niedziela, 28 września 2014

Many, many, many ......








Czy na pewno zawsze chodzi o pieniądze?


    Ostatnie wiadomości zdominowały dwa nazwiska - Maria Wasiak i Igor Ostachowicz. Oba te nazwiska pojawiły się w kontekście etatów w spółkach Skarbu Państwa lub z udziałem tegoż.



    Hałas ten oczywiście powstał z powodu odpraw, jakie otrzymują członkowie zarządów tych spółek. Dla "przeciętnego Kowalskiego" są to sumy czysto teoretyczne. Stąd ten cały szum.

    No, może niezupełnie. Wiem, że my Polacy, lubimy zaglądać do cudzych kieszeni. Wiem że nieodzowną częścią wieczornego pacierza jest prośba o to, by myszy zżarły zboże Kargulowi. Nikt nie zastanawia się, czy te pieniądze są legalne. Ważne jest, że przekraczają one nasze wyobrażenie o dochodach. Nikt nie powinien zarabiać więcej niż JA !!!!

    Ale to jest jedna strona medalu. Drugą stanowią politycy, oczywiście opozycyjni, pałający świętym oburzeniem. I kiedy to oni pałają tym oburzeniem? Wtedy gdy uchwalają wynagrodzenia czy statuty spółek Skarbu Państwa? Nie, wtedy mają na uwadze możliwość, że kiedyś będą u władzy i obsadzą odpowiednie stanowiska w tych spółkach swymi ludźmi.

    To pałanie rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy profity czerpią ludzie z niewłaściwej partii. Ja sobie nie przypominam, żeby taki "pałający" w momencie objęcia władzy, jako pierwszą uchwałę zaproponował zlikwidowanie tych odpraw, czy radykalne ich obniżenie.

    Jednak i nie w tym jeszcze leży sedno sprawy. Jeżeli jakaś spółka ma duże zyski i zasila budżet państwa dużymi podatkami - to nie widzę powodu, by rozdzierać szaty nad odprawami. Wystarczyłoby tylko uzależnić wysokość odprawy od zysku osiągniętego przez spółkę w okresie zajmowania fotela w tej spółce.

    A tak na marginesie - zazdrość, niezadowolenie czy poczucie krzywdy z powodu czyjegoś sukcesu - to cecha bardzo brzydka. Cecha charakteryzująca społeczeństwa na niskim stopniu rozwoju. Chociaż podejrzewam, że nawet jak nasze PKB/głowę wzrośnie trzykrotnie, jak staniemy się potęgą w jakiejś dziedzinie gospodarki - cecha ta nadal będzie powszechna u rodaków.

    I mam niejasne podejrzenia, że będzie ona tym wyraźniejsza im wyższe poczucie patriotyzmu u obywatela.

    Pozostaje jeszcze drugie nazwisko - a właściwie problem przez nie reprezentowany.

    Jest spółka Skarbu Państwa. Wszystkim zależy (przynajmniej powinno) żeby pracowała jak najlepiej. To w dużej mierze zależy od zarządzających spółką. Wynika z tego, że zatrudnianie w zarządzie spółki fachowców, ludzi z kwalifikacjami powinno być ze wszech miar akceptowane.

    Niestety, w tym wypadku liczą się nie kwalifikacje, ale "umiejscowienie" kandydata w polityce. Z jednej strony taki kandydat, który nieźle otarł się o politykę ma większe szanse. jednak z drugiej strony - ta właśnie polityka jest przyczyną kontestacji jego kandydatury przez opozycję.

    Właściwie to dobrze. Wszyscy powinni mieć równe szanse. Jeżeli jednak kandydata na takie stanowisko mianuje minister, czyli siłą rzeczy polityk - to nie ma się co dziwić, że rozgląda się za nim w otoczeniu polityków również.

    Właściwie jedynym kryterium powinna być przydatność na stanowisko w spółce. Polityka nie powinna ułatwiać - ale te nie powinna utrudniać jego objęcia.

    Skąd tyle szumu wokół tego tematu? Odpowiedź jest prosta - nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nominacje wszelkiej maści odbywają się według kryterium fachowości. Gdyby taka praktyka była na porządku dziennym, nikt by afery politycznej nie robił. Nikt by na krytyce kandydata nie próbował zbierać procentów w sondażach. Co najwyżej próbowano by wykazać niekompetencje kandydata. A te nie zależą od przynależności partyjnej.

    Dzisiaj jednak kompetencje są najmniej ważne - ważne, że można coś zarzucić przeciwnikom politycznym.

    W obu opisywanych przypadkach starałem się nie wnikać w szczegóły. W obu przypadkach interesowały mnie pewne mechanizmy. Mechanizmy powtarzalne w wielu innych sprawach. Mechanizmy, które nie rozwiązują problemu, ale są przydatne jako kłonica.




31 komentarzy:

  1. Technicznie, uzależnienie wysokości odprawy od zysku jest o tyle nieroztropne, że kolejni zarządzający wyciskaliby firmę jak cytrynę, oszczędzając na inwestycjach, by te nie pomniejszały zysku firmy. Dlatego konieczny byłby nieco bardziej skomplikowany system, powiązany zarówno z zyskiem firmy, okresem pracy, jak i wzrostem wartości firmy, a także z pensjami szeregowych pracowników. Poza tym inny zysk spółka przyniesie w czasie kryzysu, a inny w czasie boomu gospodarczego- na to też trzeba brać poprawkę.
    Co do ludzkiej zawiści, to zgadza się. Najlepsze jest to, że zawsze jacyś "UNY MAJO ZA DUŻO", bo już "MY MAMY ZA MAŁO- JAK ŻYĆ, PANIE PREMIERZE"?! Ani nikt (politycy, związkowcy, zarządy) nie stawia postulatów obniżenia pensji zarządom (związki również), ani związkom zawodowym, to taki układzik wzajemnego myziania się po jajach.
    Z pewnością patologią jest wypłacanie odpraw ludziom, którzy ledwie zaczęli pracę. Do jasnej cholery, rok czy dwa, to akurat tyle czasu, by odcinać kupony od dokonań poprzedników!

    OdpowiedzUsuń
  2. dr(ogi) Wolandzie!
    Nie polemizuję z Twoim komentarzem, gdyż nie było moim zamiarem podawać gotowej recepty na rozwiązanie pewnych problemów.
    Jednak prawo do wypłacenia odprawy dla pani Wasiak w przypadku jej przejścia na wyższy szczebel tej samej firmy funkcjonowało już jakiś czas. Nawet w momencie gdy min Nowak je wprowadzał, wszyscy siedzieli cicho.
    Jednak teraz przeliczono koszty:

    - jeżeli ruszymy problem i doprowadzimy do zlikwidowania takiego prawa, to nawet gdy wygramy wybory, nie będziemy mogli sobie wypłacać sowitych odpraw.
    - jednak gdy tym prawem nie przywalimy rządzącym, to możemy nigdy nie wygrać.

    Saldo wyszło, że lepiej przywalić i stracić odprawy w jednej czy drugiej spółce niż przegrać wybory. Bo jak przywalimy i nawet nie wygramy - to PO będzie miało w plecy. A jak wygramy, to sobie straty odbijemy w jakiś inny sposób.

    Zwróć uwagę, że tego typu sprawy nigdy nie wychodzą na jaw ot, tak sobie, tylko dlatego, że są złe - ale zawsze w kontekście przywalania przeciwnikowi. Np o nepotyzmie było strasznie głośno, gdy przyłapano kilku PSL-owców. Ale już pojedynczy pisowiec, nie wzbudza takich emocji w opozycji. I nawet jak opozycja staje się obozem rządzącym, zapomina o swym świętym oburzeniu. tylko nowa opozycja od czasu do czasu czyni wrzask. Też oczywiście do czasu, gdy zostanie "władzą".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. W historii pamiętam niewiele takich przykładów. Do chlubnych wyjątków należy ustawa kompetencyjna wprowadzająca wymogi związane z wykształceniem osób zatrudnionych w agencjach rządowych, ustawa kominowa oraz ograniczenie dotacji do partii. Oczywiście w każdym z tych przypadków, ÓWCZESNE OPOZYCJE podnosiły larum, że to demagogia i że nie wolno zabierać kasy władzy, co skutkowało złagodzeniem ograniczeń.

      Usuń
  3. Jest argument, który jednak zaskoczył kilku ekonomistów. Chodzi o brak proporcji pomiędzy wzrostem PKB a wzrostem płac. Mówiąc inaczej, PKB rośnie szybciej niż płace co jest nielogiczne lub jak kto woli, wskazuje na to, że nie wszyscy bogacimy się równomiernie. (należy oczywiście wziąć pod uwagę takie wskaźniki jak inflacja, podatki czy realne płace).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to jest argument.
      PKB jest wielkością bardzo dynamiczną. Potrafi z wielu powodów rosnąć, ale też potrafi spadać. Gdyby więc poziom płac miał być adekwatny do PKB - należałoby się liczyć i ze spadkiem dochodów nominalnych.
      W połączeniu ze spadkiem realnym, spowodowanym np. inflacją - stanowi to trudną do zaakceptowania mieszaninę.

      Jednak coś w tym jest. Faktycznie na wzroście PKB liczonym długoterminowo, nie wszyscy zyskują jednakowo.

      Usuń
    2. Tak, brałem pod uwagę zastawienia 1995-2013. W takiej perspektywie widać dość dynamiczne bogacenie się państwa i budzący sporo pytań wzrost dochodów Polaków. Bezrobocie i emigracja to także odpowiedzi. Ocena negatywna z pewnością wynika ze zwiększenia się aspiracji Polaków, które nie przystają do możliwości portfela. Starszym pokoleniom łatwiej zaakceptować drobne zmiany na lepsze, niż młodym, którzy widzą przepaść pomiędzy sytuacją tutaj a zachodem.

      Usuń
    3. A może starsi wiedzą ile trzeba było pracy by przejść z jednego systemu do drugiego?
      Może są realistami? Może wyrośli z "ja CHCĘ jak na zachodzie"? Może rozumieją, że jak se pościelesz ......?

      Usuń
    4. Na zachodzie nie panuje przekonanie "Ja chcę". Takie przekonanie zdradzają głównie emigranci. Dewizą demokratycznych krajów rozwiniętych jest "Ja mogę" i w tym punkcie dyskusja o Polsce może się zmienić w rozmowę o trudnych konkretach lub polityczną grafomanię.

      Usuń
  4. Cytat: Właściwie jedynym kryterium powinna być przydatność na stanowisko w spółce.
    Jeżeli uważasz i jak piszesz wcześniej - fachowość to jesteś w mylnym błędzie. Przydatność na stanowisko jest także przydatność wizerunkowa niezależnie od umiejętności zawodowych. Jimmy Carter był przez pewien czas w Zarządzie GM w Detroit pomimo wykształcenia - Akademia Marynarki Wojennej.
    Być może pan Ostachowicz byłby dobrą postacią wizerunkową jako były doradca premiera RP. Może synekura, tez możliwe.
    W sprawie odpraw zupelnie sie zgadzam. Ta sprawa wymaga ustawowego uregulowania w społkach z udziałem skarbu państwa. Skarb państwa nie jest wytwórnia pieniędzy tylko dysponuje naszymi złotówkami i dlatego jako obywatele mamy prawo domagać się uregulowań prawnych w tej sprawie gdyż tzw. ustawa kominowa została sprytnie ominięta.
    Ostatnia rzeczą do załatwienia jest jawność spółek z udziałem skarby państwa, która istnieje teoretycznie.
    Pytanie na polityczne śniadanie - proszę podać płace w KGHM Polska Miedź.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze - wydaje mi się, że być "twarzą" też trzeba umieć. A więc i na tym polu liczy się fachowość.
      W takim rozumieniu oba określenia - fachowość i przydatność - są zamienne.

      Usuń
  5. Leszku,
    napisałeś: "W obu przypadkach interesowały mnie pewne mechanizmy. Mechanizmy powtarzalne w wielu innych sprawach. Mechanizmy, które nie rozwiązują problemu, ale są przydatne jako kłonica".
    Problem jednak polega na tym, że Tuk obiecał te mechanizmy zmienić siedem lat temu, a oburzał się na nie już lat temu dziewięć. I co? I nic. Tak więc, choć opozycji można słusznie zarzucić: "Przyganiał kocioł garnkowi...", to Platformie też można uczciwy zarzut zrobić: "Zrobiliście z gęby dupę". I nie ma tu nic do rzeczy kryzys inne finansowe historie, bo można to było przepracować (w komisjach) i uchwalić bezinwestycyjnie (czyli z punktu widzenia finansów, za darmo).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andy - masz rację.
      Tylko, że ja nigdzie nie napisałem, że moje pretensje nie dotyczą PO. Pisałem o opozycji i obozie rządzącym. Każda partia raz jest po jednej stronie lustra a raz po drugiej. Tak więc adresuję to do wszystkich.

      Usuń
  6. Ani to nowość, ani jakaś nasza polska specjalność. Być może COŚ z tym trzeba zrobić, tylko CO? Przypomnę bowiem, że spółka to spółka, bez względu na to kto jest jej właścicielem (współwłaścicielem). Wszystkie podlegają temu samemu prawu (w tym głównie t.z.w. kodeks spółek handlowych). Niby więc dlaczego regulaminy wewnętrzne właśnie spółek skarbu państwa (w tym wynagrodzeń, nagród, i.t.p.) miały by być diametralnie odmienne od od pozostałych? To nie są instytucje państwowe, lecz podmioty kapitalistycznej gospodarki rynkowej.
    Oczywiście można spowodować, że będą tam obowiązywały odmienne reguły, czego przykładem t.z.w. ustawa kominowa. Tylko z jakim skutkiem? Jeżeli bowiem zarobki, nagrody, czy odprawy, w spółce prywatnej będą znacznie wyższe, to jak myślicie, gdzie będą pracowali najlepsi? Jaka będzie efektywność (wyniki ekonomiczne) owych "państwowych" skoro ich kadra kierownicza będzie drugiego, a nawet jeszcze gorszego sortu?
    Dla porównania, proszę przepytać swoich znajomych (może powiedzą). W niewielkiej wielkości spółce wynagrodzenia kadry kierowniczej, w tym członków zarządu, są rzędy kilkunastu tysięcy miesięcznie, w średniej wielkości to już kilkadziesiąt tysięcy. To ile powinny wynosić w takich molochach jak wiele spółek skarbu państwa?
    Tak przy okazji, czy nie wydaje się wam, że pensje ministrów, w tym Premiera, czy Prezydenta RP, są u nas tragicznie małe? Może to trzeba w pierwszej kolejności zmienić? Po to by to właśnie najlepsi ubiegali się o możliwość zarządzania państwem? By nie trzeba było ich zachęcać ewentualnością przyszłych synekur?
    O tym, że zwykłym rozbojem jest zmuszanie ludzi do oddania swojego należnego, otrzymanego zgodnie z prawem, wynagrodzenia (w tym odprawy z poprzedniego miejsca pracy, skoro była ona ustalona w kontrakcie), na jakieś cele charytatywne, pisałam już onegdaj, przy okazji "zadymy" dotyczącej nagród dla członków Prezydium Sejmu.
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikko - w zasadzie masz racje ale moge powybrzydzać. Spółka kapitałowa z udziałek skarbu państwa czy czysta spólka prywatna czy jakakolwiek inna jeżeli szaleje finansowo to uszczupla jakieś świadczenia podatkowe, skarbowe dla państwa.
      Polak potrafi i każda niedogodność przeskoczy aby nie zapłacić państwu czyli nam. Nie znam rozwiązania poza wprowadzeniem drakońskiego podatku od dochodów osobistych. Znając zycie to i na to sie znajdzie sposób np. użyczenie samochodu, domu, pożyczka spłacana po 30 latach w ratach następne 50 lat itd.
      Jedynym realnym, wyjściem powiązanie wszelkich odpraw, premii, 13 i 14 pensji i cholera wie jeszcze jakich z efektami spolek bądź zakładu pracy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. "to nie są instytucje państwowe, lecz podmioty kapitalistycznej gospodarki rynkowej":)
      Częściowo znacjonalizowane, więc "pół na pół" i dlatego prawo dla spółek prywatnych to jedno, a dla spółek połowicznie socjalistycznych drugie.

      Usuń
    3. Tak dodam, dziś dopiero sie ukazało, więc mam pewność, że nie poseł Kalisz był moją inspiracją.
      http://natemat.pl/118629,ryszard-kalisz-politycy-zarabiaja-za-malo-mam-9-tys-zl-moi-aplikanci-zarabiaja-kilka-razy-wiecej
      Powtórzę przy tym, że nie o konkretne pensje takich czy innych pracowników chodzi, lecz o zmianę systemu. Rozumiem to m.in. w ten sposób, że należy zlikwidować pozostałości PRL, te nie związane z wynikami pracy (n.p. owe 13 i 14 pensje). Także w sektorze państwowym dostrzec jak działa w tym zakresie gospodarka rynkowa. Jednocześnie nie zapominając o zwykłych pracownikach, stosując niezbędny interwencjonizm jako osłonę socjalną, m.in. najniższe minimalne wynagrodzenie (w tym godzinowe). Takie zmiany wymagają ostatecznie sensownego kompleksowego rozwiązania, co wymaga czasu. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, by robić to po kolei, czyli etapami rozłożonymi w czasie. Ostatni sporo się dyskutuje o wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej. Zdaję sobie sprawę jak wielkie to wprowadzi początkowo perturbacje (a niby drobiazg). Aktualnie jednak najważniejszy, szczególnie dla rzeszy zatrudnianych w t.z.w. szarej strefie. Często nie z winy pracodawcy jest to praca dorywcza i sezonowa, a ilość chętnych drastycznie zaniża wynagrodzenie. Sami zaś pracodawcy licząc na trwałość bezrobocia, zapominają, że poniżej pewnego poziomu, pracownika nie znajdą. W efekcie zostaną z wygranymi przetargami (podpisanymi kontraktami), których nie sa w stanie zrealizować, bo w ofercie zbyt tanio wycenili pracę.
      Pomyślności.

      Usuń
  7. Już po komentarzach widać, że cos jest zbyt zagmatwane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jeżeli coś jest zagmatwane, to możemy być pewni, ze chodzi tylko o kasę. Widzę to jeszcze gorzej. Jako bezpieczne wyjmowanie pieniędzy (dużych) z budżetu. Nie wyobrażam sobie (nie wierzę), że te wszystkie umowy mówiące o odprawach (np. milion za dwa dni pracy, były takie przypadki) i zarobkach są uzasadniane fachowością i przydatnością dla np. spółki z udziałem państwa. Nie wyobrażam sobie też, że "polecający" tak spokojnie się przygląda jak "śwagier" się niesamowicie bogaci. Działka musi być. Jest z czego i to dla wielu. A że afera wyłazi na wierzch? Pewnie tylko wtedy gdy zostaje naruszony teren i interes, przeciwnika. A lud głupi to kupi. Sam boleję nad tym, że tak mało ufam naszym "elytom", ale sami na to pracują. Zbyt często. Pozdrawiam. Jurek.

      Usuń
    2. Bez przesady, "elity" i spółki skarbu państwa, to tylko ułamek kadry menadżerskiej. Tak u nas, jak i na całym świecie. Znani mi trzydziestolatkowie i nieco starsi (byli uczniowie), pracujący w spółkach prywatnych zarabiają po kilkanaście tysięcy miesięcznie i w kontraktach mają zagwarantowane sowite odprawy (także na wypadek gdy sami zdecydują się odejść). Dotyczy to również tych, którzy onegdaj wyemigrowali, a byli na tyle inteligentni i pracowici, by w nowej ojczyźnie, też kadrą kierownicza zostać.
      Co nie znaczy, że mnie ogromne dysproporcje w dochodach nie drażnią. Tyle, że to już nieco inny i także skomplikowany temat.
      Pomyślności.

      Usuń
    3. ikka133 Nie wiem czy to było do mnie, ale mnie nie interesują spółki, firmy prywatne. Tam mogą robić co chcą. Nic mi do tego. Nie zaglądam ludziom do kieszeni. Interesuje mnie co się dzieje z pieniędzmi publicznymi. Będzie teraz śmiesznie, także moimi. Wiem jedno, tam gdzie jest styk kapitałów z politykami i odwrotnie, tam jest bałagan co najmniej, możliwe że zamierzony. Widzę, że Polska się zmienia. I ten fakt, że kraj pięknieje, politycy wykorzystują do kampanii wyborczych, wypinając piersi. Ale przecież, nie jest to zasługa państwa i polityków. Państwo nie buduje mieszkań, domów, ogrodów, zakładów pracy itp.. To są inwestycje prywatne. Państwo nawet nie tworzy udogodnień dla tych inwestycji i działalności. Państwo nawet się wycofuje powoli z opieki nad obywatelami. Jeżeli państwo coś buduje, to drogo. I tu chyba chodzi o to samo. Przepływ publicznych pieniędzy i majątku. Wyleczyłem się jakiś czas temu z wiary w idee, wartości, ale jeszcze nie mogę przyzwyczaić się do fikcji, która nas otacza. Fikcji etosu, fikcji wartości, fikcji troski o kraj i jego obywateli, fikcji wiary. Realne są tylko pieniądze, które zastępują powyższe. Dla zdrowia, robię co mogę, aby się tym nie przejmować, ale jeszcze mi się nie udaje. Na koniec. Zastanawia mnie dlaczego p. Wasiak oddała (nie zwróciła) pieniądze, które jeżeli wszystko było OK, należały jej się jak psu micha. Dlaczego teraz? Teraz, jej "gest" odbieram jako fikcję dobroczynności i dobrego serca, tym bardziej, że wśród darczyńców, którzy wspierali działalność obdarowanego Stowarzyszenia "Arka", jest między innymi Ewa Kopacz. Podobno p. Premier miała postawić minister Wasiak warunek - pozostanie w resorcie, jeśli odda pieniądze. Nie łapię tego. I chyba politycy też się już pogubili w tym co MOJE, a co NASZE. Co wolno, a czego nie wypada robić. Pozdrawiam. Jurek.

      Usuń
  8. Co by postawić kropkę nad "i", jak rozumiem teraz PiS(p)osłowie będą ścigać wszystkie dzieci, a nawet wnuki (do czwartego, czy tylko drugiego pokolenia?:-)))))))
    Proszę doczytać artykulik dom końca, tam jest mowa o rekrutacji zakończonej w lipcu.
    http://fakty.interia.pl/polska/news-corka-rzeczniczki-rzadu-w-pge-pis-zada-wyjasnien,nId,1527857
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lipiec, wrzesień - jakie to ma znaczenie Ikko?
      Jeżeli to na prawdę był lipiec, to by znaczyło, że knowania trwały już od dawna. Tym gorzej dla pani premier!!!

      Usuń
    2. Z Twojej Leszku postawy wynika, że nie ma nic gorszego jak mieć rodziców, którzy są na tyle wartościowi, że zrobili "karierę". Ba strach mieć ciotkę lub kuzyna w "elitach".:-)))))
      Przepraszam ale właśnie takim tokiem myślenia posługują się "nieudacznicy" z kręgu pisolubnych. No chyba pójdę do kościoła świeczkę zapalić opatrzności, że mnie ustrzegła przed owa "karierą". Dzięki temu moim dzieciom i innym krewnym (rodzice moich zięciów też się do polityki nie pchali) nikt nie będzie zarzucał, iż są z jakiejś "sitwy". Gorzej, że oni kariery robią, na coraz wyższych stanowiskach coraz lepiej zarabiają. W efekcie moje wnuki będą miały, u tak myślących, całkowicie "przechlapane".
      Zastanów się proszę, czy to takie dziwne, że dzieci inteligentnych, wykształconych rodziców, też są inteligentne i wykształcone?
      Pomyślności.

      Usuń
    3. Ikko - sorki, chyba zbyt słabo podkreśliłem sarkazm i ironię mojej poprzedniej wypowiedzi.
      Jasne, że to była kpina z pisowskiego toku myślenia.
      Z resztą się zgadzam - więc nie muszę się zbytnio nad Twoimkomentarzen zastanawiać.
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. He, he.... przyjęłam dosłownie. To kolejna nauczka by nie robić trzech rzeczy na raz, no ale my baby tak mamy.:-)))))))))
      Pomyślności.

      Usuń
    5. :-)) Czasami ma to jednak swój urok!! :-))

      Usuń
  9. Dzień dobry

    Leszku właśnie wysłuchałem ekspose Pani Premier.
    Jestemk pełen podziwu! Może faktycznie coś się ruszy? Bardzo bym chciał!

    Krzysztof z Gdańska

    p.s. A górnicy nic nie zrozumieli... Porażka polskiej edukacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A usłyszenie w radio pisiaczków, którzy nie dostali jeszcze wytycznych i miotają się nie wiedząc co powiedzieć (opluć czy pochwalić)... BEZCENNE :)))

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
  10. Pisiory muszą wszystko opluwać: cudze portfele, swoją ignorancję, aktualny rząd, przyszłościowy nierząd... Byle tylko by grała ta ich fałszująca orkiestra! Pogrzeb, wesele - obojętne!
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  11. http://www.academia.edu/9327349/Kumulowanie_stanowisk_w_organach_sp%C3%B3%C5%82ek_z_udzia%C5%82em_Skarbu_Pa%C5%84stwa
    interesujące i merytoryczne opracowanie - warto poczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, poczytam na pewno, chociaż nie wiem czy wrócę tu by skomentować.
      Ten ciągły brak czasu - im człowiek starszy tym szybciej ten skubaniec ucieka.
      A może to ja już nie nadążam?

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>