wtorek, 29 kwietnia 2014

KAMPANIA PISKORSKIEGO







Tonący brzydko się chwyta.


    Kampania do euro-parlamentu wchodzi w swe apogeum. Zaczyna się taki okres kampanijny , w którym co chwilę pojawiać się będą jakieś "teczki", co chwilę ktoś wyskoczy z jakimiś "hakami". Niestety, takie są reguły polskich kampanii wyborczych. I żadnym pocieszeniem nie może być fakt, że to nie my wymyśliliśmy ten sposób prowadzenia kampanii.

 


    Tym razem na "teczkowo-hakowy ring" wkroczył Wielki Skrzywdzony - Paweł Piskorski. Tak się zupełnie przypadkowo składa, że ugrupowanie (nie bardzo wiem jak się ono nazywa?) z którego ubiega się on o mandat euro-posła ma notowania jak poziom wody na Bugu we Włodawie w czasie suszy. Również zupełnie przypadkowo Piskorski wydaje książkę, która według jego słów jest prawdziwą historią 25 lat polityki i każde słowo tej książki jest prawdziwe. Z tego też powodu dla wielu osób funkcjonujących dzisiaj w polityce jest niewygodna.

    Do mediów przebił się fragment książki w którym Piskorski pisze o finansowaniu dawnego KLD przez niemiecką partię CDU. Poproszony o przedstawienie jakichkolwiek dowodów na poparcie tego zarzutu, Piskorski "poleciał Kaczyńskim" - wiem, ale nie powiem. Powiem dopiero w sądzie.

    Zawsze w takich wypadkach pojawia się wątpliwość co do istnienia dowodów. Tym razem Piskorski zapytany dlaczego wcześniej nie poinformował sejmu czy prokuratury, odpowiedział: "Ponieważ to nie były żadne przekręty, na początku lat 90". Od siebie dodam, że w tym czasie Piskorski był członkiem KLD. Był nawet v-ce przewodniczącym i sekretarzem generalnym. Przez 25 lat pomimo, że mógłby mieć powody - jednak milczał. Może nie wiedział nic na ten temat? A może, jeżeli to co dziś pisze jest prawdą, również brał nie tylko udział w przekazywaniu pieniędzy - może brał również pieniądze? To w jakimś stopniu tłumaczy jego długie milczenie. Chyba jednak nie wiedział nic na ten temat. Dzisiaj na poparcie swoich tez, powołuje się na jakiegoś świadka, który już nie żyje (według słów posła PO Marcina Kierwińskiego).

    Politycy do "rewelacji" Piskorskiego podchodzą różnie. SLD nie chce popierać żadnych wyborczych pomysłów Solidarnej Polski, które są "głupie". Zdaniem szefa tej partii - Leszka Millera, w kampanii wyborczej "...tego rodzaju rewelacje zawsze mają bardzo małą wiarygodność... Uważamy, że nie ma sensu się tym zajmować." - stawia kropkę nad "i".

    Palikot ze swoim ruchem nie popełni już błędu z okresu protestu matek w sejmie. Domaga się wyjaśnień. Niezawodny poseł Jaki już zapowiedział, że SP złoży wniosek o powołanie komisji śledczej. Pomijając wzajemne animozje, poparł go "obatel" Czarnecki w imieniu PiS-u.

    Ciekawostka jest, że dla tych ludzi, którzy kiedyś pod wspólnym pisowskim szyldem chcieli pogrążyć PO przy pomocy "malwersacji i przekrętów" właśnie Piskorskiego. Dzisiaj dla nich ten sam "malwersant" stał się wyrocznią prawną i etyczną.

    Ale zostawmy w spokoju tych panów - to ich problem. Zresztą przewidział to już w roku 2008 Eryk Mistkiewicz.

    A sam Piskorski? No cóż, cwany to on jest. Nawet jak nie pomoże mu to w wyborach, to zapewne zwiększy sprzedaż książki.




poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Uprzejmie donoszę 58

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



      Uprzejmie donoszę, że rośnie moje uznanie dla min. spraw zagr. ZSRR – przepraszam Rosji Siergieja Ławrowa. To naprawdę trzeba umieć lub z tym się urodzić.

      Obserwowałem podpisanie umowy międzynarodowej z dwoma republikami Gruzji zagarniętymi i okupowanymi przez Rosję.

      Tak łgać w żywe oczy i nie parsknąć śmiechem to są lata szkolenia pod kierunkiem kolegów tow. Putina z KGB.



      Uprzejmie donoszę, że powolutku zaczyna mnie trafiać szlak, jak słyszę coraz częściej z ust pana Milera, ze SLD wprowadziło Polskę do Unii Europejskiej bo słyszałem wcześniej z ust gen. Jaruzelskiego, że kto podniesie rękę na socjalizm to tak ręka zostanie mu ucięta.

      Chichot historii polega na tym, że dwójka najwierniejszych piesków Jaruzelskiego tzn. towarzysze Kwaśniewski i Miler podpisywali dokumenty akcesyjne do UE.

      Gdyby spróbowali nie podpisać to dziś byliby tam gdzie Janukowycz i obszczekiwali Polskę.




      Uprzejmie donoszę, że moim zdaniem Ukraina pogrzebała swoje szanse i w najlepszym razie może zostać podzielona na dwie części; prorosyjska i proeuropejską. Winę za ten stan ponosi opozycja która nie dogadała się z całym krajem i bez pytania mieszkańców wschodniej części Ukrainy postanowiła uszczęśliwić ich stowarzyszeniem z UE.

      Wniosek – Nie dopuszczać do władzy głupców i bokserów.



      Uprzejmie donoszę, że na kanwie sprawy ukraińskiej można wysnuć parę wniosków:
1. jeśli nie potrafisz nie pchaj się na afisz – dot tzw. opozycji,
2. Nigdy już nie wierzyć w żadne zapewnienia Rosji ani w podpisane przez nią porozumienia.

      ...........a tak właściwie to myśl że Rosja da sobie uszczknąć kawałek terytorium niby suwerennego państwa Ukraińskiego była naiwna.


      Uprzejmie donoszę, że TVN znów popisało się swoim łajdactwem. Redaktor tejże redakcji Maciej Mazur włożył w usta Antoniego Macierewicza słowa nigdy nie wypowiedziane /treść nieistotna/. W obronie redakcyjnego kolegi stanął natomiast Krzysztof Skórzyński, pisząc na Twitterze:
- Przepraszam za pomyłkę. Ale wina musi być umyślna. A tu nie jest. Maćka tu nie ma. A On nie miał złej woli.

      Skórzyński to ten Wielki Pan Redaktor który mógł spowodować śmierć matki ministra Drzewieckiego którego osobiście w TVN24 grillował. W tym czasie matka przesłuchiwanego dostała zawału serca i zmarła.



      Uprzejmie donoszę, że rozgorzała dyskusja na temat płatności za drugi kierunek studiów.

      Oczywiście PIS jest za studiami bezpłatnymi bo to nie on musi się martwic o fundusze dla uczelni wyższych. Dziś w dalszym ciągu niektórym młodym ludziom łatwiej uciec „w studia” niż znaleźć pracę.

      Oczywiście Polska jest tak bogatym krajem, że stać ją na kształcenie darmowe dla wszystkich krajów UE a także poza nią.


      Uprzejmie donoszę, Spółka BNK Petroleum ma dobre wyniki odwiertu poszukiwawczego gazu łupkowego w pobliżu miejscowości Gapowo w pomorskiem.

      Przewiercono coś tam poziomo, wpuszczono jakąś mieszankę wody i czegoś zbadano czymś i wyszło bardzo dobrze.

      Tak trzymać Nafciarze!!


      Uprzejmie donoszę, że po przeczytaniu tej wiadomości gumka w majtkach popuściła:

Według szacunków Państwowego Instytutu Geologicznego polska ziemia skrywa olbrzymie zasoby bursztynu. Wartość krajowych złóż tego minerału może być większa niż całego węgla kamiennego wydobytego w Polsce po II wojnie światowej.

Sprawdzałem czy to nie prima-aprilis i czy ktoś ze mnie nie robi głupka ?
Przeczytajcie sami:










Zdjęcia:
polit.ru,
demotywatory.pl



sobota, 26 kwietnia 2014

Święty na poważnie ?

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




       Choć jestem katolikiem to nie lubię poważnego zadęcia, przesadnego przeżywania i niepotrzebnej egzaltacji.

       Panaceum na to są sami katolicy, którzy wymyślają odpowiednie dowcipy.

       Należę do wcale nie tak dużej grupy chrześcijan, którzy byli świadomymi świadkami najpierw wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża a wiele lat później jego śmierci, beatyfikacji a jutro jego kanonizacji.

       Przypomnę 2 dowcipy z wyboru oraz po śmierci naszego papieża.



       Tow. Gierek dowiaduje się o wyborze kard. Wojtyły na papieża. Biuro polityczne PZPR jest ciekawe zdania swojego Genseka w tej sprawie. Wicie, rozumicie towarzysze....ciesze się hłe,hłe, tak cieszę się , chociaż, wicie, rozumicie wolałbym aby papieżem został wybrany np. tow. Szydlak.




       Rok 1943, ulicą idzie młody Karol Wojtyła. Zza węgła wyskakuje Niemiec z karabinem w ręku – Hande hoch !! W tym momencie rozsuwają się chmury zza których wychyla się Pan Bóg i mówi do Niemca – Idź w pokoju bowiem nie wiesz, że ten polak będzie kiedyś papieżem. Niemiec drapie się po głowie – dobra ale pod jednym warunkiem, że ja będę po nim. Zgoda – odpowiedział Bóg.
















środa, 23 kwietnia 2014

Spór o JPII ???

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




     Nie czuję się komfortowo stając po stronie kościoła w sprawie uchwały sejmowej z okazji kanonizacji Jana Pawła II. Dyskomfort polega na tym, iż nie czuję się człowiekiem pobożnym, nie przyjmuję sakramentu Komunii Świętej bo tenże kościół a właściwie jego dogmaty wykluczyły mnie z szeregów owieczek Pana. Nie biegam co niedzielę do kościoła i praktycznie modlę się nad grobami antenatów. Jednak spór o uchwałę z okazji kanonizacji uważam za kuriozalny.



     Czyżbyśmy mieli tylu znanych w świecie Polaków, że jeszcze jeden podniesiony do nieprzeciętnej godności nic nie znaczy?

     Polska w świecie się kojarzy z zaledwie kilkoma osobami które można zliczyć prawie na palcach jednej ręki; Kopernik, Jan III Sobieski, Maria Skłodowska Curie i ze współczesnych Wałęsa, może jakiś pisarz i Jan Paweł II.

     Jakiś czas temu było mi wstyd jak niedaleko od naszych granic Polska zaczęła się kojarzyć z Twinky-Winky i niby zaśmiewałem się do rozpuku z innymi chociaż w środku się wszystko gotowało. Od jakiegoś czasu pytają o feralny lot do Smoleńska..........

     Czy z tego typu zdarzeniami ma się kojarzyć Polska ?


     Czy zdrajca /moim zdaniem/ płk. Kukliński jest bardziej zasłużony dla Polski od Jana Pawła II?.

     W tym kociokwiku przewodzi Janusz Palikot kiedyś wskakujący do tyłka kościołowi a dziś największy jego wróg. Być może, że jest to jego ostatnia szansa na załapanie się w polityce chociaż metody są niedopuszczalne – neofici są najgorsi.

     Nie mam zamiaru wchodzić w sprawy merytoryczne co wiedział lub nie JPII, co przekazywał mu jego kapciowy a co nie. Nie będę porównywał Karola Wojtyły do Jorge Bergoglio i ich zamierzeń ale jedno jest pewne, że głos katolików został wysłuchany a szczególnie wiernych z Ameryki Południowej i Meksyku.

     My sami nie potrafimy się podjąć promocji własnych obywateli w świecie.

     W niedzielę zmówię modlitwę za naszego Papieża-Świętego a w poniedziałek wrócę do obserwacji Papieża Franciszka.






 


wtorek, 22 kwietnia 2014

Być Katolikiem

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


     Dziś trudno jest być katolikiem.

     Kiedyś było łatwiej. Często plebania była miejscem spotkań tych którym władza socjalistyczna chciała ręce ucinać. Te spotkania i dyskusje przy kawie podnosiły na duchu a i czasami lampka Lacrimysię znalazła. Władza nie śmiała podnieść ręki na kościół którego Szefem Światowym został po 1978 roku polski Kardynał.


     Dziś jest trudniej i trudniej bronić wiary gdy nasi pasterze w wielu wypadkach jej się sprzeniewierzyli. Dziś następuje skomasowanie wszystkich przestępstw dokonanych przez hierarchów i niejako przy okazji nam, wierzącym pluje się w twarz.


                                                                           Jeden z naszych komentatorów w komentarzu napisał tak: /.../”I mam nadzieje gdy im będzie wkładał w usta ,komunikanty, ręką ubabraną, bo przed chwila właśnie ,molestował ministranta, nikogo niczym ,nie zarazi”. Czy może być wyższy poziom nienawiści i wrednego języka ?.

     Inna komentatorka zapytała mnie: „Gdzie widzisz Drogi Piotrze te ataki na Kościół? Ja ich nie widzę! To naprawdę marginalne działania". Odpowiadam – w niedziele rano w TVN24 nadano fragmenty homilii 3 hierarchów Sławoja „Flachy” Głodzia, który poza ksywą ma olbrzymi ciąg do forsy, Kardynała Dziwisza, frymarczącego, rozmnażającego relikwie i nielojalnego sługi JPII, chcącego rozpowszechnić teksty które miały być zniszczone, oraz bp Michalika który szczyci się największa ilością wypowiedzianych głupot i tłumaczeń jego akolitów co ks. bp chciał przez to powiedzieć. TVN24 doskonale zna szeroką opinię na temat tych trzech panów i dlatego emitowanie tylko ich wypowiedzi /w szczątkowej formie wypowiedział się kard. Nycz/ jest subtelnym, inteligentnym atakiem na kościół.

     Dzisiejszej notki by nie było gdybym nie widział światełka nadziei w tunelu. Święta Wielkanocne mimo wszelkim przeciwnościom przywracają mi wiarę w ludzi kościoła - bo kościół to my, wspólnota wiernych ze stojącym na jego czele Papieżem Franciszkiem. W czasie święcenia pokarmów przyglądałem się ludziom i stwierdzam że zameldowali się wszyscy od dzieci przez młodzież do dorosłych kończąc na takim starym moherze jak ja.

     Nie wiem czy to tylko moje wrażenie bo wydaje mi się, że stare, ponure, grobowe, ociekające krwią Święta Wielkanocne przedzielone jedynie szukaniem jajek i śmigusem dyngusem odchodzą w zapomnienie a w ich miejsce zaczyna kiełkować święto radosne, ludyczne z przebierańcami i bez zadęcia i niepotrzebnej powagi..................... zacytuję fragment z bloga Klarki Mrozek /przepraszam, że nie zapytałem o zgodę/:

     „Dwoje dzieci podbiegło do księdza, idącego z kropidłem i wskazując swoje koszyczki zażądało - jeszcze raz! Ksiądz się odwrócił, pokropił jeszcze raz i spytał - a po głowach też? A dzieciarnia ze śmiechem - też! I zostali poświęceni dodatkowo, a potem z piskiem uciekli do rodziców”.

     Przyznaję, że obserwacje z ostatnich dni /także blogów/ przywróciło mi trochę optymizmu w odrodzenie się mojego kościoła a wątpliwości prof. Stanisławskiego o wyższości Świąt itd.... nie znalazły definitywnego rozstrzygnięcia.


video




sobota, 19 kwietnia 2014

Okiem emeryta (67)










Odcinek 67 - czyli o wyższości ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY nad ŚWIĘTAMI BOŻEGO NARODZENIA


    Profesor mniemanologii stosowanej wyjaśnił, że zawsze wyższość przypada świętom od których dzieli nas mniej dni. Nie bardzo się z tym zgadzam, ale jako dobrze wychowany człowiek nie będę więcej szargał imienia profesora - w końcu twórcy mniemanologii stosowanej.


    Różnicę pomiędzy wspomnianymi świętami widać już na pierwszy rzut oka. Jednak gdy na chwilę odłożymy na bok "wspaniałe okoliczności przyrody" im towarzyszące, zaczynają się schody. Nadal każdy wie, że jest jakaś różnica. Kłopot zaczyna się od próby wskazania jej podstawy.

    W części świata będącej pod wpływem tzw. "kultury zachodu" święta te mają ścisły związek z chrześcijaństwem. Oba powiązane są z postacią, która z religii "starotestamentowej" wywiodła nową - chrześcijaństwo.

    Święta Bożego Narodzenia mają upamiętnić zesłanie na świat Syna Bożego. Jednak sens tego wydarzenia nabiera pełnego znaczenia dopiero w zestawieniu z misterium Wielkanocnym zwieńczonym Zmartwychwstaniem. Mówiąc prościej - Boże Narodzenie to uwertura do Zmartwychwstania.

    Jednak mam jakieś dziwne odczucia. Podwójne nawet, bowiem pierwsze to - że nie tylko ja. Drugie i właściwe to odczucie, że w naszej kulturze ludycznej jednak więcej emocji i wrażenia niosą i pozostawiają Święta Bożego Narodzenia. Niby wiemy, niby to znamy - ale jednak jakoś "radość" z Narodzenia brzmi pełniej niż "radość" ze Zmartwychwstania. Dlaczego???

    Szukając korzeni tego stanu rzeczy należy sięgnąć po etnologię. Może w dalszej części felietonu pokuszę się o to w zakresie na jaki mnie stać. Jednak źródła tego fenomenu ja osobiście dopatruję się w o wiele bliższych czasach niż te, którymi zajmuje się etnologia. Chodzi mi o czasy mojego (chyba też i Twojego - drogi czytelniku) dzieciństwa.

    Każde święta zaczynają się jeszcze przed "świętami". Jest to okres przygotowawczy. Jak sięgnę pamięcią - to Święta Bożego Narodzenia zaczynały się od pieczenia pierników, chowanych przez Babcię, by zdążyły przed świętami jeszcze trochę się "zestarzeć". Potem następował zakup choinki. Następnie zakupy różnych smakołyków, skrzętnie chowanych (podobnie jak pierniki) przed dziećmi. Jednak ich zapach (o "Zapachu Pomarańczy" śpiewano piosenki) demaskował je skutecznie.

    Po paru dniach nadchodził ten wyczekiwany. Strojenie choinki, kolacja wigilijna i oczywiście nadejście Gwiazdora. Ten dreszcz emocji - co wyjmie z przepastnego wora? I radość wielka, gdy okazało się, że to wymarzona kolejka na kluczyk. Mniej nas dzieci obchodził fakt, że w święta te "kolędowano" po różnych krewnych, że święta te wyjątkowo sprzyjały cementowaniu więzi rodzinnych.

    A Wielkanoc? W dziecięcej pamięci zaczynało się to święto od Wielkiego Postu. Ja żegnałem się na długo z łakociami. Były one bowiem dziecięcą wersją "zabaw hucznych", których zabraniały przykazania. Nie wiem jaki jest wasz stosunek do "chodzenia do kościoła". Jednak jaki by nie był, okres przed Wielkanocą był mało "rozrywkowy", zwłaszcza w kościele.

    Potem Dzień Zmartwychwstania. Niby ŚWIĘTO!!! Jednak w moim domu zaczynało się to wielkie świętowanie dosyć przykro. Babcia moja, strażniczka tradycji budziła nas z błogiego snu rózgami po gołych nogach. Wyjaśniała przy tym, że to na pamiątkę ran, które otrzymał Jezus. Dopiero potem można było rozpocząć poszukiwania śladów Wielkanocnego Zajączka. ZAWSZE były to słodycze. Chociaż żadne dziecko nie gardziło żadną ilością słodyczy, jednak sami przyznacie - kolejka to nie jest!!!

    I te właśnie obrazy, takie wspomnienia kształtują nasz stosunek do przeżywania świąt. Wiem, że osoby mocno religijne i prawdziwie wierzące, zarzucą mi spłycanie tematu. Będą miały rację. Ale ja nie pretenduję do roli wzorca, czy autorytetu w sprawach wiary. Proszę dokładnie rozejrzeć się dookoła. A taki właśnie świat zobaczycie. Pewnym usprawiedliwieniem jest fakt, że cała zewnętrzna otoczka tych świat pochodzi z czasów "przed chrześcijańskich". Zresztą trudno określić cezurę czasową dla tych okresów. Wprowadzenie chrześcijaństwa to nie dekret z określoną datą. Niektóre przejawy "kultury pogańskiej" są wyjątkowo żywe i dzisiaj.

    W tym miejscu przydałby się jakiś specjalista, etnolog. Większość, zdecydowana większość elementów tworzących kulturę narodową tkwi głęboko w kulturze ludowej. Tkwi nie tylko głęboko, ale i bardzo mocno. Tak mocno, że nawet przedstawiciele nowej religii - chrześcijaństwa - zrozumieli, że łatwiej jest przystosować elementy tej kultury do nowych znaczeń, niż z nimi walczyć.

    A w kulturze ludowej właśnie wszystkie elementy związane dzisiaj z Bożym Narodzeniem miały większe znaczenie niż te związane z Wielkanocą. Wielkanoc to dawne "święto wiosny". Rzeczywiście jest powód do radości. Popatrzmy na przyrodę - świeża zieleń, oszałamiające barwą kwiaty. Jednak to tylko budzenie się życia. Życia, które walkę z ciemnością wygrało jednak w dniu przypisanym do Narodzenia Pana. Gdyby życie tej walki nie wygrało, nie miałoby się co budzić na wiosnę.

    Takie właśnie elementy mocno tkwią w kulturze ludowej. Można powiedzieć, że niektóre już może tylko w "podświadomości" tej kultury, ale nadal wpływają na atmosferę każdego ze świąt.

    Jeżeli teraz te moje pseudonaukowe etnologiczne rozważania nałożę na doświadczenia własnego dzieciństwa - to nie ulega wątpliwości wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. A szkoda - bowiem te ostatnie zawierają w sobie również przesłanie tych pierwszych. Bowiem budzenie się życia od nowa, naprawdę niewiele się różni od rodzenia się nowego życia.

    Dlatego wszystkim czytelnikom ślę wesołe - ALLELUJA !!!!









    Może to jest sposób na pogodzenie tych Świąt?







piątek, 18 kwietnia 2014

Jajeczko nieświeże !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



      Nie wiem czy jestem bardziej zniesmaczony czy bardziej zły na nową modę, która jednak nie wzięła się znikąd.

      Minęły czasy krytyki, minęły czasy sceptycyzmu, sarkazmu. Dziś jest moda na walenie jak w bęben a wdzięcznymi obiektami jest Platforma Obywatelska i Kościół Katolicki.

      Donald Tusk i jego rządząca partia w ostatnich miesiącach nie „podpadła” specjalnie w niczym a wręcz odwrotnie /moim zdaniem rządzenie idzie jej coraz sprawniej/. Nic dramatycznego nie dzieje się kraju a na arenie międzynarodowej rośnie prestiż Polski.


.

      Media zeszmacają się dokumentnie /może z wyjątkiem TVP – info/ dołączając do skrajnych tabloidów. Dowodem niech będą zestawy gości w studiach. Coraz mniej jest zapraszanych przedstawicieli PO a tylko przedstawiciele przeciwstawnych im partii. Wyciągane są jakieś polityczne trupy typu Marek Jurek, Paweł Piskorski, Józef Oleksy i miło się im wszystkim pluje. Nie wspomnę bytności w mediach PIS-u która w niczym nie pomaga a bawi się już jawnie w demontaż państwa. Na okrągło przed kamerami jazgocze Obatel, Człowiek z Wazeliny i Płaszczak. Nie warto rozmawiać z ministrami bo to i nudne i tematy niezbyt nośne..

      Czyżbyśmy tracili już instynkt samozachowawczy ?..

      Gratulacje dla min. Kluzik-Rostowskiej za elementarz !!..


tu wisi na stronie MEN


      Przejrzałem i bardzo mi się podoba jednak nie jestem w stanie go ocenić.



      Sprawa ks. Lemańskiego przypomina mi sprawę Madzi Waśniewskiej. W jednym i drugim przypadku mieliśmy na początku sprawę zero – jedynkową która po pewnym czasie zaczęła się zmieniać.

      Przed kilkoma dniami eksplodowała wieść że abp Hoser zamknął kościół w Jasienicy. Tabloidy telewizyjne poleciały tam z kamerami aby z lubością kręcić ; nie damy, nie zgadzamy się, nie zajmujecie się pedofilami tylko zamykaniem kościołów. Ks. Lemański, no może jeszcze nie „santo subito” ale niedługo kto wie. Na forach blogach ogólne plucie na kościół. Po kilku dniach okazuje się że sytuacja nie jest zero - jedynkowa a sama wieś jest podzielona na tych co za ks. Lemańskim i tych którzy przyjmują decyzje Biskupa. Zobaczyliśmy jak „dobrzy katolicy” zachowywali się do nowo przybyłego proboszcza i obrażali go a sam ks. Lemański wbrew zakazowi udzielił wypowiedz w radiu Z. Oczywiście nikt z bezwzględnych krytyków zamknięcia kościoła nie zabierze teraz głosu ani nie napisze, że nie miał do końca racji.

      W samym kościele w zasadzie nic się nie dzieje z wyjątkiem wyciągania starych spraw. Niektórzy przypominają sobie jak to przed 10, 20, 30 laty byli molestowani a ponieważ dziś jest moda w walenie w krk to można się dołączyć.

      Wielu z tych opluwaczy jutro weźmie do koszyczka pokarmy i podrepta do kościółka je poświęcić, mam nadzieję ze Wam nie zaszkodzą!


Z ostatniej chwili:


..........a może to komuś coś przypomina ??.






środa, 16 kwietnia 2014

Ciepła woda !!


refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




      Czy ktoś mógł przypuszczać rok temu, że niemal pejoratywne określenie prowadzenia polityki ciepłej wody przez ekipę Donalda Tuska może być dziś stanem pożądanym ?.

      Czy wszyscy byli przekonani rok temu, że w obliczu zagrożenia naszego domu Donald Tusk potwierdzi opinię o sobie jako mężu stanu ?.

      Czy ktoś podejrzewał rok temu, że niemożliwym jest oswojenie azjatyckiej brutalności i neoimperialnych ciągotek Rosji ?.




      Pytania czysto retoryczne i nie trzeba być wielkim znawcą polityki - bo nawet ateista musi podziękować Bogu że jesteśmy w takiej a nie innej sytuacji geopolitycznej.
 

      Mieszkamy w smerfowym apartamentowcu, zajmując niezbyt uprzywilejowane miejsce ale możemy wymagać wspólnych zachowań od naszych sąsiadów jak i sąsiedzi muszą nas słuchać i liczyć się z naszym zdaniem.

      Jesteśmy w smerfowym Komitecie Blokowym i dlatego mamy wpływ na to co inni lokatorzy robią ale i my jesteśmy oceniani. Jesteśmy także współwłaścicielami guziczka od domofonu i jak słyszymy bzyczenie to pytamy – pan do kogo ?. Możemy wpuścić lub powiedzieć to co min. Fedak min. Sawickiemu.




      Mamy swój monitoring i wiemy że ci z naprzeciwka patrzą z nienawiścią na nasze sukcesy i plują sobie w brodę że wypuścili nas ze swojego bloku, z wielkiej i zgranej płyty. Próbują pluć do naszego ogródka i przeklinają z bezsilności. Reagują alergicznie na tych którzy chcą się także wyrwać z ich przyjacielskiego uścisku. Grożą że odetną nam wodę - Brunner, nie z nami te numery - bo my raczej będziemy łapać deszczówkę i dogadamy się z innymi, którzy mają tańszą wodę i porządną studnię.


      Mamy także swojego ochroniarza, mocarnego i dobrze uzbrojonego Smerfa-Osiłka na którego nie mamy zbyt wielkiego wpływu ale który dotychczas był lojalny wobec nas. To wszystko nie zwalnia nas od wprawienia sobie dobrego zamka w drzwi z jednej strony a z drugiej normalnej klamki gdy odwiedzają nas przyjaciele. Wrogów specjalnie się nie boimy bo liczymy, że możemy się zebrać wszyscy do kupy i intruzowi obić mordę.

      Uwiera nas, że w naszym mieszkanku są tacy którzy zachowują się niekulturalnie, plują po kątach, siusiają po desce i śmiecą. Najgorsi są ci którzy nie chcą dać spokojnie żyć i pchają zapałki do zamków, obrażają innych, rozrabiają a także wynoszą sprawy na zewnątrz, ale zawsze się znajdzie jakiś........... :




      Jesteśmy przed wyborami do Komitetu Blokowego i niektórzy niepomni grożących nam niebezpieczeństw chcą delegować głupców celem rozwalenia wspólnoty lub wysyłają fachowców "od niczego" czyli do niczego.

      Mam nadzieje, że wybierzemy takich którzy zapewnią nam w przyszłości nie tylko ciepłą wodę w kranie ale i jeszcze coś ponadto. W naszym skromnym mieszkanku mamy taki dość śmieszny pokoik w którym siedzą nadąsani i narzekający – odpowiednicy Smerfa-Marudy.




      Nie ma na kogo..... , nie ma po co....., wszyscy mnie zawiedli...... , nie pójdę do wyborów.......... itd.

      No - ale jak wróci Gargamel ........ - Mów do mnie: „wujku Gargi” !! to będziecie dobrowolnie i z radością kicać do wyborów a dodatkowo dowiecie się na kogo głosować.


      Póki jednak co, ciepłą wodę mamy, rokowania dla Taty Donalda Smerfa dobre, Gargamel wysyła szpiegów ze swojej Krainy Deszczowców i robi bokami. Stary niedźwiedź mocno.... chciałby nas ugryźć ale nie te ząbki i zupełny brak zębów mądrości.






poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Święte krowy

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




IMMUNITET PARLAMENTARNY





    Trochę z powodu nawału zajęć, głównie jednak z powodu zniesmaczenia chciałbym odejść od komentowania bieżących "wydarzeń" politycznych.
     Ile bowiem można pisać o zboczeniach sekty smoleńskiej? Ile można się wkurzać na perfidne draństwo prezesa PiS-u? Obłąkane teorie Antoniego już za którymś razem przestają nawet być śmieszne.
     A co najgorsze, oni mogą bezkarnie wyzywać mnie od ZOMO-wców, a ja muszę się liczyć z tym, że za moje słowa któryś z nich może mnie zawlec do sądu. A różnica ta bierze się z błahego powodu - ich chroni IMMUNITET - mnie tylko rachityczne prawo.


    Dlatego też postanowiłem bliżej przyjrzeć się owemu IMMUNITETOWI.

    W zasadzie od momentu "poczęcia" parlamentaryzmu mamy do czynienia z immunitetem. Nawet gdy nie został on odpowiednio umocowany w prawie. Jednak nie historia jest tu ważna. Ważne jest współczesne "otoczenie" tego statusu, tak chętnie wykorzystywanego przez naszych parlamentarzystów.

    O tym, że korzystają z niego prawie wszyscy i to w sytuacjach bardzo kontrowersyjnych, nie muszę chyba nikogo przekonywać.

    Także podawanie przykładów wraz z sylwetka posła jest niecelowe. Każdy słyszał przynajmniej o kilku przypadkach "omijania" przy pomocy immunitetu przepisów choćby Kodeksu Drogowego.

    W takich momentach chyba każdy z nas w duchu krzyknął - "znieść immunitet!". Jednak po chwili przychodziła refleksja - czy byłoby to dobre dla demokracji? Przecież nie bez powodu od wieków uważany jest za istotny warunek prawidłowego działania parlamentu i to zarówno jako przywilej indywidualny, chroniący niezależność członków parlamentu i zapewniający swobodę wykonywania mandatu, jak i gwarancję niezależności parlamentu jako takiego.

    Co do tej drugiej cechy - nie mamy żadnych wątpliwości. Natomiast chyba każdy z nas (nie liczę tu parlamentarzystów) ma przeświadczenie graniczące z pewnością, że jako "przywilej indywidualny" jest zdecydowanie nadużywany.

    Jak pisał (Prawo parlamentarne, Warszawa 1997, s. 74) Z. Czeszejko-Sochacki (prof. zw. dr hab. nauk prawnych, specjalista w dziedzinie prawa konstytucyjnego, w latach 1993-2001 sędzia Trybunału Konstytucyjnego) „...ochrona osoby jest jedynie refleksem ochrony prawnej niezależności parlamentu jako zbiorowego organu. Zakres immunitetu, zasady jego uchylania i zawieszania powinny być zatem kształtowane w sposób respektujący ideę ochrony izby i jej członków przed zewnętrznymi ingerencjami w działalność parlamentarną."

    Zarówno korzystający z immunitetu jak i chcący jego zniesienia, muszą brać pod uwagę naszą Konstytucję, której Art. 105. mówi:

    1.Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu. Za taką działalność poseł odpowiada wyłącznie przed Sejmem, a w przypadku naruszenia praw osób trzecich może być pociągnięty do odpowiedzialności sądowej tylko za zgodą Sejmu.
    2.Od dnia ogłoszenia wyników wyborów do dnia wygaśnięcia mandatu poseł nie może być pociągnięty bez zgody Sejmu do odpowiedzialności karnej.
    3.Postępowanie karne wszczęte wobec osoby przed dniem wyboru jej na posła ulega na żądanie Sejmu zawieszeniu do czasu wygaśnięcia mandatu. W takim przypadku ulega również zawieszeniu na ten czas bieg przedawnienia w postępowaniu karnym.
    4.Poseł może wyrazić zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. W takim przypadku nie stosuje się przepisów ust. 2 i 3.
    5.Poseł nie może być zatrzymany lub aresztowany bez zgody Sejmu, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa i jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się Marszałka Sejmu, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.
    6.Szczegółowe zasady pociągania posłów do odpowiedzialności karnej oraz tryb postępowania określa ustawa.


    Artykuł ten jest bardzo ogólny, dlatego też odsyła nas do "Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora". Tam w rozdz. 2, art. 6 pkt. 2 czytamy:

    Działalność, (...) obejmuje zgłaszanie wniosków, wystąpienia lub głosowania na posiedzeniach Sejmu, Senatu lub Zgromadzenia Narodowego oraz ich organów, na posiedzeniach klubów, kół i zespołów poselskich, senackich lub parlamentarnych, a także inną działalność związaną nieodłącznie ze sprawowaniem mandatu.

    Czy wszystkie "wybryki" posłów zasłaniających się immunitetem są "nieodłącznie związane ze sprawowaniem mandatu"? Przecież nawet dojazd do sejmu nie oznacza, że tam poseł podejmie taką działalność. I mandat za przekroczenie prędkości nie ogranicza, czy uniemożliwia podjęcie tej działalności.

    Dla mnie jest jasne, że aby uzdrowić tą sytuację, wcale nie trzeba wprowadzać żadnych zmian legislacyjnych. Wystarczy poinformować organa porządkowe, by każdy przypadek zasłaniania się immunitetem zgłaszały do .....

    No właśnie, do kogo? Do sejmowej komisji etyki? A jeżeli dotyczy to posła zasiadającego właśnie w tej komisji? Zresztą żadna sejmowa komisja, czy inne ciało składające się z parlamentarzystów nie będzie obiektywne w tej sprawie.

    Co więc robić? Powoływać jakieś nowe organa państwowe, jakieś instytucje - to tworzenie nowych pokładów biurokracji. W mojej głowie błysnął taki pomysł - niejednokrotnie na naszym (i nie tylko) blogu wskazywano na "znikomą przydatność społeczną" Trybunału Stanu. Może by więc temu szacownemu gremium podrzucić to w ramach "treningu"? Zresztą według mnie, może na początku Trybunał ten miałby troszeczkę pracy. Myślę, że po kilku imiennych wytknięciach "nadużywania władzy" - parlamentarzyści może zrozumieliby, że takie postępowanie się nie opłaca.

    A gdyby tak jeszcze wprowadzić JOW-y (dla tych co zapomnieli - Jednomandatowe Okręgi Wyborcze - mój konik) - moglibyśmy sami dotkliwie przekonać naszych wybrańców, że to naprawdę sie nie opłaca.

    Są przypadki, że wyroki sądowe przypominały posłom(aktualnym, czy byłym), że immunitet nie chroni ich w sposób absolutny. Przekonał się o tym np. Jan M. Rokita - patrz: Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 29 października 2010 r. (I CSK 651/09)

    Jednak droga sądowa jest zbyt skomplikowana i długa. Najpierw ktoś musi sprawę wnieść do sądu. Potem trzeba, by sąd zechciał się nią zająć (np. odmową przyjęcia mandatu karnego w wysokości 200zł). Potem następuje cały szereg procedur odwoławczych. A wystarczy stwierdzenie jakiegoś organu z autorytetem, że w momencie stwierdzenia wykroczenia przez posła, nie prowadził on czynności "bezpośrednio związanych z wykonywaniem mandatu".

    Według mnie trzeba sobie jasno powiedzieć - czynności owe, nie tylko muszą być "bezpośrednio związane" jeżeli chodzi o zakres, ale też nie może być wątpliwości, że natychmiast po zatrzymaniu poseł będzie owe czynności wykonywał. Bowiem podpisanie listy obecności i natychmiastowa jazda do jakiejś stacji tv czy radiowej, w żadnym wypadku nie mieści się w "czynnościach związanych z wykonywaniem mandatu".

    Na razie, na dziś - powinniśmy się domagać od liderów partyjnych, przewodniczących klubów i kół poselskich czy prezydium sejmu i senatu, zdecydowanej postawy w zakresie wykorzystywania immunitetu.

    I najważniejsze, takie tłumaczenia się jak to, powinny być natychmiast ukarane. Jakoś mnie nigdy żaden policjant czy strażnik miejski nie poprosił o legitymację poselską. Żaden poseł nie musi kłamać, że nie jest posłem, bo nikt tego od niego nie wymaga. Wyciąganie legitymacji poselskiej w takich sytuacjach to po prostu nadużywanie pozycji społecznej i stanowiska służbowego do celów czysto prywatnych. A na to jest paragraf - chyba że posłowie są przekonani, że i przed nim chroni ich legitymacja.





    Po tych denerwujących rozważaniach wybrałem się na  zakupy. W "delikatesach" Biedronka znalazłem coś ciekawego. Nie wiem czy jadalne, ale na pewno rozweselające.






niedziela, 13 kwietnia 2014

A fe-Panie Struzik !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


                       Marszałek województwa Adam Struzik (PSL) grzmiał wczoraj: - Świadomie i z premedytacją państwo doprowadza do bankructwa najbogatszy rejon, gdzie powstaje jedna czwarta krajowego PKB. Ministerstwo Finansów konsekwentnie egzekwuje opłatę, która jest sprzeczna z konstytucją - podkreślał. Także premier krytycznie wypowiadał się o janosikowym zapowiadając, że opłata zostanie zmieniona. Ale dopiero od 2015 r. Również wejście w życie wyroku Trybunału zostało odroczone o 18 miesięcy /..../ Cały
                       Informuję uprzejmie, że tzw janosikowe nie jest złośliwością wobec najbogatszego regionu w kraju ale spłatą zaciągniętego onegdaj długu na odbudowę Warszawy. Obywatele Mazowsza nie podołaliby odbudowie gdyby nie surowce i materiały spływające z całej Polski a w większości z Ziem Zachodnich.
Jako ówczesny Katowiczanin obserwowałem dodatkowe, oczywiście dobrowolne większe wydobycie węgla, kolejną tonę stali dla Stolicy oraz czytałem listy dziękczynne dla Ślązaków którzy tak pokochali odbudowująca się Warszawę. Biuro Odbudowy Stolicy powołane dekretem KRN 14.02.1945 r. przyjmowało także z wdzięcznością np. dobra przedwojenne /czytaj poniemieckie/ cegłę klinkierową oraz urządzenia i maszyny, których nie zdążyli wywieźć nasi przyjaciele ze wschodu.
                         Moja autochtoniczna rodzina pochodzi wiadomo z jakiej opcji i z tego powodu odczuwaliśmy pewien dyskomfort braku pracy /przy obowiązku pracy/. Moja matka pracowała przeciętnie ok. 2 tygodni tzn. do czasu kiedy nie przychodziła za nią tzw. tajna opinia.
W końcu udało jej się zaczepić na dłużej za cenę obfitego zaopatrzenia w tzw. cegiełki na budowę Warszawy. Przy wypłacie, stał przy okienku dość smutny pan, który za cenę utrzymania pracy sugerował grzecznie odpowiednią ilość cegiełek. Nic to, że matka wracała z płaczem i było mało co żryć, grunt że piękniała nam stolica.
 

Na pewno nie jestem obiektywny i przemawia przeze mnie żal. Może posłużę się innym przykładem nie ze Śląska ale z tzw Ziem Odzyskanych ale jak to Szczecin „obdarował” Warszawę w 1948 roku;

                           

Śmiem twierdzić że dziś, to co kiedyś wyssano z tzw. Ziem Odzyskanych w ramach solidarności społecznej winno być zwrócone i zasilić najuboższe regiony kraju o czym jako Górnoślązak jestem do głębi przekonany.

Dwa łyki statystyki:
Wartość PKB na 1 mieszkańca w latach 2008 – 2010.
Mazowieckie - 56.580 zł.
Podlaskie - 24.070 zł.
Lubelskie - 24.002 zl