poniedziałek, 17 marca 2014

KLUCHY ZIEMNIACZANE

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Danie więcej niż proste - danie prostackie!


    Po takich zachętach, nie wiem czy znajdę jednego chociaż czytelnika, który doczyta do końca. Ale ci, którzy nie dotrwają - sami sobie będą winni.


    Danie jest chyba znane we wszystkich regionach Polski. Jednak nigdy nie słyszałem, by miało ono jakąś oryginalną nazwę. Więc tak jak znane są wszystkim placki ziemniaczane, tak powinny być znane KLUCHY ZIEMNIACZANE.

    Do ich przygotowania potrzeba naprawdę niewiele:

    - 1 kg ziemniaków (młode nie bardzo się nadają)
- 0,5 kg mąki (ja używam zwykłej "Mąki Babuni")

    Do gotowego dania potrzebna będzie jeszcze:
- słoninka (~10dag)
- kiszona kapusta (ile kto lubi).

    Ziemniaki po obraniu ścieram w robocie na tarce o małych oczkach.



    Zaraz też dodaję mąkę. Podana ilość mąki jest orientacyjna. Zależy ona od ziemniaków. W wyniku wymieszania powinno powstać ciasto tylko trochę bardziej gęste niż na placki ziemniaczane. Moja babcia dodawała jeszcze jajko. Ja też to praktykowałem. Ale jakieś 20 lat temu zapomniałem o jajku - i okazało się, że kluski bardziej mi zasmakowały. Po prostu stały się bardziej miękkie.



    Tak przygotowane ciasto kładziemy na deseczkę do krojenia


    i łyżeczką zgarniamy je do gotującej wody. Woda powinna być osolona - ja mówią fachowcy - do smaku. Ja dodaję jeszcze łyżkę oleju, by rzucane kluski się nie sklejały. Oczywiście, każda gospodyni (dowolnej płci) wie, że wodę solimy i olej dolewamy dopiero po zagotowaniu się wody. Skraca to znacznie czas jej zagotowania, a co za tym idzie - zmniejsza zużycie gazu.


    Czas gotowania - nie wiem. Zależy od wielu czynników. Najlepiej sprawdzić - przekrawamy na deseczce jedna z klusek - musi być na wskroś jednolita.


    Wtedy przelewamy całość na sito, niech się odcedzi, a my zabieramy się za słoninkę.


    Ze słoninką, jak z solą. Jej ilość zależy od "smaku". Jeżeli tego przepisu nie będzie czytał lekarz domowy - można dać więcej. Ja dałem 25 dag - ale na podwójną ilość ziemniaków. Słoninkę kroimy na drobne kosteczki ok. 0,5 cm i wrzucamy na patelnię.


    Smażymy na niezbyt dużym ogniu (by skwarki się nie przypaliły) do czasu, aż słoninka stanie się szklista.


    Teraz odcedzone kluski wrzucam do brytfanny


    i zalewam przetopioną słoninką.


    W takiej postaci mogą czekać na stołowników, nawet kilka godzin, ale też można podawać je od razu. Jednak by wydobyć cały "bukiet" smaku, wstawiam brytfannę do piekarnika (~200 st.) i podsmażam co nieco.

        Całość podaję z kiszoną kapustą, drobno pokrojona z dodatkiem cukru.


    Chociaż można stosować różne dodatki. Ja pamiętam jak mój dziadek, pochodzący z Wielkopolski jadł takie kluski z chudym twarogiem. Ale to było dawno i dzisiaj już takiego twarogu nie uświadczysz.

    Jeżeli ktoś odważy się spróbować wykonać takie kluski - radzę z doświadczenia, nie żałować ziemniaków. To co zostanie po obiedzie, wspaniale smakuje na kolację - podsmażone jak kartofelki na patelni.

    Smacznego!




20 komentarzy:

  1. Nie znam takich klusek... Ale wypróbuję - wyglądają zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teoretycznie kluski sa szeroko znane ale trzeba przyznać że technologia zamieszczonego przepisu różni sie od typowych klusek.
    Na pewno zostanie wypróbowane a wynik podany do ...pfu, za przeproszeniem - publicznej wiadomości.
    Smaczne pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ufff !!!!!!
    A już myślałem, że usłyszę - ależ to trywialne, wszyscy to znamy i nie ma czym się popisywać.
    A tu dwa komentarze - jeden, że to coś nowego, drugi - tak jeszcze nie robiłem.
    Cieszę się więc, że wzbogaciłem wiedzę przynajmniej dwojga czytelników!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. .........nie ma sie z czego cieszyć bo d...y rosną !!!

      Usuń
    2. Ale w jakże przyjemnych okolicznościach przyrody!!!!

      Usuń
    3. a niech rosną , jak hi, hi, mają przyjemność ;o)

      Usuń
  4. Ja do ciasta ziemniaczanego po odcedzeniu trochę wody dodaję soli ( do smaku) ze dwie duże łyżki mączki ziemniaczanej i dodaję przyprawy do potraw (Kucharek)Oprócz tego dodaję jedno jajko Mi i mojej rodzince smakują Życzę smacznego Narobiliście mi apetytu Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - co kraj to obyczaj. Ciekaw jestem, czego jeszcze się dowiem o tej prostej potrawie.
      Nie na wszystko chyba się zdecyduję, np. na mleku chyba jednak nie będę gotował.
      Ale wniosek wypływający z komentarzy jest taki:
      - nie to smaczne co smaczne, ale to co mi smakuje!

      Usuń
    2. na Podhalu mówią na nie "mordonie". nie wiem, dlaczego. W okolicach Krakowa takimi kluskami pasiono gęsi. Łapało się gęś pod pachę i przytrzymując ramieniem, wpychało się jej kluchę do dzioba.

      Usuń
    3. Klarko - mnie tam nie trzeba wpychać!!!
      Łykam je właśnie jak przysłowiowy gąsior!

      Usuń
  5. Widziałem takie kluski i podobnie podane, ze smażonym boczkiem i cebulką - nazywano je "tarciuchami". Sam niedawno robiłem coś podobnego, ale to dlatego że nie udały się mi pyzy. Natomiast podobne kluchy jadałem gotowane na mleku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mleku ?!!!!!
      Na to bym nie wpadł. Chociaż, skoro mój dziadek jadał je z twarogiem .......

      Usuń
    2. Była jeszcze wersja na mleku, z dynią. Mnie nie zachwyciła, ale całkiem jadalna. :D

      Usuń
    3. Jak z każdą potrawą. Posiada swój kręgosłup, na którym rozpięte są różne wypełnienia i uzupełnienia. Ponieważ tu ten "kręgosłup jest wyjątkowo prosty, to pole do własnej inwencji jest olbrzymie.
      Jestem ciekaw co jeszcze w tej materii wymyślono?

      Usuń
  6. Dzień dobry Leszku

    Ja trochę nie na temat, ale tak mnie właśnie naszło a nie było wcześniej okazji zapytać...
    Jak tam kwiatki (w ogródku) odbiły po zimowych mrozach?

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztofie - w imieniu kwiatków dziękuję za pamięć. Mają się nieźle. Cały czas robię dokumentację fotograficzną do przyszłego wiosennego felietonu.
      Kwiatki jednak trochę zapłaciły za to swoje "wyjście przed szereg". Tym zimowym kwitnieniem, pozbawiły sie zbyt dużo energii. Teraz muszą ją uzupełnić, nim znowu pokażą kwiatki.

      Usuń
  7. świetny przepis - uwielbiam proste przepisy i żeby były trochę na oko. Kawa na ławę pokazałeś więc trudno nie będzie ... chyba ... Taka mnie naszła ochota, że jutro jak nic będą u mnie. Nie mam słoninki i rano się nie wybieram na zakupy ale w ramach ćwiczeń zrobię i poleję przysmażonym masełkiem , ciekawe jak by było z cebulką na maśle. Trening czyni mistrza więc jutro eksperyment zaczynam. Dzięki Leszku - takie proste dania to zwykle miodzio a na dodatek to ja kartoflana jestem :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinko - ja jednak optuję za słoninką. Może być boczek. Ale coś mi podpowiada, że cebulka na masełku też będzie smakować.
      I nie zapomnij o kiszonej kapuście. Przynajmniej mnie te dwa smaki - ziemniaczany i kapuściany jako współgrają.

      Usuń
  8. Kochani - ale wpadłem. Nie wiem kiedy znowu napiszę coś do KUCHNI.
    Żona przypadkiem przeczytała ten post. Jej komentarz brzmiał:

    "Ja ci dam - ziemniaki ... ścieram, doda mąkę, odcedzone kluski wrzucam"

    Nie pomogły tłumaczenia, że wszystko co dotyczy słoninki, to moja "własnoręczna" robota.
    Aby załagodzić niezręczną sytuację, zobowiązałem sie do zamieszczenia sprostowania.

    Wszystko, poza słoninką, łącznie z przepisem w głowie jest dziełem mojej żony.
    Ja tylko przygotowałem słoninkę, sfotografowałem i opisałem całe przedsięwzięcie.
    Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leszku - wytłumacz żonie, co to jest podmiot liryczny...

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>