sobota, 9 listopada 2013

Droga Miss

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Policzek od PO


    Tyle komentarzy w ciągu 4 godzin co pod Twoją notką pt. "Policzek od PO" - dawno nie oglądałem. Ale przeczytałem nie tylko notkę ale i te wszystkie komentarze. Na tej podstawie doszedłem do wniosku, że to co chcę powiedzieć jest zbyt obszerne jak na komentarz. Dlatego robię to w tej formie.


    Jak zwykle, gdy dyskusja jest gorąca i emocjonalna, od pewnego momentu przestaje być dyskusją merytoryczną, a staje się "turniejem rycerskim" - kto kogo i kto komu mocniej.

    Nie będę się więc odnosił do żadnego komentarza. Spróbuję o nich zapomnieć i napisać komentarz do Twojej - Miss - notki.

    Po uważnym, powtórnym jej przeczytaniu, postanowiłem w ogóle nie odnosić się do: sześciolatków, gimnazjów, godzin historii czy likwidacji szkół i co tam jeszcze w pytaniach referendalnych było. Co prawda pod koniec nieco od tej zasady odstąpię, ale jedynie w celu przedstawienia swego poglądu.

    Powtórzę jeszcze raz to co napisałem w mojej notce "Kryzys demokracji". Jeżeli o braku demokracji ma świadczyć fakt, że demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu, w demokratycznym głosowaniu zgodnie z odpowiednimi ustawami odrzucili demokratycznie zgłoszony wniosek o referendum - to, przepraszam, ale ja czegoś nie rozumiem. Sami ustalamy pewne zasady w referendum konstytucyjnym. Potem nasi demokratycznie wybrani przedstawiciele tworzą w ramach tej konstytucji prawo. A kiedy działają zgodnie z tym prawem - podnosi się krzyk.

    Może wcześniej uchwalono złe prawo? Kto wie, czy takie referendum miałoby jakiś wpływ na decyzję sejmu? Czy byłoby wiążące? Tak, ale tylko wtedy, gdy weźmie w nim udział ponad połowa uprawnionych do głosowania. W moim przekonaniu takiej frekwencji by nie było. Bowiem materia tego referendum nie dotyczy dużej grupy wyborców. jeżeli dużej części nie chce się iść na wybory, to jak zmotywować księży, nastolatków i ludzi po pięćdziesiątce, których temat zupełnie nie dotyczy. Może nastolatki mają dopiero to przed sobą, ale też jakie mają doświadczenie rodzicielskie by się wypowiadać w tej materii? Chyba, że wszyscy potraktowali by to jako wici do wojny z Tuskiem. Ale po referendum sytuacja w rządzie i koalicji nic by się nie zmieniła. A decyzje podejmowane na zasadzie - na złość mamie, odmrożę sobie uszy - rzadko kiedy przynoszą pozytywny efekt.

    Zgodnie też z zasadami demokracji. jeżeli pod wnioskiem referendalnym podpisze się przynajmniej pół miliona osób, sejm ma obowiązek ten wniosek rozpatrzyć. I sejm rozpatrzył. Podjął dobrą czy zła decyzje? Pamiętajmy jednak, że jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.

    Platforma zlekceważyła milion podpisów. Nie, nie zlekceważyła. Przecież w słowie "rozpatrzyć" nie ma imperatywu - że pozytywnie. Gdyby tak było, łatwo można by zdestabilizować państwo. Idąc tropem pewnej opcji politycznej, przecież dla naszych wrogów nie byłoby żadnym problemem kupić milion podpisów. I za każdym razem, aby nie narazić się na zarzut "lekceważenia narodu" sejm musiałby ogłaszać referendum w kuriozalnych, a rozkładających państwo sprawach.

    Konstytucja RP stanowi w artykule 4:
   ust. 1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
   ust. 2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

    Proszę się zastanowić nad tym, jaka jest różnica w poniższych wyrażeniach:
"przedstawicieli lub bezpośrednio" versus "przedstawicieli i bezpośrednio".

    Skoro więc wybraliśmy swoich przedstawicieli, daliśmy im mandat do sprawowania w naszym imieniu władzy - to w tym stanie prawnym, jaki teraz obowiązuje, daliśmy im również prawo do odrzucenia wniosku o referendum. Jeżeli kogoś to bulwersuje i nie może się z tym pogodzić - niech zażąda od swoich posłów aby zmienili to prawo. Nawet gdyby byli oni w mniejszości, maja przecież inicjatywę ustawodawczą. Ba, wystarczy tylko 69 posłów by złożyć wniosek o referendum w tej sprawie. Jeżeli do tego wniosku byłoby przygotowane solidne uzasadnienie prawne wraz z odpowiednim projektem ustaw - trudno by było tego rodzaju inicjatywę zignorować. Kluby poselskie mają wystarczające fundusz, by do przygotowania tego zatrudnić prawdziwych fachowców, prawników, konstytucjonalistów itp.

    Póki co - droga Miss, to chyba tylko Twoje i innych subiektywne odczucie, bo ja na policzku niczego nie poczułem. Bowiem od zawsze, jak sięgnę pamięcią, państwo lepiej wiedziało, że siedmiolatki powinny iść już do szkoły. I jak do tej pory nikt z tego powodu nie potraktował tego jako "Jesteś głupi, nie znasz się, my za Ciebie wiemy lepiej". A przecież mechanizm jest dokładnie ten sam. Nikt nie pytał się rodziców i bezdzietnych polityków, czy siedem lat to dużo czy mało. Autorytarnie przyjęto siedem lat. Równie dobrze wtedy można było przyjąć sześć lub osiem.

    Piszesz też że gimnazja należy zlikwidować i to szybko. Może tak, a może nie. Ja nie wiem. Jednak słyszałem taki argument, że "przestępczość młodociana" w gimnazjach wzrosła w sposób zastraszający. Oczywiście to prawda. O ile w dawnej szkole podstawowej liczba uczniów np. palących papierosy stanowiła 15% wszystkich uczniów, to po wydzieleniu gimnazjów, okazało się, że w nich jest to 75%!! Za to w podstawówkach spadła do 5%. Oczywiście, sam wymyśliłem ten przykład. Ale z matematycznego i socjologicznego punktu widzenia jest on bez zarzutu. Jeżeli z pewnej dużej grupy wydzieli się część, dzieci starszych - to nie powinno nikogo zaskoczyć, że to właśnie starsze dzieci palą, a nie pierwszaki. Tak więc nie usłyszałem żadnego przekonywującego argumentu za likwidacja gimnazjów. Osobiście wolę, żeby jak najwcześniej rozdzielono sięgających po papierosy od maluchów. Natomiast słyszałem wiele opinii, wyrażanych przez fachowców, że polska szkoła i jej absolwenci, od czasu wydzielenia gimnazjów awansowała w europejskich i światowych rankingach.

    I właśnie argumenty są największą słabością wniosku. Maluje się w nich koszmar jaki będą przeżywać sześciolatki. Znam kilkoro pięciolatków lepiej radzących sobie niż siedmiolatki. W jaki więc sposób siedmiolatki są chronione przed tym koszmarem? Dlaczego rodzice mają mieć prawo chronić przed tym tylko swoje sześcioletnie pociechy - a już siedmioletnich nie?

    W referendum żąda się powstrzymania likwidacji szkół, jednocześnie sprzeciwiając się zwiększeniu liczebności uczniów w szkole, co na pewno uratowałoby szkołę przed likwidacją?

    Ale dosyć o tym. Zakończę, że nie mam nic przeciwko posyłaniu dzieci do szkoły od 6 lat. Ktoś może mi zarzucić, że jestem za stary, by mieć dzieci w tym wieku. Prawda, ale to wiek jak najbardziej odpowiedni, by mieć sześcioletnie (tak plus, minus) wnuki.

    Jednego tylko żałuję. Gdyby referendum się odbyło, i gdyby jakimś cudem frekwencja wyniosła minimum 80 %, wtedy dopiero miałbym jasność, czy PO wymierzyło policzek całemu społeczeństwu, czy tylko jego niewielkiej części






Publikuję również w wydawnictwie "Virtu@l Herald".
Zapraszam do odwiedzin.
Aby mieć bezpłatny dostęp do treści, należy odwiedzić tą stronę.
Serdecznie też zapraszam do współpracy.
Zainteresowanych proszę o kontakt na formularzu kontaktowym.




16 komentarzy:

  1. Ależ Leszku nie musiałeś się tak wysilać dla mnie jednej. Poczułam się zaszczycona. Ale widzisz, z emocjami nie da się dyskutować. Powtórzę tylko apel z mojej notki: apeluję o jak najszybsze usunięcie z prawa zapisu o wnioskach obywatelskich. Jesteśmy za głupi aby je wnosić do sejmu. Nie są potrzebne. Żadne referendum do skutku nie doszło i nie dojdzie.

    A jeśli chodzi o gimnazja poczytaj może notkę Avianki - ona się na tym zna... Ja jestem i w tym temacie za głupia...Jak w każdym innym z resztą. Najlepiej wie władza. Wystarczająco dobrze zrozumiałam przekaz i z komentarzy i płynący od partii będącej przy władzy. Ciemny lub może na nas głosować i koniec. Moja posłanka o moim głosie może zapomnieć. Jest nauczycielką i zna realia ale głosowała jak jej partia kazała...

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miss, teraz jasno widzę, że z emocjami nie da się dyskutować.
      jednak odniosę się do tematów z Twojego komentarza.

      - Podpiszę się pod Twoim apelem o likwidację referendum - ale z zupełnie innych powodów. I to nie emocjonalnych. Jeżeli społeczeństwo ma mieć możliwość w referendach kwestionować każde posunięcie rządu, to efektem będzie chaos. Niemożliwym wydaje mi się stworzenia listy spraw do rozstrzygania w referendum. Tu nigdy społeczeństwo zgody nie osiągnie. Każdy będzie miał inne "niezwykle ważne" sprawy od których rządowi wara. A tak na marginesie - to jednak Kopernik, a nie "ciemny lud" miał rację.

      - Jeżeli chodzi o gimnazja, to sam nie jestem pewien jak to powinno wyglądać. Owszem - skłaniam się ku opcji, że powinny pozostać. Przynajmniej do czasu sporządzenia rzetelnej analizy i opracowania sensownego programu. Problem jednak w tym, że obojętnie jacy fachowcy sporządzą te dokumenty, "ciemny lud" i tak będzie wiedział swoje. Nie wątpię w kompetencje Avianki. Na pewno są większe niż moje. Ale czy to oznacza, że inni, którzy w gimnazjach dostrzegają jakieś pozytywy absolutnie nie mają racji?

      - Twoja posłanka głosował tak jak jej partia kazała? Tak przecież działa system partyjny. Nie jestem jego zwolennikiem, dawałem temu nie raz swój wyraz - choćby popierając JOW-y. Jednak nie wyobrażam sobie, by w systemie partyjnym nie było dyscypliny. Ona jedynie w sprawach światopoglądowych (np. aborcja) nie może obowiązywać. Przecież wstępując do jakiejś partii akceptuję jej program, kierunek działań i decyzje władz. Jeżeli mam inne zdanie, to obowiązkiem moim jest próbować przekonać pozostałych kolegów, używając merytorycznych argumentów. Jednak jeżeli po takiej dyskusji zapadnie już decyzja, to obowiązkiem członka partii jest podporządkować się jej - lub z partii wystąpić.

      Tak to działa teraz i "ciemny lud" nie ma tu nic do rzeczy.

      Usuń
  2. Złą sytuację - jaką są gimnazja - można łatwo pogorszyć, zwłaszcza w pośpiesznym działaniu. Skutki poprzednie, nieprzygotowanej reformy ponosimy do dziś, ale bezrefleksyjne odwrócenie jej tylko powiększyłoby chaos. Przed następnymi ruchami należałoby utworzyć jakiś kompletny plan systemu edukacji - żeby wiadomo było, do czego dążymy, a nie przestawiać fragmenty w tę i z powrotem.
    Ani wiek rozpoczynania szkoły, ani istnienie gimnazjów nie są najpoważniejszymi problemami tego systemu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Leszku
    argument o kupowaniu głosów miliona obywateli jest głupi . Po co kupować milion obywateli kiedy łatwiej kupić połowę posłów.
    drugi argument o poszanowaniu demokracji tez nie trafiony gdyż co to za demokracja gdy odrzuca się wniosek miliona obywateli poprzez dyscyplinę klubową, oraz kupując głosy posłow niezależnych , obietnicami przyjecia ich do klubu i na listy wyborcze.
    A po trzecie gdzie masz powiedziane że wolę referendalną miałby ten rzad realizować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby masz rację. Ale .....

      1. Co do kupowania głosów, to Twoja argumentacja jest nietrafiona. Ilu posłów dałoby się przekupić po to by spowodować kryzys rządowy i parlamentarny, co może poskutkować utrata miejsca przy korycie? Chyba że za baaardzo duże pieniądze. A wtedy taniej jest kupić pół miliona podpisów. Po drugie, składający podpisy nie mają nic do stracenia, w przeciwieństwie do posłów.

      2. O dyscyplinie partyjnej pisałem w odpowiedzi na komentarz Miss, więc nie będę się powtarzał. Podkreślę tylko, że żadna zasada stanowiąca podstawę demokracji nie została złamana. Sejm rozpatrzył i większością głosów podjął decyzję.

      3. Referendum w którym bierze udział ponad 50% uprawnionych do głosowania ma moc wiążącą. Sejm jest w takim wypadku zobowiązany do zrealizowania postulatów referendalnych. Inaczej mamy kryzys parlamentarny i następuje rozwiązanie sejmu. I o tym pisałem. Jeżeli komuś będzie zależało na destabilizacji państwa, to używając referendum tak jak to sobie wyobrażają moi adwersarze można sparaliżować każdą inicjatywę rządu i sejmu.

      Usuń
  4. Dobry wieczór
    Kwestia interpretacji. Jak dla mnie zdanie "Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio" oznacza że naród może zignorować opinię swoich przedstawicieli na dany temat i sprawować władzę (albo część władzy) bezpośrednio. W Konstytucji nie jest natomiast napisane, że władza może ignorować żądania narodu, albo że to wybrana władza, a nie naród, jest suwerenem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I znowu muszę napisać - niby masz rację, ale ....
      Tak to naród jest suwerenem. Naród ma mocniejszą legitymację do rządzenia, niż wybrani jego przedstawiciele. Jednak na świecie, a w szczególności w Polsce, nie ma możliwości by powstał rząd, który u nikogo nie będzie budził sprzeciwu. A więc zawsze będzie istniała spora część społeczeństwa wystarczająca by zwołać referendum. Jasne, że bardzo rzadko frekwencja będzie wystarczająca by referendum miało moc wiążącą, I nie zawsze biorący udział w referendum będą podzielać zdanie inicjatorów. Tylko wtedy takie referenda przerodzą się w mega sondaże opinii publicznej.
      Masz rację, w Konstytucji nie jest napisane, że władza może ignorować żądania narodu. Ale też nie było żadnego ignorowania. Może ten milion osób składających podpisy subiektywnie poczuć się zignorowanym. Tylko czy milion obywateli to już cały naród? Ja nie poczułem się zignorowany. Nie używajmy więc zbyt pochopnie słowa naród.

      Usuń
    2. @Anty Dogmatyk,
      pewnie żaden konstytucjonalista nie podpisałby się pod taką jak Twoja interpretacją zdania z Konstytucji ("Naród sprawuje władzę..."), chyba że byłby członkiem zespołu Antoniego M. To, jak naród "sprawuje władzę bezpośrednią" określają dwie ustawy o referendach, ta o referendum ogólnokrajowym pochodzi z 14 marca 2003 r. Taką formę demokracji, o jakiej piszesz, mieliśmy już w I Rzeczypospolitej i wszyscy wiemy, jak to się dla Polski i Polaków skończyło, bo do tej pory ponosimy tego skutki.
      Mnie ujawniające się od pewnego czasu przywiązanie do demokracji bezpośredniej tak wielu moich rodaków zdumiewa dlatego, że jakoś sobie nie przypominam, żeby im zanadto przeszkadzała "demokracja socjalistyczna" w czasach PRL, z bezpośredniością mająca niewiele wspólnego. A świetnie pamiętam, że budziła ona sprzeciw zaledwie nielicznych, których teraz często odsądza się od czci i wiary, a niektórych nawet piętnuje jako wrogów demokracji bezpośredniej, czyli referendów.
      @Leszek,
      serdecznie dziękuję za ten obszerny tekst, bo po lekturze niektórych blogów poświęconych głosowaniu w Sejmie nad wnioskiem pp. Elbanowskich niemal popadłam w rozpacz. Dotąd sądziłam, że moi światli współobywatele wiedzą, że w Polsce, zgodnie z przyjętą po ogólnokrajowym referendum w 1997 r. Konstytucją, panuje DEMOKRACJA PARLAMENTARNA, czyli DEMOKRACJA PRZEDSTAWICIELSKA, a więc - POŚREDNIA. Jedynym krajem zachodnim, w którym wykorzystywana jest szeroko instytucja referendum jest Szwajcaria, państwo federacyjne, które zresztą również MA PARLAMENT (ciekawostka: nie można go rozwiązać przed upływem kadencji!). Jakoś ta ulubiona przez wielu blogerów "referendalna demokracja bezpośrednia" nie przypadła do gustu obywatelom innych państw europejskich o znacznie dłuższym demokratycznym stażu niż nasz (1918-1939, 1989-2013 jak dotąd). Osobiście uważam, że Sejm, mimo że pod wnioskiem firmowanym przez Elbanowskich przy pomocy Kościoła i wrogiej rządowi opozycji udało się zebrać ok. 1 mln podpisów, mógł w ogóle nad nim nie głosować ze względu na to, iż był on wadliwie skonstruowany, zawierał bowiem zbyt wiele pytań, na dodatek niejasno sformułowanych. Liczba podpisów nie ma tu nic do rzeczy, tylko to, czy składający podpis rozumiał, co podpisuje. Jestem przekonana, że większość podpisała, bo kto by nie "Ratował maluchów"? Komentarz w "Polityce" na temat tego referendum, moim zdaniem, słusznie zatytułowano: Ratujmy rozsądek. Dlatego, podobnie jak Leszek, też nic nie poczułam na swoim obywatelskim policzku. Doszłam tylko do wniosku, że chyba w ogóle przestanę czytać blogi, bo niektóre z nich pisane przez osoby wykształcone, rozumne, sympatyczne własnie dlatego jeszcze bardziej mnie dołują niż wybryki rozwydrzonego pospólstwa, demonstrującego swój szczególny "patriotyzm".

      Usuń
  5. No, to po kolei Leszku:
    - sześciolatkiem byłem mniej więcej 55 lat temu i podobno intelektualnie byłem przygotowany do rozpoczęcia nauki w szkole, bo dziełem przypadku zacząłem samodzielnie czytać od 5 roku zycia.. A czasy za zgrzebnego tow. Wiesława były przepastnie odmienne. Tylko dlatego, że byłem dzieciątkiem wątłym i chorowitym. Toteż naukę rozpocząłem w wieku lat siedmiu, ale do dzis przypominam sobie panike mej nauczycielki, gdy przyłapała mnie na czytaniu " na przewrwie "Księgi dżungli". Problem sześciolatków uwqazam zatem za niepotrzebnie rozdmuchany.
    - jestem zdecydowanie za likwidacją gimnazjów, bo to bubel, porzedni system osmioklasowy był dobry i świetnie sie sprawdzał.
    - nie neguję faktu, że forma referendum to ważne demokratyczne vox populi, ale w sprawach kluczowych dla zycia narodu i państwa. Casus sześciolatków nie wchodzi chyba w powyższe kryterium
    - dla naszej żałosnej, destruktywnej opozycji (szczególnie tej prawicowej) każdy powód do zadymy jest dobry

    Dziekuję Ci, Leszku, za nadesłany tekst, jest świetny (szczegóły w poczcie gmail.com)!
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju - we wszystkim, poza gimnazjami - zgadzam się.
      Mam 5-cio letniego wnuka. Mądry i sprytny brzdąc. Jestem pewien, że za rok (niecały) śmiało mógłby iść do szkoły. Oczywiście, jeżeli to miałaby być pierwsza klasa jaką pamiętam z dzieciństwa (czyli dyscyplina prawie wojskowa, 45 minut skupienia i uwagi) to miałby przechlapane. Nie wysiedzi!!! Ale sądzę, że chyba w programach reformy uwzględniono ten fakt.
      Co do referendum, jak piszesz - w sprawach kluczowych, należałoby już w konstytucji określić jakie to kluczowe sprawy wymagają obligatoryjnego referendum. Wtedy dokładnie by został wypełniony wspomniany przeze mnie artykuł 4 Konstytucji RP. Naród sprawowałby władzę prze przedstawicieli lub bezpośrednio.
      A teraz gimnazja - nie wiem jak się sprawdzają. Nie mam doświadczenia ani materiału do porównań. Co prawda, dzieci kilku moich sąsiadów i przyjaciół chodzą do gimnazjum. I przyznam się, że nie usłyszałem ani słowa skargi, wręcz przeciwnie - młodzież akceptuje ten model szkolnictwa. Dlatego też nie upieram się przy żadnym rozwiązania. jednak jestem pewien, że referendum, w tym przypadku nie jest żadną gwarancją na znalezienie dobrego rozwiązania. Bowiem co z tego, że naród w jakiejś części powie, że nie chce gimnazjum? To zamkniemy gimnazja i już? Trzeba przeprowadzić reformę całego szkolnictwa podstawowego. A jestem pewien, że wśród fachowców pracujących nad tą reformą, kilkoro doszłoby do wniosku, że jednak podzielenie szkolnictwa podstawowego rozwiązywało wiele problemów, które trudno rozwiązać w jednostopniowej szkole.
      Itp., itd. A potem do władzy dojdzie inna opcja, i druga strona narodu znowu zbierze podpisy i zażąda referendum w sprawie przywrócenia gimnazjów, tylko dlatego by rządzącej opcji zrobić na złość.
      I będziemy się bawili naszymi dziećmi, a one będą cierpieć. Może trzeba rozmawiać, dyskutować. Przygotowywać alternatywne programy dla szkoły. Są przecież odpowiednie struktury społeczne - od związku zawodowego nauczycieli po fundację Elbanowskich. I przygotowanie alternatywnego programu, zaprezentowanie go społeczeństwu mogłoby zakończyć się referendum. Takiemu referendum bym się nie sprzeciwiał.

      Usuń
    2. W sytuacji, gdy nauczyciele stają się społecznością marginalną, przyrost naturalny maleje, destrukcyjna i radosna twórczośc w wykresśaniu lektur szkolnych. Och, Leszku, niby pewien ogólnie znany i kontrowersyjny generał powiem: czarno widzę!

      Usuń
  6. Aha i dziękuję Ci Leszku, że napisałeś fajną, merytoryczną notkę. Poważnie, poczułam się jak ktoś wyjątkowy.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miss - teraz to spowodowałaś, że rumieniec zawstydzenia spłynął na me lica!
    Sama Miss poczuła się wyjątkowo, gdyż poświęciłem kilka linijek na skomentowanie jej wpisu? Czyżbym już - sam nie wiedząc o tym - został uznany za jakiś autorytet?
    Błagam, Miss - nie traktuj mnie tak! Wiesz co u nas robi się z autorytetami!!!
    A ponadto narażasz mnie na podtopienie w wodzie sodowej!
    Oczywiście - to był żart. Tak całkiem na poważnie zastanawiam się, jaka na prawdę jest ta nasza blogosfera, skoro jeden merytoryczny (przynajmniej taki miałem zamiar) wpis zasługuje na komplement ze strony adwersarza?

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Autor tego memu (tak chyba się mówi na takie coś?) kłamie. To nie minister Szumilas tak mówi - to mówi Piotr Opolski!!!
      To jest plagiat - i nie pozwolę na tym blogu, by mego wspólnika Piotra okradano z jego własności intelektualnej!!!

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>