sobota, 7 grudnia 2013

Szlachetne zdrowie ...

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




                       Informuję, że noszę się z poważnym zamiarem napisania listu do Pana Ministra Zdrowia Bartosza Arłukowicza i to bynajmniej nie z powodu jego braku w przekaziorach.
Ponieważ większość moich przyjaciół blogowych i komentatorów od jakiegoś czasu jest pełnoletnia to poczynione uwagi pomogą mi sprecyzować treść listu.
Oto moje przemyślenia;
Niewątpliwym i sporym krokiem w dobrym kierunku był eWUŚ - Elektroniczna Weryfikacja Uprawnień Świadczeniobiorców i ZIP – Zintegrowany informator Pacjenta. Niewątpliwie wprowadzenie eWUŚ i ZIP jest rozwinięciem idei uszczelnienia i racjonalizacji wydatków na służbę zdrowia co w praktyce przekłada się na finansowanie Narodowego Funduszu Zdrowia. W zapomnienie winny odejść sytuację w których lekarz wypisuje lekarstwa, skierowania itp. na innego pacjenta a pacjent zapisuje się do kilku specjalistów blokując miejsce innym potrzebującym lub używa wizyt u lekarza rodzinnego jako wizyt towarzyskich.
Domniemywałem, że skoro powstały takie spore ogólnopolskie systemy komputerowe to ktoś czyni z nich praktyczny użytek i zaczyna panować nad udzielanymi usługami oraz wszystkim co określam ogólnym mianem receptologia lekowa.
Moja wiara w praktyczne użytkowanie tych systemów została jednak zachwiana.
Przykład nr 1.
W kwietniu razem z żona zapisaliśmy się na wizytę u okulisty w pażdzierniku – wizyta płatna przez NFZ. Zaskoczył nas nieplanowany termin wyjazdu do sanatorium i termin wizyty przesunęliśmy na grudzień br. Żona moja jest po usunięciu zaćmy i wymianie soczewki a ja jestem w stanie przed tzw. zespołem suchego oka. Ja przy okazji chciałem sobie także wymienić okulary do jazdy samochodem. Po pobycie w Rabce i nie wiem jakim cudem i co było przyczyną ale łzawienie oczu ustało a i wzrok jakby się poprawił. Stwierdziłem, że zawracanie głowy lekarzowi jest czystą stratą i jego i mojego czasu. Przygotowałem się na tłumaczenie dlaczego przez 8 m-cy blokowałem miejsce do specjalisty gdy komuś innemu mogła być bardzo potrzebna. W przychodni okulistycznej zapytałem co mnie czeka jeżeli zrezygnuję z planowanej wizyty. Odpowiedź krótka – NIC. Panienka wzięła flamaster i wykreśliła moje nazwisko z wykazu pacjentów zaplanowanych na ten dzień.
Nie szukam kłopotów ale się z takim załatwieniem sprawy głęboko nie zgadzam. Panienka winna powiadomić NFZ że taki to a taki facet nie zrealizował wizyty blokując innym potrzebującym miejsce i po jakimś czasie powinienem dostać „miło” pismo – Szanowny Panie w związku z niezrealizowaną wizytą u okulisty w wypadku powtórzenia się bezzasadnej rezygnacji zostanie pan obciążony pełnymi kosztami wizyty u specjalisty.......... 
 
Przykład nr 2.
Żona moja dostała czerwonego lica, co okazało się być trądzikiem różowatym. Nim doszło do rozpoznania i diagnozy odbyto szereg wizyt z finalnym skierowaniem do dermatologa za ..... pół roku, albo prywatnie to jutro. za 80.- zł i wizytę odbyto w dniu następnym. Przepisano leki, udzielono porady i zaproszono za miesiąc. Właśnie i znów za 80.- ??!!. Ponieważ jednak terapia postępowała postanowiliśmy odżałować kolejne pieniądze i żona poszła do kontroli. Przygotowani na kolejną opłatę usłyszeliśmy: ta wizyta jest płatna ze środków NFZ !!??.
Halo – Halo – czy ktoś to rozumie ????.
Przykład 3.
Od ok. 20 lat biorę leki na nadciśnienie. Kilka lat zajęło ustalenie najlepszego zestawu leków, który do dziś się nie zmienił. Kilka lat po powołaniu do życia NFZ mogłem nie tylko ja zostawiać kartkę do swojego lekarza rodzinnego z prośba wypisanie leków na następny kwartał. Oczywiście raz do roku maszerowałem do lekarza i przekazywałem uwagi. Dziś nie wolno wypisywać recept bez wizyty lekarskiej. Wszyscy w przychodni są pełni zrozumienia i zganiają ten wymóg na NFZ. Kiedyś była koncepcja aby niektóre pielęgniarki dyplomowane miały upoważnienie do wypisywania recept ale sprawa chyba umarła.
Nie rozumiem tutaj paru spraw. Istnieje grupa pacjentów zmuszonych swoim przeszłym stanem zdrowia do zażywania ściśle określonych leków do końca życia.
Na zdrowy, chłopski rozum każda przychodnia mogłaby mieć prawo, na podstawia własnych kartotek do utworzenia bazy danych pacjentów zmuszonych do zażywania określonych leków i wtedy np. ludzie po przeszczepach, cukrzycy, wysokociśnieniowcy itp. nie wystawali by w kolejkach do lekarzy tworząc dodatkowy tłok.
Recepty na podstawie kartotek może wypisać dowolna osoba służby zdrowia a lekarz prowadzący kontrolowałby tylko poprawność wypisania i potwierdzał swoim podpisem.
Właśnie jestem w przededniu takiej niepotrzebnej wizyty. Muszę rankiem wstać aby być na ok. 6.oo pod przychodnią aby o godz. 7.3o zdobyć numerek upoważniający do wizyty u lekarza który wypisze mi te same recepty i w tej samej ilości jak kwartał temu, jak rok temu, jak 10 lat temu.
Jestem rozeźlony na naszą służbę zdrowia i podejmę jeszcze jedna próbę napisania do min. B. Arłukowicza i tym razem nie odpuszczę jak odpowiedzi nie dostanę.

Ciekaw jestem Waszych doświadczeń w tej materii a szczególnie tych którzy permanentnie leki zażywają.

Dotychczasowa korespondencja z najwyższymi władzami jest na poziomie 50% tzn. odpisał mi Prokurator Generalny oraz Minister Sprawiedliwości a nie odpisali min. transportu pan Nowak i min. zdrowia pan Arłukowicz.
Pamiętam, że jako blogowicz jestem na tych samych prawach jak dziennikarz i odpowiedź należy mi się jak psu micha !.

video






6 komentarzy:

  1. Zacznę od takiego przykładu ze Szwecji. Tak zrozumiałem informację od Swena i mogę się mylić, bo nad ranem języki są rzeczywiście podobne, ale.... :) Każdy ubezpieczony udający się do lekarza w danym roku, musi płacić za pierwsze wizyty, jakąś wyliczoną kwotę za usługę, ale tylko do sumy 1000 koron (ok.500 zł.). Dopiero następne wizyty, po przekroczeniu tej sumy, są bezpłatne bez względu na koszty. Chyba pozwala to na zastanowienie się, czy warto iść do lekarza pogadać o np. trochę częstszym puszczaniu bąków. W sprawie przykładu 1., pełna zgoda, jestem za. W jakiś sposób łączy się to z przykładem szwedzkim. Ja też biorę stałe leki (nadciśnienie) i nie mam w swojej przychodni (prywatna), żadnych problemów z receptami. Wypisuje je rejestratorka (pielęgniarka) oczywiście po sprawdzeniu w karcie pacjenta. Trwa to kilka chwil. Z tym, że muszę się pojawić u lekarza co 3. miesiące. Czyli to tylko sprawa dobrej woli i organizacji pracy, a nie wymóg NFZ. Zawsze zamawiam podwójną porcję, bo nie znoszę takich klimatów, aby bywać tam częściej. :) Adresu przychodni nie podam, ze względu na ewentualny "donos" do ministra. :))) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykład 1 i 2 to raczej powód do pochwały dla ministra. Dlaczego domagasz się kary za rezygnację i opłaty za odbytą wizytę? Skąd wiesz czy NFZ nie został powiadomiony o rezygnacji i dzięki temu zmniejszyła się o odrobinę ta kolejka? Może kolejna wizyta u dermatologa jest refundowana?
    W sprawie recept to też widzę tu pewne uzasadnienie konieczności wizyty u lekarza. Może jakiś lek nowszej generacji będzie skuteczniejszy? A może nastąpiła jakaś zmiana w Twoim stanie zdrowia?
    Blogowicz jest na prawach dziennikarza? Gdzie to pisze i jakie to są prawa?
    Piotrze, nie denerwuj się bo Mikołaj nie przyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyklad z Holandii - tez biore leki do konca zycia - jak w przykladzie szwedzkim - ide do rejestratorki i mowie,ze mi sie konczy ten a ten lek. Pani sprawdza w kartotece, wysyla recpte do apteki i ja sobie spokojnie odbieram lek w aptece. Poniewaz mam zespol POCHp zawsze na poczatku roku jestem wzywana na spirynometrie i na podstawie wyniku mam przez lekarza przepisany nowy zestaw lekow hi,hi wciagajacych.I przez caly rok lekarza nie nawiedzam chyba,ze mnie cos innego dopadnie..Organizacja jest inna.Tu sie tez placi tzw.risico geld 370 eu rocznie -mozna rozlozyc na raty . Na koniec roku jest ten piniazek rozliczany i jak nie wykorzystale to ci zwracaja niewykorystana sume. Tez tu sa jakies problemy ale w codziennym zyciu czuje sie pod opieka. W polsce jak musze tez chodze za pieniadze bo przeciez nie mam czasu czekac na wizyte pol roku. Ale jak bylam zmuszona zawitac do szpitala - juz nie placilam ,pomimo ze bylam pod opieka hi,hi platnego lekarza..... Tez mi sie wydaje ,ze organizacja i jeszcze raz organizacja. Acha - w wypadku niezrealizowanej wizyty - potracaja ci to z risico geld.Tzn.czas lekarza jest zaplacony z Twoich pieniedzy . .

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla wyjasnienia - jako emerytka polska ,oplacajaca Zus mam prawo jak i wszyscy inni korzystac ze zluzby zdrowia w Polsce jak juz tam jestem..i mam jakas potrzebe. Zdarzylo mi sie raz i nie chce więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piotrze, żeby trochę poprawić sobie samopoczucie, przeczytaj proszę to. Okazuje się, że służba zdrowia choruje nie tylko u nas.
    http://www.blogerzyzeswiata.pl/2013/12/nie-otwarte-skierowania-zysk-z-cukierkow-czyli-skandale-w-irlandzkiej-sluzbie-zdrowia/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nagadaliśmy się po próżnicy chyba. To ja w zastępstwie, sobie nadanym osobiście, pozdrawiam obie Panie. Panią Bet i Panią Renatę :).[ ;) :x ]

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>