czwartek, 2 maja 2013

Niebezpieczne sporty - boks

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


Miałem kolegę, nazywał się Zygmun /to nie błąd – ostatnią literą jego nazwiska była litera „n”/. Dziś już nie pamiętam jego imienia bo wszyscy mówili do niego Zygmunt lub Zyga. Przystojniacha była z niego i posiadał umiejętność, której mu szczerze zazdrościłem. Umiał zwinąć w trąbkę język i strzelić śliną cienką, długą strugą na co najmniej 5 m. Trenowałem ale nic nie wychodziło. Poza tym był to facet ślamazarny, którego Palikot nazwałby doopa wołowa co zupełnie kolidowało z tym, że trenował boks już prawie w grupie seniorów. Ja miałem wtedy ok. 16 lat i było po całkowitym rozbratem z tenisem ziemnym.
Nie pamiętam jak to się stało, że w roku 1960 /lub 1961 ?!/ namówił nie tylko mnie abyśmy rozpoczęli treningi. Było trochę daleko ok. 4 km. w hali sportowej kopalni Kleofas w Katowicach-Załężu. Treningi odbywały sie bardzo późno bo po godz. 21.oo i dlatego powrót odbywał się ok. 23.oo co mi się bardzo spodobało bo zaczepiali nas milicjanci ale skoro się okazywało, że to idzie młodość i przyszłość narodu to mogliśmy sie nawet trochę głośno zachowywać.
Ponoć nie źle mi szło i nawet podejrzewałem siebie o niespodziewane talenta w tej dyscyplinie sportu.
Starujesz w mistrzostwach juniorów Górnego Śląska /Okręgu Śląskiego, Katowickiego ?/ !!!!
Mina mi zrzedła – jak to, po 3 miesiącach treningu ?. Fakt ,że zbierałem pochwały ale wiedziam że chodziło o to aby utrzymać sekcję juniorów.
Trener zadecydował, trudno. Bałem się o siebie, że zdezerteruję z ringu. Okazało się, że moja waga jest bardzo "licznie" obsadzona w ilości 5 zawodników w ówczesnej wadze lekkopółśredniej czyli do 67,5 kg. Aby dojść do finału wystarczyło wygrać jedną lub dwie walki a do medalu wystarczyło jedno zwycięstwo.
Niech sie dzieje wola nieba...........
Miałem pecha i do finału muszę rozegrać aż 2 walki.
Pierwsza walka – wychodzę na ring a naprzeciw jeszcze bardziej wystraszony cudak, oczki jak dzisiejsze 5 zł, kopara w dole, wzrok ku niebu. Jedziemy – słyszę, lewa wyżej, prosty prawy, nogiiiiiiiii......... . Jakoś poszło – 3:0. Jestem w niebie !!!!. Mój talent znajduje swoje naturalne ujście. Półfinał – stoi naprzeciw jakaś inna wystraszona pierdoła i jeszcze nie wie z kim ma do czynienia...., I runda rozgrzewka, druga – prawy sierpowy na podbródek i klient leży - I am a champion !!
FINAŁ: Wychodzi mały karakan na krzywych nogach i uszami które dziś uznano by za klimatyzację. I runda bez historii, daliśmy sobie po parę razy w nocha, ja nawet go  w wątróbkę....– II runda - kombinuję jak go ograć i od czego zacząć kiedy ......zgasło światło. Gdy się zapaliło nie chciano mnie wpuścić na ring twierdząc, że walka się skończyła – kiedy, jak !!??. Podejrzane było że kurdupel na kaczych nogach stał w swoim narożniku juz bez rękawic i ubrany w szlafrok. Zaczynałem mieć niejasne podejrzenia, że......co, mnie ?? - walić po pysku, do nieprzytomności a ja się pytam ZA CO ???.
Do doopy z takim sportem !!.
...............moim przeciwnikiem w finale był Ryszard Petek, który w roku 1967 w Rzymie zdobył złoto na Mistrzostwach Europy oraz brąz na mistrzostwach Europy w 1969 roku w Budapeszcie.

ps.
Pisałem już, że po latach bardzo trudno jest wiernie odtworzyć nawet swoją przeszłość jeżeli gdzieś faktów, dat nie zapisze ku własnej pamięci. Z drugiej strony, wtedy nie miało się tej świadomości że kiedyś to może być do czegokolwiek potrzebne.
Opowiastka jest oparta na faktach i mojej najlepszej pamięci w tej mierze. Przekopałem możliwe do zdobycia wiadomości w internecie i wychodzi na to że jestem blagierem. Nie ma śladu aby Ryszard Petek był kiedykolwiek na Śląsku a tym bardziej walczył o mistrzostwo nawet w kategorii juniorów. Był zawodnikiem Zawiszy Bydgosz jako senior a o juniorze ani słowa. Wychowywał się w woj. Lubelskim. Cuda w sporcie były /i są/ np. przyjmowano kogoś do pracy lub meldowano na pobyt stały aby mógł startować w zawodach branżowych terenowych, zapisywano do szkoły aby startować w zawodach akademickich itp. Czemu by to miało służyć Petkowi, zawody podłej rangi a zawodnicy z łapanki.......


video



1 komentarz:

  1. Obudziłeś Piotrze wspomnienia. W wieku podstawowym (czyli do 14 roku życia) też próbowałem jak smakuje boks. Nie mogło być inaczej - wyobraźnię pobudzał Zbigniew Pietrzykowski i jego słynni rywale: Laszlo Papp i Cassius Clay (później - Muhammad Ali).
    Znaleźliśmy gdzieś stare rękawice bokserskie, wypychane wówczas końskim włosie. Z zewnątrz jeszcze jakoś wyglądały. Wewnątrz jednak płótno było już mocno nadwyrężone i gdyby nie to, że przez wiele lat tłuczenia, włosie owo zbiło się i nie wyłaziło na zewnątrz.
    Otóż przy pomocy tych rękawic rozgrywaliśmy turnieje bokserskie na klatce schodowej. Przyznać muszę, że "technicznie" byłem niezły. Moje "lewe proste" często ratowały mnie przed "organoleptycznym poznaniem" piękna tego sportu. Jednak parę może chaotycznych, ale zadanych w furii ciosów mnie dosięgło. Kropkę nad "i", czyli rezygnację z turniejów postawili rodzice, po tym jak młodszy ode mnie kolega z klatki, sam walnął głową w moją wysuniętą w geście rozpaczliwej obrony lewicę. Walnął tak skutecznie, że musieliśmy zanieść go do domu.
    Nie rozpaczaliśmy za bardzo tym bardziej, że w trakcie turniejów, rękawice coraz bardziej się rozłaziły. I tak by nie wytrzymały do finału.

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>