piątek, 24 maja 2013

Okiem emeryta (46)








Odcinek 46 - czyli cesarzowi co cesarskie.


    Jestem człowiekiem starającym się szanować przekonania innych ludzi. Przekonanie wszelakie – polityczne, gospodarcze, światopoglądowe oraz dotyczące tożsamości seksualnej. Szanowanie poglądów nie polega jednak na pokornym godzeniu się z głupotą, zachłannością czy parciem do władzy za wszelką cenę.


    Tak więc jeżeli wypowiadam się ostro w stosunku do wyznawców smoleńskiej religii czy wobec działania Episkopatu – to nie ma nic wspólnego ze zwalczaniem religii. Wręcz przeciwnie uważam, że sekta smoleńska, toruńska i administracja kościelna są największymi wrogami religii katolickiej. Jak kiedyś powiedział śp. ks. Józef Tischner - "Nie spotkałem człowieka, który straciłby wiarę przez komunizm, ale spotkałem takich, którzy ją stracili przez proboszcza".



    Tym razem chodzi mi o religię w szkołach. A mówiąc dokładnie – żądania Episkopatu wprowadzenia możliwości zdawania na maturze również religii. Jestem zwolennikiem rozdziału państwa od kościoła i odwrotnie. Mimo to akceptuję nauczanie religii w szkołach podstawowych. Akceptacja ta ma podłoże czysto racjonalne. Ponieważ obowiązek szkoły nie kończy się na iluś tam godzinach lekcyjnych, lecz obejmuje również przerwy i zajęcia poza lekcyjne – właśnie w ramach ty zajęć, jeżeli rodzice sobie życzą, kościół może prowadzić katechezę. Małe dzieci (szkoła podstawowa) w ten sposób przez dłuższy czas będą pod opieką – co dla dwojga pracujących rodziców jest bardzo ważne. Ponadto łatwiej dziecku zorganizować czas po szkole – relaks, rekreacja, odrabianie zadań domowych – gdy nie ma w perspektywie popołudnia obowiązku przeznaczenia wolnego czasu na katechezę w kościele.

    Jednak jak napisałem wyżej – nauka religii w szkole może odbywać się w ramach zajęć pozalekcyjnych. Oceny i świadectwa, może kościół wydawać wg własnych potrzeb. Natomiast młodzież gimnazjalna i licealiści to już nie małe dzieci. Nauka w szkołach ponad podstawowych też ma większą wagę. Jest to początek dokonywania wyborów dalszej drogi życiowej. Młodzież powinna skupiać się w szkole na wiedzy, którą będzie pożytkowała w życiu dorosłym. Nikt z nich przecież zapytany o to kim – katolikiem! To jest bowiem deklaracja światopoglądowa, a nie praktyczna, zawodowa. No chyba, że przyjmiemy, że ksiądz to normalny zawód, a nie powołanie uświęcone Duchem Świętym.

    Co na to episkopat?
- „Maturzyści mogą zdawać WOS, chemię, geografię, biologię” - wylicza biskup Marek Mendyk, przewodniczący komisji Episkopatu ds. wychowania katolickiego. I pyta, dlaczego w takim razie nie mogą wybrać jako przedmiot dodatkowy religii.
- "Taki egzamin stanowiłby realizację zasady równoprawnego z innymi przedmiotami traktowania nauki religii" - pisze w oświadczeniu Episkopat.



    W tym miejscu muszę podjąć polemikę z Episkopatem. Ze wszystkich przedmiotów nauczanych od 1 klasy do matury – tylko matematyka jest niezmienna. W jej wyższych regionach już tak nie jest. Ale wszystkie pozostałe przedmioty, w tym nawet historia, która zajmuje się tym co już był, podlegają ciągłej weryfikacji. Weryfikacji dokonywanych przez ludzi w wyniku badań, postępu naukowego i rozwoju narzędzi do badań.

    Czy Episkopat w ramach „równoprawnego traktowania” jest gotowy na poddanie przedmiotu „Religia” podobnym weryfikacjom?

    Oczywiści to pytanie retoryczne. Religia przecież nie jest nauką – jest wiarą. A więc domaganie się równoprawnego traktowania jest nieporozumieniem. Również nie można tego traktować poważnie jako argumentu na rzecz wstawienia oceny z religii na świadectwie maturalnym.

    Chciałbym, by ktoś z Episkopatu odpowiedział mi na proste pytanie – czy ocenę bardzo dobrą z religii na świadectwie maturalnym może otrzymać osoba nie ochrzczona, co pociąga za sobą brak kolejnych sakramentów ważnych dla ludzi wierzących? A jeżeli na dodatek, osoba ta nie przejawia zainteresowania przyjęciem tych sakramentów, ale śpiewająco odpowie na każde pytanie katechety? No może poza jednym – dotyczącym wiary w Boga katolików.

    Byłbym bardzo, ale to bardzo zaskoczony odpowiedzią pozytywną.

    Więc drodzy kapłani, biskupi – mam dla was zadanie domowe. „Oddajcie Bogu, co boskie a Cesarzowi co cesarskie” – kto to powiedział i jak należy rozumieć te słowa?








A teraz, kto się będzie śmiał, ten dostanie w r...!


Publikuję również w wydawnictwie "Virtu@l Herald".
Zapraszam do odwiedzin. Wystarczy kliknąć ikonkę.


5 komentarzy:

  1. "Taki egzamin stanowiłby realizację zasady równoprawnego z innymi przedmiotami traktowania nauki religii" - to zdanie mnie zastanowiło. Głośno mówi sie o rozdziale kościoła od państwa a w tym wypadku w sprawy należące do państwa czyli wykształcenie wtłoczyć jako przedmiot religie. Nie ma nic przeciwko nauce czegokolwiek w szkołach prywatnych, katolickich i innych niepublicznych ale na podstawie rozdziału kościoła od państwa religia w szkole państwowej nie powinna byc przedmiotem nauczania.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Leszkiem :)
    Tylko tak przy okazji - na początku katecheci nie byli opłacani przez państwo, dopiero później ktoś zaskarżył przepis do TK i okazało się, że wykonują pracę, więc muszą dostawać za to wynagrodzenie. Gdyby nie to niskie ciśnienie i padający deszcz - może przypomniałabym sobie nawet, za jakich rządów to było?
    Inna sprawa, że hierarchom Kościoła raczej nie powinno zależeć na traktowaniu religii tak jak innych przedmiotów. Przede wszystkim - jest coś takiego jak podstawa programowa zatwierdzana przez MEN, a więc przez państwo. Dotyczy to wszystkich przedmiotów - z wyjątkiem religii. Jak więc państwo może organizować egzamin państwowy czyli maturę - nie mając najmniejszego wpływu na to co i jak egzaminuje? No chyba, że biskupi chcą oddać przygotowanie programu nauczania oraz decyzje odnośnie kompetencji katechetów pod całkowitą egidę państwa?

    OdpowiedzUsuń
  3. Klik dobry:)
    Religia do salek katechetycznych przy kościołach! I tyle zawsze miałam do powiedzenia w tym temacie. A co szkodzi, żeby zorganizować w kościele maturę z religii i wydać specjalny dyplom dojrzałości religijnej. Dlaczego chcą się wyręczać świeckim państwem w organizacji matury?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Artykuł 12

    1. Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę tolerancji, Państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.

    2. Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.

    3. Nauczyciele religii muszą posiadać upoważnienie (missio canonica) od biskupa diecezjalnego. Cofnięcie tego upoważnienia oznacza utratę prawa do nauczania religii. Kryteria wykształcenia pedagogicznego oraz forma i tryb uzupełniania tego wykształcenia będą przedmiotem uzgodnień kompetentnych władz państwowych z Konferencją Episkopatu Polski.

    4. W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym.

    5. Kościół Katolicki korzysta ze swobody prowadzenia katechezy dla dorosłych, łącznie z duszpasterstwem akademickim."

    TYLKO tyle, a zarazem AŻ tyle, stanowi Konkordat. Zwracam uwagę, na fragment (ust. 1.) "w ramach planu zajęć szkolnych". Plan zajęć (tam także właśnie zajęcia pozalekcyjne) bowiem, to nie to samo co plan lekcji!
    Tymczasem tylko użycie tego samego określenia w aktualnym rozporządzeniu minister Szumilas, wywołało w ubiegłym roku wielomiesięczna awanturę różnych kościelnych i prawicowych mediów, o rzekomym atakowaniu religii, łamaniu prawa, i.t.p. znane bzdety. Nawet panią minister chciano odwołać. Nadal są takie żądania, pod różnymi pretekstami, a chodzi tylko o to, że nie jest, całkowicie i bez zastrzeżeń, uległa (jak większość poprzedników) hierarchom kościelnym i pomniejszym funkcjonariuszom krk.
    Jak do władzy dojdą kolejne sługusy "jedynie słusznego kościoła, matki naszej", to matura z religii też będzie, macie drodzy wyborcy to zagwarantowane.:-))))))))))))
    Pomyślności.
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikko - właśnie, aż tyle!
      Ale jak mówi porzekadło: daj im palec, a zechcą całą rękę!
      Do tej pory zawsze im się udawało wyrwać to co chcieli. Teraz ktoś ośmiela się respektować granice umowy - więc krzyk! walczą z kościołem, z religią!
      Nawet gdyby to była walka z kościołem, to tylko z kościołem. nigdzie przecież nie ma śladów walki z religią. Utożsamianie religii z kościołem hierarchicznym jest wielkim nadużyciem. Przecież wiele "ataków" (np. Luter, Kalwin) na hierarchię kościelną odbywało się właśnie w obronie religii. W obronie jej czystości i istoty. Sami hierarchowie dzisiaj z trudem, ale zawsze, przyznają, że były błędy, wypaczenia czy nawet zaprzeczenia idei religijnej.
      Może więc i za jakieś dwieście lat kolejny papież przyzna, że próby wkomponowania kościoła w struktury państwowe, było kolejnym błędem, jak inkwizycja.

      Usuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>