poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kiedy doczekamy się talibanu?








Upał lasuje mózgi nawet w "świętych" głowach.


    UPAŁ !!! wszystkiego się odechciewa - no może poza leżeniem w basenie i zimnym piwem.




    Na oglądanie tv brak sił i ochoty. Dopiero wieczorem szperam w internecie na stronie znajduję wypowiedź przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, która mnie pobudza do życia. Nie ważny jest temat tej wypowiedzi, chociaż chodziło o "deklarację wyznania nauczycieli".



    Ważne jest w jaki sposób szef polskiego kościoła postrzega państwo i pozycję kościoła w tym państwie. Stwierdza autorytatywnie:

    „(...) W Konstytucji RP nie istnieje sformułowanie »neutralność światopoglądowa «. Konstytucja mówi natomiast o bezstronności religijnej i światopoglądowej władzy publicznej i państwowej."

    W zasadzie ma rację, art. 25 ust. 2 Konstytucji brzmi:

    Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

    Tylko co z tego wynika? Adwersarze kościoła niezbyt szczęśliwie użyli słowa "neutralność". Oznaczałoby ono to, że państwo nie widzi nie słyszy nic z tego co w tej materii się wyrabia. Innymi słowy - kościół chce oceny z religii na maturze, część społeczeństwa nie chce. A państwo udaje, że nic się nie dzieje.

    Niestety - taki mamy dziś stan faktyczny. Natomiast adwersarzom KK oraz autorom Konstytucji chodzi o to, że państwo w tym sporze jest bezstronne i postępuje zgodnie z ust. 3 tegoż artykułu:

    Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

    Wyraźnie napisano w tym ustępie o "wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie" - decyzje państwa są niezależne od doktryny kościoła. Są autonomiczne. Decyzja, która nie odpowiada panu biskupowi, wcale nie oznacza łamania konstytucji. Nawet jeżeli biskup uważa, że dla wierzących stopień z religii na maturze to rzecz najzwyczajniejsza w świecie - dla innych taką już nie jest. Świadectwo maturalne jest dokumentem państwowym a nie kościelnym.

    Ale biskup Gądecki widzi to zupełnie inaczej:

    "W myśl tego przepisu organy administracji państwowej mają być bezstronne wobec światopoglądu nauczycieli, rodziców i dzieci, a więc nie mogą narzucać im własnego światopoglądu"

    Dla biskupa bezstronność jest jednoznaczna z przyznawaniem automatycznie racji kościołowi. Nie przyznanie racji oznacza "narzucanie" własnego światopoglądu. Innymi słowy - jest tylko jeden światopogląd, który bez "narzucania" mogą wyznawać obywatele. Każdy inny - to "narzucony" im przez władze.

    Ale żeby było śmieszniej, biskup z jednej strony całkowitej spolegliwości rządu wobec doktryny kościoła, a z drugiej karci za "bezczynność":

    "Władze publiczne nie mogą bowiem uchylać się od zajmowania stanowiska w sprawach o fundamentalnym znaczeniu"

    Jednak gdy tylko władze zajmą stanowisko - natychmiast pada zarzut o "narzucanie".

    I tak jak już powiedziałem - nie bulwersują mnie krzyki hierarchów w "obronie" kościoła. Mają do tego prawo. Natomiast takie traktowanie konstytucji państwa pachnie na razie anarchią, z której wkrótce może wyłonić się fundamentalizm religijny.

    Dlatego też gdy na którymś blogu (przepraszam autora, i to zaprzyjaźnionego - ten upał ....) dostrzegłem wzmiankę o Petycji ws. świeckości Rzeczpospolitej Polskiej, natychmiast tam zajrzałem i podpisałem.

    Nie wiem czy to coś da? Ale jakoś od razu lepiej się poczułem w tym upale. Byłem "dumny", że zdobyłem się na heroiczny akt (śmierć w Powstaniu to nie jest - ale zawsze coś) udziału w czymś, co może naprawić moją Ojczyznę.

    P.S.
    Aby być uczciwym, podaję link do całości wypowiedzi szefa polskiego kościoła.




13 komentarzy:

  1. Dzień dobry Leszku
    Poruszyłeś bardzo ważny temat. Ponieważ nie chcę "spalić" tematu bezmyślnym tekstem, wypowiem się za jakiś czas, jak tylko zbiorę myśli (chcę bowiem uniknąć błędnych uproszczeń).
    Jednak mam wrażenie, że w Polsce powstaje coś bardzo złego, co z prawdziwą wiarą nie ma nic wspólnego...

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to mi chodzi. Też nie jestem konstytucjonalistą.Podejrzewam nawet, że to co się dzieje - dzieje się nie z powodu konkordatu, ale dzieje się gdzieś obok, niezależnie od konkordatu.
      Co wcale nie znaczy, że przydałaby się jakaś rzetelna, bezstronna jego analiza.
      Co do wiary - przestała ona się liczyć z chwilą pojawienia się "ojca dyrektora". Do tej pory nie było takiej rangi w hierarchii ja "ojciec dyrektor". Dyrektor, to dyrektor. Dodanie słowa "ojciec" nadało wyraz religijny normalnym geszeftom.
      Spodobało się to episkopatowi - więc mamy biznes zamiast wiary.
      Może gdzieś ta wiara i istnieje. Nawet wśród fanatyków. Ale jest głęboko schowana. Kapłanom absolutnie nie zależy by ją wydobywać na powierzchnię i czyścić z wszelakich ziemskich naleciałości.
      Popatrzcie jak ubierał się Chrystus, a jak ubiera się byle proboszcz.
      Jezus mówił o ptakach niebieskich, które Ojciec karmi - proboszcz mówi: "co łaska, ale dają nie mniej niż 500 zł."

      Usuń
  2. Dzień dobry

    Zacznijmy od początku. W latach 80-tych przeżyłem odrodzenie religijne (rodzina nie byłą zbyt dewocyjna i nie przymuszano mnie do uczestnictwa w praktykach religijnych). Owo odrodzenie zawdzięczałem mądremu księdzu, który nie odrzucał takich, jak ja, odstępców i potrafił pokazać w religii coś więcej niż odmawianie "koronek miłosierdzia" itp "wygłupów". Zacząłem studiować Pismo Święte i przyjąłem jego treść za wyznacznik postępowania w życiu. Potem PRL się skończył i kościół zaczął być obecny wszędzie. Wydawało się to czymś dobrym, gdyż w ten sposób można było dotrzeć z ewangelią do wszystkich zainteresowanych... A potem wydarzyło się coś dziwnego... Kościół ZAMIAST ewangelizować zaczął gromadzić DLA SIEBIE dobra doczesne, poszerzać wpływy polityczne, wpływać na politykę państwa. Głównym argumentem było, że "przecież" 90% Polaków to katolicy! Dodam, że prawdziwi duszpasterze, traktujący wiarę jak misję nagle gdzieś poznikali (ksiądz, który prowadził moją formację duchową odszedł z kapłaństwa). A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej. Nagle okazało się, że chrześcijan w Polsce gwałtownie ubywa... Młodzież po wysłuchaniu w szkole czegoś, potocznie zwanego "religią" masowo porzuca kościół, dorośli zrażeni pazernością księży wycofują się z uczestnictwa w obrzędach religijnych... To się dzieje na naszych oczach. Na moim osiedlu, w ostatniej procesji Bożego Ciała uczestniczyło może 10% zapisanych w kościelnej ewidencji wiernych (jeszcze 10 lat temu byłoby to nie do pomyślenia).
    Nic więc dziwnego, że kler próbuje zająć jak najwięcej przestrzeni publicznej aby zachować swoje wpływy i dochody po spodziewanej sekularyzacji społeczeństwa. Stąd, jak sądzę, próba naruszania konstytucji i tworzenia "faktów dokonanych". Kler sądzi, że w ten sposób zatrzyma bieg zmian. Jak jednak dowodzi historia pewnych rzeczy nie da się zatrzymać. Przykładem niech będzie Irlandia lub Hiszpania (niegdyś najbardziej ortodoksyjnie katolicki kraj). Napis "MANE, TEKEL, FARES" już się pojawił na ścianach świątyń, ale kler (w większości) tego nie zrozumiał bo jest zbyt zajęty zbieraniem kasy i poszerzaniem swojej władzy politycznej.

    A co my możemy zrobić? NIestety niewiele: głosować nogami. Jak proboszczowi ubędzie wiernych (kasy z kolekty) to mu "rura zmięknie".

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka poprzedniego komentarza była chyba nie do końca zrozumiała, więc dopowiem:
      Uważam, że jedynym sposobem dla chrześcijaństwa jest powrót do źródeł, kościoła ubogiego, głoszącego dobrą nowinę wiernym w katakumbach lub prywatnych domach. Jednak aby do tego doszło NAJPIERW obecni "urzędnicy pana B" muszą zwolnić miejsce dla następców (emerytura) bo są NIEREFORMOWALNI! Albo powinni się zmienić z "urzędników" w "przewodników duchowych" (obserwując znanych mi księży jestem pesymistą ale "u Boga wszystko jest możliwe":)))

      Pozdrawiam

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    2. Krzysztofie, ja z kolei pochodzę z rodziny religijnej. Ale w szkole średniej to już nie miało większego znaczenia. Młodzież w tym wieku gorączkowo poszukuje własnej drogi. Czasem droga ta jest związana z wiarą, ale częściej jest odstępstwem od wiary. Może nie odstępstwem, ale "przerwą".
      Ja nie robiłem sobie przerwy, gdyż religii dla szkół średnich uczył wspaniały młody ksiądz, przez kółka różańcowe zwany "bikiniarzem".
      Otóż ten ksiądz potrafił zrobić przerwę w lekcji dlatego, że w radio podawano kolejny meldunek z trasy Wyścigu Pokoju.
      Niestety, nie pasował do obrazu kapłaństwa wdrukowanego przez hierarchię w głowy różnych "kółek" parafialnych. Został przeniesiony z parafii gdzieś na zadupie. I tak się skończył mój kontakt religią i kościołem. Wiara pozostała. Dzieci chrzczone, przyjmowały sakrament I Komunii i bierzmowania. Nie muszę dodawać, że już ponad 45 lat żyję w związku małżeńskim pobłogosławionym w kościele.
      Niestety - coraz mocniej wierzę, że moja wiara i "wiara" KK to nie to samo. A czasami mam nawet wrażenie, że to dwa przeciwstawne zjawiska. To wszystko dzięki "urzędnikom pana B."
      Jednak to tylko mój problem. Mój, bo kościoła chyba nie. Dla niego nie jestem kimś, komu trzeba podać rękę. Jestem wrogiem. I niech tak zostanie. Może kiedyś ja się zmienię, może KK?
      Jednak to co robi KK w sferze publicznej - tego już nie mogę przemilczeć.

      Usuń
    3. P.S.
      Myślę że nie muszę chyba wyjaśniać co to jest, a raczej było: bikiniarz lub Wyścig Pokoju!

      Usuń
  3. Drogi Krzysztofie - prawie dokładnie powtórzyłeś kontrowersyjne słowa ks. Lemańskiego, które tak wzburzyły biskupów, że nadąwszy się jeszcze bardziej, oczekują przeprosin.
    Jestem niewierzący - szanując wartości źródłowego chrześcijaństwa, mam jak najgorsze zdanie o instytucji KK i staram się nie mieć z nim nic wspólnego. Też jestem zdania że dni mitu o "większości zwolenników KK w Polsce" są policzone. Ale do tego czasu będzie jak najsilniej propagowany przez trzymającą się swoich stołków hierarchię i chcąc-nie chcąc podporządkowaną im armię niższych urzędników - w tym również wyjątki myślące i czujące, jak wspomniany przez ciebie były kapłan, czy kilku innych jeszcze starających się reformować "od wewnątrz".

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś merytorycznie nie chce mi się zabierać głosu a więc trochę po opłotkach. Tak jak Rosję uwiera to, że Ukraina chce nawiać spod jej wpływów tak np. biskupa Hosera uwiera to, że ks. Lemański prowadził dialog polsko-żydowski nie konsultując się z nim osobiście i nie działając wg. jego wytycznych. W KRK działa taka sama konkurencja jak w innych zawodach - wychylisz się to cię ściągną za nogi w dół.
    Ks. Tischner, Boniecki i wreszcie ks. którego znam osobiście wraz z odejściem ks. bp. Nossola został proboszczem małomiasteczkowej parafii / http://folwark.org/2012/12/hanich/index.php / Kościół nie wybacza tym którzy się wyróżniają. W końcu trzeba przyjąć do wiadomości, że nasi bonzowie kościelni są pochodzenia wiejskiego w których kariera księdza było jedna z niewielu osiągalnych a większość z nich to po prostu ćwoki.
    Prymas Tysiąclecia trafia się właśnie raz na tysiąc lat.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo to znane od wieków zawłaszczanie państwem, przestrzenią publiczna itp Ktos to już nazwał i sprecyzował"To zawłaszczanie metoda kroplową" Cichutko,powolutku,kropla po kropli "i cala podłogę w mieszkaniu mamy zalana"
    Tak zawłaszczano szkoły"gdzie nauczanie miało być darmowe" tak zawłaszczano wojsko"gdzie miano tylko umożliwić wojsku uczestnictwo w mszach,to samo dotyczyło policji Dziś wszedzie na etatach kapelani Nawet piłka kopana ma takowego a "olimpijczycy" przymusowo
    Doczekamy się jak nic "katotalibanu" gdy wreszcie nie pojawi się mądry hydraulik i jednym ruchem naprawi ten cieknący kran.Tylko kto się odważy gdy setki "wyznawców" to i "punkty w głosowani" Juz teraz krzyczy się o prześladowaniach i dyskryminacji A po co to ? By ostrzec.Nie odważcie się bo ludzi wyprowadzimy na ulice!!!
    No to kto sie odważy ??No kto?

    OdpowiedzUsuń
  6. Błogosławieni ci co nie wiedza !! Powiadają ci co chcą abyśmy nie wiedzieli
    Taliban a skądże On tu juz jest
    "Na etaty dla księży i zakonnic budżet państwa wydaje rocznie ok. 700 mln zł. Bo to nie tylko katecheci czy kapelani Ordynariatu Polowego WP – duchowni są zatrudnieni w policji, straży pożarnej, BOR, resorcie finansów czy szpitalach, pisze „Gazeta Wyborcza”.
    http://biznes.onet.pl/praca/droga-sutanna,18493,5651274,5451429,468,1,news-detal

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział Kościoła od Państwa (a dlaczego nie z dużej litery?!) jest potrzebny od natychmiast. Obok komuszych pozostałości (osławiona ustawa o wychowaniu w trzeźwości, pozorowana działalność urzędów pracy itp.) dryfujemy powoli acz skutecznie ku państwu krypto wyznaniowemu... O bBże, coś nam dał za Polskę?!!!
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Rozdział Kościoła od Państwa (a dlaczego nie z dużej litery?!).."

      Otóż Andrzeju dlatego, że mnie chodzi o firmę, a nie o treść.
      Kościół katolicki - jest to wspólnota wiernych i kapłanów religii katolickiej. Pisząc "kościół" mam na myśli wyłącznie administrację KK. Nie mam nic do wiernych. Pisze się przecież np. "Fabryka Drzwi Do Lasu" oraz po prostu "fabryka.
      Nie wiem, czy jasno wyłożyłem mój punkt widzenia. Na pewno nie chodziło mi o poniżanie wiary i wiernych.

      Usuń
    2. Tym razem to tylko literówka. Miało być:

      "Kościół Katolicki - jest to wspólnota wiernych i kapłanów religii katolickiej."

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>