niedziela, 4 października 2015

OKIEM EMERYTA (91)










Odcinek 91 - czyli, absurdalia polskie


     Jak wiadomo, jestem emerytem. Niezależnie od wysokości pobieranej emerytury, każdy dodatkowy grosz się przyda.


     Mając więc czas oraz zawód nie wymagający wysiłku fizycznego (moim narzędziem pracy jest komputer) dorabiam sobie od czasu do czasu. Oczywiście wszystko legalnie rozliczane ze skarbówką.

     Ostatnio (proszę to słowo traktować bardzo rozciągliwie) trwa dyskusja na temat umów "śmieciowych". Być może moje zarobki kwalifikują się do tej kategorii - ale to jest umowa. Nie podoba mi się, nie muszę jej podpisywać.

     Wykonując tą pracę śpię spokojnie - nikomu nie zabieram miejsca pracy. Dla mojego obecnego zleceniodawcy poprzednie zlecenie realizowałem siedem lat temu. Trudno więc sobie wyobrazić sytuację, że pracodawca zatrudnia na etat pracownika, który raz na dwa lata może wykazać się przydatnością.

     To co powyżej napisałem to tło problemu, który chcę poruszyć.

     Otóż słuszne jest, by każdy pracownik, niezależnie od formy zatrudnienia miał zagwarantowane, że pracując - odkłada na emeryturę, która wcześniej czy później go dopadnie.

     Ale emeryt? Swoje już odpracował, zapłacił i to co teraz pobiera wynika nie ze sprawiedliwości społecznej, ale z faktu - że sobie na to zapracował. Wiem, że pieniądze, które teraz pobieram pochodzą ze składek ludzi pracujących. Ale prawo do pobierania emerytury i jej wysokość to już tylko wyłącznie mój wkład.

     W czasie gdy mogłem tylko pomarzyć o emeryturze, też moje składki służyły komuś innemu, starszemu. Teraz ten rozdział już jest zamknięty. Mówi się, że przeszedłem na zasłużoną emeryturę.

     Jednak ZUS ma wątpliwości czy to na prawdę zasłużona. Dlatego od tych moich dorobionych groszy każe płacić składkę ZUS-owską. Żeby chociaż po pobraniu tej składki zrewaloryzowali moją emeryturę! Gdzież tam. Pozostaje ona bez zmian, mimo, że co jakiś czas zasilam ten fundusz.

     Czy to sprzyja aktywności zawodowej emerytów?

     Czy to nie zachęta do omijania prawa? Gdybym przyjął to zlecenie na inne nazwisko - nazwisko osoby pracującej - pracodawca nie musiałby opłacać składki. Pracobiorcy z tytułu dodatkowych dochodów nie wzrosłaby składka. ZUS nie dostałby nic. Czy więc oznacza to, że emeryt to coś gorszego? Swoje już przeżył, niech więc siedzi cicho. Zresztą i tak nie zastrajkuje, można więc wyciągnąć od niego parę groszy!

     Z tymi pracującymi to też niezbyt jasna sprawa. Ktoś np. zarabia 4 tys. miesięcznie i podejmuje zlecenie u innego pracodawcy na kwotę 1 tys. Składki nie musi płacić.

     Ktoś inny, z zarobkami niższymi niż minimalna pensja (np. pracując na 1/2 etatu) przyjmując dodatkowe zlecenie musi płacić składkę, chociaż jak ten pierwszy od podstawowych swoich dochodów już ją opłacił!

     Wiem, że to nie pracobiorcy z zarobionych pieniędzy muszą płacić ZUS-owi. To pracodawca ma obowiązek te składki odprowadzać. To podnosi koszty jego działalności.

     Jeżeli więc zmuszony jest zlecić taką pracę (jak pisałem - sporadyczną) to mając do wyboru dwóch aplikantów:
     - jeden nieźle zarabia, ale przydałoby mu się parę dodatkowych groszy na wczasy w Chorwacji,
     - drugi ledwo wiąże koniec z końce, i te dodatkowe pieniądze przeznaczyłby na trochę lepszą wędlinę w niedzielę,
     na pewno wybierze tego pierwszego. Bo on nie generuje dodatkowych kosztów.

     Nie wiem jakich argumentów musieliby użyć specjaliści ze wszystkich dziedzin zamieszanych w ten problem, by przekonać mnie, że to nie ABSURD.

     PS 1.
     Nie jestem zawistnikiem. Wczasy w Chorwacji powinny być dostępne dla każdego. A jeżeli ktoś pracuje uczciwie i zarabia - to jego prawo wykupić sobie nawet lot w kosmos. Jednak nie można udawać, że ludzie jedzący lepszą wędlinę tylko w niedzielę to zjawisko w Polsce nieznane.

     PS 2.
     Gdyby ktoś z komentatorów odczuł nieodpartą potrzebę opisania podobnych absurdów, proszę się kontaktować z "redakcją" bloga. Na takie sytuacje przewidzieliśmy zakładkę (rozdział?) pt. "INNI PISZĄ". Z chęcią zamieścimy tam wasze doświadczenia.








16 komentarzy:

  1. Czy na wykonanie tej Twojej sporadycznej, jak mówisz, pracy nie byłaby bardziej opłacalna umowa o dzieło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zante - tak prawdę powiedziawszy mało mnie to interesuje. Dla mnie ważne jest bym za pracę legalnie wykonywaną otrzymał legalną zapłatę netto uzgodnioną wcześniej.
      To mój zleceniodawca ma problem kosztów.
      Nawet zwiększone koszty nie zniechęcą go do zlecania mi ko9lejnej być może pracy. Na tym rynku mam swoją opinie i jakoś sobie radzę.
      Ale przy okazji obserwuję absurdy.
      Twoje pytanie - wybacz, to nic osobistego - jest potwierdzeniem absurdalnej sytuacji panującej na rynku pracy.
      Mnogość form zatrudniania, w każdej z tych form jakieś kruczki, furtki.
      Wg mnie, powinna istnieć prawnie jedna forma zatrudnienia z dwoma, trzema rozwiązaniami na różne okazje i przypadki. Ale te przypadki powinny obejmować tylko formę zawiązania umowy (uwzględniającą np. koszty uzyskania przychodu), czas jej trwania i sposoby rozwiązywania. Natomiast różne formy składek i podatków powinny być jasne i jednolite.
      Może się mylę, może życie nie może być tak proste?

      Usuń
    2. Ależ oczywiście, że w kwestii umów są absurdy, a często zwyczajne "cwaniactwo" państwa. No i te różne pomysły na przelewanie pieniędzy z kasy jednej instytucji państwowej do drugiej, jak najbardziej, państwowej.
      Pani Premier zapowiedziała uporządkowanie kwestii umów dotyczących zatrudnienia i świadczenia pracy. Ale to i tak jest pieśń przyszłości, bo ekonomiści z MF już mówią, że, pierwsze zmiany mogą się zacząć nie wcześniej niż w połowie 2017 roku. Więc są to obietnice odległe.

      Usuń
  2. Nie martw się Leszku. ZUS będzie zlikwidowany a składki ujednolicone jak w Korei Płn. W końcu zapanuje liberalizm, który tak dzielnie wspierasz na swoim dodatkowym "etacie" tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie bardzo. Premier nie zapowiedziała równych składek dla wszystkich. ZUS jako instytucja, wg tych zapowiedzi, nadal będzie istniał, tyle, że będzie otrzymywał pieniądze nie od pracodawców i pracowników tylko z zaliczek podatkowych.

      Usuń
    2. Danuta
      Nie bardzo Cię rozumiem.
      Czy ty sądzisz, że istnieje jakaś forma rządów z definicji wolna od absurdów? Jeżeli tak, to jesteś wyjątkowo naiwna i wyjątkowo podatna na populistyczne hasła.
      Nie ma żadnej formy rządów ani partii, które by się ustrzegły przed absurdem.
      Więc nie czyń tu żadnych politycznych wycieczek, nie insynuuj mi pisania za pieniądze ani żadnych podobnych rzeczy.
      Masz coś do powiedzenia o absurdach życia codziennego - to śmiało mów.
      Nie masz nic do dodania - to lepiej milcz.
      Jest takie powiedzenie:
      "Lepiej milczeć i być podejrzany o głupotę, niż się odezwać i rozwiać wątpliwości".
      To nie była osobista wycieczka. Jednak chyba czasem warto nad tym powiedzeniem się zastanowić.

      Usuń
  3. To jest dobre. Ja bym na Twoim miejscu Leszku upichcił z tego zapytanie do ministerstwa finansów i ministerstwa pracy i polityki socjalnej (do obydwu naraz). teraz jest na to doskonały czas. Bo absurd jest ewidentny, a poza absurdem, zdecydowanie "nierówne traktowanie..."

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry

    Uściślę.
    Jeśli od Twoich prac (jak rozumiem jest to umowa zlecenie) jest odprowadzana OBOWIĄZKOWA składka na ubezpieczenie emerytalne ZUS powinna się ona przekładać na podniesienie TWOJEJ emerytury.
    Raz do roku ZUS powinien, w oparciu o wpływającą na jego/twoje konto w ZUS składkę emerytalną dokonać waloryzacji należnej Ci emerytury. Ponieważ jednak (jak sądzę) są to nie znaczące (w perspektywie reszty przewidywanego życia emeryta) kwoty, nie zauważyłeś ich w SWOJEJ emeryturze. Jak sam napisałeś zlecenia są sporadyczne, więc składka emerytalna od realizowanych zleceń też jest pobierana sporadycznie (jest niewielka).
    Moja mama, która jako emerytka pracuje cały czas na 1/2 etatu (dobrze, że zdrowie na to pozwala), co roku dostaje raport ZUS, z którego wynika o jaką kwotę miesięcznie podnosi się jej emerytura (niezależnie od corocznej waloryzacji inflacyjnej).

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nie zmienia faktu, że nie da się wszystkim dogodzić. Jednym nie pasuje praca na umowach cywilno-prawnych a inni wolą TYLKO taką formę zatrudnienia.
      Dlatego nigdy nie chciałem być premierem-premierką (co nie zrobisz i tak ktoś cię opluje) :)))

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    2. Panie Krzysztofie !!!! WALORYZACJA emerytury to jest zupełnie coś innego. U Leszka chodzi chyba o zmianę (podwyższenie) PODSTAWY WYMIARU. No niech Pan pomyśli !!!

      Usuń
    3. Sobiepanie!
      To właśnie miałem na myśli, przy czym podwyższenie podstawy wymiaru może iść równolegle z ustawową waloryzacją emerytury (o wskaźnik wzrostu płac).

      Pozdrawiam

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
  5. Ale praca bez ZUS jest możliwa już od dłuższego czasu. Od kiedy powstały serwisy typu www.useme.eu nie trzeba zakładać firmy, aby wystawiać faktury VAT ani Zleceniodawca nie musi zatrudniać bezpośrednio osób, wykonujących sporadyczne zlecenia. Pracownik nie płaci danin do ZUS, dobrowolnie ubezpiecza się zdrowotnie (jeśli tego potrzebuje), a zaoszczędzone pieniądze odkłada lub inwestuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, usuwam Twój komentarz jako nie na temat i bez sensu.
      Absolutnie nie wiem, co chciałeś przez ten link powiedzieć.

      Usuń
  7. Leszku !!! Mimo, że jestem z wykształcenia - prawnikiem, to samokrytycznie przyznaję, że na tych ZUS-owskich szachrach-machrach słabo się znam. Aliści - mam takiego dobrego przyjaciela, który obudzony w nocy, wyrecytuje bezbłędnie co Ci się tam od ZUS-a należy. Miałem zbliżony do Twojego - przypadek, że w sumie przepracowałem trochę ponad 17 lat - na umowie o pracę, jako tzw. drugi etat. Kiedy przeszedłem na emeryturę - ZUS grał ze mną w kulki i tak mnie "obliczał", że traciłem na tym co miesiąc kilkaset złotych. Była taka cholera - pani "naczelnik", której nic nie szło wytłumaczyć. Aż znalazł się ten mój przyjaciel. Kazał mi skompletować "papiery" z tych 17 lat i wystąpić do ZUS-a z żądaniem ponownego przeliczenia emerytury oraz PODSTAWY WYMIARU. W reasume mojego wniosku zastrzegłem sobie, że na wypadek odmowy, będę ich ciągał po sądach i liczył sobie odsetki a nawet zaliczę im "krzywdę moralną" jaka mi wyrządzili - co też daje się przeliczyć. Z tymi "papierami" poszedłem tym razem - nie do "pani naczelnik" ale bezpośrednio do dyrektora ZUS-a. Wyobraź sobie, że już po miesiącu wszystko mi po przeliczali, nadpłacili i...... przeprosili. Per saldo zyskałem 760 zł wyższą emeryturę, co przy dotychczasowej jakoś pozwala związać "koniec z końcem". Mam obecnie 4.200 zł i jakieś tam drobne. I....gromadzę następne "papiery" - bo póki zdrowie dopisywało, też jeszcze sobie coś tam dorabiałem. Prawdopodobnie pod koniec roku ruszę szturmować ZUS-a i wydaje mi się, że ponownie coś wydębię. Nie znam w szczegółach Twojego przypadku, aby tu się wymądrzać, ale pogadaj z ludźmi - może moje uwagi na coś Ci się przydadzą.

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>