środa, 12 czerwca 2013

Być Ślązakiem-dowcipy!!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


                          Nie ulega wątpliwości, że Watrowisko 2013 spowodowało refleksje na różne tematy ale mnie jeden zaciekawił w sposób szczególny. Pozwoliłem sobie opowiedzieć kilka śląskich kawałów czyli szpasów i wydaje mi się, że były udane. Szukałem w pamięci tych dowcipów które są wyjątkowe i charakterystyczne dla Górnego Śląska i nie można ich w sensowny sposób przetransponować w inny region Polski i mało tego, wymagają czasami kilka słów wprowadzenia aby były zrozumiałe. Dowcipy najczęściej dotyczą położenia Górnego Śląska wobec innych etnicznie sąsiadów, związane są z zawodami wykonywanymi na śląsku jak górnicy, hutnicy oraz kawały związane z polityką. Wszystkie posiadają wspólną cechę, są rubaszne, proste i pozbawione hipokryzji.

Dowcip polityczny o których się mówiło, że opowiadający go byli głównymi kopaczami kanału Wołga-Don:

    Na pierwszy rzut oka tekst nieciekawy ale proszę pionowo przysłonić litery tak aby pierwszy wyraz brzmiał: POLSKI......odcinając od litery "E MIASTO"

Dowcip uwidaczniający różnice etniczne a co za tym idzie językowe:

Przychodzi do piekarni mały chłopiec i mówi:
- dejcie mi 2 żymły i 1 bułka,
- synek, pierona adyć to jest to samo,
- nie jest to samo, żymły som dlo mie i Omy a bułka jes dlo ciotki a ona z Sosnowca.

Na salę poporodową zgłasza sie ojciec po odbiór dziecka. Na sali leży trojka niemowląt w tym jedno czarne.
Górnoslązak sie rozejrzał i porwał czarne niemowlę i uciekając mówi do siebie - pieronie, wiym, że czorny ale żech pewien że niy gorol !!!.


Warszawiak: Co wy macie na tym śląsku? Brud, syf, niebo zamiast niebieskie jest czarne. A Katowice w herbie mają jakieś młoty!
A Wy a tej Warszawie mocie jakoś syrenka, pół baby i pół ryby – ani zeżryć, ani wyd.......ć.

O górnikach.
Dwie sąsiadujące ze sobą, w jednym familoku, rodziny górnicze i dwóch górników którzy także razem i na jednej kopalni pracowali pod ziemią. Na kopalni straszny wypadek i w jednej z rodzin na wieczna szychtę odchodzi jeden z górników a drugiemu udaje się uciec. Spotykają się sąsiadki w tym wdowa po górniku:
..........ja Trudko, jo Wom tak współczuja, że Wasz Stary.....a dali wom choć jakie odszkodowanie ???
- ja, toć dali cos dali, kole 500.000.- zł.
- no to fajnie Traudko, ja fajnie....i nawet dużo.......a wiycie, mój dupa, uciekł !!.
Ostatni dowcip nie jest juz typowo śląski i może być adoptowany ale ponieważ jest dobry to go przytaczam:
Warszawiak, Ślązak i Kaszub pojechali na wczasy do Egiptu. Gdy płynęli łódką, wyłowili z wody gliniany dzban z dziwną pieczęcią. Po chwili złamali tę pieczęć i z dzbana wyleciał Dżinn.
- Uwolniliście mnie, spełnię wasze trzy życzenia. Po jednym na każdego.
Kaszub:
- Ja tak kocham Kaszuby... Niech zawsze woda w jeziorach będzie czysta, ryb będzie pod dostatkiem, a turyści niech będą porządni i bogaci.
Dżinn:
- Nudnawe życzenie, ale jak chcesz. Zrobione.
Warszawiak:
- Wybuduj dookoła Warszawy ogromny mur, żeby odgrodzić moje miasto od reszty tego zacofanego kraju i żeby żadni wsiowi mi tu nie przyjeżdżali.
Dżinn:
- OK. Zrobione. Teraz ty - Dżinn zwraca się do Ślązaka.
Slązak:
- Powiedz mi coś więcej o tym murze wokół Warszawy.
- No, otacza całe miasto, jest betonowy, wysoki na kilometr i szeroki na trzy kilometry u podstawy. Mysz się nie prześlizgnie.
Slązak:
- Dobra. Nalej wody do pełna.

Przeczytałem piękny tekst pisany po góralsku na Kneziowisku
i wątpię aby był on przetłumaczalny nawet na polski język literacki ale chętnie poczytałbym kawały, które także mogą być przypisane wyłącznie do jednego kręgu kulturowego, etnicznego, językowego itp.


video





10 komentarzy:

  1. oj uśmiałam się i trochę odreagowałam dzisiejszą politykę. Uwielbiam kawały , muszę sobie przypomnieć jakie to kresowe opowiadał mój Dziadziu. Mówił nie kawały tylko wice.
    Dzięki Piotzr za ten wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli mówimy o dowcipach regionalnych, to przypomniał mi się taki, raczej łączący różne regiony:

    - Skąd się wzięli Kaszubi?
    - To górale, którzy nie zdążyli na "Batorego"!

    To o czasach "wielkiej emigracji" górali do USA.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem, że z brodą, ale napiszę
    - jak powstał drut?
    - krakowiak z poznaniakiem wyrywali sobie złotówkę.
    Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Malinko - czekam !
    Leszku i Klarko - własnie o takie dowcipy chodzi gdyz nie tylko mgą byc przypisane do jednego, jedynego regionu ale także trzeba wiedzę z zupełnie innyhc dziedzin.
    Dziękuje i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako Wrocławianka, z korzeniami rodzinnymi w Wielkopolsce, niestety przy gwarze Śląskiej zawsze jestem za obcokrajowca i zwykle nic nie rozumiem.:-)))))
    Podsyłam GG dla Ślązaków.
    http://demotywatory.pl/4124498/Slaskie-GG
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ireno - masz coś wspólnego z moja córką. Ona też nie powie o sobie że jest Ślązaczką tylko Opolanką. Ciekawy jestem czy interesuje Cię Twoje pochodzenie jako Pyry ?.
      Do poszukiwania swoich korzeni, historii dorasta się latami i być może.............. wszystko przed Tobą.
      Przesłane gg jest własnie typowe dla robienia ze slązaków kompletnych debili. Chyba nie to było Twoim zamierzeniem.
      Rozumiem Twoje zdanie choć troszkę kuje pod boczkiem - pozdrawiam !.

      Usuń
    2. Mój rodowód jako "pyry" jest mi doskonale znany, a drzewo genealogiczne odtworzone do XVII wieku, choć to chłopi byli, a nie żadna szlachta. Jest to możliwe, bo rodzina osiadła raczej i z jednej parafii (jeden z pradziadków był tam organistą). W dodatku w owej parafii, mimo zawirowań historii, doskonale zachowały się wszystkie księgi metrykalne. Przez całe zaś dzieciństwo i wczesną młodość spędzałam tam każde lato. "Bez pole, przez czapki", też rozumiem.:-))))))))
      Nie zmienia to jednak faktu, ze urodziłam się i mocno ponad pół wieku przeżyłam we Wrocławiu (wszystkie szkoły i uczelnie, całe życie zawodowe), a nadal tam mieszkają moje dzieci i wnuki. Tyle, że dziś mąż mnie "po kostkach kopie". gdy mówię u "u nas we Wrocławiu".:-))))))))))
      Przepraszam za gg, mnie wydawało się jedynie żartobliwe (tak to jest, jak się języka tubylców nie zna).
      Pomyślności.

      Usuń
    3. Ikko - pyrko - napisz coś o tym. Mam duzy apetyt na czyjes opowiadania i zyciorysu. Nauczyłem się słuchać i czytac a to wcale nie jest łatwe.A może to przychodzi z wiekiem ???.

      Usuń
    4. Ikko droga! "bez pole, przez czapki" to typowy zwrot z kielecczyzny (w oryginale jest "bez płot, przez portek" :-)). Góry Świętokrzyskie to zakątek, do którego mam ogromny sentyment i tam właśnie pierwszy raz słyszałem w trakcie rozmowy to zdanie.

      A co do dowcipów to mam dowcip kaszubski, niestety po jego przeczytaniu stwierdziłem, że może być kompletnie niezrozumiały dla mieszkańców innych regionów Polski, dlatego poniżej załączyłem tłumaczenie. A z tłumaczeniami dowcipów jest tak, że „palą” cały urok żartu (za co z góry przepraszam).

      "Dwa kutre łapałe rebci na Malenci Muerza. Jedn mioł przebito burta i cegnół ueda. Chweceł zo radio i woło: - Arka pianc, arka pianc! Za malutczi chwilo odzewo sa ten dredżi: Arka trze, arka trze! Co je?
      Pirszy krzecze: -Arka pianc, Arka pianc, dresze jo tona!!!
      Chwilo cesze i ten dredżi uedpowioda: - Arka trze, dresze, jo Franc...
      Nerwuwoł sę tyn pierszi i woło: Arka pianc, Arka pianc, dresze jo mom ful luka ueda!!!
      Chwilo cesze aż dredżi wołó: Arka trze, Arka trze, dresze - płeń di mje. Jo mom ful luka sznaps...."

      Teraz po polsku:

      Dwa kutry łapały ryby na Zatoce Puckiej. Jeden miał dziurawą burtę i nabierał wody. Szyper chwycił więc za nadajnik radiowy i woła: - „Arka pięć, Arka pięć”! Za chwilę odzywa się szyper drugiego kutra: „Arka trzy, arka trzy! Co jest”?
      Pierwszy krzyczy: - „Arka pięć, druhu, ja tonę!!! (tu maleńka dygresja – w języku kaszubskim, zdrobnienie od Antoni brzmi „Tona”)
      Chwila ciszy i ten drugi odpowiada: - „Arka trzy, druhu, ja Franek...”
      Zdenerwował się ten pierwszy i woła: „Arka pięć, Arka pięć, druhu ja mam pełną ładownię wody!!! (tu znowu dygresja wody może też oznaczać „wódy”)
      Chwila ciszy aż drugi woła: „Arka trzy, Arka trzy, druhu - płyń do mnie. Ja mam pełną ładownię sznapsa....

      Pozdrawiam z Pomorza

      Krzysztof z Gdańska

      Usuń
    5. To była by saga rodzinna,co najmniej kilka grubych tomów licząca. Rodzina była bowiem liczna w każdym kolejnym pokoleniu. W dodatku wyjątkowo zdrowi i długowieczni byli jej prawie wszyscy członkowie. Jestem chyba jedyną jedynaczką. Dosyć trudne też było by oddzielenie ziarna od plew. Już bowiem jako dziecko przekonałam się, że pamięć ludka jest dość skomplikowana i niekoniecznie prawda zapamiętana przez jednego członka rodziny, jest tożsama z tą zapamiętaną przez innego.:-)))))
      W latach sześćdziesiątych jedna z sióstr babci Wiktorii spisała genealogiczną kronikę rodzinną. jest to jednak dzieło oparte wyłącznie na dokumentach i suchych faktach. Osobiście wolę te wszystkie bardziej prywatne opowieści. Także te związane z tradycją regionalna, zwyczajami i obyczajami. Również legendy oraz opowiastki o "błędnych ogniach", strzygach i topielicach...
      Teraz jadę kolejne 10 dni spędzić z najmłodszymi wnukami. To jeż jednak nie "pyrlandia", lecz Dolny Śląsk (Wrocław i Karkonosze).
      Pomyślności.

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>