sobota, 15 czerwca 2013

Ślazak-Volksdeutsch !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


    Historyków i histeryków proszę aby znaleźli sobie inne zajęcie gdyż będą to moje osobiste wspomnienia jakie przechowałem w pamięci a poziom cholesterolu pozwala jeszcze co nieco przelać na papier.
Jak to na Śląsku przed i po II Wojnie Światowej bywało i jak bywało w rodzinach śląskich nic nie było normalne z wszystkimi tego następstwami. Moja Babcia i jej rodzina przybyła z głębi Niemiec na Górny Śląsk dopiero ok. 1880 roku osiedlając się w Gliwicach a mój Dziadek /autochton od zawsze/ już tam na Nią czekał. Spłodzili czworo dzieci polsko-niemieckich. Najstarszy wujek i ciotka urodzili się w niemieckich Gliwicach a młodsza dwójka z moją mamą i drugim wujkiem w polskich Katowicach do których cała rodzina się przeniosła w roku 1920. Jeżeli dobrze pamiętam z opowiadań rodzinnych to Babcia i dwoje jej starszych dzieci było narodowości niemieckiej a Dziadek i młodsza dwójka narodowości polskiej.



    W tym stanie rzeczy we wrześniu 1939 roku Niemcy wcielili do III Rzeszy spory kawał Górnego Śląska w tym Katowice. Nikt nikogo o nic nie pytał a 4 września 1939 roku wszyscy obudzili się w Niemczech i w domniemaniu jako Niemcy. Ślązaków, czyli domniemanie niemieckości podzielono na na 4 grupy narodowościowe, tzw. Volks-listy / DVL/z których na pierwszej byli etniczni Niemcy tylko nie mieszkający na jej terenie i „hailować” umieli a czwarta to był autochton który nie był Niemcem a jego pochodzenie było jakieś tam polsko-niemieckie lub pochodził z Niemiec ale wymagał nauki celem przypisania go do rasy wyższej. 


    Cała rodzina jako nieuki otrzymała IV kategorię. Babcia jako Niemka z pochodzenia mogła otrzymać wyższą grupę /co wiązało się z lepszymi kartkami żywnościowymi/ ale ktoś podkablował ,że w roku 1920/21 /??/ gotowała dla powstańców jeszcze w Gliwicach i tamże poznała młodego człowieka Jerzego Ziętka, późniejszego generała „Starego Jorga” i Wojewodę Katowickiego.
    Muszę dwa słowa napisać na temat gen Ziętka. Wszyscy zgodnie twierdzą, że był to człowiek o fenomenalnej pamięci do nazwisk i sytuacji. Osobiście jestem zrozpaczony bo Babcia mi powiedziała że jako „bajtel” poznałem osobiście Generała a ja............................ zupełnie nic nie pamiętam.
    Trochę więcej na ten temat napisałem kiedyś tam na blogu / gen Jerzy Ziętek.

    Do końca 1939 roku trwało przydzielanie rodzaju grupy na volks-listach. Zdanie decydujące miał tzw. Hausmaeister czyli dozorca, gospodarz domu. Łatwo było wtedy kogoś zadenuncjować co powodowało deportację do Generalnej Guberni. Tenże Haumeister musiał być „richtig” Niemcem i był przydzielany z urzędu, otrzymywał mieszkanie w kamienicy i mundur NSDAP jako wyróżnik dla cywila. Nasza kamienica miała szczęście, że trafił się jej bardzo porządny Niemiec. Przez całą wojnę bronił mieszkańców przed urzędami, policją i gestapo /po to aby w pierwszym dniu wyzwolenia zostać rozstrzelanym przez zwycięska armię/.
Sytuacja urzędników niemieckich przydzielających dla mojej rodziny odpowiednią grupę nie była do pozazdroszczenia. Jako żywo, sytuacja przypomina Franka Dolasa z II części filmu „jak rozpętałem II Wojnę Światowa” w której podaje swoje dane niemieckiemu oficerowi. Babcia – Niemra 100 %, Dziadek - Polak 100%, dwoje dzieci urodzone w Niemczech a dwoje w Polsce................... . Porąbane dokładnie. Zdecydowali - wszyscy IV grupa i spadać !!!.
Niemcy oczywiście stosowali bonusy i za przykładne „heilowanie” przydzielano wyższa grupę co skutkowało np. 10 dkg masła więcej czy o 1 kg mąki.

    W 1941 roku zaszczytu podwyższenia grupy dostąpił mój najstarszy wujek Gerhardt. Otrzymał 2 listy – w pierwszym powiadamiano o podwyższeniu grupy a w drugim wezwanie do stawienia się przed komisja wojskową........ taka ówczesna kumulacja !!. A co to to a co to to a co to to tak gna !! - to mój wujek volksdeutsch /z III grupą/ na front wschodni........... . Okazało się później, że nie można było do wojska powoływać elementu niepewnego z IV grupy narodowościowej.
Rok później już się nie certolili i do wojska wzięli młodszego wujka Ericha /z IV grupą narodowościową/.... A co to to a co to to........, ale tym razem na południe do Włoch.
W tym stanie rodzina przetrwała do końca wojny.
Był w rodzinie jednak jeden który nigdy nie był Volks-Deutschem.
Ten ktoś urodził się w marcu 1944 roku i bez żadnych ceregieli został obywatelem III Rzeszy i zaliczony do narodowości niemieckiej. Po parunastu miesiącach również bezceremonialnie został obywatelem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej co trwa do dziś /dziś już bez „Ludowej”/.

    Powyższy tekst sporządziłem na podstawie zapamiętanych opowiadań rodzinnych / nie tylko przy herbacie / a ich prawdziwości sam nie mogę być do końca pewien. Z pewnością było bardziej straszno niż śmieszno ale nie lubię epatować bądź użalać się nad sobą czy swoją Historią. Fakt bycia Volks-deutschami każdy członek mojej rodziny musiał „odpokutować” ale to już temat na inne opowiadanie, które się nigdy nie ukaże.


video

Wikipedia
Volksdeutsche – określenie stosowane do 1945 roku wobec osób pochodzenia niemieckiego, zamieszkujących poza granicami Niemiec według stanu granic na koniec 1937 roku, którzy nie posiadali niemieckiego ani austriackiego obywatelstwa

Encyklopedia Powszechna
Volksdeutsche, określenie obywateli państw okupowanych przez Niemcy 1939-1945, nie będących obywatelami niemieckimi ani austriackimi czy szwajcarskimi, których wpisano na niemiecką listę narodową (Deutsche Volksliste) na podstawie kryteriów rasowych, narodowych lub językowych.



23 komentarze:

  1. jak zawsze z wielkim zainteresowaniem przeczytałam historię Twojej rodziny ...
    aaa - przypomiało mi się jak kiedyś pisałeś, że z jednym z tych Twoich przodków jeden z moich mógł się spotkać :-) o ile dobrze pamiętam.
    Wiesz - powinno się historie rodzinne znać, spisywać i dale przekazywać, dzieci powinny wiedzieć skąd ich korzenie. Ja o Śląsku czy o autochtonach czytam z wielkim zainteresowaniem bo niewiele wiem. Moi w Gliwicach mieszkali na Tarnogórskiej ale za jakiś czas ich wyrzucili więc pojechali dalej. Mnie Autoctonka kojarzy się bardzo dobrze. U mojego wujka, na plebanii, była przez wiele lat gospodynią. Ze świecą szukać tak uczciwej i porządnej kobiety. Przywiązałam się do niej jak do bliskiej bardzo osoby, zaprzyjaźniłam się z Jej siostrzenicami stąd trochę zwyczajów poznałam.
    ------------
    Piotrze, zał;ożyłam nowy blog na bloggerze, teraz mam dwa malinowe ;-). WP szaleje, już teraz nie mam dostępu do wnętrza szablonu, jak pewnego dnia otworzę swój blog i zastanę badziewie to drugi bęedzie jak znalazł.
    Zapraszam, wpadnij, podaję adres

    http://szpakowedrzewo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, Piotrze, ze o tym napisałeś! Przypomina to dzieje mojej rodziny. Wszyscy moi wujkowie zostali wcieleni do Wehrmachtu, natomiast mój dziadek ze Zowadzkich na Opolszczyźnie, właściwie rdzenny Niemiec, i feldfebel w czasie I Wojny Światowej z wyboru serca był polskim patriotą i działał na Śląsku w polskinm podziemiu. Za ścianą mieszkał, w mieście Chorzowie, jego brat, który z kolei był aktywistą NSDAP. Takie niuanse zrozumie tylko Ślązak! Wypowiedź tego starego kretyna, jest typowa chyba dla mieszkańców pólnocno wschodnich kresów Rzplitej, gdzie wszelk ksenofobię mają po prostu we krwi na równi z fundamentalnym, magicznie postrzeganym katolicyzmem...
    Przidź dó mie rozczasu na byzuch...
    trzim sie, patrz tam jako, niy lyj sie żurym i nigdy niy rób sie yntom!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawa opowieść. Dla urodzonych po wojnie, volksdeutsch to postać znana z literatury oraz filmów gdzie występuje jako szuja i prześladowca polaków. Z twojej opowieści widać, że byli wśród nich także zwykli, niczemu i nikomu nic winni, ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bet - nie !!! i jescze raz nie !!!.
      Problem tkwi w tym że pod jedna nazwą "Volksdeutsch" sa dwa zjawiska zupełnie do siebie nieprzystające. Nie wolno łączyć tych postaci, zdanie: /.../ że byli wśród nich także zwykli, niczemu i nikomu nic winni, ludzie" trzeba dokreslić o kogo chodzi czy o volksdeutscha z ziem włączonych do Rzeszy czy o voklsdeutscha z ziem okupowanych.
      Dzięki że przeczytałas i dzięki za komentarza

      Usuń
    2. Piotrze, istotne jest, że byli tacy, którzy mieli do wyboru przyjąć volkslistę o ile wogóle ich zaklasyfikowano albo wyjechać, być przesiedlonym. Byli też tacy, głównie z terenów okupowanych, którzy starali się z własnej inicjatywy o możliwość podpisania volkslisty np. ze względu np. na mieszane pochodzenie lub niemieckojęzyczność. Z tej drugiej grupy wywodziło się więcej kanalii i przestępców przeciwko Polakom, czy ogólnie przeciwko ludzkości, bo im było wszystko jedno czym sie zasłużą. Jeżeli chodzi o proporcje to zapewne masz niezaprzeczalną rację, ale dla przeciętnego Polaka różnica była zbyt subtelna do zauważenia, tym bardziej, że spotykało się również Niemców, ze znajomością języka czy gwary śląskiej - już sam mundur czy język wystarczał do dużej nieufności czy wrogości.
      Co do tego kretyna z filmu, to wybacz Andrzeju, może to nawet mój ziomek z rodzinnych stron, ale ja się do jego poglądów nie poczuwam. Tak jak kwestie folksdojczów nie są takie proste, tak i na północnym wschodzie Polski nie wszyscy sa tacy sami. :D

      Usuń
  4. Mimo że Piotr kazał mi znaleźć sobie inne zajęcie, bo jestem i historykiem z wykształcenia, i trochę histeryczką, a nawet gorolką z Warszawy (nie jestem pewna, czy gorol płci żeńskiej to gorolka) to muszę zabrać głos na temat poruszony przez Piotra, ponieważ uważam, że temat ten jest niesłychanie ważny. Mnie jako historykowi nikt nie musi takich spraw wyjaśniać, ale NIEWIEDZA W NASZYM KRAJU na temat ŚLĄSKA, POMORZA, WARMII, MAZUR, a zwłaszcza na temat LOSÓW LUDNOŚCI tych ziem w ogóle, a zwłaszcza w tamtym czasie - JEST PRZERAŻAJĄCA. Rdzenni mieszkańcy Śląska czy Pomorza odczuwają to pewnie na codzień, ale dla mnie, rodowitej mieszkanki stolicy, stało się to dramatycznie bolesne zwłaszcza wtedy, kiedy Jacek Kurski uczynił z wojennego epizodu w życiu dziadka Donalda Tuska polityczną broń - jak się okazało dość skuteczną. Ja wówczas daremnie oczekiwałam licznych i głośnych protestów i wyjaśnień ze strony historyków, choćby tych, których specjalnością jest historia najnowsza tych ziem (a jest takich sporo), niestety moje oczekiwanie okazało się bezskuteczne. Dlatego sądzę, że każde upublicznianie wiedzy na temat skomplikowanych i bolesnych dziejów ludności tych ziem jest bardzo ważne. Osobiste świadectwo Piotra ma nawet większe znaczenie niż popularny czy naukowy artykuł, bo bardziej przemawia do czytelnika swoją autentycznością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ewo70 - historyków dlatego chiałem odstawić, bo moj tekst nie jest oparty na historii tej wykładanej na lekcjach w szkole róznych szczebli. Chciałem poprzez dzieje własnej rodziny spowodowac ruch w szarych komórkaCH co jak możesz zuważyc np. u nexo45 jest skazane na niepowodzenie. Ja to rozumiem, gdyz człeczek z przyjemnościa przyjmuje proste wyjasnienia a szczegolnie te które pasuja mu do jego politycznego myslenia. Drugi przykład "/.../dostał wezwanie do Amtu /jakiego ?/ celem ustalenia volkslisty". Nikt sie nikogo nie pytał, nikt nikogo nie wzywał i albo przyjmowałeś to co dawali albo fora ze dwora.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Proszę mi zatem łaskawie wskazać, który z podanych przeze mnie faktów jest nieprawdziwy? Ja rozumiem rozgoryczenie tak nagłym i nieoczekiwanym upadkiem Pańskiego idola, zwłaszcza, że Donaldu Tusku wielkim piłkarzem był.....ale po co zaraz krzesła łamać?
      nexo45

      Usuń
    3. A co to wszystko ma wspólnego z dziadkiem Tuska i samym Tuskiem?

      Usuń
    4. Proszę mi zatem łaskawie wskazać.....co do tego ma ............... rozgoryczenie tak nagłym i nieoczekiwanym upadkiem Pańskiego idola, zwłaszcza, że Donaldu Tusku wielkim piłkarzem był.... ?!.
      Drogi Panie - wystarczy czytać z minimalnym zrozumieniem tekstu.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Otóż mianowicie nie zawsze wystarcza czytanie z minimalnym zrozumieniem tekstu, Panie Autorze - proszę zwrócić uwagę, że pan Kneź jakoś zaqmał przemyconą między wierszami czaczę o dziadku Donaldu Tusku.:-) Czy nigdy nie zauważył Pan, że między wierszami przelatują tłumnie jaskółki, całe wersety jaskółek?... Należy czytać z lotu tych ptaków. Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli.
      nexo45

      Usuń
    6. Byc może jestem przeczulony w pewnych sprawach a byc może............
      Bede obserwował ptaszki !!
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Kneź zaqumał, bo jest wyczulony na takie draństwo, jakie tu sugerujesz, drogi Nexo. O tej akurat sprawie już tu kiedyś pisałem i to w sposób bardzo niepozytywny, jeżeli chodzi o Donalda Tuska, ale na pewno nie tak jak to podle suderujesz, "między wierszami". Powtórzę więc co wiadomo i nie trzeba tego sugerować. Dziadek D. Tuska wykazał się tak jednoznaczną postawą, że stał się więźniem Stuthofu. Wybierając między kominem, a wehrmachtem poszedł do wehrmachtu (to jest na ochotnika?). Po (chyba) trzech miesiącach zdezerterował z tego wehrmachtu (do którego ponoć poszedł na ochotnika) i został żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, w których był do końca wojny. Co jest niepozytywnego w tej całej sprawie dla Donalda Tuska? Ano tylko tyle, że okazał się człowiekiem z gliny i zamiast wyjść i splunąć Kurskiemu w oczy, będąc dumnym z historii rodziny (a było z czego) to ściemniał i kręcił bez sensu.

      Usuń
    8. Zatem prowokacja Kurskiego przyniosła pozytywny skutek - dzięki niej dowiedzieliśmy się, że Donald Tusk - kandydat na szefa państwa, reklamowany jako ''człowiek z zasadami''... okazał się być człowiekiem z gliny.
      nexo45

      Usuń
    9. Prowokacja będąca łgarstwem, potwarzą, kurestwem, chamstwem i bezczelnością nikczemnika, kanalii i plugawca. "Człowiek z gliny", to przy tym padalcu drobiażdżek.

      Usuń
    10. Anonimowy...
      Wez ty chlopie troche pomysl!
      Takich dziadkow w wermachcie bylo tysiace!
      To, ze wczesniej Tusk mogl o tym nie wiedziec, tez jest prawdopodobne!
      Dziadkowie raczej nie zwierzali sie ze swojej przeszlosci, zwlaszcza w czasie sosjalizmu radosnego.
      Nic mnie nie obchodzi wnuczek owego dziadka z wermachtu!
      Bo mowa jest od poczatku o ...tragedii ludzi na Slazku, Warmi, Mazurach czy Kaszubach!
      Ale to widocznie w twoim politycznym zacietrzewieniu ci umknelo.
      No to podkreslam o co chodzilo Piotrowi i innym.

      Usuń
  5. O ile wiem, była jeszcze piąta kategoria, tzw. bezpaństwowców. Miało to jakąś niemiecką nazwę, której nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Piotrze. Na temat volkslisty w moich zapiskach rodzinnych mam nieco inne informacje, nie upieram się, iż są one jedynie słuszne. Mój Ojciec Chorzowianin Ślązak mając 22 lata, będąc w 1941 czeladnikiem piekarskim dostał wezwanie do Amtu celem ustalenia volkslisty. W tym czasie jego starszy brat Józef już zginął w Auschwitz a drugi brat Teodor , wyszedł stamtąd by umrzeć w domu po eksperymentach medycznych, w dwa miesiące. Obydwaj byli oskarżeni za należność do nielegalnych związków zawodowych. Mimo to Ojcu przyznano trójkę mit widerruf, tylko po to by 1942 roku powołać go do wermachtu. On jak nikt inny był Harcerzem do końca swoich dni,recytując słowa przyrzeczeń , stosując je na co dzień. A takich oszołomów... pominę milczeniem ze względu na wiek, mam nadzieje,iż te niegodne poglądy odejdą razem z nimi...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Autorze, ten starszy pan powiedział to co od dzieciństwa słyszałem od swojej babci Kaszubki - Polacy wysługujący się Szwabom byli o wiele gorliwsi w prześladowaniu Polaków niż sami Niemcy. Jej rodzina była bardzo patriotyczna i w czasie wojny poniosła straszne konsekwencje odmowy przyjęcia volkslisty (wysiedlenie, Oświęcim, Potulice i inne niemieckie ''pensjonaty'' dla Polaków), ale NIGDY nie miała pretensji do tych, którzy zostali volksdeutschami wyłącznie ze strachu przed prześladowaniami.Ale byli i tacy Kaszubi, którzy przyjęli Volkslistę przede wszystkim dlatego, że uwierzyli w tysiącletnią Rzeszę i z czysto oportunistycznych pobudek postanowili sobie zabezpieczyć spokojną przyszłość.Trzeba to jasno powiedzieć - oni dokonali świadomej zdrady narodowej, byli zwykłymi renegatami! Skupiała ich założona przez hitlerowców organizacja Kaschobenvolk, która stawiała sobie za cel pełną germanizację Kaszubów.Warto podkreślić, że dzięki heroicznej postawie kaszubskiej inteligencji (dla której polskość to nie była nienormalność) akcja Kaschobenvolk poniosła fiasko.
    Pozdrawiam, nexo45

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @nexo - odpuśc sobie, nie jestes w temacie, jestes w propagandowych objęciach i fakty się Ciebie nie imają. Pieprzysz o jakims Oświęcimiu który jeszcze wtedy nie istniał. Powtarzasz bezmyslnie jakies słówka ktorych zupełnie nie rozumiesz.
      Powinienes przenieść się na inny blog na którym uzyskasz uznanie jako "oni dokonali świadomej zdrady narodowej, byli zwykłymi renegatami! Skupiała ich założona przez hitlerowców organizacja Kaschobenvolk, która stawiała sobie za cel pełną germanizację Kaszubów". To dla Ciebie za trudne. Probowałem zakończyć temat ale się nie udało - agitki to na innych stronach.
      Mimo to pozdrawiam

      Usuń
  8. przykurczu analfabeto nie obrażaj Małp avatarem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś poczuł się obrażony?

      Usuń
    2. I jeszcze sie podszywa :D

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>