środa, 30 stycznia 2013

Uprzejmie donoszę !! /35/

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



Uprzejmie donoszę, że nie jestem zbytnio zbulwersowany pobranymi przez prezydia sejmu i senatu nagród. Gdybym się miał przejmować to raczej innymi bonusami które w skrócie hasłowo przypomnę a jakoś dziwnie sie rozmyły.
Pamiętacie Piotr Kownacki i Orlen, Wielki budowniczy Stadionu Narodowego, i inni tzw. doradcy w kancelariach premiera i prezydenta. Ktoś ciekawy może zajrzeć ile premii biorą prezesi banków polskich, a może zainteresować się ile dywidendy koszą w KGHM /chcesz poczytać ? KGHM czyli miec miedź !!
a chcesz wiedzieć ile zarabiają ? Lepiej nie czytać !!
Ile kasy rwą złodziejscy komornicy wiesz ?.

Podobno Pan Kwaśniewski rwie od Kulczyka ok. 200.000 $ rocznie a zwolniony prezes Giełdy Papierów Wartościowych otrzymał odprawę 3-miesięczną tzn. 60.000 x 3 oraz przez rok normalną pensje czyli 60.000 x12 m-cy.
Przy nich członkowie prezydiów sejmu i senatu to szczeniaczki a głośno zrobiło się dlatego że TVN24 nie miał aktualnie na podorędziu lepszego tematu. Podejrzewam, że z chwilą ukazania się notki będzie juz cisza i TVN24 będzie nas epatowała inną bardzo ważną sprawą.
..........a może już sytuacja dojrzała do wprowadzenia
specjalnej stawki podatkowej ??.

ps. Pani Marszałek zwinęła tyle ile ja mam emerytury przez 2 lata.

Uprzejmie donoszę, że przy okazji premii wyszła kompletna indolencja umysłowa wice marszałek sejmu z Ruchu Palikota. Z rozbrajającą szczerością wyznała, że gdyby premii nie wzięła to pieniądze by wróciły i PRZEPADŁY w budżecie.
Przy okazji są projekty aby na przyszłą vicemarszałek zaproponować Annę Grodzką, która jest znana z tego że zmieniła płeć. Czy to są wystarczające kwalifikacje ?.
Tak ogólnie cały Ruch Palikota przypomina mi objazdową trupę cyrkową czyli dla każdego coś miłego. Jest mocarz, jest clown, jest baba z wąsem, jest żongler i właściwie brakuje tylko braci syjamskich. Czasami mała wtopa na arenie bo w trakcie woltyżerki koń napaskudzi. Dla mniej wyrobionej publiki to jest coś – dla mnie zero !.





Uprzejmie donoszę, że w ostatnich kilkudziesięciu godzinach nazwisko Gowin jest odmieniane we wszystkich przypadkach i w niezliczonej ilości przez najbardziej szkodliwą dla kraju telewizję czyli TVN24. Od ich woli zależy czy dana sprawa zrobi się głośna czy nie a za nią jak barany wchodzą w temat inne stacje telewizyjne. Panie Dyrektorze Miecugow – to już nie jak pan powiedział „tabloizacja TVN”, to przejście na pozycje gadzinówki telewizyjnej.
Sam nie jestem zadowolony z powstałej sytuacji ale chyba nikt nie przewidział konsekwencji głosowania wg własnego sumienia. Brak dyscypliny dotyczy głosowania a nie gadania z trybuny sejmowej. Zrozumiałbym min. Gowina gdyby chodziło o projekt uchwalanej ustawy a nie jedynie o jej skierowanie do dalszych prac.

Uprzejmie donoszę, że z pewnością w swojej większości obejrzeliśmy film dokumentalny kanału National Geografic o Katastrofie Smoleńskiej. Film nie wniósł niczego o czym nie wiedzieliśmy ale zwolennicy spiskowej teorii dziejów juz przed wyświetleniem wiedzieli, że /wg „Niezaleznej.pl”/
/.../ „Film „Śmierć prezydenta” wywołał oburzenie Polaków na całym świecie. Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej mogą w stosunku do producenta filmu podjąć kroki prawne. Do tego zachęca ich w każdym razie mieszkająca w Kanadzie prawniczka polskiego pochodzenia Lidia Sokołowska-Cybart, która usiłowała zapobiec emisji filmu w obecnym kształcie, poprzedzając nastepujaca opinią: Amerykańskie Towarzystwo Geograficzne, będące właścicielem telewizji National Geographic, która 27 stycznia 2013 r. wyemitowała film „Śmierć prezydenta” ściśle współpracuje z Rosyjskim Towarzystwem Geograficznym. Od 2009 r. prezesem rosyjskiego Towarzystwa jest bliski współpracownik Władimira Putina i minister obrony Rosji Siergiej Szojgu”.
Informuję uprzejmie, że amerykański NG współpracował także z polskim National Geografic, które interesy w Polsce prowadzi Agora SA a więc.............tak-tak i znów wychodzi Donald Tusk i wszystko jasne.


Uprzejmie donoszę, że nie potrafię zrozumieć, zgłębić, rozpłukać następującego tematu pt. Wszystkie kobiety PIS-u /i te byłe i te obecne/.
W każdym klubie poselskim można spotkać posłanki mniej lub bardziej sympatyczne, mniej lub bardziej wygadane, mądre czy przebiegłe ale średnia posłanek PIS jest dość charakterystyczna.
Czasami mam wrażenie że partii Jarosława Kaczyńskiego /zawsze dziewica/ trwa konkurs na najbardziej chamską posłankę. Kiedyś prowadziła Marzena Wróbel, której próbowała dorównać Beata Kempa co jej się doskonale udało. Była min spraw zagranicznych Fotyga to osbny w sobie temat. Co bardziej światłe posłanki sie wykruszyły śp. Gęsicka czy Kluzik-Rostkowska. Po wywaleniu niektórych pań na czoło wysunęła się niewatpliwie posłanka Pawłowska i wtórująca jej posłanka Paluch, która ma bogate życie wewnętrzne ze względu na owsiki.
Ostatnie wybryki posłanki Pawłowicz /nie nazywajcie jej profesorem bo nim nie jest !!/ wpedziły w zakłopotanie nawet sam PIS.
Bezpłatnie podsuwam rozwiązanie !!– macie w swoich szeregach agenta Tomka biegłego w sprawach damsko męskich i co jak wykazał jest bardzo skuteczny. Wydać polecenie partyjne i niech zajmie się poseł Pawłowicz. Trudno niech popracuje dla partii a i może język pani Krystyny nabierze odcienia różowego i  pozytywnego spojrzenia na świat.



 



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Czy już kupować cukier?

PO wyprowadzi czołgi przeciwko protestującym
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Platforma bierze wojsko


    W dzisiejszym wydaniu „Uważam Rze” znalazłem artykuł jeżący resztki włosów na głowie. Pod powyższym tytułem pojawia się śród tytuł: ”Czy po to, aby czołgi wyjechały przeciwko protestującym?”.



    Taki oto obrazek zdobi okładkę tego wydawnictwa. Zacząłem zastanawiać się jak go ocenić. Na pierwszy rzut oka potraktowałem go jako satyrę. Świetnie bowiem oddaje idiotyzmy zawarte w artykule. No tak, ale przecież wiem, że redakcja zupełnie inaczej widzi świat niż ja. Więc chyba obrazek ten traktuje serio? A serio – to jest to chyba większy idiotyzm niż sztuczna mgła nad Smoleńskiem. Ale czego się spodziewać po POLSKIM wydawnictwie? Piszę dużymi literami, aby nikt nie pomylił z wydawnictwami polskojęzycznymi.

    Przejdźmy jednak do artykułu. Wbrew pozorom jego autorem nie jest Macierewicz, specjalista od spisków. Napisał to Romuald Szeremietiew. Skąd ma takie Hiobowe wieści? Ano sam odpowiada:

    16 stycznia odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Uczestniczyli w niej premier Donald Tusk, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, ministrowie Tomasz Siemoniak, Jacek Cichocki i Radosław Sikorski oraz partyjni liderzy wicepremier Janusz Piechociński (PSL), Leszek Miller (SLD) i Zbigniew Ziobro (Solidarna Polska). Nie było na posiedzeniu prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego, który RBN bojkotuje.

    Na Boga! Panie Jarosławie! Larum grają! A ty się nie zrywasz, za szable nie chwytasz? Znowu zaszywasz się w pieleszach bojkotu? I słusznie Szeremietiew obawia się tego bojkotu.

    Szokujące jest w tej sprawie milczenie polityków opozycji, którzy wydają się nie zdawać sobie sprawy z rzeczywistych konsekwencji reformy.

    A przecież sam prezes przepowiedział co nas czeka w niedługim czasie. A więc za dwa tygodnie rozszaleje się polski kryzys (nie mylić z normalnym kryzysem światowym, którego nie ma), Za miesiąc rozpocznie się bezterminowy strajk generalny. Ludzie wyjdą na ulicę, by zrzucić jarzmo kondominium. A wtedy jak przewiduje Szeremietiew:

    …w obliczu nadciągającego kryzysu i spodziewanych masowych protestów podporządkowanie wojska wprost partii rządzącej budzi niepokój.

    I tu widać ogromną intelektualną przepaść między Macierewiczami, Szeremietiewami a Jarosławem Zbawcą. Dzisiaj on milczy, bo wścieka się, że sam w odpowiednim czasie nie wpadł na pomysł podporządkowania sobie armii. Gdyby to zrobił w 2005 roku, nie musiałby dwa lata później z podkulonym ogonem łykać gorzkiej pigułki klęski. Teraz więc dostrzegł światełko w tunelu. Tusk podporządkuje wojsko premierowi, przyjdzie kryzys, wyciągnie ludzi na ulicę. Tusk chcąc za wszelką cenę utrzymać się przy władzy wyprowadza wojska przeciwko Polakom.

    I to jest moment na który Jarosław czeka. Wtedy przeciwko armii wysyła „moherowe ruszenie” pod wodzą marszałka Rydza-Małego. Sam staje – no, może nie na czele, ale gdzieś w drugiej połowie - na lawecie, z miną tak groźną, że sam Putin by w portki narobił. Mohery śpiewają bogoojczyźniane pieśni, marszałek Rydz-Mały macha kropidłem, wódz naczelny marszczy brwi! Kto by się takiej potędze oparł! Rozpada się kondominium i wdzięczny lud przez aklamację oddaje władzę Kaczyńskiemu. Obdarowuje go też tytułem dożywotniego prezydenta jako spadkiem po bracie.

    I nawet jak po dwóch latach co poniektórzy się opamiętają, będzie już za późno. Nikt mu władzy nie odbierze, bo za nim będzie stało wojsko. I nikt też mu zamachu stanu wytknąć nie będzie w stanie – bo przecież to nie ja, to wina Tuska!

    A pan się głupio dziwisz, panie Szeremietiew milczeniu opozycji!

    A cukier warto kupić. Nawet jakby ten scenariusz nie doszedł do skutku, postaramy się z Piotrem w naszej kuchni znaleźć dla niego jakieś sympatyczne zastosowanie.


P.S.
    Drodzy czytelnicy! Już tylko trzy dni zostały do zamknięcia głosowania na bloga roku. Kto jeszcze nie oddał głosu może to teraz zrobić.
    Wystarczy wysłać SMS o treści K00117 na numer 7122.
Jeżeli natomiast już wysłaliście, dziękuję bardzo. Jednak, czy wykorzystano przy tym wszystkie możliwości? Czy nie zapomnieliśmy o komórkach naszych dzieci, małżonków, rodziców, dziadków, bliższych i dalszych krewnych? Tylko wspólnymi siłami, sięgając do tych rezerw jesteśmy w stanie nasz plan wykonać!





niedziela, 27 stycznia 2013

Państwo – obywatel


Tu wpisz tytuł strony
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Piotr Opolski - list otwarty


    Na wielu blogach, w tym również na naszym, padło wiele słów związanych z projektowaną Ustawą. Słowa były różne, tak jak i opinie i przekonania mówiących czy piszących. Nie chcę w tej notce poświęcać się rozważaniom nad dylematami moralnymi, etycznymi, prawnymi i po prostu ludzkimi, które projekt ten poruszył.
    Asumptem do zabrania przeze mnie głosu był fakt, że wszystkim dyskutantom jakoś uszło uwagi to, że w tej sprawie nie powinno być żadnych problemów. Pod warunkiem, że zastanowimy się nad rolą państwa wobec obywateli i miejscem obywateli w tym państwie.


    Koronnym argumentem wszystkich stron tego sporu jest Konstytucja. Jedni mówią, że Konstytucja otacza rodzinę rozumianą w sposób konserwatywny, szczególną opieką. Dlatego każda inna forma legalizowania związku dwojga ludzi, będzie podważała zapis konstytucyjny. Drudzy na tej samej bazie budują tezę, że nowy zapis ustawowy w niczym Konstytucji nie narusza. Zastanówmy się więc – co oznacza owa „szczególna opieka”?

    Konstytucjonaliści przyjęli założenie, że dla państwa, społeczeństwa czy narodu – przyrost naturalny jest sprawą o znaczeniu fundamentalnym. Że mieli rację – widać to po dzisiejszych i prognozowanych problemach ZUS-u.
    Dlatego państwo zabierając obywatelom część ich dochodów musi być zobowiązane do działań na rzecz rodziny, jako „producenta” przyszłych podatników. Wywiązuje się z tych zobowiązań dosyć kiepsko. Są co prawda urlopy macierzyńskie (nawet ostatnio wydłużone), wychowawcze, są zasiłki rodzinne, becikowe itp. Jednak nadal żona rodząca, wychowująca dzieci pracuje na tym „etacie” za darmo. Samo bowiem wspólne opodatkowanie małżonków nie wystarcza. Musi więc podjąć pracę zarobkową. I w tym momencie napotyka barierę w postaci żłobków i przedszkoli – a właściwie ich braku.
    Tym nie mniej za prawidłowe uważam, wydatki państwa na to wszystko o czym powyżej pisałem, za należne rodzinie czyli małżeństwu mężczyzny i kobiety. Nie ma więc powodu, by zapisywać to w ustawie o związkach partnerskich.

    Inny element „życia rodzinnego” to dziedziczenie. Bój toczy się o toby partnerzy mogli po sobie dziedziczyć tak jak małżonkowie – czyli bez wysokiego podatku. Tutaj sprawę widzę zupełnie z innej strony. Przyjętą normą jest, że obywatel od dochodów płacił państwu podatek. Problem zaczyna się w momencie, gdy próbuję zdefiniować słowo dochód. Czy dochodem powinna być określana tylko jakaś nowa wartość, wypracowana w taki czy inny sposób, czy również dochodem jest przenoszenie prawa własności wielokrotnie z osoby na osobę.
    Przykładowo – pracuję na intratnej posadzie. Od wynagrodzenia płacę podatek. Nadwyżkę finansową, jak najbardziej legalną odkładam do swojego sejfu – też całkiem legalnie. Uzbierało się trochę, kupuję więc dom. Płacę podatek. I nie wiem za co. Przecież co za różnica dla fiskusa w jaki sposób przechowuję moje pieniądze? Czy w postaci papieru czy nieruchomości?
    Ale idźmy dalej. Dzieci dorosły, wyprowadziły się z tego domu, ja się postarzałem. Utrzymanie domu i ogrodu staje się dla mnie fizycznie coraz trudniejsze. Dogaduję się z synem – ja pójdę na twoje mieszkanie (własnościowe) – ty do mojego domu. Ja będę ponosił opłaty za mieszkanie, ty opłaty za dom. Dla państwa nic się nie zmieniło. Podatki wpływają jak wpływały. Jednak gdybym taką umowę zawarł z osobą obcą – transakcją taką natychmiast zainteresował by się fiskus.
    Zgodziłbym się tylko w tym wypadku z opłatami od czynności prawnych. Skoro państwo jest strażnikiem bezpieczeństwa takich transakcji (poprzez stanowione prawo i jego egzekwowanie przez sądy) to za to „stróżowanie” słusznie pobiera niewielką opłatę.
    Tak więc widać, że ten problem nie należy do kategorii statusu prawnego związków, lecz dotyczy nadmiernej – moim zdaniem – „fiskalizacji” państwa. I faktu łaskawej rezygnacji z podatku przy dziedziczeniu po współmałżonku nie należy czynić elementem opieki państwa nad rodziną.

    Pominę kolejny aspekt Ustawy, jakim jest możliwość przyjęcia nazwiska jednej strony związku przez drugą. Problem jest śmieszny. Kiedyś nie było możliwości by żona pozostawała przy własnym nazwisku. Teraz coraz więcej małżeństw decyduje się na pozostawanie przy swoich nazwiskach. Więc nie widzę powodu, by wprowadzać możliwość zmiany nazwiska do Ustawy. Również nie widzę zagrożenia dla małżeństw tradycyjnych przy przyjęciu takiej możliwości.

    Również pomijam, ale z zupełnie innych powodów możliwość adoptowania dzieci. Nikt zresztą nie próbuje tego zapisać w Ustawie. Bełkot o przyczółkach, że dziś związek a jutro adopcja – to tylko wynik jakichś kompleksów. Czy dzisiaj ktoś przy zdrowych zmysłach obarcza odpowiedzialnością Marię Skłodowską i całą rzeszę późniejszych noblistów odpowiedzialnością za Hiroszimę?
    Fakt wprowadzenia w tej ustawie łatwego trybu rozwiązania związku przemawia za wykluczeniem możliwości adopcji. Tylko tyle i aż tyle. Dziecko to poważna sprawa i nie można oddawać go w ręce, w których od kaprysu będzie zależało trwanie rodziny jako mini społeczności.

    Dłużej należy zastanowić się nad możliwością objęcia ubezpieczenie zdrowotnym partnera. O ile bowiem niepracujący współmałżonek spełnia społecznie ważną funkcję – wychowywania przyszłych podatników, i objęcie go ubezpieczenie opłacanym przez drugiego jest zasadne, to w przypadku związków partnerskich nie widzę takich podstaw. Tym bardziej, że często dla rodzin brakuje w NFZ pieniędzy. To samo dotyczy zapisu dotyczącego renty po zmarłym.

    Trochę inaczej należy spojrzeć na zasiłek opiekuńczy w związku z opieka nad chorym partnerem. Osoba opiekująca się chorym w dużym stopniu odciąża i tak biedną służbę zdrowia. Więc ten postulat wydaje się zasadny.

    Pozostałe problemy takie jak alimentacja, prawo do informacji medycznej i pochówku itp. W niczym nie uszczuplają roli państwa i instytucji małżeństwa. Powiem więcej – gdyby nawet mniejszość seksualna nie była zainteresowana nimi, to i tak uważałbym za konieczne prawne ich uregulowanie z korzyścią dla obywatela.


    Reasumując – tylko niewielki procent spraw poruszanych w projektach ustawy może być podstawą do wszczynania dyskusji światopoglądowych. Przytłaczająca większość natomiast świetnie się nadaje do zainicjowania dyskusji na temat – jak w nowoczesnym, demokratycznym państwie powinny wyglądać relacje obywatel – państwo.
    Odrzucenie zaś wniosku o skierowanie tych ustaw do komisji jest tchórzostwem, świadczącym o tym, że przeciwnicy prawnego uregulowania tych spraw nie chcą lub nie mogą wykazać swej racji.





Przepraszam !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



Nie pierwszy raz dostaję po gębie w temacie, który w zasadzie nie powinien mnie zupełnie interesować bo jestem w wieku „moherowym” czyli poprodukcyjnym.
Źle się stało, że sejm nie przyjął do dalszych prac żadnego z projektów mówiących o związkach partnerskich, bo parę spraw jest do uregulowania.

Przepraszam, że zostałem wychowany w pewnym środowisku i przez pewne środowisko które przestrzegało pewnych zasad i te zasady wpojono mi wystarczająco głęboko abym chciał je przenieść na dalsze pokolenia.
Przepraszam, że nie jestem nowoczesny i w pełni zasługuję na miano buraka,
Przepraszam, że moich przekonań będę bronił jak „socjalizmu”.
Przepraszam, że nie mam zamiaru śpiewać w żadnym chórze – zdanie mam ja !! - Piotr Opolski !!.
Przepraszam, że zlikwidowałem pusty talerz Bożonarodzeniowy gdyż nie zdzierżyłbym przy moim stole ani Pana Biedronia ani Pani Sobeckiej.
Przepraszam, ale pozwólcie mi pozostać przy moich przekonaniach i nie obrażajcie mnie – Wy zostańcie przy swoich – Wasz wybór.

Komentarze do ostatniej notki były dla mnie na tyle i ważne i w opozycji do mnie i bulwersujące, że muszę posłużyć sie dłuższym tekstem wymieniając komentujących:
      Życzę ci homoseksualnych dzieci oraz powodu dla którego poczujesz się wykluczony ze społeczeństwa - wiesz np wózek inwalidzki zmienia światopogląd o 180 stopni, nagle sie okazuje, ze bardzo łatwo stać się człowiekiem drugiej kategorii bez praw praktycznie, mimo, ze jak inni pracujesz i opłacasz podatki. Nie odbieraj nikomu równych praw bo może się okazać że sam posmakujesz swojej nietolerancji :)
Lenko – dzięki za życzenia, nie słyszałem jednak o homoseksualnych dzieciach. Czy pisząc o wózku inwalidzkim chcesz powiedzieć że homoseksualisci są ludźmi niepełnosprawnymi ?. Nie odbieram nikomu równych prawa – podkreślam równych. O posmakowanie nietolerancji sie nie martw i właśnie z tego powodu mam takie poglądy. Odnośnie nietolerancji to sie obawiam, że szala nietolerancji przechyliła sie w kierunku kochających inaczej – tolerancja to dla nich specjalne traktowanie.
    Piotrze,
    >"... Wymaga to rozwiązań ale bez uszczerbku dla normalnej rodziny".
    Jaki uszczerbek masz na myśli? Czy dając jakieś prawa homoseksualistom, zabierasz je rodzinom? Nic o tym nie wiedziałem, może nie jestem na bieżąco.
Tak – Andrzeju jest uszczerbek – np. wspólne opodatkowanie. Państwo Polskie dopuszcza wspólne opodatkowanie dlatego, że związek dwojga ludzi może /ale nie musi/ skutkować wzrostem dzietności. Związków jednopłciowych to nie dotyczy i dotyczyć nie powinno. Uszczerbek – wpływ do budżetu.
Tak – Andrzeju jest uszczerbek – np. dziedziczenie. Znam faceta któremu w wieku 50 lat zmieniła się orientacja i żyje z partnerem olewając żonę i 3 dzieci.
Jeżeli ustawa będzie przewidywała dziedziczenie to jego była żona może go pocałować w ....../miejsce do wyboru/. Para jednopłciowa może spisać przed notariuszem testament ale jest on w opisywanym wypadku podważalny przez sąd. Uszczerbek dla rodziny. Pozostają sprawy spadkowe i ich opodatkowania lub nie.
Tak – Andrzeju trzeba dobrze pogłówkować aby uszczerbku nie było.

Kiedyś w mojej małej ojczyźnie czyli Górnym Śląsku para żyjąca na „kartę rowerową”, „na kocią łapę czyli w konkubinacie była pod każdym względem podejrzana. Nie mogła liczyć na normalne życie towarzyskie w społeczności lokalnej. Dziś po latach już przyzwyczailiśmy sie do istnienia takich par których główną cechą jest to, że nie chcą się wiązać żadnymi formalnymi zobowiązaniami. Ich wybór ale nie widzę powodów dlaczego państwo miałoby wspierać taki związek. Małżeństwo posiada nie tylko swoje przywileje ale także obowiązki od których konkubenci uciekają. Zrównując prawa degradujemy instytucję małżeństwa np. łatwość rozstania się w konkubinacie.
Mam swoje zdanie /”z którym się zgadzam”/ i pozostaje co było gdyby...........................
    Państwo otacza szczególną opieką rodzinę i parom jednopłciowym nic do tego i z takiej opieki korzystać nie powinny.
    -----------
    Jedno pytanie Piotrze - jutro Twój wnuk przyjdzie z wizyta i oznajmi: "dziadziu jestem homo, to jest mój partner" - co zrobisz? Zagazujesz go?
    milego wieczoru
Przyznaję, że dawno nikt mnie tak głęboko nie „wbił” w fotel. Nie tak dawno zakończyłem cykl notek „Być ślazakiem” w których piszę o tym, że jestem synem Niemca /prawdopodobnie sudeckiego/ i skomentowanie „co zrobisz? Zagazujesz go?” było wyjątkowo stosowne.
Elizo jeżeli chciałaś aby mnie zabolało to informuję, że osiągnęłaś swój cel – zabolało – bardzo !!.
Miałem bardzo miły wieczór.

Pozostało jeszcze parę spraw do rozwiązania i naprawdę szkoda mi, że żaden z projektów nie przeszedł do komisji sejmowych bo byłoby nad czym dyskutować i rozmawiać.

Konstatacja końcowa.
Czy przypadkiem nie występuje w sprawach spornych pewien automat tzn. Jeżeli np. jestem za czymś co nawet ogólnie popiera PO to jestem pieprzonym lemingiem a jeżeli mam podobne zdanie jak PIS to jestem moherowym burakiem ?.

Cytat dnia:
Jak słucham Pani posłanki PIS Pawłowskiej to utwierdzam się w swoim wyborze życia homoseksualisty.








sobota, 26 stycznia 2013

Uwaga - konkurs

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emerytarefleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Kto się nie promuje - nie może oczekiwać, że inni zrobią to za niego


    Mądry Polak po szkodzie. Piszę tą notkę po ukazaniu się wpisu Knezia na Jego blogu. Swojej przychylności dla nas dawał nie raz dowody w komentarzach. Mimo to trochę mnie zawstydził i zmobilizował swą notką. Dziękuję mu za to bardzo serdecznie!


    Podejmując decyzję startowania w konkursie kierowaliśmy się przekonaniem, że warto spróbować. Że w niczym nam to nie zaszkodzi. Przyznaję się (myślę, że Piotr nie zgłosi votum separatum) bez bicia, że dosyć mało myślałem o tym, jaki wpływ nasza decyzja może mieć na czytelników. My niczym nie ryzykujemy. Czytelnicy, którzy zechcą zagłosować na nasz blog - "ryzykują" opłatą za SMS-a. Naszym więc obowiązkiem jest zadbać, by ten kapitał nie został zmarnowany.

    Tak więc zawstydzony i zachęcony przez Knezia postanowiłem (lepiej późno, niż wcale) popracować trochę na rzecz przyzwoitego miejsca w konkursie.

    Drodzy czytelnicy. Oddając głos na nasz blog oczywiście wyrażacie swoją do nas sympatię. Ale też, co jest ważniejsze, przydajecie wagi swoim poglądom, wyrażanym w komentarzach. Pamiętajmy wszyscy - prawdziwa cnota, krytyk się nie boi. Chociaż niestety, szczególnie w sieci coraz częściej zaczyna obowiązywać inna sentencja - "prawdziwy krytyk, cnoty się nie boi".

    Podam teraz trochę szczegółów technicznych głosowania. Co i na jaki numer należy wysłać podane jest na naszej Stronie głównej.




    Po lewej stronie mamy link do Strony konkursowej.



    Pod tytułem naszego bloga widać żółte kulki. Oznaczają one orientacyjną ilość oddanych głosów.



    Naszą pozycję na liście promowanych blogów w danej kategorii sprawdzimy klikając na kategorię "Polityka i społeczeństwo"



    Pojawi się stronicowana lista - po dziesięć blogów na stronie. Niestety tu trzeba trochę "pracy". Klikając na kolejne strony, w końcu znajdziemy naszego bloga. Warto więc nie tylko wysłać SMS-a, ale też poprosić znajomych o to samo. Im więcej wysłanych SMS-ów - tym mniej klikania w poszukiwaniu bloga.

    Praktyczne rady jak zwiększyć ilość SMS-ów podał nieoceniony Kneź. Zapraszam na jego bloga i zaręczam - od tej pory będziecie częściej tam zaglądać.

    Chociaż w klawiaturę stukałem własnymi, osobistymi palcami, jednak pisałem to w imieniu całego "zespołu redakcyjnego", więc w czołówce wpisu figurują fotki obu "redaktorów"

    Z poważaniem








piątek, 25 stycznia 2013

Uprzejmie donoszę !! /34/

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



Uprzejmie donoszę, że wróciła do sejmu w postaci projektu ustawy sprawa związków partnerskich.
Sprawa tych związków kojarzy mi się nie tylko z Ruchem Palikota ale także z całą zadymą o uznanie za legalne miękkich narkotyków.
Obie sprawy na pierwszy ogląd są nawet do przyjęcia ale to kwestia przedstawiania dążeń bez oglądania sie na konsekwencje. W obu sprawach wspólnym mianownikiem jest stosunkowo niewinny początek, który jednak bardzo łatwo może przerodzić się w coś bardzo niebezpiecznego zgodnie ze znanym porzekadłem o palcu i ręce.
Jestem przeciw uznaniu miękkich narkotyków i jestem przeciw ustawie w sprawie regulacji prawnych związków homoseksulanych.
Państwo otacza szczególną opieką rodzinę i parom jednopłciowym nic do tego i z takiej opieki korzystać nie powinny. Pod osobną dyskusję należy poddać tzw. konkubinaty, które są namiastką rodziny nieformalnej.
Wg. posła Biedronia normalni małżonkowie wychowujący dzieci to cytat: faworyzowana grupa społeczna” i dalej wygłasza swoje credo „związki partnerskie promują ducha konstytucji”
Oczywiście, jeżeli dziś nie ma możliwości prawnych zawarcia układu partnerskiego poprzez istniejące kodeksy to taka możliwość być winna – tyle i aż tyle.


Uprzejmie donoszę, że odbył sie pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej, który nie bardzo sie godzi komentować ale skoro biskupowi przestawiają się klepki to dlaczego ja robaczek nie mogę tego skomentować.
Sporo trzeba było wysiłku „intelektualnego” aby temat Powstania Styczniowego dołożyć do mowy pogrzebowej – oto jego fragment: „I tak jest z pewnością. O tym przekonuje nas życie i działalność Pani Jadwigi. O tym mówi cała nasza historia. To w sposób szczególny warto podkreślić w odniesieniu do Powstania Styczniowego z racji na 150. rocznicę jego wybuchu. Rozproszone oddziały partyzanckie zawsze bowiem mogły liczyć ze strony kobiet na kurierską posługę, medyczną pomoc, gospodarcze zaplecze i szczerą modlitwę.
Kończąc te rozważania warto pomyśleć o przyszłości, naszej zwłaszcza, aby miała wszędzie coś z tych ideałów”.
I oto na zakończenie : „dziękuję Ci za wspaniałe wychowanie synów: Prezydenta Rzeczypospolitej, już męczennika i Premiera”.
W tym ostatnim zdaniu sie zgadzam co do męczennika – męczył ci on nas – męczył !!.



Uprzejmie donoszę, że mam parę zdań w sprawie kolei jako zięć kolejarza i jako wnuk kolejarza.
Nie wiem czy nie widzicie, że na współczesnym rynku pracy jesteście dinozaurami XIX wieku a każdy kilometr autostrady to kolejna szpila do waszej zawodowej śmierci. Nie potraficie się przestawić na nowe myślenie a czasy sypania węgla pod kocioł się skończyły. Dzisiejsza kolej i to obojętne czy dużej prędkości czy autobusy szynowe wymagają inżynierów, automatyków i informatyków a nie śmierdzących, biorących łapówy kolejarzy. Doskonale Was rozumiem, że bijecie sie o jak najlepsze warunki dla emerytów kolejowych, bo niedługi jest czas w którym tymi pociągami będą jeździli w swej większości wyłącznie Wasi emeryci.
Za lata udręki, wchodzenie przez okna, ścisku, śmierdzących sraczy, notoryczne opóźnienia a teraz jeszcze strajki przesyłam Wam poniższy obrazek wraz z pozdrowieniami.





Uprzejmie informuje, że Komornik-łajdak ukradł z konta starszej, schorowanej kobiety niecałe 30.000 zł. Sprawa znana i jasna i niemal wszyscy obywatele wiedzą, że najwięksi złodzieje działający pod płaszczykiem prawa to komornicy.
Min. Gowin - podjąłem decyzję o tym, żeby przejąć na siebie, na Ministerstwo Sprawiedliwości zobowiązania wobec pani Danuty i w najbliższych dniach Ministerstwo Sprawiedliwości zwróci jej te pieniądze, a następnie będzie dochodzić tych pieniędzy na drodze sądowej od komornika. Reakcja ze wszech miar pożądana i zrozumiała. Ja chcę zwrócić uwagę czytających na inny aspekt.
Nasze banki, które na co dzień zachwalają dobre zabezpieczenie naszych pieniędzy łżą jak psy. Banki nie powiadamiają swojego klienta np. o zajęcia konta. Tak stało się w mojej rodzinie i kiedy siostra mojej żony sprzedała mieszkanie to wtedy bank ujawnił o zablokowaniu wspólnego konta /PKO/.
UWAGA – banki działają podstępnie mając gdzieś swoich klientów i działają w porozumieniu z komornikami. Przy dzisiejszym oprocentowaniu skarpeta najpewniejsza.


Uprzejmie donoszę, że utraciłem /mam nadzieję, że nie bezpowrotnie/ moją sieciowo-blogową miłość. Miłość ta nie przetrwała ze względu, że publikowane donosy to swoisty misz-masz i nie wszyscy akceptują ten rodzaj publikacji.
Niniejszy donos jest opatrzony już nr 34, czyli jest to już jakiś ilościowy dorobek. Oczywiście gdyby nie posiadał swoich czytelników zakończył bym ten cykl.
Mam jedyną okazję oby zapytać czytających o opinię na ten temat – czy lepszy wpis monotematyczny i dłuższy czy kilka krótszych z różnych dziedzin. Pomijam jakość bo ta u mnie w ostatnich czasach ze względu na dolegliwości chorobowe bardzo sie wahała i o tym wiem.


Video dnia: Czy to nie cudowny i wzruszający widok ?


video










czwartek, 24 stycznia 2013

Okiem emeryta (32)

Mam dosyć polityki
okiem emeryta, zaduszki, wszystkich świętych, refleksje po 60-ce






Odcinek 32 – czyli: czy to jest starość, czy to jest znużenie?


    Po ponad miesięcznej przerwie powracam do tego co nazwałem „felietonami”. Przyczyny „odchyleń od jedynie słusznej formy” były różne. Jednak na czoło wybijają się dwie – okres świąteczny, czyli czas na życzenia, oraz przyczyna która jest osnową niniejszego felietonu.


    Od pewnego czasu zaczęło mnie prześladować dziwne fatum. Niby wiem, że mam pewne obowiązki, wobec czytelników, niby wiele się dzieje, niby jest co komentować – ale siadam do klawiatury i zwątpienie. Czy to kogoś poza mną interesuje? Mam się wygłupiać?

    Rezygnuję, wolę sprawdzić co piszą inni. A tam niespodzianka – wielu Glogerów, każdy we właściwym sobie stylu rozprawiają się z tematami, które ja uznałem za nieistotne. I co ciekawe – czytam ich teksty i wcale nie są tak nieciekawe jak sądziłem.

    No dobrze – to teraz ja. Zasiadam przed telewizorem (nawet wgapiam się w „Kawę na ławę”!), klikam po kanałach. Siadam do Internetu, przelatuję wiele portali. Co ciekawsze do specjalnego foldery, by potem długo nie błądzić. O.K – materiał zebrany, to piszemy!

    Tylko o czym?!!!!!!

    Że politycy bredzą? Że dziennikarze tego nie chcą zauważyć? Przecież o tym piszę od ponad dwóch lat. Z jakim rezultatem? Wolę nie pytać.

    Chociaż ostatnio zaskoczył mnie fakt, że moje pisanie przyniosło widoczny efekt. Tydzień temu, cierpiąc na brak tematu popełniłem króciutką notkę pt. „Niekoniecznie uprzejmie donoszę, że …”. Przyznam, że był to z mojej strony klasyczne „pójście na łatwiznę”. Przypomnę, naśmiewałem się tam z tego, że pod winietą prawicowo-katolickiego portalu widnieje reklama bielizny damskiej, z mocno roznegliżowanymi panienkami. I proszę – po dwóch dniach, reklamy te znikają!!! Ktoś mnie jednak czyta! Ktoś wyciąga wnioski! A więc warto pisać!

    Po tym „incydencie” nadal jednak pozostały wątpliwości wyrażone w tytule. Nadal zastanawiam się, czy my wszyscy nie ulegamy jakiejś masowej hipnozie? Ktoś nam wmawia, że dzieją się WAŻNE rzeczy. Np. kolejna miesięcznica. Ale natychmiast wzmagam swoją czujność. A może to ja się zestarzałem? I ważniejsze już dla mnie staje się pytanie – czy jutro przestanę już kaszleć?. Ale chyba nie w tym leży problem. Bowiem starzenie - to proces. Nikt nie starzeje się na przykład w nocy z poniedziałku na wtorek. Więc i moje nagłe kłopoty ze znalezieniem godnego tematy wynikają chyba z innego powodu

    Być może nastąpiło znużenie, czyli „zmęczenie materiału”. Moja psychika tak długo zżymała się i próbowała walczyć z idiotyzmami, że w końcu coś pękło. Miejsce pęknięte natychmiast mózg osłonił niby gipsem – obojętnością.

    Bo też na trzeźwo rozważając – wiele z idiotyzmów nas otaczających (szczególnie tych autorstwa polityków) znieść można tylko w stanie ogólnego znieczulenia. I to koniecznie bez pomocy NFZ.

    Mój stan jest taki, że nawet nie chce mi się tworzyć listy rankingowej wybitnych jego twórców. Ci którzy mnie już kilka razy czytali, z pewnością domyślą się jak owa lista mogłaby wyglądać. Gdyby mi się chciało!!!

    Mam jednak nadzieję, że wkrótce się otrząsnę. Trzeba bowiem w podstawowej zakładce bloga coś sensownego napisać. Tym bardziej, że blog bierze udział w konkursie „Blog roku 2012”, w kategorii „Polityka i Społeczeństwo”.

    Tak więc takie „antypolityczne” felietony mogą nam tylko zaszkodzić. A czasu już pozostało nie dużo.

    Z OSTATNIEJ CHWILI
Jak donosi prasa lokalna, małżeństwo P. – Mariola (28) i Arkadiusz (32), zamieszkali (nomen omen) we wsi Zimna Wódka przeżyli ogromny wstrząs po zakończeniu alkoholowej kuracji odwykowej. Po powrocie do domu z przerażeniem stwierdzili, że są rodzicami bliźniaków – Jarka i Arka. Do tej pory byli przekonani, że to Jarek dwoi im się w oczach.






wtorek, 22 stycznia 2013

Uprzejmie donoszę !! /33/

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta





Uprzejmie donoszę, że kryzys w Europie trwa o czym nie trzeba nikogo przekonywać. A u nas ?.
U nas wcale nie jest o wiele lepiej, jednak to wiele robi wielką różnicę i tą różnicę wartało by oznaczyć i nazwać w prosty, ludzki sposób. Kraje zasobniejsze jak Irlandia, Grecja, Hiszpania a nawet Włochy doznały wstrząsu i musiały zostać podparte z zewnątrz jak waląca sie chałupa.
Nasze drzewo z fruktami, mniejsze, skromniejsze, frukty nieduże ale wydają się być dość solidnie przytwierdzone do gałęzi.
Prognozy niestety nie są rewelacyjne. Europejski Bank Rozwoju obniżył prognozę wzrostu dla Polski na 2013 rok na 1,5% wobec poprzedniego 1,7%.
Dla Eurostrefy podstawowy scenariusz EBOR przewiduje dalszy, powolny i nierówny postęp w opanowaniu kryzysu.
W związku z powyższym ja nie widzę żadnego powodu aby państwo w osobie min. Rostowskiego nie miało uczestniczyć w zyskach jakie zaplanowały sobie samorządy poprzez niezbyt eleganckie działania swoich służb a w szczególności straży miejskich które autentycznie stały się samorządową policja karną dla obywateli. Dziwi mnie tylko fakt ,że głośno nikt o tym nie chce mówić a tam gdzie władza sama dochodzi do takiego wniosku to chce wszelkie służby poza policją znieść.
Może juz czas aby rozpocząć dyskusję nad zmianą ustroju policji na policją minicypalną i państwową i nad ich rozdziałem w kompetencjach.
Czekam na wypadek kiedy w jednym miejscu spotkają sie np. 3 fotoradary – GDDKiA, mobilny Straży Miejskiej i suszarka policji. 3 zdjęcia – 1 delikwent.
W związku z ostatnimi ostrzeżeniami mam pytanie do mądralińskich. Jeżeli odpalę silnik samochodu i na przednim siedzeniu za kierownicą usadzę moja żonę /bez prawa jazdy/a sam będę odsnieżał samochód to dostanę mandat czy nie ?.

Uprzejmie donoszę, że powolutku docierają szczegóły i okoliczności śmierci Jadwigi Kaczyńskiej.
Wg gazety „Fakt” Matka Jarosława Kaczyńskiego zmarła po upuszczeniu przez niego szpitala. Gazeta dowiedziała się, że w domu na Żolibożu 1 pokój był specjalnie dla niej przystosowany łącznie z respiratorem. Nie musiała więc bywać w szpitalu dłużej niż to niezbędne, opłacał pielęgniarki i poświęcił część majątku /ok. 200.000.-/ na niezbędny sprzęt i wyposażenie.
Ogarnął mnie przy tej lekturze i smutek i zakłopotanie.
Z jednej strony bezwzględny łajdak, cynik i szkodnik polityczny a z drugiej wzorcowy syn i opiekun. Z jednej strony niszczący wszystko i wszystkich a z drugiej poświęcający wszystko najbliższej osobie.
Dorobiliśmy sie być może naszego polskiego Doktora Jekyll'a i pana Hyde'a chociaż nie mam wątpliwości, że śmierć jego Matki nie zmieni go na lepsze a jeżeli to na gorsze i zostanie nam wyłącznie pan Hyde.

Uprzejmie donoszę, że poprzedni donos był dla mnie tak egzotyczny i zastanawiający że straciłem ochotę do dalszego pisania notki a miało byc o Babci Jadzi Staniszkis/. Próbuję sobie uzmysłowić jak poukładane ma głowie swoje klepki Jarosław Kaczyński, czy jego zwoje mózgowe są proste czy karbowane........................

A może za łatwo dajemy sie oszukiwać – patrz poniższe video;


video












niedziela, 20 stycznia 2013

Uprzejmie donoszę !!/32/

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Zmarła Jadwiga Kaczyńska – matka braci Kaczyńskich. Miałem nadzieję, że jej śmierć nie posłuży do celów politycznych ale już dziś wiadomo, że szykuje przyjazd kilkudziesięciu autokarów z całej polski zwożących członków Prawa i Sprawiedliwości. Miałem nadzieję, że Jarosław Kaczyński znając swoich zwolenników nie dopuści do politycznego mittingu z tej okazji. Jestem zawiedziony podwójnie ale ten zawód zwalnia mnie z hipokryzji wygłaszania ubolewań z powodu śmierci matki Jarosława Kaczyńskiego – każdemu ,smierć jest  pisana i na to nie ma siły.
Podejrzewam jednak, że dla prezesa każda okazja jest dobra aby podreperować swojej wątpliwe notowania.
Podejrzewam że na pogrzebie będą cytowane słowa zmarłej po katastrofie smoleńskiej - Giną ludzie, którzy byli na czele państwa /.../, nie ma tego państwa /.../, nie ma rządu /.../, oni się wszyscy boją a na zakończenie może znajdzie się transparent „Santo Subito”. Chciałbym sie mylić !!.


Uprzejmie donoszę, że na około miesiąc przed Świętami Bożego Narodzenia znalazłem w sieci list Piotrusia, który zamieszczam poniżej:

Jest to pewien znak czasu który skojarzył mi się z latami 70 u.w. w których dziwiliśmy sie dlaczego nie możemy mieć samochodów bo ich cena to nie dość, że wynosi kilkadziesiąt pensji to jeszcze nie znajdowały sie w dostępnej sprzedaży a jedynie na talony. Hasło brzmiało – chcemy mieć możliwość nabywania w przystępnej cenie samochodów a na argument o braku odpowiedniej ilości paliw i ceny benzyny zdrożeją, odpowiadaliśmy – wtedy będziemy mniej jeździć jak nas na paliwo nie będzie stać. Charakterystyczną cechą listu Piotrusia jest także to iż nie widzi on żadnej innej możliwości dotarcia do Babci na święta jak tylko prywatnym samochodem.
Co do reszty postulatów Piotrusia się zgadzam – Szefie Państwa postaraj się.



Uprzejmie informuję, że mamy w Opolu swojego Romaszewskiego a nazywa się Cyryl Ratajczak i jest 80-letnim adwokatem a od 2008 r. w stanie spoczynku. Zapisał się piękną kartą w historii Opola broniąc opozycjonistów w tym np. Jana Całkę, Jałowieckiego. W 2010 roku poślizgnął sie na schodach w Prokuraturze Rejonowej w Opolu i wywinął prawidłowego „orła” łamiąc sobie rękę i obijając biodro. W czasie rehabilitacji doszedł do wniosku, że można ściągnąć od państwa trochę kasy. Zwrócił sie do Prokuratury o odszkodowanie, która grzecznie odpisała aby podał nr. swojego konta bankowego i że przekaże sprawę swojej firmie ubezpieczeniowej, która odpowiedziała odmownie gdyż nie widziała winy prokuratury w przyczynieniu sie do wypadku. Prokuratura dodatkowo stwierdziła, że budynek prokuratury spełnia wszystkie wymogi budowlane.
Pan mecenas skierował sprawę do sądu w którym medyk powołany przez sąd przedstawił zaświadczenie lekarskie o 36 % /!!!/ utracie zdrowia – przypomnę złamana ręka i stłuczone biodro, żadając 39.000 .- odszkodowania.
Wysoki Sąd w osobie sędziny Izabeli Sobczak-Plewy w dniu 27.12.2012 przyznał żądana wysokość odszkodowania w kwocie 39.000.- , którą ma zapłacić prokuratura /?!/.

Uprzejmie donoszę, że już niedługo będziemy świadkami ciekawego wydarzenia jakie zafunduje nam na kanale Nacional Geografic film dokumentalny o katastrofie smoleńskiej który zobaczymy o godz. 21.oo 27 stycznia.
Kociokwik już trwa chociaż nikt tego filmu nie widział. Prawicowe piśmidełka przypisują sobie juz zasługi a inne stwierdzaja że bedzie to film na podstawie raportu MAK. Red. Warzecha to nawet napisał do producenta kanadyjskiego a „Gazeta Polska Codziennie” oburza sie że głównymi przyczynami katastrofy miała być zła pogoda i błąd pilotów. Inny rónie mądry dziennikarz dwutygodnika „W sieci”, że to element „Zimowej ofensywy wciskania wymyślonej w Moskwie propagandy”.
Czekam kiedy pojawi sie wątek „Tuska” czyli warto poczekac i pooglądać. Mam nadzieje iż wbrew naciskom film jest zrobiony zgodnie z wszelka dostępną wiedzą.


Uprzejmie donoszę, że nas też dopadło i jesteśmy z żoną przeziębieni /i z pewnością nie jest to grypa/. Sąsiedzi radzili różne kuracje ale rozpoczęliśmy leczenie przy pomocy znanych nam i naszym przodkom metodom skutecznym i stosowanym od zawsze: mleczko z miodem i masełkiem, syrop z cebuli i cukru oraz najwyżej przeze mnie cenionym grzańcem. Grzaniec ma ta przewagę, że polepsza samopoczucie oraz potwierdza prawdę klasyka – śpiewać każdy może. Wczoraj doszliśmy do okresu Czerwonych Gitar i Piosenki Biesiadnej a na dziś mamy ambitniejsze zadanie dobrnięcia do pieśni Narodowo-Wyzwoleńczych.
Powolutku przeziębienie się cofa i teraz my udzielamy cennych porad w tej sprawie.
Należy sobie pomagać – No nie !!!! /patrz video/

video

















czwartek, 17 stycznia 2013

Straszne słowo...

Tu wpisz tytuł strony
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Relatywizm


    Nie będzie to rozprawka o nurcie filozoficznym. Będą to raczej rozważania o obecności relatywizmu w życiu społecznym.


    Na początek trochę teorii: relatywizm, to stanowisko w filozofii, wg którego w poznaniu oraz systemach wartości dominuje względność. Pojawił się on już w starożytnej Grecji, a jego przyczyną był kryzys poznawczy, rezultat rozbieżności stanowisk w sporze o niezawodne źródło wiedzy prawdziwej. Zdaniem relatywistów za jego słusznością przemawia wiele argumentów. Miedzy nimi taki, że istnieje oczywista zależność zdań od wypowiadających je osób i ich światopoglądów, a także zależność tych osób od towarzyszących im okoliczności zewnętrznych. Oczywiście wielokrotnie polemizowano z takim poglądem i wykazywano jego wewnętrzne sprzeczności, podkreślając między innymi, że z tego, co się faktycznie głosi o prawdzie i co (jakie sądy) uznaje się za sądy prawdziwe, nic wiążącego dla prawdy i prawdziwości nie wynika.

    Tyle teorii. A w praktyce, tej codziennej nadal obowiązuje zasada – moja prawda jest „najmojsza”. Ktoś sobie wymyślił „wzorzec prawdziwego Polaka” i wszelkie odrębne o nim opinie traktuje jako z gruntu fałszywe. A przecież prawda nie zależy od dostępnych narzędzi do jej badania. Nie zależy od kryteriów jakie sobie narzucimy. Zmieniać się mogą metody poznawcze. One też mogą zmieniać „oblicze” prawdy – czyli tą jej część, którą udało nam się opisać. Ale zauważmy – opisać właśnie przy pomocy narzędzi-pojęć użytych do jej badania.

    Kilka przykładów, które te filozoficzne zawiłości uczynią prostszymi.

    W dyskusji o fotoradarach, opozycja i większość mediów z sadystycznym zadowoleniem powoływała się na słowa Donalda Tuska wypowiedziane w kampanii wyborczej 2005. Szczególnie jedno zdanie (cytuję z pamięci) – „tylko facet bez prawa jazdy mógł wpaść na pomysł by stawiać fotoradary…” – pomijając dalszy jego ciąg – „…zamiast budowania dróg”.

    Zarzut pod adresem Tuska jak najbardziej słuszny – jednak tylko dla zwolenników dyscyplinowania kierowców. Byłem kiedyś zwolennikiem stawiania fotoradarów, Tusk ten zamiar strasznie skrytykował – a dzisiaj sam ma zamiar je stawiać! Czyli wyszło na moje! To jest logiczne. Natomiast jeżeli dzisiejsi przeciwnicy stawiania radarów przytaczają fakt, że kiedyś sami chcieli to robić – to jakoś brak w tym logiki.

    Ale tylko pozornie! Zaprzęgając relatywizm można udowodnić, że jak my stawiać chcemy, to oczywistą oczywistością jest, że jest to słuszne. Bowiem tylko my jesteśmy depozytariuszami „prawdy”. I wszystko co robimy, robimy ze słusznych pozycji. Natomiast te same czynności robione przez innych – zgodnie z naszą definicją, ludzi podejrzanych – muszą być złe.

    Drugi przykład znajdziecie w moim felietonie pt. „Niekoniecznie uprzejmie donoszę, że....” Poruszana tam sprawa reklam w internetowym wydaniu „Gazety Polskiej” jest równie ciekawa. Pamiętamy przecież głosy oburzenia środowisk prawicowych na billboardy które eksponowały kobiece wdzięki. Oburzenie to brało się jednak chyba z powodu, że zyski z tych reklam płynęły do kas samorządowych, w większości niezależnych od PiS-u. Jeżeli za te same obrazki producent bielizny płaci jak najbardziej prawym i sprawiedliwym, to o zgorszeniu już mowy być nie może.

     Prosiłbym jednak czytelników, by za bardzo się nie przywiązywali do przywołanych przeze mnie fotoradarów. Nie jest istotne, czy rzecz dotyczy właśnie ich, czy jakiejkolwiek innej sprawy. Ponadto jest całkowitym przypadkiem i zbiegiem okoliczności, że kilka moich argumentów oparłem na „filozofii” pisowskiej. Niestety – relatywizm mocno osadzony jest w całej klasie politycznej. Chociaż muszę przyznać – złoty medal należy się bezapelacyjnie właśnie PiS-owi.

    Ale co najgorsze – nie jest to wyłącznie „choroba zawodowa” polityków. Dotyka ona wszystkie kręgi społeczne. Może „prosty lud” nie domyśla się nawet, że działa zgodnie z jakimś nurtem filozoficznym, ale prawo „Pawlaka (Sami swoi) – Kalego” znają wszyscy.

    P.S.
Dzisiaj bez obrazków – temat jest bowiem trudny i nie chciałem rozpraszać czytelników.




środa, 16 stycznia 2013

Życzenie śmierci !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



Na moich rękach umarł mój wujek Gerhardt /lat 51/. Był chory na gruźlicę i po prostu płuca mu się skończyły. Karetka nie zdążyła dojechać. Do końca starał się łapać powietrze jak karp przedświąteczny i liczył, że może jeszcze trochę, może dzień, może dwa............. może chociaż godzinkę. Ja to oglądałem i widziałem jak walczy.
Eutanazja - /łac./ Dobra śmierć

Co za głupie określenie !!!! – śmierć to śmierć i nie ma dobrej czy złej śmierci. To jest koniec, koniec wszystkiego, finisz, wszystko przestaje istnieć łącznie z rodziną i całym światem.
Być może i psychiczna śmierć następuje wcześniej ale kto wie na pewno co czuje człowiek leżący nie reagujący na bodźce zewnętrzne.


Moja teściowa /lat 85/zmarła wyniku choroby parkinsona a bezpośrednią przyczyną było ugrzęźnięcie w gardle kawałka śledzia i niemożności jego odkrztuszenia. Zmarła na OIOM w szpitalu Wojewódzkim. Była osoba leżącą i czasami klnąca na swój los ale nie słyszałem aby chciała umrzeć.

Testament życia – drugi kretynizm zezwalający na zabicie człowieka.
Sporządzający tzw testament życia jest człowiekiem w pełni władz umysłowych. Jeżeli będzie ta świadomość zachwiana to przestanie być człowiekiem i straci możność odwołania swojego „testamentu życia”.

Pomyślcie - ktoś kto sporządził taki testament leży w ciężkim stanie /np. po wypadku/ i nie potrafi sie ruszyć ani mówić. Dusza i rozum krzyczy – chcę żyć, chcę widzieć moje dzieci i wnuki .................... Boże – pomóż, bo przyjdą i odłączą aparaturę bo napisałem „testamet życia a właściwie śmierci” i rzeczywiście przychodzą i ze łzami w oczach naciskają na „delete”.

Moja mama zmarła /lat 95/ na skutek kilku udarów i ogólnego kończenia pracy niemal wszystkich organów. Była osoba leżącą i w ostatnim stadium niereagującą na czynniki zewnętrzne. Jako syn dam sobie głowę uciąć, że jak pochylałem sie nad nią to widziałem błysk w jej oku...................... .



Jestem katolikiem praktykującym rzadko bo i kościół do swego stołu dopuszczał mnie równie rzadko i pobudki religijne nie kierują moimi poglądami.
Jestem przeciw ingerencji w życie człowieka nawet jeżeli przybiera postać terminalną. Możemy błagać Boga, los, przeznaczenie o łagodna lub nagłą śmierć ale nie zadaną przez innego człowieka. Nawet najprymitywniejsze zwierzę będzie do końca broniło swego życia, walcząc o nie do końca.
Człowiek jest gorszy ??. Są środki aby ulżyć cierpiącym i tylko od nas ludzi towarzyszącym umierającemu zależy czy przygotujemy mu godna śmierć.
Jedynym wsród ludzi mogącym uznać śmierć za lepsze wyjście niż życie jest lekarz w którego skórze w takiej chwili nie chciałbym być.