wtorek, 9 kwietnia 2013

Rasista z Keukenhof

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


W czasie każdej wizyty w Holandii staram sie odwiedzić jakieś nowe, ciekawe miejsce. Wykazałem zdecydowany brak zrozumienia na propozycję odwiedzin największego ogrodu świata Keukenhof ...........w końcu marca ?.
Po przyjeździe pełne zaskoczenie; parking tylko 6 EURO ale wstęp ?, dorośli po 15 EURO a wnuczka „tylko” 12 – drogi interes.
Ku mojemu zaskoczeniu frekwencja olbrzymia. Kolejki przy kasach, towarzystwo międzynarodowe ze znaczną przewagą ludzi o skośnych oczach. Po wejściu dość marnie, z ziemi ledwo kiełkują tulipany, wczesne odmiany próbują rozwinąć kwiaty. Gra olbrzymia kataryna /zdj. Nr 2./ Idziemy do pawilonów na terenie wystawowym i wchodzimy jak do raju. Tulipany, lilie i inne szlachetne odmiany kwiatów a między nimi.......skośnookie piękności którym robione są zdjęcia i które robią zdjęcia wszystkim i wszystkiemu, trudno przejść bo nie chcemy wchodzić miedzy kamerę a obiekt – są wyrozumiali i kierują do nas swój kretyński, przyklejony do twarzy uśmiech szczekając cos przy tym kiwając głową jak nakręcona lalka.
Idziemy na kawę. Staję przy stanowisku z jedną osobą bo przy pozostałych jest więcej osób. Stoi przede mną skośnoki Taj, Chińczyk, Japończyk czy Wietnamczyk – cholera wie. Coś zamawia i co chwile ktoś podchodzi z boku i żółtek dalej zamawia. Przechodzę do innej kolejki i w minutę wracam z kawą a tamten jeszcze stoi a zanim kilka osób.
Pawilon królowej Beatrix. Feria barw, zapachów i rodzajów. Przynajmniej w środku klimat tropikalny bo na zewnątrz – dworzec w Kielcach. Co chwilę natykam się na obiektyw żółtka którzy robią zdjęcia..mam dość czekania i bezczelnie przełażę przed obiektywem bo i oni nie liczą się z nikim. Po wyjściu zwiedzamy mini ZOO /zdj. Nr 1./ w którym dochodzi do incydentu. Skośnoocy kręcą filmy i robiąc zdjęcia blokując drogę do kojca małej przerażonej śwince, interweniuje obsługa.............. . Ostatnim punktem jest labirynt w którym z wnuczką się doskonale bawimy i robimy ad hock konkurs najszybszego przebycia labiryntu /zdj. Nr 3./. Oczywiście żółtki w labiryncie przedzierali się na przełaj przez krzaki ze swoimi aparatami i kretyńskimi uśmiechami na twarzy.

Kończymy wizytę w Keukenhof. Nawet już samo wyjście jest zablokowane przez zadowolonych z siebie i rajdających azjatyckich głupków których nie wiadomo czy ominąć czy przeskoczyć. Obok stoi murzyn z rodziną i tak jak mnie tak i jemu brwi pojechały do góry.
Wracamy trochę przewiani wiatrem i ja czujący jak we mnie rośnie poziom rasizmu i nawet następnego dnia na zakupach patrzę spode łba na przedstawicieli pewnej rasy. W sumie niebiałych było ok. 70 % w tym skośnookoich 50 % wszystkich, hałaśliwi, bezczelni, głupi i nie liczący się z nikim. Kierunki zwiedzania, wejście, wyjście to nie dla nich. Obleźli Keukenhof jak robactwo................. Ludzie o ciemniejszej i ciemnej karnacji robili bardzo sympatyczne wrażenie co i dla mnie było zaskoczeniem.
Może już się robię rasistą wobec żółtej rasy ?.


/na tym zakończyłem temat holenderski - Holandia - srolandia - Smoleńsk - ku..a !!!/




14 komentarzy:

  1. Ha - w Holandii jakby nie bylo wszystkiego mozesz doswiadczyc - nawet dzikich uczuc rasistowskich.To na pewno byli Chinczycy.Azjaci innych nacji tez kameruja i fotografuja ale sa bardziej empatyczni.Cholerka - sie mi nie zdazylo jeszcze jednak gdziekolwiek bylam az takich doznan miec.ALe slyszalam od znajomch,ze chinskie wycieczki to prawdziwa plaga....

    OdpowiedzUsuń
  2. Pospieszyłam się z promocją, szkoda, że nie mogę jej cofnąć. Piotrze! "Żółtek", "skośnooki" to absolutnie pełen rasizm, pogarda i poczucie wyższości, bo Ty jesteś z "lepszej" rasy. Niby dlaczego? Czy dlatego, że ich kultura jest inna? Tacy są, spontaniczni i INNI od nas. Ich kultura to tysiące lat. Czy to oznacza, że są gorsi? Poczułam niesmak, przykro mi :-(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam ale to oni sprowadzili mnie do parteru i dali mi znać że jestem tylko zasranym białasem który naprzeciw nich nic nie znaczy. To oni wobec mnie czuli sie lepsi i mieli poczucie wyższości. Rozrózniam spontaniczność od normalnego chamstwa.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. ............. i jeszcze jedno. Na szacunek u mnie trzeba sobie zasłużyć !!!.
      Tam w Keukenhof poczułem przypływ sympatii do murzynów, którzy zachowywali się jak normalni ludzie i byli tak samo wkurzeni jak ja.
      Pozdro

      Usuń
  3. Hahaha, rozumiem Cię! Mojego ukochanego, cudownego, wspaniałego, wymarzonego Pentaxa, w Luwrze wytracił z ręki mojej córce też jakiś "żółtek". Aparat uderzył o posadzkę i to by było na tyle opowieści o moim Pentaxie. Żółtek sobie poszedł córka z tym złomem w rękach została. Potem dziecko przez następne trzy dni nie miało żadnej przyjemności z wycieczki, bo wszak wiedziało, że ukochany aparat tatusia jest w drzazgach. A "żółtek" sobie poszedł w... "żółtą dal", razem ze swoją nadruchliwością, nadpobudliwością, niezdarnością i skośnymi oczami, mając wszystko w dupie. Nie lubię tego skośnookiego pokraki i wcale się nie czuje rasistą! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Klik dobry:)

    Och turyści...

    Nie ma to, jak Japończyk. Nie bez przyczyny urodziły się powiedzenia: "upierdliwy, jak japoński turysta" oraz "teściowa jest upierdliwa jak japoński turysta".
    Chociaż... w zasadzie... domagają się jedynie profesjonalizmu, szacunku i punktualności od osób obsługujących wycieczkę. No i... znajomości języka japońskiego.

    Przedstawiciel pewnego biura podróży w Lublinie mówił, że unikają organizowania wycieczek dla Żydów, ponieważ po wycieczce autokar jest do wymiany.

    W ośrodkach wczasowych, jak dla mnie, najbardziej dokuczliwi są Anglicy i Niemcy.

    Z turystycznym pozdrowieniem.


    OdpowiedzUsuń
  5. eeeeeeeeej - może nie rasista a zwyczajnie wkurzony na te ich zwyczaje. Ja kocham dzieci od zawsze ale przyznam jak w parku zdrojowym wielka wycieczka się rozpierzchnie, dzieciaki robią co chcą a głównie demolują i depczą kwietniki, panie wychowawczynie nie reagują, nawet na picie brudnej wody z fontanny, do której wieczorkiem sikał jakiś pijaczek, to też mam ochotę trochę się powściekać na zwyczaje akurat tych dzieciątek i nic to nie ma wspólnego z miłością do dzieci - jak robia żle to nie ma co milczeć. Chociaż - w tym przypadku milczę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam takich doświadczeń. Nie mam żadnych doświadczeń związanych z zagranicznymi wojażami.
    Jednak odważę się napisać kilka słów.

    Od dziecka brałem udział w wycieczkach szkolnych. Potem jakieś wczasy, wyjazdy szkoleniowe itp.
    Wszystkie te przypadki miały jeden wspólny mianownik - ludzie w takich sytuacjach rzadko pozostają sobą. Robią rzeczy, które na co dzień nawet do głowy im nie przychodzą.

    Tak więc obserwacje jakiejś nacji poczynione na "bazie wycieczki" nie mogą prowadzić do oceny całej nacji. Z takich "obserwacji" biorą się właśnie stereotypy. Potem do tych stereotypów dodać wystarczy również "stereotypowe" określenia - żółtek, czarnuch, białas, komuch i co tam jeszcze do głowy przyjdzie - i już mamy ziarno, z którego może wykiełkować rasizm. Może - ale nie musi.

    Jeżeli naszą uzasadnioną frustracją obarczymy winnych temu "turystów", jako przedstawicieli osobnego gatunku "homo peregrinus" z uwzględnieniem niuansów wynikających z różnic rasowych, to nic się nie stało.

    Jeżeli jednak obserwacje "homo peregrinusa" rozciągniemy na całą rasę to tworzymy właśnie stereotyp, z którego potem ...........

    I w pewnym momencie, nie zauważonym nawet stajemy się rasistami.

    Dla jasności - sądzę, że nikomu, autorowi i komentatorom to nie grozi. Ale nigdy nie wiadomo kto nas może czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieknie to skonstatowales Leszku. Dodalabym moze tylko, ze wcale nie trzeba byc homo peregrinusem, by uksztaltowac sobie pewne streotypy, ktore dla mnie w wiekszosci juz stereotypami nie sa, bo przeszly w usus na czasie.
      "...I w pewnym momencie, nie zauważonym nawet stajemy się rasistami..." Czy nam to naprawde nie grozi?? A co z tylulem notki? Jakby tracil obietnica. I w tym miejscu klaniam sie w kierunku cheronei.

      Usuń
    2. Dla jasności - sądzę, że mój rasizm jest wynikiem chwili i zdarzenia. "Przeklęci Polacy" usłyszelismy w Berlinie na Aleksanderplatz ok. roku 1975 i podejrzewam, że zachowywalismy się nie mniej głupio niż opisywane przezemnie żółtki w Keukenhof.
      Mam prawo do swoich odczuc i emocji i prosze nie wymagac odemnie poprawności politycznej, obyczajowej i zawsze dobrego wychowania. Jak mnie na cos szlak trafii a będe mial ochotę pisać to przeleję to na papier - trudno, dla higieny myslowej trzeba miec nie tylko przyjaciół ale i wrogów.
      Pozdrawiam także jednych i drugich !!

      Usuń
    3. Piotrze, że Cie szlag trafił to widać, ale też widać i dystans do siebie - taki z Ciebie rasista jak i ze mnie.
      A że robiłem już za komucha, peowca, palikotowca, mochera, katola i nie wiem za kogo jeszcze, to przeżyję i rasistę - Leszku, od jakiegoś czasu przestałem się tłumaczyć - a że ktoś na podstawie ironicznej lub stonowanej wypowiedzi wysnuwa sobie głupawe wnioski, to już jego osobliwie osobisty problem. Niech się nauczy czytać ze zrozumieniem. Gdy napiszę głupotę albo niezrozumiale, to staram się wyjaśnić lub wytłumaczyć, jak trzeba przepraszam.

      Usuń
    4. A ktoz Ci wrogiem, Piotrze? :) No coz, czasami tytuly notek sa prowokacyjne, wiec nalezy sie liczyc z kontrowersjami.
      Nic tak nie ozywia bloga, jak roznorodne zdania na jakies poglady. Jezeli sobie tego nie zyczysz, to albo dodasz w tytule Refleksjii "Osobnicy przeciwnego zdania niz moje, niemile widziani" albo zasugerujesz, ze najchetniej przyjmujesz piewcze komentarze na zasadzie "Kto nie ze mna, ten przeciw mnie!" Nikt ci wtedy nie bedzie "brudzil" bloga. Dobrze dla higieny myslowej - zle dla ekspansji. Ryzykujesz wtedy jednak redukcje ( a szkody by bylo! ) bloga do przemilych kont na NK, gdzie pod kazdym wpisem i fotka same opuletne zachwyty, achy i ochy. Nawet gdyby na fotce widac bylo gebe z olbrzymim pryszczem.

      Usuń
    5. Jolciu - gdybym na blogu nie miał innych którzy sa innego zdania to cała pisanina traci sens. Wolę miec wrogów, przeciwników, inaczej myslących niz byc zagłaskanym na smierć.
      Czasami piszę nie tylko jak mnie szlak trafi ale także jak mi sie coć bardzo spodoba. Na pewno nie jestem hipokrytą ale byc może w bezposredniej rozmowie swoje poglądy mógłbym tonować, lub nie podejmowac dyskusji ale papier/blog wszystko przyjmie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. to ja dzisiaj o Cyganie napisałam ;-)
    a co
    Piotrze, wspominam czasy kiedy moja rodzina, zanim zawędrowała na Dolny Śląsk, mieszkała sobie na tym Górnym. Podobne wspomnienia ma pewnie Twoja Małżonka, którą ode mnie pozdrów :-)

    OdpowiedzUsuń


Kod do zamieszczania linków - wystarczy skopiować do komentarza, w miejsce XXX wstawić link, który chce się zaprezentować a w miejsce KLIK można wpisać jakiś tytuł, czy objaśnienie lub zostawić bez zmian

<a href="XXX" rel="nofollow">KLIK</a>