czwartek, 23 października 2014

Szkoła NL

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




/Fragment komentarza z notki o Holenderskiej służbie zdrowia/ ....już nie mogę słuchać tego Holandia, Holandia, rzygać mi się chce, Polska nigdy nie będzie Holandią i porównywanie jej do Polski jest głupie.

Czasami mam przekonanie, że w pościgu za krajami tzw. twardego jądra Unii Europejskiej jesteśmy bliżej nich. Kolejna wizyta w Holandii sprowadza mnie do parteru.
Szkoła XXI w.
U nas problemem są sześciolatki i nowy podręcznik a Holendrzy wskakują w XXI w. /i wg mojej oceny/ nie ponosząc prawie żadnych, dodatkowych kosztów.
Z zewnątrz szkoła nie różni się prawie niczym. To „prawie” to zamek szyfrowy u drzwi czyli nie każdy może do takiej szkoły wejść. Po wejściu inny widok korytarza szkolnego niż ten do którego jesteśmy przyzwyczajeni. W naszym mniemaniu korytarz jest zagracony /patrz zdjęcie/ szafkami, wieszakami, pojemnikami itp. Rzucają się w oczy przeszklone drzwi oraz okrągłe okna do pomieszczeń, których nie można nazwać klasami. Jest w szkole jedno pomieszczenie ciche bez komputera, gier, komórek i innych urządzeń. Uczeń w każdej chwili może tam pójść aby poczytać książkę, pobyć w samotności, odpocząć lub odrobić zadaną lekcję. W tej szkole nie istnieje pojęcie „zadanie domowe” i wszystkie zadania wykonuje się w ramach lekcji.
Klasy !?.
Zaskakującym jest brak klas. Dla zrozumienia grup ukułem z córką nazwę „krąg” aby określić ilość uczni w takim kręgu. Krąg tworzy paręnaścioro dzieci w różnym przedziale wiekowym ale porównywalnym stopniu intelektualnym. Są trzy kręgi, które znów na własnym użytek nazwaliśmy soft, medium i hard. O przynależności do kręgu decyduje rozwój intelektualny, zachowania społeczne itp. Nauczyciele w porozumieniu z rodzicami ucznia decydują o przynależności do kręgu a jego zmiana może nastąpić w każdej chwili. Konsekwencją tego jest brak następnego, polskiego terminu „rok szkolny”. Warunkiem ukończenia 5-cioletniego okresu nauki może nastąpić jedynie z kręgu „hard”.
Przedmiotów nauczania jest zaledwie kilka; język ojczysty /!? nie wiem czy to dobra terminologia/, matematyka, technika, j. angielski i .......gotowanie. Poznawania innych dziedzin życia, nauki itp. ustalają kręgi uczniowskie a potwierdzają nauczyciele. Temat przewodni obowiązuje przez 10 tygodni /czyli w roku 5 tematów/. W szkole wnuczki zakończono temat – Holandia. Obecnym tematem jest Religia.
Na zdjęciu; Wnuczka pokazuje nam kwiat lotosu, nad wejściem do pomieszczeń wiszą znaki różnych religii a ostatnie zdjęcie przedstawia tablicę pytań. Tablica pytań jest miejsce w którym uczeń zadaje anonimowo pytanie z dziedziny tematu przewodniego na które to pytania odpowiadają nauczyciele. W dniu naszego powrotu do Polski krąg naszej wnuczki wybierał się na wycieczkę do meczetu.
Zaciekawiły mnie lekcje techniki. Nie wiem o co chodzi ale wnuczka przyniosła jakiś karton z przyklejonymi i łączonymi drucikami, jedno coś co wyglądało na tranzystor oraz bateryjkę z żaróweczką. Coś tam połączyła i się zaświeciło, coś tam zmieniła i pomrugało.
Nie widziałem ale podejrzewam, że jeszcze fajniejsze są lekcje gotowania. Do tej szkoły uczniowie nie przynoszą sobie lunchu a surowce są kupowane przez szkołę. Uczniowie sami sobie przyrządzają lunch który potem sami /muszą ?/ zjadają.
Z pełnym rozmysłem nie komentuję niczego a chciałem pokazać, że pieniądze to nie wszystko a nawet powiem, że ta szkoła jest wyposażona bardziej ascetycznie niż niejedna nasza, polska szkoła.
Ta szkoła którą w skrócie opisałem nie jest holenderskim standardem a dopiero w chodzi w życie. Znając już troszkę Holendrów za kilka lat to będzie już normą.










30 komentarzy:

  1. ŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁeeeeeeeee to nie standard? Zatem eksperyment czy elita? Brak tej informacji.Jak również określenie wieku dzieci w tej szkole i co dalej po osiągnięciu kręgu "hard"?
    Wygląda to bardzo ciekawie jakkolwiek grupowanie dzieci według "zdolności intelektualnych" może być dyskusyjne. Pomysł z samodzielnym przyrządzaniem jedzenia może być także ryzykowny ze względów epidemiologicznych - a może tylko nam się tak wydaje? Inspektorzy polskiego SANEPID dostaliby zawału na samą myśl o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Bet !
      Opisywać mogę to co zobaczyłem.
      Po zakończeniu jest stan jak po gimnazjum.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jasne, że pokazujesz to co widzisz i ja też nie oceniam ale zgłaszam swoje wątpliwości, które być może wynikają z przyzwyczajeń do polskiego systemu edu. Wstęp do tekstu mógłby być taki: "o, cho...lender!" Tak się czasem łagodzi popularne choć z natury dość łagodne przekleństwo :)))) Stąd "ch" od "cholera"

      Usuń
    3. Raczej chcę pokazać jaki jest inny tok rozumowania w sprawie nauki potomków. Nie dopisałem że np. 10-tyg cykl. pn. Holandia obejmuje dziedziny fauny i flory czyli biologia rożne regiony NL i ich historia, wybitnych Holendrów itd.
      W Polsce to by sie nie obroniło.

      Usuń
    4. Domyślam się, że każdy 10 tyg cykl-temat zawiera wiadomości z różnych dziedzin wiedzy. To co u nas dzieli się na "przedmioty": biologia, historia, fizyka itp jest po holendersku wymieszane i podawane porcjami "przy okazji" rozpracowywania określonego tematu.
      Nie wiem czy by się nie obroniło. Nie brak u nas także zwolenników innowacji i zmian. Kto wie?

      Usuń
  2. Biedni "duchowo" ci Holendrzy ,biedne "duchowo" te dzieci
    No jak to tak?Szkoła bez katechetów,nauczania"religii" i o zgroza bez krzyża te znaki"obcych nam "religii
    A tymczasem u nas
    "Przeciętny polski uczeń w cyklu edukacyjnym ma mniej więcej
    po 160 godzin biologii, fizyki czy chemii i blisko 860 godzin katechezy. Jeśli chodzi o liczbę godzin, katecheza jest czwarta, po matematyce, języku polskim i języku obcym. W ubiegłym roku szkolnym na pensje katechetów przeznaczono z budżetu prawie 1,4 mld zł.
    Nas "obowiązuje' zapis w Dyrektorium Katechetycznym Kościoła Katolickiego, że „szkolne nauczanie religii jest służbą świadczoną polskiej szkole”,
    "Nasza" lista przykazań religijnych jest imponująca.
    Nie dawaj na Owsiaka
    – Tato, szkoda mi hajsu na Orkiestrę, bo to idzie na narkotyki.
    . Nie baw się rozpasanym jednorożcem
    „Uważaj, katoliku” – taką gazetkę ścienną przygotowała siostra katechetka we wrocławskiej podstawówce. Uważać trzeba np. na jin-jang – bo to symbol szatana. Na motyla – to symbol oderwania od rzeczywistości, spraw ziemskich. Na jednorożca, który symbolizuje rozpasanie seksualne.
    . Bój się chuliganów i seksu Nie zakładaj chłopcom sukienek Pamiętaj, że katolik nie może być lewicowcem Zbierz pieczątki z rekolekcji
    Potępiaj niemoralne zapłodnienie Policz wszystkie krzyże
    No i "sprawdzian o Janie Pawle II.
    Córka przez miesiąc przynosiła zestawy pytań i sprawdzaliśmy w internecie: co było widać z okien Karola Wojtyły albo w którym roku Karol Wojtyła wyprowadził się do Krakowa, w którym umarła jego matka, a na jakiej pozycji grał w piłkę nożną.
    I to jest to A nie jakieś tam "holenderskie rozpasanie i gender"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam rację - na skali dojechałes do "kretynizm" !!!.
      Może jestes chory albo nalóg bo wszystko ci sie kojarzy................

      Usuń
    2. Piotrze bądź bardziej wyrozumiały!
      To co napisał Wiesiek to tak wysublimowany sarkazm, że aż trudny do odróżnienia od poważnej wypowiedzi.
      Nawiasem mówiąc, często sam wpadałem w takie pułapki, że mój sarkazm był brany za moje poglądy.

      I uwaga do Wieśka - tak mści się na tobie lekceważący stosunek do szaty graficznej i logicznego układu tekstu.
      Wśród ludzi z przedwojenną kindersztubą, list napisany w takiej formie, jak Twoje komentarze, spowodowałby obrazę i zamknięcie drzwi przed Tobą we wszystkich domach.
      Szacunek do adresata, szacunek do gospodarza wymagał bowiem, by pisać grzecznie i czytelnie. Przy czym grzecznie nie oznaczało wcale podlizywania się.

      Usuń
    3. Przyznaję, dzis moge nie byc w formie i nie poznac sie na sarkaźmie. Odchorowuję zmiane klimatu i przeziebienie ktore przywieźliśmy sobie znad Morza Polnocnego.
      Leszko - wiesz jak tam gwiździło ?.
      Wiesku nie chce mi sie jeszcze raz czytać Twoich wynurzeń. Na wszelki wypadek - przepraszam !.

      Usuń
    4. Panie Leszku, jest Pan niezwykły, myślę tak, odkąd "spotkałam" Pana na blogach, których autorzy zrezygnowali już z pisania tamtych blogów. Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Zawaliły się stodoły,
      Gdzieś w Małkini, Mławie, Lesku.
      Pozostały kacze doły -
      Wylęgarnia takich Wieśków.

      ukłony obyczajne dla Piotra i Leszka

      Usuń
  3. Mnie się podoba system brytyjski. W podstawówce wszyscy się uczą równo, w szkole średniej na początku też, a potem można sobie wybierać oprzedmioty oprócz obowiązkowych sześciu. Klasy podzielone są według zdolności uczniów na tzw. szybkie, wolniejsze i wolne. Top klasa to wszyscy ci którzy na pewno zdadzą maturę i pójdą na studia. Najwolniejsza klasa to ci którzy odejdą ze szkoły w wieku 16 lat bo im się uczyć nie chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Mnie też się podoba ten system Może nie tyle brytyjski, co anglosaski. W USA też taki obowiązuje. Im wyższy stopień uczelni - tym więcej przedmiotów do wyboru przez studentów. W ten sposób zainteresowania uczniów są wspierane przez pedagogów, czy wykładowców. U nas np. na prywatnej uczelni, studenci elektroniki musieli zdawać egzaminy z wytrzymałości materiałów, bowiem uczelni udało się uzyskać tyko w tej dziedzinie wykładowcę z tytułem profesorskim. Do istnienia wydziału (a więc i uczelni) taki tytuł jest wymagany.

      Usuń
    2. Iwono, Leszku !!.
      Notka jak notka i może byc okreslonej długości i szereg rzeczy nie dopisałem.
      Należałoby wyjaśnić co rozumiemy przez "podstawówka" bo moja wnusia chodzi do szkoły od 4 roku zycia a na przełomie 5/6 nawet do dwóch szkół. Szkoła obecna jest 5 letnie i kończy się na poziomie około naszego gimnazjum. Uczeń +-12-sto letni jest oceniany przez nauczycieli i rekomendowany do dalszej nauki ogólnokształcącej /liceum ?/ a później studia lub do szkoły zawodowej. Przez okres nauki odbywaja sie wywiadówki z udziałem dzieci, które także oceniają przebyty czas w szkole. Wtedy także padaja propozycje nastepnych tematów wiodących. Juz wiadomo, że nastaepnym tematem będzie "komunikacja" czyli od komputerów przez autostrady, samoloty, morza mosty świata, piesze wędrówki..............czyli wiele mozna w tym temacie upchnąć.
      "Kręgi" - jak zrozumiałem w odwrotności do systemy brytyjskiego dzieci nie sa stygmatyzowane a przejście do kręgu wyższego lub pozostanie lub nawet do kręgu słabszego odbywa sie w cyklu parotygodniowym. Np. dzieco ktore długo chorowało przechodzi do kregu "soft" ale juz po np. 2 tygodniach może byc w kręgu "medium".
      Podejrzewam, że róznica pomiędzy systemem brytyjskim a probowanym holenderskim z grubsza polega na tym, że Holandia chce zapoznac z wiedzą ogólną przygotowując do dalszej nauki.
      Przyznac musimy chyba zgodnie, że inni kombinuja na miarę XXI w. a my bawimy sie w gender i inne pierdólki.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Masz rację Piotrze co do oceny "naszych" działań.
      Nasze "reformy" w szkolnictwie pojawiają się wraz ze zmianą opcji rządzącej. Bowiem to "my przecież mamy patent na prawdę". Dlatego też trzeba "posprzątać" po poprzednikach.
      Nie byłem entuzjastą gimnazjów. Ale tylko dlatego, że moim zdanie system w którym ja zdobywałem wykształcenie - zdawał egzamin. Oczywiście w tej opinii byłem całkowicie subiektywny. Jednak nie protestowałem, gdyż oczekiwałem na efekty.
      Niestety wielu rodaków na systemach edukacji zna się tak samo dobrze, a może i lepiej jak na medycynie.
      Więc i z ochota wielką przyłącza się do krytyki gimnazjów, prowadzonej przez opozycję. Pomimo, że wiele wskazuje na to, iż ten system zaczyna się sprawdzać. Jeżeli nie do końca, to raczej z winy programowej, z winy poziomów uczelni itd. Bowiem taki system należy rozpatrywać całościowo. Jeżeli nie ma spójności w programach szkół średnich i uczelni - to każdy zgrzyt na ich styku można przypisać błędom tej strony, którą akurat chce się skrytykować.
      Teraz jeszcze nie wiemy jak w praniu sprawdzi się nowy elementarz, a już np. biskupi skrytykowali go za brak "wartości".

      Usuń
  4. Jedyne co istotne to ilość dzieci w grupie (klasie) i zasada przenoszenia uczniów zgodnie z ich aktualnymi kompetencjami. Reszta to tylko kwestia metodyki. Przy czym to właśnie ilość dzieci w oddziale jest najbardziej finansochłonna. Gdzieś bowiem muszą się uczyć, a o połowę mniejsza grupa, to dwa razy więcej pomieszczeń (szkół). No i ktoś musi uczyć, a więc dwukrotnie więcej nauczycieli.
    Co do metodyki, to dobiera ja się m.in. właśnie do wielkości grupy i jej możliwości percepcyjnych (w tym wieku, zdolności, ogólnej inteligencji, czy wcześniejszych zaniedbań). Dodam, że zasada przenoszenia uczniów wg kompetencji, jest powszechnie stosowana n.p. we Francji i to od ponad pięćdziesięciu lat.
    Co zaś do podziału na przedmioty nauczania (lub jego braku), to przypomnę, że aktualnie w polskich szkołach podstawowych też już nie jest on tak rygorystyczny. Na poziomie 0-3 w zasadzie w ogóle nie obowiązuje, tu bowiem raczej przyjęto zasadę tych tematycznych bloków programowych. Czyli mamy jesień, to n.p. uczymy się jak wygląda kasztanowiec, gdzie występuje, zbieramy i liczymy kasztany (także je dzieląc i mnożąc), sprawdzamy co można z nich zrobić, czy kogo nimi nakarmić, nawet kupić, przyrządzić w szkole i posmakować tych jadalnych. To się nazywa "nauczanie początkowe". Od IV do VI, mamy "nauczanie blokowe", czyli podział jest, ale na grupy (bloki) przedmiotów: humanistyczny, matematyczno-fizyczny, przyrodniczy, artystyczny, sprawnościowy (w zasadzie w-f). Przy czym na tym drugim etapie także podstawa programowa przewiduje dużą korelację, w tym równoległe, we wszystkich blokach, realizowanie tematu głównego (wspólnego w danym czasie).
    Co do wyposażenia, to ma być dostosowane do wieku (potrzeb z tym związanych) oraz zadań na określonym etapie edukacji. Gdy zaś o pomocach dydaktycznych mowa, to czasem ich nadmiar i zbytnia różnorodność wręcz szkodzą.
    P.S. Moja ośmioletnia wnusia jest uczennicą III klasy, w szkole, którą ja dawno temu ukończyłam. W wyposażeniu żadnych rewolucyjnych zmian nie ma (co mnie wcale nie martwi). Są za to równie wspaniali i doskonali merytorycznie nauczyciele. Przy czym onegdaj nie była to szkoła rejonowa, lecz t.z.w. szkoła ćwiczeń (przy Studium Nauczycielskim). Bowiem wówczas kandydaci na nauczycieli mieli więcej praktyk zawodowych niż uczniowie zasadniczych szkół zawodowych.
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczekiwałem Twojego komentarza.
      Przyznaję, że w sprawach polskiej szkoly podstawowej nie jestem obeznany. Cieszy mnie, że zachodzą także zmiany. Sadzę, że następne wizyty zaowocują sprecyzowaniem i uszczegołowieniem zasad działania holenderskiej szkoły.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Robiąc u nas reformę edukacji kilkanaście (?) lat temu wylano dziecko z kąpielą.
    Oczywiście nie było u nas "za komuny, żadnych kręgów itp., ale grupowanie dzieci pod względem zdolności intelektualnych jak najbardziej. Od szóstej klasy podstawówki rozpoczynało się coś w rodzaju "nowego otwarcia". Ok. 120 dzieciaków ze wszystkich trzech piątych klas podzielono na trzy grupy własnie pod względem zdolności intelektualnych. Najzdolniejsi chodzili do "A", średniacy do "B", a leniwi, lub słabsi intelektualnie do "C". Jest chyba soczyste, ze większość, niemal wszyscy absolwenci "A" szli do liceum, kilku do technikum (nikt do zawodówki), z "B" do liceum i technikum, a z "C" znakomita większość do zawodówek.
    Jedna uwaga - liczebność uczniów nikomu (również samym uczniom) nie przeszkadzała w rozwoju, nie mam pojęcia na czym polega problem "zbyt licznych" klas - nie potrafię tego pojąć, bo za moich czasów klasy 40+ były w miastach normą, a klasy trzydzieści (+), były ciekawostką na miarę baby z brodą na Eurowizji. Nie muszę chyba udowadniać nikomu, że poziom wiedzy a i często zdolności intelektualne, tych niegdysiejszych uczniów z klas 40+ są nieporównywalne (in plus) z dzisiejszymi absolwentami klas 15 - (piętnaście i mniej).
    Ale to w miastach. Nie wyobrażam sobie takich kręgów na wsi, gdzie w szkole jest (są takie) dwadzieścioro uczniów i dwanaścioro nauczycieli. Plus dyrektorka dwie sprzątaczki, trzy księgowe, intendentka (referent gospodarczy) i woźna. U nas sobie nie wyobrażam, bo na zachodzie takich szkół nie ma. Tam wiezie się dzieci do szkoły nawet kilkanaście kilometrów. U nas zlikwidowanie szkoły w małym siole do której uczęszcza ośmioro uczniów narażone jest na lincz ministra edukacji, premiera, zablokowanie sejmu przez zdesperowanych rodziców, atak opozycji i wniosek o wotum nieufności, itd., itd., itd. Nie chce mi się nawet wspominać o skończonej karierze wójta, który tę szkółkę zlikwiduje.

    A sarkazm Wieśka złapałem od pierwszego zdania, nie kapuję w czym problem - to czysty, klasyczny sarkazm, wręcz książkowy przykład sarkazmu.

    ZAKSA się posypała kompletnie. Brazylijczyk gra tak, jakby piłka była zrobiona z wirusa eboli, Świderski robi zmiany dopiero po siedmiu straconych piłkach z rzędu... eeech, szkoda gadać.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju - tu chodzi o dzieci mniej wiecej w wieku 7-12 lat czyli to o czym piszesz - grupy A, B, C sa stsowane o wiele wczesniej.
      Faktycznie cos sie dzieje z nasza ZAKSĄ, czyby Seba sobie nie radził ?.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. andy_lighter23 października 2014 20:48 Sarkazm powiadasz ?I prawidłowo !
      Sam powiedz jak tu, można nie być sarkastycznym, gdy przy całej mizerii oświaty,braków a to na wyżywienie, wywalenie ze szkół dentystów,higienistów zamkniecie ich gabinetów.Płaczu publicystów ze w szkole szerzy sie nawet wszawica, od dwudziestu lat płacimy MY z naszych podatków /a wiec TY i JA/ bez szemrania i to"dobrowolnie" około 1,150 mln zł na nauczanie religii /a tak naprawdę katechezę/
      Jak tu nie być kiedy
      Za 1 mld zl wszystkie dzieci w polskich szkołach mógłby......... jeść śniadania i obiady za darmo.
      Jak tu nie być, kiedy z ust hierarchów padało " będziemy nauczać za darmo,bo to nasza misja" A potem głośno domagać się zapłaćcie "bo nie godzi się nie płacić "za pracę"
      Jak można,, gdy czytasz tu, o szkole w Holandii a jednocześnie,czytasz,to co dzieje się u nas
      " jedna z matek głośno i publicznie powiada"
      "publiczna podwarszawska podstawówka, do której od września zacznie uczęszczać syn, jest jej zdaniem wyjątkowo nowoczesna, multimedialna i “na europejskim poziomie”. –
      A potem, ta sama matka mowi
      " Dziwi mnie więc bardzo, że na angielski w klasie zerowej przeznacza się tylko jedną godzinę, a na religię aż dwie".
      Jak tu nie być, jeśli przepisy rzeczywiście przewidują tygodniowo dwa zajęcia z religii,....... natomiast w ogóle nie gwarantują w przedszkolach i zerówkach zajęć z języków obcych.
      Taki program i taki sposób wydawania publicznych środków na edukację większości Polaków wcale jednak nie przeszkadza.
      Mnie przeszkadza i daje temu wyraz nawet w sarkazmie .
      I jak tu pisać "grzecznie i czytelnie zrozumiale i bez obrazy" do ludzi z "przedwojenna kindersztuba" kiedy nawet i oni tego nie zauważają
      Strach to czy obawa?Ze nie pokropią,, nie pochowają nie okadzą
      I nic to ze ludzie ci " nawet ,z przedwojenna kindersztuba" doskonale wiedząc kto i kiedy wypowiedział wielkie słowa
      "Takie będą Rzeczypospolite jakie jej młodzieży chowanie"
      Nic nie chcą zmienić !! Jednocześnie będąc krytycznym w stosunku do swojego państwa
      Krytycznym,nawet ponad miarę.

      Usuń
    3. No i się zgadzamy Wieśku.
      Mnie tez to przeszkadza i też często daję temu wyraz, zarówno w sarkazmie, jak i bez sarkazmu - wprost. Zależy jaki mam nastrój akurat i jak ważna jest "okoliczność".

      Usuń
    4. Wieśku, jeżeli przefiltrować Twój komentarz i zostawić tylko słowa odnoszące sie do meritum - to zgadzam się z Tobą w 100%.
      Jednak Twoje żale w nim zawarte świadczą, że nie do końca zrozumiałeś to o czym pisałem.
      Piszesz np.:

      - "Mnie przeszkadza i daje temu wyraz nawet w sarkazmie .
      I jak tu pisać "grzecznie i czytelnie zrozumiale i bez obrazy" do ludzi z "przedwojenna kindersztuba" kiedy nawet i oni tego nie zauważają "


      Może wystarczy poprzestać na daniu wyrazu nawet w sarkastyczny sposób?
      Czy "przedwojenna kindersztuba" wg Ciebie oznacza zramolałych tetryków niczego nie rozumiejących?
      Wydaje mi się, że dobre wychowanie (a to właśnie jest ta "przedwojenną kindersztubą") powinno obowiązywać zawsze i w każdym wypadku.
      Gdybyś w wypowiedziach ograniczył się do "dawania wyrazu", nawet ostro krytykując polityków i komentatorów optujących za bzdurnym wg Ciebie rozwiązaniem - byłoby o.k.
      Ale w nawet ostrej dyskusji "dziadek z Wehrmachtu" naprawdę jest zbędny. Stosowany on jest najczęściej, gdu krytykantowi brakuje argumentów. Dlatego też spotyka się reakcja potępiającą.
      A tłumaczenie, że zaczął ktoś inny - to nadaje się do przedszkola lub piaskownicy.
      Ja owszem, zauważam podobne tony w komentarzach również innych komentatorów. Czasami sam je rozpoznaję u siebie. Ale gdy pojawiają się one sporadycznie, jestem skłonny traktować je jak wypadki przy pracy. Niestety - Twoja praca w 90% składa się z owych "wypadków". Dlatego poświęcam Ci tyle czasu. Bo szkoda mi byłoby zmarnować wiele słusznych uwag i ciekawych spostrzeżeń, które nieraz można wyczytać w Twoich komentarzach.

      P.S. 1
      Dziękuję Wieśku za wysiłek włożony w uporządkowanie swego komentarza. O wiele łatwiej się czyta i każdy jak się skupi, bez problemu wyłowi sedno.

      P.S. 2
      Evo 70. Dziękuję za komplement. Powinienem teraz napisać, że jest on niezasłużony lub przynajmniej na wyrost.
      Ale jak każdy "prawdziwy mężczyzna" lubię jak ktoś mi tak mówi, więc niczego takiego nie napiszę.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Och Powiem napiszę, Czepiasz się albo "szukasz dziury w całym" lub kija gdy się chce psa uderzyć bo o meritum "mojego" ani słowa.Rozumiem bezpiecznie?nie poruszać lub przemilczeć.OK niech bedzie,
      Zobacz jeszcze tylko jak Ci się tu pięknie,przez to rozwija dyskusja.Ilez tu już "wejść"
      I nie ma juz zwyczajnego "trafiłeś w sedno" /Tylko nikt nie podaje jakie to sedno duże/
      I fajnie "ze sie zgadzasz !!
      Bo inaczej pomyślałbym iż wnuczce, którą biegłe w językach wykształcą,zafundujesz 'służąca rodaczkę" która w obcych językach ani be ani me ani kukuryku,. choć wykształcona została Ba nawet zdała maturę ...z religii.
      O nasze dzieci, wnuki, trzeba walczyć !! Walczyć gdy już wiemy na co i po co idą NASZE pieniądze. Walczyć choćby po to by Zamoyski w grobie się, nie przewracał
      PS Jak myślisz Wasze opisanie edukacji w Holandii dojdzie do naszej "ministry?"
      A może to tak trzeba imiennie ,jak do związkowców?

      Usuń
  6. dzień dobry

    Zawsze w takich momentach pojawia się pytanie: DLACZEGO U NAS nie da się tak zrobić?

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ............i właśnie dla tak zadanego pytania napisałem tą notkę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Rzeczywiście to o czym piszesz Piotrze,
    czyli podział dzieci na grupy pod względem m.in. na zdolności intelektualne, w opisywanej przez Ciebie szkole odbywa się wcześnie (7 - 12 lat). Ale u nas kiedy dzieci zaczynają edukację od 6 roku życia trudno jest od razu "wyłapać" ich zdolności intelektualne i je podzielić. Można to zrobić np. w drugiej klasie, po obserwacji zdolności do liczenia, pisania i zapamiętywania literek, sprawności czytania itp. Ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Człowiek który... "ciężej" zaczyna, można później szybko "załapać" i być wybitnym. Dlatego "reset" jest moim zdaniem najważniejszy wtedy, kiedy wchodzą w użycie nauki "trudniejsze" i gdzie zdolności intelektualne są pojęciem rzeczywistym, a nie "stereotypem" - hasłem. Bo zdolności intelektualne ujawniają się wtedy, gdy zaczyna się fizyka, geografia, biologia historia, chemia. To wszystko zaczyna się w 5. klasie (przynajmniej za mich czasów tak było) i na koniec 5. klasy nauczyciele mają pojęcie, gdzie, kogo "przydzielić" od szóstej klasy, kiedy już zaczynają się schody.
    Tak było, ale teraz, po "ciągłym mieszaniu", reformowaniu systemu edukacji nie mam pojęcia gdzie, co i kiedy się zaczyna, więc jestem laikiem. Wiem jednak, ze kiedyś system był prostszy, bardziej przejrzysty i... "lepszy". Nie mam nic przeciwko reformom, również edukacji, ale wywrócenie wszystkiego kompletnie do góry nogami i niejako budowanie od podstaw kompletnie nowego systemu było karygodnym błędem. Najgorszym moim zdaniem było zlikwidowanie systemu ośmioklasowego. Mówiło się o bezpieczeństwie, tymczasem własnie to bezpieczeństwo dzieci legło w gruzach. Nie ma i nie będzie lepszego bezpieczeństwa dla maluchów, noż obecność starszych o osiem lat kolegów w jednej szkole, która uniemożliwiłaby zapędom np. dziesięciolatków, do dręczenia o trzy lata młodszych kolegów. Żadem piętnastolatek by na to nie pozwolił.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełna racja.
      Mamy kłopot w terminologii. U nas szkoła to rozpoczęcioe nauki w klasie "0" lub "1". W Holandii mały człowieczek zaczyna w wieku 4 lat.
      Pozdro

      Usuń
  8. Ja dodam jeszcze coś. Dziecko które przyjeżdża z Polski do UK w wieku 6/7 lat (pierwsza klasa podstawówki) zostaje zakwaterowane w trzeciej klase tutejszej podstawówki. Dzieci w tym wieku potrafią już czytać pisać i liczyć, znają flagi różnych państw i znają się na zegarku i pieniądzach. Polskie dziecko dopiero zaczyna się tego uczyć. I ja pomijam tu teraz barierę językową któa jest zawsze na początku. Gdyby traktować jeden do jednego to zachodnie dzieci mają znacznie wcześniejszy start przez co łatwiej i bardziej naturalnie przyswajają podstawowe informacje. Poza tym, im wystarcza to co w szkole, nie ma zadań domowych (oczywiście nadal mówię o podtawówce), podręczników i piekielnie ciężkich tornistrów. Nie mówiąc o tym że całe wyposażenie znajduje się w szkole. Dziecko w "teczce" przynosi więc sobie lunch i ulubionego misia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zeżarło mi komentarz a tyle się napisałam. Spróbuje jeszcze raz już bardziej w skrócie. Przez przypadek mam do czynienia z polskim trzylatkiem ,który rozpoczął edukację w holenderskim przedszkolu. Do tej szkoly chodzą dzieci od 2.5 roku do dwunastu chyba lat. Dziecko jeszcze nie dziama żadnym językiem - ani polskim ani holenderskim. Już przerabia temat - straż pożarna, pożar i ratunek....Hmm. I bardzo dobrze.
    W moim Moeder Maximina Centrum też wprowadzono tematy. Własnie miesiąc było o szkolnictwie,,teraz ogólnie pojęte zdrowie.Nawet niepiśmienne osoby poszerzaa swoje wiadomości.
    Gdy przyjaciólka ,nauczycielka w szkole sredniej w Polsce opowiadała mi o religii w szkole i o ilości lekcji religii w porównaniu z lekcjami fizyki, chemii czy języków nie chciałam wierzyć .W jej szkole jest dwóch katechetów a jednocześsnie fizyczce zmniejsza sie godziny i nie ma ona pełnego etatu....No wspaniale...
    Podzielam zachwyt Piotra nad systemem edukacji w w Holandii. Może Piotra znajoma szkoła jest na etapie eksperymentów jak sam napisał ale to co ja widzę tutaj w Limburgu wcale daleko się nie ma od tego eksperymentu....

    OdpowiedzUsuń
  10. @Leszek
    Komplement wcale nie jest na wyrost. Po prostu masz takie "właściwości", które podziwiam (niekiedy wprawiają mnie one w zachwyt), jak: spokój, cierpliwość, jasność wypowiedzi etc. i zawsze starasz się, żeby nie urazić osoby, do której się zwracasz. Mnie tych cech brakuje, czego mam świadomość, i pewnie dlatego umiem je docenić.
    PS. Poza tym jesteś jednym z pierwszych blogerów, jakiego "poznałam" w moim laptopowym życiu, co też nie jest bez znaczenia.

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>