mentalności. Dołączyło do tego okresu niedawne prawie pięćdziesiąt lat "komuny".

     W tym czasie łamanie nakazów i zakazów "państwowych" uchodziło za "czyny patriotyczne". Informowanie władz, nawet o przestępstwach pospolitych - ze względu na nieakceptowanie tych władz - uznawano za zdradę, czyn niegodny patrioty.

     Jak więc dzisiaj odnieść się do "sygnalistów"? Wydaje się, że jeżeli dzięki nim wykryje się przestępstwo na dużą skalę, ocena ta powinna być pozytywna. Jednak mam - nie tylko ja - dziwne przekonanie, że z "funkcji sygnalisty" korzystać będą w przeważającej mierze ludzie podli, zawistni, którym radość sprawia "dokopanie" sąsiadowi, który ciężką pracą dorobił się dużo lepszego samochodu niż oni.

     A co władza będzie robiła z takimi "sygnałami"? Nie wiem dlaczego, ale mam podejrzenie, że zanim odłoży je do archiwum, najpierw sprawdzi, czy wymieniony w "sygnalizacji" delikwent nie brał przypadkiem udziału w jakiejś "antyrządowej" demonstracji lub czy nie należy do jakiegoś stowarzyszenia czy organizacji pozarządowej nie będącej pod "opieką" rządowego centrum organizacji pozarządowych.

     Zanim więc staniemy do walki przeciwko lub w obronie "sygnalistów" rozpocznijmy walkę o przywrócenie zaufania do państwa. Przecież rządy się zmieniają i zmieniać powinny, jednak państwo powinno trwać. Powinno trwać na niewzruszonych zasadach demokratycznych.

     Niestety wszystko co ostatnio się dzieje pogłębia tylko nieufność społeczeństwa do własnego państwa. Ktoś może mnie mitygować - nie do państwa, a do obecnego rządu. Ale przecież obecny rząd bazuje na braku zaufania do rządu poprzedniego. A wszystkie skandaliczne naciągania i wręcz bezczelnego łamania zasad nie zostaną wymazane z naszych umysłów w momencie zmiany władzy! Jakiś ślad, osad tam pozostanie tworząc grunt pod rozwój braku zaufania do struktur państwowych.

     Niestety, jakoś bardzo mało jest dyskusji nad istotą państwowości, czyli zaufaniem do państwa. Mało - zarówno w mediach "zawodowych" jak i "amatorskich". Wszyscy się skupiają na szczegółach. Ostatni występ Trybunału Konstytucyjnego tez był oceniany wyłącznie w kategorii złamania rzymskiej zasady prawa - nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Nie usłyszałem nigdzie zarzutu, że takie postępowanie tylko pogłębia i tak znikome zaufanie do państwa.

     Jak niskie jest ono najdobitniej świadczy to co ten mały Dzierżyński-Kamiński zaproponował. Prawną i finansową ochronę "sygnalistów". W Skandynawii, taka ochrona potraktowana by została z dużą dozą nieufności. Jeżeli bowiem władza postanawia jakoś gratyfikować czyn wynikający z poczucia obywatelskiego obowiązku, to znaczy ma w tym jakiś interes. Niekoniecznie czysty. Bowiem gdyby intencje aktualnego rządu byłyby czyste nic takiego by nie pojawiło się w postaci prawa stanowionego. Przenosząc to do naszych realiów - jak byście odebrali ustawę wprowadzającą obowiązek zachowania higieny osobistej, czyli zwykłego mycia się?

     Reasumując - gdyby rzecz działa się w atmosferze zaufania do państwa, gdyby rząd nie instytucjonalizował "donosicielstwa", przychylnym okiem spoglądał bym na "sygnalistów" jako na ludzi, którym "nie jest wszystko jedno".