czwartek, 5 czerwca 2014

Powrót do przeszłosci








LISTY Z TAMTEGO ŚWIATA


    Przeglądając niedawno - w poszukiwaniu jakiegoś rachunku - zakamarki domowego "archiwum" znalazłem pliki pożółkłych papierów. Wyglądały jak listy. Większość z nich pisanych po niemiecku, jednak tym samym charakterem pisma jak reszta - pisana po polsku.


    W oczy rzuciły mi się znaczki pocztowe "z Adolfem".



    Jednak spoważniałem natychmiast, odczytując nadawcę :

Konzentrationslager Auchswitz - Obóz koncentracyjny Auschwitz
Meine Anschrift: Schutzhäftling Pole - mój adres: więzień aresztowany prewencyjnie, (podlegający tzw. aresztowi ochronnemu, oznaczony czerwonym trójkątem) Polak
Name: Przegiętka Alois - nazwisko ...
Gef.-Nr. 16754 - więzień numer ...
K.L. Auschwitz O/S
Postamt 2
Block 22
- ( numery bloków się zmieniały: 22, 10a, 3, ...)

    To były listy pisane przez wujka mojej żony, Najczęściej adresowane do "ukochanej Mateczki":

An Frau
Przegiętka Anna
Bromberg 8
- Bydgoszcz
Mittelstrasse 45/2 - ul. Średnia 45/2
West Preussen



    Poznałem tą "ukochaną Mateczkę". Pięćdziesiąt lat temu mieszkała dokładnie pod tym samym adresem wraz ze swą ukochaną wnuczką, a moją późniejszą żoną. Niestety, nie doczekała naszego ślubu, choć tak bardzo chciała. Naprawdę była to kobieta zacności wielkiej i nieskończonej pogody i radości życia. A przecież w czasie wojny straciła dwóch synów i męża! Została sama z trzema nastoletnimi córkami, bez środków do życia.

    Znałem jej historię z opowiadań jej córek oraz mojej żony. Odczytywałem nazwiska Jej synów i męża z tablicy na pomniku stojącym w tej dzielnicy. A mimo to widok tych listów podziałał na mnie jak pavulon. Nie mogłem ruszyć ręką, by obejrzeć kolejny.

    Z drugiej strony, bałem się by ich nie zniszczyć. Niestety nie były one przechowywane w sposób właściwy. Postanowiłem je przed czytaniem zeskanować i zabezpieczyć przed dalszą degradacją. Podczas skanowania jednak rzucałem okiem na ich treść. Zaintrygował mnie fragment jednego z listów - nie z Auschwitz, ale z więzienia w Warszawie na ul Rakowieckiej. Tam bowiem trafili wujkowie żony, zanim zostali wysłani na śmierć do obozu koncentracyjnego.

    Otóż ten fragment brzmi tak:


    Nie zazdroszczę Wam bynajmniej uciech i zabaw. Cieszę się - Wasza radość i mnie się udziela. weselcie się, a gdy przyjdą chwile odrętwienia, wspomnijcie mnie. Jako kontrast Waszego nastroju napiszę Wam naszą pieśń więźniów (pt. "Krata"):

Zaledwie świt rozpędzi mroki nocy,
Zaledwie wstanie szary, zimny dzień,
Ja stoję tu, wzywając wciąż pomocy,
Ja stoję wciąż jak straszny, wieczny cień.
Choć wiem, że głos mój zawsze jest bez echa,
Że w próżnię trafia prośba ma i gniew
Choć wiem, że słaba, głupia to pociecha,
Ja żal swój wtłaczam w ten upiorny śpiew.

Krata. krata, bezlitosna krata,
Nic nie zdoła skruszyć jej ni zgnieść,
Rozdzieliła mnie od reszty świata,
Niszcząc życia mego treść.
Kraty, kraty w bezdusznym szeregu,
Dzielą mnie od szczęścia już od lat,
Wyschły wszystkie łzy mi z oczu,
Obraz bliskich zbladł,
Odkąd o nich myślę spoza krat.

Winien jestem, wiem to doskonale,
I kara za to słuszną musi być,
I kary tej uniknąć nie chcę wcale
Lecz wiedzieć muszę, czy mam prawo żyć
Bo kodeks żaden prawdy tej nie zgłuszy,
Bo zadał życiu by potworny kłam,
Że człek nie może wiecznie żyć bez duszy,
A przecież duszę zostawiłem tam ....

Krata. krata, bezlitosna krata,
........


    Wiele słów tej pieśni wskazuje, że nie powstała ona w środowisku więźniów politycznych. Prawdopodobnie jej rodowód sięga czasów przedwojennych. Swego czasu zafascynowany byłem folklorem warszawskim i zbierałem wszystko co mogło być z nim związane, ale na ten tekst się nie natknąłem.

    Ciekawi mnie, czy są jeszcze ludzie, którzy mogli mieć kontakt z tą pieśnią? A może nawet zetknęli się z nią właśnie na Rakowieckiej?

    Czy ten wpis będzie miał ciąg dalszy?



    P.S.

    Na stronie internetowej Muzeum Auschwitz-Birkenau można znaleźć taki wpis dotyczący autora wspomnianych listów:

Przegietka, Alojzy ur.1921-04-18 (Bydgoszcz), numer obozowy:16754, zawód:elektrotechnik, uwagi:zgin. rozstrz. 14.7.1942 w KL Auschwitz


9 komentarzy:

  1. Straszna jest ta nasza historia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bolesna ta nasza przeszłośc, Leszku! Wierzę, że nigdy już taki historyczny horror nie będzie miał miejsca! Dla odreagowania, zapraszam Cię, Leszku, do mnie, na chwilę beztroskiego humoru...
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygował mnie tytuł Twojej notki i przeczytałam całość. W moim obecnym stanie absolutnie nie są wskazane takie wzruszenia, ale nie mogłam przecież NIE PRZECZYTAĆ. Przypomniałeś mi Leszku kartkę wysłaną z Pawiaka w Warszawie przez mojego Dziadka. Jedna jedyna kartka...a na niej "Jutro o świcie zostanę rozstrzelany, nie wiem gdzie. Kocham Was. Pamiętajcie o mnie". Znaleźliśmy grób Dziadka. Rozstrzelany w Magdalence k/W-wy 28.05.1943. Cóż, upiory przeszłości dają znać o sobie nawet po latach. Co to za naród, który leczy rany nawet po dziesiatkach lat, a one ciągle krwawią. Pozdrawiam Cię serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żony Wujek nawet własnego groby nie ma. Wiesz, nie rozpaczamy dzisiaj. Człowiek do wszystkiego się przyzwyczai, wszystko jest w stanie "oswoić". Ale wyrzucić z pamięci nie potrafi.
      Więc pamiętamy. Piszę to dla młodych. By ich pamięć nie była tylko podręcznikową. By tych strasznych lat nie mylili z powstaniem styczniowym. By mieli bardziej osobisty stosunek, wiedząc, że żyją ludzie dla których to są osobiste przeżycia.

      Usuń
    2. Drogi Leszku, masz rację, czas to najlepszy lekarz. To straszne, nie móc zapalić światełka. Mój Dziadek znajdował sie w zbiorowej mogile, w której było kilkadziesiąt zamordowanych. Dzięki archiwom udało się odnaleźć miejsce. Czy dzisiejsza młodzież będzie chciała pamiętać? Nie wierzę, ale ta nadzieja, matka głupich, a jednocześnie bez matki żyć bardzo trudno. Serdecznie ściskam :-)

      Usuń
    3. Nadzieja matką głupich? Przeciwnie, nadzieja to matka tych, którzy nie boją się rzucać myśli w daleką przyszłość.
      (Autor: Ludwik Hirszfeld)

      Mimo to wolę "nadzieja umiera ostatnia", co udowadnia autorka książki, którą jeszcze jako uczennica przeczytałam.
      http://www.ksiegarnia.e-oswiecim.pl/halina-birenbaum-nadzieja-umiera-ostatnia.html

      Pomyślności.

      Usuń
    4. Droga Ikko, czytałam :-) Masz rację ona nie umiera wcześniej, jest do ostatniej sekundy. To wielka sprawa :-), bo do ostatniej sekundy ZAWSZE istnieje szansa. Dobrej nocy :-)))

      Usuń
  4. Ten tekst więziennej pieśni Leszku trochę mi się kojarzy. Niestety nie pamiętam nic konkretnego. Z pewnością jednak dotyczy czasów jeszcze przedwojennych. Albo więc już go gdzieś czytałam, albo w dzieciństwie zasłyszałam. Przy czym raczej nie ma ona związku z jakimś konkretnym więzieniem, czy regionem.

    Co zaś do tragicznych, wojennych losów i śmierci... Już pisałam kiedyś o kuzynie mojej mamy, który przeżył lata w Auschwitz. Znalazł się tam w jednym z pierwszych transportów. Zaleczył gruźlicę i zginął z rąk naszego powojennego podziemia (WiN?), tylko dlatego, że nie chciał do nich przystąpić. W dodatku zabito go w najbardziej wredny sposób, czyli strzałem w tył głowy. Jeden z nich był na tyle przyzwoity, że dał anonimowo znać jego matce, gdzie w lesie znajdzie jego ciało. Proszę sie nie dziwić, że mam jak najgorsze zdanie o większości "żołnierzy wyklętych".
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do więziennej pieśni, tez miałem takie przeczucia.
      Dlaczego więc temat poruszyłem? Nie wiem, ale dla mnie wszystko co związane jest z ofiarami faszyzmu (i nie tylko) posiada charakter jakby relikwii. I dlatego ważne dla mnie jest, czy to co mnie interesuje jest dziełem mojego bohatera, czy on tylko to wykorzystał. Taki niewiele znaczący niuans. Jednak dla rodziny to znaczy wiele.

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>