poniedziałek, 16 czerwca 2014

Okiem emeryta (70)










Odcinek 70 - czyli, czy to wstrząśnie rządem, czy tylko go zmiesza?


    Długo zastanawiałem się, czy komentować to wydarzenie. Z jednej strony - wydarzenie o dawno nie słyszanej wadze. Bledną przy nim wszystkie "rewelacje" Macierewicza razem wzięte. Z drugiej zaś - od początku wiadomo było niemal słowo w słowo, jakie będą reakcje opozycji. Cóż nowego więc mógłbym napisać?


    Zdecydowałem więc, że poczekam na wystąpienie premiera. Premier nie pomógł mi wiele. Jego ocena wydarzeń z grubsza pokrywała się z moją. Dylemat - pisać, nie pisać? - pozostał. Jednak większość blogerów już wyraziło swe zdanie, poganiany stadnym instynktem, postanowiłem dać głos.

    Cała sprawa ma trzy płaszczyzny. Różnią się one wagą polityczną. Zacznę więc od najcięższej z nich.

    1.
Na tej płaszczyźnie najważniejsze jest pytanie - jak to możliwe, by minister od podsłuchów był podsłuchiwany. I to nie na grillu u szwagra, ale podczas spotkania z prezesem NBP? Na marginesie trzeba dodać, że to nie jedyna para rozmówców nagrana tym samym sprzętem przez ... no właśnie przez kogo? Kto i dlaczego - to drugie pytanie na tej płaszczyźnie.

    Oba pytania, przyznam nastrajają mnie dosyć pesymistycznie. Nawet groźby totalnej inwigilacji, jakimi od dłuższego czasu straszy mnie opozycja, tak mnie nie przygnębiły. No bo w końcu wiedziałbym kto mnie podsłuchuje. Ponadto jako "prawdziwy patriota" dumnie zniósłbym takie działania rządu mojej ojczyzny. A tu okazuje się, że nie tylko nie rząd podsłuchuje, ale nawet rząd nie ma pojęcia kto!

    2.
Druga płaszczyzna, to płaszczyzna merytoryczna. Co znajduje się na taśmach z podsłuchu. Tu jest kilka wątków. Zacznę od byłego ministra Nowaka - dlaczego? - bo to prosta sprawa. Wystarczy by prokuratura i służby skarbowe sprawdziły, czy rozmowa ta zaowocowała jakimś przestępstwem. Swoją drogą, jeżeli istniał taki materiał na Nowaka, czy warto było czepiać sie głupiego zegarka?

    Kolejny wątek, to już duży kaliber. Dotyczy bowiem nie byłych, a urzędujących VIP-ów. Powiem co o tym myślę.

    Aczkolwiek pomysł, by sprawy państwowe takie jak zabezpieczenie banknotów i monet omawiać w knajpie jest co najmniej nieroztropny, jednak nie jest zabroniony. Fakt, że po oficjalnej części rozmowy potoczyła się ona na inne tory, też państwowe - nie powinien nikogo dziwić. Że forma tej rozmowy miejscami nie była zbyt parlamentarna - trudno, nie chcesz usłyszeć wulgaryzmów, nie podsłuchuj.

    Przechodzę teraz do sedna tego wątku. Czy zostały złamane zapisy konstytucyjne? Według mnie - nie. Wiem, że nasze prawo mówi o niezawisłości Banku centralnego, jego apolityczności. Mówi też o rozdziale Kościoła od państwa. Czy więc gdyby minister oświaty umówił się z biskupem na wieczorne nabożeństwo różańcowe i po nim poruszyli by drażliwy temat religii w szkole - też byśmy żądali dymisji rządu?

    Zaraz ktoś zarzuci mi, że przykład nieadekwatny. Przyznaję, taki sobie, lepszego nie udało mi sie wymyślić. Ale doskonale obrazuje charakter podsłuchanej rozmowy. Prezes NBP powinien być apolityczny, ale też konstytucja gwarantuje mu prawo do poglądów! A podzielenie się swymi poglądami, z człowiekiem, który ma podobne, to chyba nie zbrodnia. Zresztą jak mówił premier, sprawy o których rozmawiali obaj panowie, żyły już swym własnym życiem. Nie narodziły się w tym lokalu!

    Poważny zarzut to ten, że spotkali się ci panowie, by dokopać PiS-owi. W tym momencie włos mi się zjeżył na głowie. A co ja od tylu lat robię na tym blogu? No, to teraz ze strachem będę czekał każdego dnia na wezwanie do podania się do dymisji!!! Może jednak fakt, że nie brałem za moje kopanie żadnych pieniędzy, a ponadto myślałem, że tak trzeba, złagodzi gniew prezesa?

    3.
Uciekam od tych czarnych myśli do omówienia płaszczyzny trzeciej.

    Jest nią reakcja opozycji. Tutaj muszę powiedzieć, że pozytywnie zaskoczył mnie Palikot. W powodzi różnych restrykcji - odwołanie ministra Sienkiewicza, dymisja rządu i to całego, sejmowa komisja, Trybunał Stanu Sąd Ostateczny, itp - zażądał on "dymisji" wszystkich posłów. Gdybym miał pewność - gadam głupoty, wystarczyłby cień pewności - że przynajmniej połowa obecnych posłów zniknie raz na zawsze, to w najbliższych wyborach zagłosowałbym na Palikota. Musiałby tylko obiecać, że zmieni ordynację wyborczą.

    I to by było na tyle. Reszta jest ... jak była, bez zmian. Nic z tych taśm się nie wykluje, nic się nie zmieni, gdyż nie ma alternatywy. Dlaczego tak uważam? Bo widać wyraźnie, że nastąpiła polaryzacja nie tylko sceny politycznej, ale też i wyborców. Stare, moherowo-peerelowskie pokolenie, plus młodzi naiwni - stać będą przy Zbawicielu. Zdroworozsądkowi pragmatycy - przy PO. Tradycjonaliści pozostaną przy SLD i PSL, a różne kurioza znajdą sobie własne partyjki. I z tego widać, że wybór jest prosty - PiS lub PO.

    A więc wielkiego wyboru nie mamy. Ja właściwie nie mam żadnego. Mój organizm strawi tylko PO.












10 komentarzy:

  1. Ładnie to tak?... To my sobie na różnych blogach i w komentarzach już od piątku języki suszymy.... Kombinujemy, dywagujemy, nowe teorie spiskowe wymyślamy... A Ty jak gdyby nigdy nic, na gotowe przychodzisz?:-))))))
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Systemy dwupartyjne to żadne novum. Jak natomiast "historia nas poucza" są one stabilniejsze od wielopartyjnych, a więc korzystniejsze dla społeczeństwa i państwa jako podmiotu międzynarodowego. Tym bardziej, że z czasem programy obu partii znacznie upodobniają się do siebie. Nowe kadry ugrupowań zwykle długo muszą czekać na swoją kolejkę do rządzenia i stołków (choćby w parlamencie). Co powoduje, że rzadziej byle niedouczony ćwok w polityce może zaistnieć. Samym też krytykanctwem władzy się nie da przejąć, potrzebne są sensowne argumenty i programy. To i język debaty politycznej bardziej parlamentarny być musi.
      Pomyślności.
      Pomyślności.

      Usuń
  2. I mówisz że mam na to "coś" zagłosować? W życiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kneziu Srogi. Srogo mnie traktujesz, przecież nic takiego nie powiedziałem! Nawet bałbym się pomyśleć by Ci coś nakazywać.
      Napisałem dokładnie te słowa:

      - A więc wielkiego wyboru nie mamy. Ja właściwie nie mam żadnego. Mój organizm strawi tylko PO.

      Oznaczają one ni mniej ni więcej - nie wiem jak i czy zagłosujesz. Wiem, że wybór jest niewielki. Ja natomiast bez odruchów wymiotnych oddać mogę głos jedynie na PO. Co przecież wcale nie oznacza, że uważam tą partię za wzór cnót wszelakich. Jednak jeżeli już ktoś przecież musi rządzić krajem w którym żyję, z którym się utożsamiam, który nazywam Ojczyzną - to dopuszczam jedynie taką opcję z dostępnych na rynku.
      Może jak założysz sensowną partię, poprę Cię. Może nawet zapiszę się do niej. Nie dla kariery - bo tej już chyba bym nie zdążył zrobić.
      Ale póki co - nie jest mi wszystko jedno!!!

      Usuń
    2. Owszem i wyjaśniłem to przy okazji komentarza Tetryka - powtarzam to jak mantrę, ale podobny skutek odnosi - przestałem więc od jakiegoś czasu.
      Założyć partię? Tak? Proszę bardzo, przyłączasz się? I przestaniesz głosić że wspierasz "jedyny słuszny wybór"? Nie żartuj, jeżeli do tej pory tego nie zrobiłeś, to teraz zrobisz? W dodatku nie widzisz w tym nic złego. No wybacz. :)))

      Usuń
    3. Kneziu wiele spraw opisanych przeze mnie odebrałeś nie zgodnie z ich treścią. Po prostu masz swoje zdanie i wszystko co jest od niego odmienne traktujesz jako sprzeczne.
      To uwaga nie tylko do Ciebie.
      Ponieważ odpowiedzi na wszystkie problemy i punkty widzenia zawarte w komentarzach przekraczają objętość komentarza możliwego do przeczytania - przygotowuję osobną notkę, w której odniosę się do Twoich słów, słów innych komentatorów oraz wpisów innych blogerów.
      Muszę to zrobić, gdyż jako "kształtujący opinię publiczną" muszę być zrozumiały i czytelny.

      Usuń
  3. Dzień dobry
    Na wykładach z prawa karnego wykładowca uczył nas (studentów) jaka jest różnica pomiędzy planowaniem czynu, przygotowaniem, usiłowaniem i dokonaniem. Następnie uczył CO może podlegać odpowiedzialności karnej a co nie. Dla informacji podam, że w Polsce (podobnie jak w innych cywilizowanych krajach) odpowiedzialności podlega jedynie usiłowanie i dokonanie. Wszystkie wcześniejsze etapy nie podlegają jurysdykcji karnej. Innymi słowy Belka z Sienkiewiczem mogli sobie gadać w knajpie co chcieli i żadnemu sądowi (lub prokuraturze) nic do tego, bo to nie jest jeszcze usiłowanie czegokolwiek, ot, zwykła gadka przy kotlecie (a może przy kieliszku, kto wie).
    Podniecanie się tym co kto o kim w knajpie powiedział przystoi może w maglu albo w (że tak powiem) ubikacji miejskiej ale w Sejmie jakoś nie pasuje. Chyba, że nasza klasa polityczna jest na poziomie magla lub szaletu (po ostatnich wydarzeniach jestem tego prawie pewien).

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - ale co zrobić jak ludzie z szaletu czy magla nie chcą odejść?
      Może należałoby wprowadzić kadencyjność? Kadencje w sejmie - dwie kadencje przerwy. Ta kadencyjność powinna potrwać dwadzieścia lat. Wtedy moglibyśmy poznać zaplecze partii. Może tam ukryte są perły, ale szalet ich nie dopuszcza?
      Po tym terminie na dwie kadencje powinny obowiązywać JOW-y. Niech wyborcy dokonają selekcji. Później możemy wrócić do systemu partyjnego. Myślę, że wytworzyłby się system dwupartyjny, który dla rozwoju państwa jest najkorzystniejszy.
      Dobra, możesz tego nie czytać. To tylko takie sobie wymądrzanie się.
      Chociaż jak to przeczytałem, zabrzmiało jak krzyk rozpaczy, SOS???

      Usuń
  4. 60 lat "realnego socjalizmu" wdrukowało w nas osąd, że władza jest wstrętna, amoralna i przeciwko narodowi. Efektem tego trudno znaleźć przyzwoitego człowieka, który zechciałby się w takim towarzystwie znaleźć. Paru przyzwoitych zaryzykowało na samym początku - zostali natychmiast opluci, a opuszczone miejsca natychmiast zajmują ludzie wychodzący z założenia, że jak się już zdecydowali w tym g... babrać, to coś z tego muszą mieć. Równocześnie starannie podtrzymują mit o immanentnej niemoralności polityki, gdyż to trzyma z daleka naprawdę niebezpiecznych dla nich konkurentów...
    Zmierzam do tego, że powtarzanie, utwierdzanie się i innych, że wszyscy politycy to najgorsze dno, i jedyne czego są warci, to splunięcie i pogarda znakomicie petryfikuje ten układ. Zmieni się on jedynie pod warunkiem, że wybrawszy kogoś będziemy w stanie obdarzyć go zaufaniem przynajmniej przez jakiś czas, a nie obrzucać globalnie gnojem przy okazji rozdmuchania kolejnych sensacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obdarzyliśmy zaufaniem tych co teraz - za krótko? No nie żartuj Tetryku drogi! Przecież to już kilka latek trwa i mieli okazję się wykazać, jeżeli nie ogromem skuteczności to przynajmniej odrobiną przyzwoitości. Tymczasem mamy odrobinkę skuteczności i bezmiar zwyczajnej małości. Ktoś tu nie dorósł do tej władzy i nie wmawiaj mi że to ja, gdy mi się nie podoba aktualna ekipa.
      Toż nawet minister od podsłuchów został podsłuchany i na dodatek nadal nie wiadomo przez kogo tak naprawdę. To jest ta skuteczność i profesjonalizm? A co do kwestii pozostałych, to są jaja, nie mówiąc o takich Nowakach, Hofmanach, czy innych Belkach. Przykład z góry? Ryba psuje się jednak od głowy. Dobry pieniądz jest wypierany przez zły. Uczciwi ludzie dlatego wolą być od tego z daleka. Żeby polityka przynajmniej częściowo spełniała bodaj pozory przyzwoitości to nie może być tak, że każde dno jest usprawiedliwiane przez ludzi kształtujących opinię publiczną, a do takich należą także blogerzy. Tak więc gdy niezależny z chęci i ambicji bloger pisze kolejny raz, że kolejny raz zagłosuje bez wstrętu na tę sama partię, to trudno oczekiwać, że coś się zmieni.
      Ten komentarz jest również odpowiedzią Leszkowi z 16.00

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>