sobota, 30 czerwca 2012

ŻUR

autor



Witaj Kneziu !!.
Nie sądzę abyś był tak biedny, że musiałbyś jeść żur ale możesz być tak sprytny aby na żurze zrobić interes życia.
Jak pisałem o „wodzionce” to pisałem o zupie ludzi niezamożnych ale gospodarnych u których najmniejszą cząstka żywności się nie zmarnuje. Jeżeli mam pisać o żurze to śmiało można powiedzieć, iż była to zupa ludzi skrajnie biednych pozwalająca jednak przeżyć ciężkie czasy, przednówek czy czasy wojen. Lebioda, Pokrzywy, szczaw, owoce runa leśnego, grzyby, i dziki czosnek to elementy wyżywienia bardziej niż skromnego. W okresach kryzysu nawet zboża mogły być trudno dostępne ale można było otrzymać odpady z tych zbóż tzn, łuski i otręby /fachowo to sie nazywa okrywa owocowo-nasienna oraz tzw bródka/.
Takie otręby wystarczyło zmieszać z ciepłą wodą, dodać czosnek, trochę soli jak była i zaczynały sie cuda; z otrąb pszennych kisił się biały barszcz a z otrąb żytnich ŻUR !!!!!.
Wiemy, że każda mąka jest dobrym zagęstnikiem tak w skrócie o żurze można powiedzieć, że jest to zagęszczona woda.
Dziś do kiszenia żuru używa się grubo mielonej maki żytniej. Robiłem kilka razy i nie jest to żadna trudna rzecz. W zależności od temperatury zewnętrznej kiszenie żuru trwa od 2 do 4 dni. Problem polega aby wykapować kiedy żur jest właściwie ukiszony tzn. jest nie przekiszony ani nie niedokiszony bo i jeden i drugi jest do wyrzucenia. Wskazówką jest brak zapachu przy niedokiszeniu i bardzo mocny zapach /przechodzący w smród/ przy przekiszeniu. W odpowiednim czasie należy przerwać kiszenie przez przegotowanie, czosnek do wyrzucenia.
Mamy gotowy surowiec na żur /zakwas/.
Proporcje: na litr ciepłej wody /do ok. 70C/ 3 duże łyżki maki żytniej i rozgniecione 2 ząbki czosnku. Kawałeczek żytniego pieczywa – warto lekko przypalić na patelni. Najlepsze naczynie gliniane, przykryć ściereczką i odstawić, po 2 dniach zacząć wąchać :-).
Litr zakwasu wlać do 3 l. wody, osolić i rozpocząć gotowanie. W czasie gotowania zakwas zaczyna działać jak zagęstnik a białka intensyfikując kwas zapach i smak. Mieszać od czasu do czasu bo otręby sie przypalają. Warto kilkakrotnie zagotować i odstawić do ostygnięcia i po kilkukrotnym powtórzeniu mamy
ŻUR
Cała reszta to żurowa beletrystyka;
Ci którzy nie byli najbiedniejsi dorzucali grzyby, ziemniaki a bogacze podgardle, sadło i wtedy można było dodać jeszcze ze 2 litry wody bo wydzielany kolagen działał jako drugi zagęstnik. Szaleństwem i rozrzutnością było dodawanie wędlin, jajka, boczku wędzonego – istna rozpusta.
Koneserzy /w tym ja/ jeszcze dodają np. podsmażoną cebulkę, jarzyny i jeszcze do tego gotują żur na kostce lub na kości wędzonej ale to juz kompletne breweryje.
Sumując, żur to żur i koniec. Jest jedna nazwa, jedna technologia i zaledwie kilka składników.
Handlowcy bawią się w wymyślanie nowych nazw dla starego i tradycyjnego wyrobu. Rozumiem jeszcze nazwę żur tradycyjny ale śląski, staropolski, małopolski, babuni /dziadziusia nie spotkałem/ żurek na boczku z jajkiem z szynka z kiełbasą...... Troszkę mnie to wkurza ale i bawi.
Ostatnia uwaga – nie wiem w jaki sposób wytwórnie hurtowe zatrzymują kiśnienie żuru, obawiam się że robią to chemicznie.
Opłaca się spróbować bo w razie wyrzucenia strata niewielka.


..................jest interes do zrobienia:
1 l. Wody - 0 zł.
3 łyżki mąki żytniej, 4 gr - 0,25 zł. 1 kg maki zytniej od 4,30 do 5,50 zł.
2-3 ząbki czosnku /główka 2.- zl/ - 0,40 zł.
Przegotowanie – energia 0,05 zł.
2 woreczki plast. po 0,5 l 0,20 zł
Razem: 0,90 zł. Za 1 l. Czyli opakowanie ½ l. Po ok 0,45 zł.
W sklepie żur w opak 0,5 l. od 2,50 do 4,50.

Podejrzewam iż Twoje przepisy są bliżej tzw zup chlebowych /brottsuppe/ znanych nie krócej niż żur i nie mniej smacznych. Niestety nie znam ich rodowodów/ Oprócz wymienionego białego barszczu jest także kwaśnica która raczej króluje na terenach podgórskich a jej podstawowym składnikiem jest woda po kiszonej kapuście.
Jeżeli sądzisz, że jestem tak mądry sam od siebie to jesteś w błędzie. Posiłkuję się „Książką Gospodyni Wiejskiej” wydanej w 1926 roku.
Zauważyłem u siebie chęć powrotu do źródeł polskiego obżarstwa a ściśle do potraw ugruntowanych w polskiej kulturze kulinarnej a dziś często zapominanych.





piątek, 29 czerwca 2012

Okiem emeryta (11)















Odcinek 11 - czyli jednak politycznie


    W zachęcie do moich czytania felietonów zaznaczyłem, że są to felietony "niekoniecznie polityczne". Do tej pory udawało mi się dosyć skutecznie unikać w nich "polityki". Wydaje mi się, że był to dobry pomysł. Bowiem aby nie schamieć do cna na skutek obcowania z polityką, szczególnie w wykonaniu polskich "polityków", trzeba sobie stworzyć jakiś kącik rekreacyjny. Czy to znaczy, że łamię ten konwenans? Ależ skąd! przecież wyraźnie zaznaczałem, że felietony będą "niekoniecznie" polityczne. Czyli nie wykluczałem z góry takiego ich wydźwięku. Zresztą określenie "polityka", niekoniecznie (znowu to wygodne słówko) musi dla każdego oznaczać to samo. Czy więc będzie to "felieton polityczny" - każdy oceni sam.

    Ponieważ jednak odbiegać on będzie dosyć wyraźnie od schematów stosowanych w poprzednich odcinkach (a także dla rozreklamowania "Felietonów" wśród czytelników bloga) będzie on dostępny - wyjątkowo - również w "Refleksjach".




    Tydzień temu zakończyło się 358 Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski. Nie chcę być  jego recenzentem. Jestem zbyt wielkim grzesznikiem. Jednak jako "zwykły" obywatel państwa świeckiego (chociaż z preambułą) dostrzegłem wśród spraw, którymi zajmowali się biskupi, również i sprawę będącą w wyłącznej kompetencji tego państwa. Dlatego postanowiłem podzielić sie moimi wątpliwościami.

    Chodzi o rozporządzenie MEN, które sytuuje religię i etykę w grupie zajęć nieobowiązkowych. Takie stanowisko ministerstwa budzi wiele wątpliwości w biskupich głowach. Ale oddajmy głos sekretarzowi generalnemu KEP bp Wojciechowi Polakowi:

- "Problem polega na tym, że samorządy w obecnej sytuacji nie bardzo wiedzą, czy jeżeli przedmiot wypada z programu ramowego, to czy dalej będzie finansowany przez państwo (...) Oczywiście będzie finansowany, bo szkolna subwencja nie jest dzielona na przedmioty, ale jest subwencją na ucznia. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że samorządy dokładają do tej subwencji i być może umieszczenie religii i etyki w grupie zajęć nadobowiązkowych może powodować pokusę, że samorządy (...) będą próbowały ograniczyć te lekcje".

    Samorządy będą próbowały ograniczyć te lekcje! Myślę, że bp Polak, nie miał tu na myśli troski o nauczanie etyki. Natychmiast zawtórowali mu parlamentarzyści z pewnej partii (w felietonach jednak wystrzegam się zbytniego zalewu polityki, dlatego nie wymieniam nazw). Rozporządzenie MEN-u nazwali walką z kościołem. Walką, która ma polegać na tym, że samorządy mogą przeznaczyć pewną część swych budżetów na żłobki, przedszkola itp., zamiast na wynagrodzenie katechetów.

    I biedny i sponiewierany kościół, będzie musiał krzewić wiarę za własne pieniądze! Toż to zgroza! Tak sponiewierać kasę kościelną!

    Zaznaczam - nie mam nic przeciwko nauczaniu religii w szkołach. Nie mam też nic przeciwko opłacaniu katechetów z kasy państwowej, czy samorządowej. Pod jednym wszakże warunkiem - nie może to odbywać się kosztem innych zadań spoczywających na samorządach, a służących wszystkim obywatelom. Zarówno wierzącym jak i niewierzącym.

    Jednakże zastanowiło mnie właśnie dosyć specyficzne podejście hierarchów do tego problemu:

-"...Trzeba jednak zwrócić uwagę, że samorządy dokładają do tej subwencji i być może (...) będą próbowały ograniczyć te lekcje"

    Czyli samorządom nie wolno nie wydawać pieniędzy na naukę religii, natomiast kościół ma do tego niewydawania pełne prawo. Jakie to prawo? Boskie? A może prawo kaduka? Nie wiem. Sam we wcześniejszych odcinkach formułowałem różne prawa. Ale tego bym jednak nie był w stanie wymyślić.






środa, 27 czerwca 2012

Taliban

autor



    Zaczynam się niepokoić, że któregoś dnia obudzę się w Talibanie. W felietonie, który ukaże się w piątek piszę o nauce religii w szkole, a właściwie o finansowaniu tej nauki. Tekst mój jeszcze nie zdążył się ukazać, a otrzymałem potwierdzenie słuszności moich obaw. Dzisiaj usłyszałem, że PiS złożył w sejmie dwa projekty ustaw zakazujących in vitro.

    Zgodnie z projektem zastosowanie metody in vitro miałoby być karane grzywną, ograniczeniem wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. W myśl tego projektu powołana miałaby być Polska Rada Bioetyczna jako organ opiniodawczo-doradczy przy premierze. Premier powoływałby w skład Rady po jednej osobie wskazanej przez: prezydenta, Prezesa Polskiej Akademii Umiejętności, Prezesa Polskiej Akademii Nauk, Naczelną Radę Lekarską, Konferencję Episkopatu Polski, Polską Radę Ekumeniczną, oraz do 4 innych osób.

    Jeżeli uznać, że powołanie takiej komisji może być pożyteczne, to już jej skład budzi mój wielki sprzeciw. Obecność przedstawicieli kościoła w takim organie kojarzy mi się ze strukturami państwowymi w krajach realizujących prawo szariatu. Swoją misję ewangelizacyjną kościół może prowadzić z ambon. Od wiernych zależy, czy dadzą się przekonać. Właściwie nie od nich tylko od argumentów, które będą do nich trafiać. Jednak chyba kościół jest świadomy swej słabości, skoro wymaga wsparcie w postaci tworzenia organów państwowych, w których mógłby wywierać naciski. Rozumiem tą słabość. Bo jak mam uwierzyć, że poczęcie dziecka to dzieło Boże i że może ono nastąpić tylko w stanie sakramentalnym (sakrament małżeński) - skoro słyszę to z ust "kapłana" posiadającego dziecko?, dzieci?.... sam dobrze nie wie.

    Ale wracajmy do projektów ustaw. Jan Dziedziczak (PiS) tak mówi nich:

- "Projekt odrzuca metodę in vitro. Uważamy, że znacznie lepsza jest naprotechnologia, która jest tańsza, dużo skuteczniejsza i nie budzi kontrowersji natury etycznej. Zależy nam, żeby powstał projekt zgodny z nauczaniem Kościoła katolickiego..... "

    Zostawmy w spokoju dążenia Dziedziczaka do realizacji "nauki kościoła". Zaglądam na wiele blogów i nauczyłem się z nich, że nauki kościoła i ewangelię lepiej znają i rozumieją ludzie deklarujący się jako niewierzący niż "obrońcy kościoła" spod znaku PiS. Jednak w manipulacjach ideologicznych ci ostatni nie mają sobie równych. Odwrotnie niż w rzeczowej argumentacji. Dla nich prawdą niepodważalną jest tylko to co sami mówią. Nie zauważyli nawet, że in vitro i naprotechnologia to nie są dwie konkurencyjne metody. Są takie sytuacje (a jest to zdecydowana większość przypadków bezpłodności), gdzie naprotechnologia jest bezsilna. Nie będę tu udawał specjalisty z tej dziedziny. proszę jednak zapoznać się z faktami i mitami o naprotechnologii.

    W tym wszystkim, PiS nie bierze pod uwagę, że w Polsce żyją również ludzie, których światopogląd nie opiera się na "nauczaniu kościoła". I jest ich większość. Gdyby tak nie było, to PiS rządziłby w Polsce już trzecią kadencję.

    Pisząc ten spot, ochłonąłem trochę. Strach przed przebudzeniem się w Talibanie minął. Ba - powiało nawet optymizmem. Pojąłem bowiem, że jeżeli pisowcy będą głupieć w takim tempie - to w najbliższych wyborach osiągną góra 18%. A w kolejnych znajdą się pod progiem wyborczym. I wtedy uwierzę w "nauczanie kościoła".



Co Wy z tym Bońkiem !!

autor 



W telewizji najczęstrzymi postaciami ze świata piłkarskiego są zasadniczo 2 osoby; Jan Tomaszewski i Zbigniew Boniek. Od czasu do czasu pokazuje sie także Włodzimierz Lubański ale ponieważ mówi za mądrze to jest mało zapraszany. Pomimo sporej różnicy w inteligencji wypowiedzi ja nie widzę między nimi większej różnicy. Obaj są oszustami piłkarskimi. Osobe Jasia pominę gdyż już o nim pisałem i szkoda czasu na jego temat.
Posłuchajcie opowieści;
W I połowie grudnia, pod wodzą trenera Ryszarda Kuleszy reprezentacja udaje się na mecz eliminacyjny mistrzostw świata na Maltę. Nasz opolski bramkarz – Józef Młynarczyk melduje się do wylotu na bani. Trener Kulesza odsyła go do domu ale............w jego obronie stają piłkarze pod wodzą Zbigniewa B. Trener się ugina i następuje wyjazd. Z Malty jednak zostają odwołani Boniek, Terlecki i Żmuda i dostają zakaz gry w reprezentacji. Aby było wesoło kupniaka ze stanowiska selekcjonera dostaję Ryszard Kulesza.
Na miejsce Ryszarda Kuleszy powołany zostaje Antoni Pieczniczek którego staraniem piłkarze zostają przywróceni do gry w reprezentacji /do której na skutek odmowy nie wraca Terlecki/.
Jak wiemy, reprezentacja 1982 roku spisała się doskonale zajmując 3 miejsce w mistrzostwach świata i do tematu juz nie wracano. Antoniemu Piechniczkowi wydawało się że skoro uratował od niebytu Bońka i Żmudę to może liczyć na ich lojalność tymbardziejiz po mistrzostwach Zbigniew Boniek przechodzi do gry Starej Damie.
Na mistrzostwach świata w Meksyku w kiepskimj stylu i psim swędem Polska wychodzi z grupy trafiając w Brazylię i odpada. Trener Piechniczek składa dymisję i wróbelki ćwierkaja dlaczego a ja nie tyle sie domyślam co zupełnie przypadkiem zobaczyłem coś na własne oczy.
Latem roku 1985 byliśmy z żoną na wczasach w naszych ukochanych Beskidach a konkretnie w Wiśle, DW Storczyk na stoku Partecznika. Schodząc do centrum i na drugą stronę Wisły przechodziło się koło ośrodka sportowego Start, który znany był z miejsca w którym przygotowują się piłkarze. Mieliśmy to szczęście że wtedy wszystkie tuzy polskiego piłkarstwa tam się spotkały a gawiedź mogła obserwować ich treningi. W pamięci utkwiła mi następująca scena; Piłkarze biegają, w kilku grupkach pod wodzą jakiś panów dresach. W centrum dowodzi osobiście Antoni Piechniczek. Na skromnej trybunce siedzi tabun piszczących sikorek, grupki mniej lub bardziej zaawansowanych wiekiem pań. Trenuja aż furczy. W pewnym momencie od strony hotelu biegnie chłopak i cos szepcze Piechniczkowi do ucha. Ten wydaje jakieś dyspozycje i truchtem biegnie do budynku klubowego. W chwili gdy znika za węgłem, ja za machnięciem czarodziejska różdżką na boisku ustaje wszelki ruch. Piłkarze się rozłażą i gaworzą z paniami, niektórzy po prostu sie uwalili na glebie brzuchem do góry.......... sytuacja trwa kilkanaście minut i nagle różdżka zadziałała powtórnie i jak na starych filmach taśma ruszyła do przodu. Po kilkunastu sekundach ukazał się truchtający trener.
Do pkt IV – niby nic, ale jak za kilka miesięcy dowiedziałem się że piłkarze pod wodzą............zgadujcie kogo ???? - dobra zgadliście - buntują się przeciw Piechniczkowi to zrozumiałe, że wtedy w Wiśle już były zaczątki degrengolady polskiej piłki. Tam w Wiśle piłkarze trenowali dla trenera a jak go nie było to mieli wszystko gdzieś. Pamiętam rozżalenie Piechniczka bo niby wszystko było ok. dopóki piłkarze jawnie nie wystąpili przeciw niemu jak powtórzyła się sytuacja jak z Młynarczykiem i trenerem Kuleszą. Ledwo go uproszono aby nie zostawiał kadry w obliczu Mistrzostw świata co też uczynił składając dymisję po odpadnięciu Polski z turnieju.
Dziś, większość piłkarzy z tamtego okresu pełni różne funkcje w różnych gremiach czy klubach. Panuje między nimi zmowa milczenia na okresu kiedy byli przyjacielami z boiska a wiele mogli by opowiedzieć. Pamiętacie parodię trenera reprezentacji o nazwisku Boniek ?
A dziś jaki mądry – wszystko wie.
video
Nie wierzę Bońkowi, Lacie, Majewskiemu, Tomaszewskiemu, Janasowi i paru innym.
Uwierzyłbym Włodzimierzowi Lubańskiemu ale on jest za mądry aby w to bagno wchodzić.
ps.
Niech dzis wygra lepszy tzn. Portugalia.



poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wodzionka !!!

autor



Knedle, pielmieni, bogracz, paella, pizza........... , każda z tych potraw jest łatwo rozpoznawalna i bez kłopotów jest umiejscawiana w kraju czy regionie. Podobnie jest ze śląską WODZIONKĄ.
Niestety przez lata wokół wodzionki narosło szereg nieporozumień, nieścisłości i przekłamań. Zamieszczony obok przepis spowodował ,iż jako Górnoślązak postanowiłem wyjaśnić genezę powstania tej charakterystycznej zupy. Wodzionka skupia także jak w soczewce nasz, górnośląski charakter i gospodarność.
Kłopot także polegał na umieszczeniu tego posta w odpowiednim dziale bo pasuje do „Kuchni”, „Felietonów” i „Refleksji”. Ostatecznie postanowiłem zamieścić w dziale „Refleksje” gdyż każdy składnik zupy o nazwie „Wodzionka” ma swoją historię i wymaga paru słów komentarza.
Przedstawiam - W O D Z I O N K A :
Składniki:
- CHLEB.
Wyłącznie chleb suchy, żadna weka, bułka, graham.
W czasie rozwoju industrialnego na Śląsko /Śląsko – czyli grząsko, bagnisto/ w okolice wsi Kątowice /prawdopodobnie nazwa od leżącego z boku, kątem małej mieściny między Bytomiem a Mysłowicami/ściągali ze wsi opolskich  przyszli górnicy, hutnicy i wszyscy ci którzy tworzyli Górnośląski Okręg Przemysłowy. Ludzie prości, religijni, uczciwi i oszczędni. Wyjątkową estymą cieszył się chleb powszedni i modlitwa aby go nigdy nie zabrakło. Moja Babcia nie ukroiła chleba dopóki nie zakreśliła na nim znaku krzyża, moja Mama jak sie jej nie zapomniało, ja jak mi sie przypomni. Nie było mowy aby najmniejszy okruszek chleba się zmarnował nie mówiąc o większych kawałkach naszego powszedniego. Kawałki czerstwego chleba były krojone i suszone na piecu aby go nie złapała pleśń. Używany był do mielonych /zwanych karbinadlami – w niektórych źródłach widnieje nazwa karminadle/ jako bułka tarta do panierowania i jeżeli jeszcze było go w nadmiarze to do „WODZIONKI”.
- TŁUSTE.
Właściwie powinienem napisać gwarowo TUSTE i to tuste nie zawsze było czystym smalcem ale na pewno smalcopodobnym. W czasach przedlodówkowym najefektywniejszym sposobem na długie przechowywanie mięsa i wyrobów mięsnych był tłuszcz wieprzowy uzyskiwany w czasie świniobicia a także w mniejszym zakresie łój. W I klasie był smalec ze skwarkami ze słoniny a w  II inny tłuszcz z głowizny, podgardla, pachwinki lub gorszych części boczku. Ze wsi woziło się na święta mięso i kiełbachy zatopione w smalcu, który był świetnym smarowidłem i niezbędnym składnikiem „WODZIONKI”
- CZOSNEK.
Jeszcze w latach 1950-60 chodziłem razem z Babcią na katowicki targ /dzis ul. Skargi/ po różne wyroby w tym czosnek i pamiętam 3 stoiska wyłącznie z czosnkiem /z których jeden prowadził autentyczny żyd/  którego było także przynajmniej 3 rodzaje; biały, różowy, fioletowy.....Babcia była fachowcem i wybierała taki który sie nie zepsuł i pozostawał twardy przez długi okres. Zawsze trwały targi jaka długość warkocza czosnku odciąć i za ile. Pamiętam, że czosnek był stosunkowo tani a moim punktem odniesienia były popularne wtedy rolki dropsów i tak za 1 rolkę dropsów owocowych lub mlecznych były 3 główki czosnku niezbędnego do „WODZIONKI”
SÓL, PIEPRZ, /ewent. coś zielonego dla estetyki/.
- KONIEC
                                       To wygląda na wodzionkę !!!!!!


Na talerz pokroić w kostkę suchy chleb, do tego łycha smalcu /pięknie jak ze skwarkami. Rozetrzeć ząbek /dla wytrzymałych 2/ czosnku i zalać wszystko gorąca wodą. Spożywać jak najszybciej bo po jakimś czasie chleb się zamieni w ciapę.
        to chyba zur !       czyżby wróciło ?       chleb nie może być             co to sałatka ???
                                                           świeży bo bedzie ciapa/
                 /wszystkie 4 zdjęcia widnieja pod nazwa "wodzionka"/.



video










sobota, 23 czerwca 2012

CBA - Superstar ?.

autor



CENTRALNE BIURO ANTYKORUPCYJNE – bękart poczęty siłami Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej na czele którego stanął fachowiec od rozrzucania ulotek oraz roznoszeniu „bibuły”. Strach Platformy Obywatelskiej przed łatką partii kombinatorów i złodziei pozwolił stworzyć naszą, rodzimą, polityczną tajną policją zajmującą się wszystkim a co najważniejsze zgodnie z politycznym, aktualnym partyjnym nurtem. Szczęście w nieszczęściu, że ten eksperyment nie potrwał długo i po samokompromitacji wraz ze swoja partią-patronką odszedł w niepamięć pozostawiając na placu boju rozdęta organizację, która poza szerzeniem strachu i spektakularnych występów nie doprowadziła niczego do końca /z wyjątkiem tzw. sprawy posłanki Sawickiej/. Nie powiódł się także eksperyment z pozostawieniem na stanowisku szefa CBA polityka opozycji.

Wydawałoby się, że pod nowym rządem CBA wkroczy na drogę dla niej najwłaściwszą czyli zajmie się antykorupcją /jak wynika z nazwy/ czyli przeciwdziałaniem korupcji w sferach naszego życia szczególnie gospodarczego. Niestety wychodzi na to, że mamy jeszcze jedną instytucję która depcze po piętach w swoich kompetencjach innym służbom i organom państwa. Ponosi mnie gdy słyszę, że nasze dzielne CBA weźmie pod lupę czy w czasie budowy autostrady A2 na odcinku C nie doszło do oszustwa przez firmę DSS po zerwaniu kontraktu z chińskim konsorcjum COVEC.
Przepraszam, że zapytam bo być może tkwię w mylnym błędzie – co do tej pory robiło CBA w sprawie zabezpieczenia antykorupcyjnego nie tylko autostrad i także wielu innych dużych inwestycji krajowych. Czy w ramach zabezpieczenia antykorupcyjnego nie powinno monitorować i przypatrywać sie kontrahentom startujących w publicznych przetargach ?. Czy CBA nie powinno ostrzegać władz administracji rządowej lub samorządowej prowadzącej przetargi, że np. w wypadku takich firm jak COVEC czy DSS w których inni szatani są czynni i odradzać wyboru takich wykonawców ?. Aktywność CBA w śledzeniu przestępstw post factum nie jest działaniem antykorupcyjnym a działaniem będących w gestii i powielających kompetencje wielu innych instytucji jak np. Centralne Biuro Śledcze, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Policja, Prokuratura, Najwyższa Izba Kontroli, cały aparat kontroli skarbowych a nawet służby graniczne oraz wywiadu i kontrwywiadu.

Co to za humbug: CBA przejęło od prokuratury okręgowej śledztwo w sprawie autostrady A2, które ma m.in. wyjaśnić przyczyny niepłacenia podwykonawcom przez firmę DSS /ze strony superauto24.pl. z 22 czerwca 2012 r./. Co ma CBA do prowadzenia śledztwa w sprawie o przestępstwo niepłacenia podwykonawcom, co z tym ma wspólnego antykorupcja a jeżeli ma to gdzie przy zawieraniu kontraktu było CBA ??. Uważałem ,że w sprawach o najwyższe kontrakty zawierane przez państwo lub ich urzędy istnieje gospodarcza osłona wywiadowcza. Moim, skromnym zdaniem przy przetargach np. powyżej 1mln. EURO musi w składzie komisji przetargowej byc przedstawiciel CBA a powyżej 10 mln. EURO przedstawiciel Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W przeszłości nie byłem krytycznie nastawiony do decyzji o skierowaniu agenta Tomka na szkolenia czy spotkania w sprawach biznesowych. W kluczowych miejscach życia gospodarczego winni być poutykani wywiadowcy niuchający czy nie kroi się gdzieś korupcja lub inne przekręty. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z kreowaniem zachowań korupcyjnych czy wymyślaniu afer korupcyjnych np. rzekomy dom Kwaśniewskich w Kazimierzu.
Nadchodzi czas rozliczeń dużych budów i w pierwszym rzędzie należy skierować zapytania do urzędów zajmujących sie zabezpieczeniem państwa przed większymi i mniejszymi cwaniakami gospodarczymi i od remontów dworców zaczynając poprzez budowy autostrad do naszych stadionów.
Niestety mam słabą wyobraźnię i nawet nie wyobrażam sobie co będzie a spowiedź generalna i pokuta być musi.


piątek, 22 czerwca 2012

Okiem emeryta (10)















Odcinek 10 - czyli trzeba coś napisać


    Urodziłem się z pewną wadą wrodzoną. Rodzice byli bardzo tym poruszeni. Robili wszystko, by ją wyleczyć. Niestety - ponieśli porażkę. Bowiem w leczeniu wad wrodzonych potrzebna jest współpraca między terapeutą (w tym wypadku rodzicami) a pacjentem. A takiej współpracy być nie mogło, wziąwszy pod uwagę rodzaj schorzenia - LENISTWO!

    I tak musiałem nauczyć się z tą ułomnością żyć. Łatwo nie było. Miałem przeciwko sobie cały świat. Bo przecież dla małego człowieka - najbliższe otoczenie to cały świat. Później było trochę łatwiej - zauważyłem, że nie jestem w świecie żadnym wyjątkiem. Zacząłem nawet tą moją przypadłość lubić. Pomogła mi w tym literatura. W jakiejś mądrej książce przeczytałem, że lenistwo jest prawdopodobnie siłą motoryczną wszelakiego postępu.

    Gdyby człowiekowi zawsze się chciało chodzić piechotą, dźwigać na plecach ciężary - nie wymyśliłby prawdopodobnie koła. Z innymi przełomowymi dla ludzkości wynalazkami było podobnie. Gdyby nie wrodzone lenistwo - prawdopodobnie żołnierze do dzisiaj machaliby ciężkimi stalowymi maczugami czy mieczami. Ale im się nie chciało - wymyślili więc proch. Każdy z nas zna wysiłek podejmowany przy próbie wyuczenia się na pamięć tabliczki mnożenia. Jak myślicie - dlaczego wynaleziono kalkulator? Przykładów można by przytaczać tysiące.

    Niestety - samo wymyślanie podobnych wynalazków też potrafi być męczące. Dlatego pewnie nie wymyślono jeszcze jakiegoś urządzenia do pisania felietonów. Zaczynając publikować moje - deklarowałem, że będą ukazywać się co piątek. Naiwnie wierzyłem, że dotrzymanie słowa przyjdzie mi bez wysiłku. Przecież do kroćset, jestem emerytem! Cóż innego mam do roboty!

    Jednak okazało się, że nawet jak ja nie widziałem żadnej roboty, to ona mnie zawsze jakoś dostrzegła. O różnych takich "nieszczęśliwych" przypadkach pisałem w poprzednich odcinkach. Teraz jednak dostrzegłem pewną niepokojącą prawidłowość. Niepokojącą dla człowieka, który nauczył się już żyć ze swoją ułomnością. Ba - nawet ją polubił! Otóż - i to chyba może być uznane za kolejne prawo Kowalikowskiego - im więcej masz roboty, tym więcej jesteś w stanie zrobić. Niestety, działa to też w drugą stronę.

    W ostatnim czasie jakoś praca za mną nie chodziła. A to pogoda nieodpowiednia do prac ogrodowych, a to wnuk trochę chorował i nie wychodził z domu, a to na końcu i ja trochę zaniemogłem i lekarz zalecił mi wypoczynek. Pracy mało, czasu dużo. I nagle z przerażeniem dostrzegam w kalendarzu napis "piątek". Kiedyś felieton gotowy był na jakieś dwa, trzy dni przed czasem. Nawet zdarzało się, że aż dwa gotowe odcinki czekały w kolejce do publikacji. A teraz nagle budzę się z ręką ..., no powiedzmy z pustą ręką.

    Pozostaje mi już tylko prosić czytelników o wybaczenie. A swoją drogą, ciekaw jestem czy tylko mnie przytrafiają się takie rzeczy? Nie ukrywam, że bardzo podniosłaby mnie na duchu wiadomość, że jeszcze ktoś cierpi na podobną dolegliwość.

    Nie życząc tego nikomu, żegnam się do przyszłego piątku. (?)



czwartek, 21 czerwca 2012

Prezes listy pisze i inne dyrdymały

autor



    Wyjaśnienie do tytułu - nie mam zamiaru udowadniać, że prezes, Zbawiciel nasz jedyny, oprócz listów pisze również dyrdymały. Bowiem taki tok rozumowania prowadziłby do fałszywego wniosku, że w listach prezesa nie ma śladu dyrdymałów. Co oczywiście byłoby nadużyciem. Listy jednak prezes pisze nader często. Adresaci są różni. A to własna partia, a to "odszczepieńcy". Teraz przyszedł czas na premiera. Pocieszające jest to, że jeszcze na razie są to tylko listy a nie homilie.

    Ostatnia homi.. - przepraszam - ostatni list zawiera apel o podjęcie działań na rzecz wyrównania dopłat bezpośrednich w UE dla polskich rolników.

    "Stan dyskryminacji polskiego rolnictwa grozi jego przyszłości..." - pisze zatroskany Zbawiciel. Na konferencji prasowej został odpytany na tę okoliczność. Na pytanie - "czy na prawdę uważa, że stan polskiego rolnictwa jest katastrofalny?" odpowiedział, że nigdy nic takiego nie mówił. Odetchnąłem.

    Tak na prawdę, używanie określenia "polskie rolnictwo" jest nadużyciem obliczonym na wywarcie wrażenia na populistycznym elektoracie. Polskie rolnictwo nie jest monolitem. Dopłaty biorą zarówno rolnicy mało (czasem bardzo) powierzchniowi, rolnicy wielkopowierzchniowi (prawdziwe przedsiębiorstwa rolne) oraz rolnicy "stołeczni". To tylko z grubsza uczyniony podział, by lepiej przedstawić różnorodność pojęcia "polskie rolnictwo".

    Kondycja każdej z tych grup jest bardzo różna. O ile najmniejsi, faktycznie żyją z dopłat, o tyle "stołeczni" dopłaty traktują jako odsetki kapitałowe. Prezes mówił, że dyskryminowanie przez UE Polski w sprawie dopłat, zmniejsza konkurencyjność naszych rolników. Trochę prawdy w tym jest. Jedna trudno mi sobie wyobrazić taką wysokość dopłat, by "rolnik" gospodarujący na jednym hektarze mógł być konkurencyjny wobec rolnika francuskiego. Z kolei gospodarstwa przemysłowe muszą raczej dbać o jakość, przechowywanie, pakowanie i transport niż o dopłaty. A ze społecznego punktu widzenia - dopłaty dla "stołecznych" - nie mają żadnego uzasadnienia.

    Może bym nie poruszał tego tematu, gdyby nie kilka zdań, które raczył swoim zwyczajem dodać Zbawiciel. Otóż jak zwykle podkreślił różnicę między jego partią (co za skromność - ani słowa o sobie!) a inną (podkr. moje), w dodatku rządzącą. Otóż on (sorry - jego partia) nie pada na kolana przed UE. Jego partia (czytaj - ON) ma odwagę żądać dla Polski tego co Polsce się należy.

    Niby tak - swego trzeba bronić. Ale jeżeli jest to jedyny pomysł na polskie rolnictwo - to ja temu panu dziękuję. Dalej, jeżeli ten pan uważa, że tak właśnie - żądając bezwarunkowo dopłat - należy budować prestiż Polski i umacniać jej rolę w UE - również temu panu dziękuję. Już kiedyś kierował polską polityką zagraniczną. Absmak w całej Europie pozostał do dziś.

    Polskie rolnictwo na prawdę potrzebuje pomocy. Ale pomocy systemowej a nie zapomogi. Nie jestem fachowcem od rolnictwa, chociaż jak prawie wszyscy jakąś, wcale nie małą rodzinę na wsi posiadałem i jeszcze trochę posiadam. Więc czuję bluesa. Zapomogami tych problemów się nie rozwiąże. Jedyne co zyskamy, to opinię największego (wszak prawie 40-to milionowego) żebraka. Sami doprowadzimy do podziału Europy na dwie części - tą która pracuje i ma dochody i na resztę. Taką jak Grecja, Portugalia no i Polska. W tych krajach ludzie zapanuje przekonanie, że nie ma co się wysilać i próbować się rozwijać - przecież bogaci są od tego, by dawać biednym.

    Cała ta teoria o "dyskryminacji" jest funta kłaków nie warta. Przecież Francja i Niemcy nie tworzyły UE, bo nie wiedziały co robić z pieniędzmi. Owszem, trochę nieładnie to wygląda, gdy z funduszy unijnych większe korzyści maja niemieccy rolnicy niż polscy. Jednak inaczej to będzie wyglądało gdy porównamy to procentowo.

    Dla malkontentów mam zadanie - proszę policzyć jaki procent funduszy unijnych pochodzi ze składek niemieckich a jaki z polskich. Potem proszę wyliczyć ile razy więcej płacą Niemcy od Polaków. Dopiero teraz można policzyć ile razy więcej bierze niemiecki rolnik od polskiego. Tylko proszę tych wyników nie pokazywać Niemcom, bo gotowi są doprowadzić do obcięcia dotacji dla Polski.

    Tęsknię za czasem (który chyba kiedyś nadejdzie) w którym Polacy będą się martwić nie nad tym jak wyciągnąć kasę od innych - ale jak ją najłatwiej ZAROBIĆ!



    Przeglądając prasę natrafiłem na taki kwiatek:

Robert Mazurek i Igor Zalewski z "Uważam Rze" piszą, że na wyjeździe klubu PiS do Domu Polonii w Pułtusku "w ferworze integracji rzecznik PiS Adam Hofman pobił się z agentem Tomkiem". Raczej nie pytamy, kto komu. Biedny Hofman... czy to wypielęgnowane lico przyjęło ciosy agenta? Póki co - nie wiadomo. Sam Tomek w rozmowie z "Faktem" próbował obrócić sprawę w żart.

/EastNews/Fot. Z. Kaczmarek
    Są w życiu takie chwile, że żałuję iż nie udało mi się zostać jakimś agentem.  


PO-wski wuj !!

autor


Myślę, że sprawię dużą satysfakcję panu „anonimowiczowi” oraz pewnej pani, która w każdym komentarzu zmienia swoje imię /może tak ma ??/.
Chodzi o zgodną opinię o plucie na pewna partię którą dowodzi pewien geniusz polityczny /O - !!, znowu pluję/.
Ciekawe oczywiście jest to, że krytyka moich notek nie polega na prostowaniu ich treści ale właśnie:

te, tetrycy Eliza os...ła sie po pachy od plucia jadem, maaacie rooobotę nareszcie! dawać mydło i ścierki! a może też pomoc z Holand? blizej piekła mają....
Nowalijka


Czy Was życie nie nauczyło żeby nie napadać na kogoś?
Irmina

Haraszo leszek
Wołodia
Jawohl herr Opolski !
nain Holland!
Jurgen

"""za barak wiary""" chodzi ci chyba o barak sowiecki przed ofensywą ;czysta; oczywista. Widać , że później zacząłeś pić niż Opolski bo ten to nawet czas i odmianę miesza.
Slavko od plebejskiego kopania - na żywo - specjalnie dla Plebsu.

Ramolu Opolski razem z kamratem wieszczyłeś rozróby dzisiaj pod Pałacem i co ramolu? szukasz zwady co? w dziób? a ty co masz za wykształcenie? kiepskie nie?
Każdy przeciętnie inteligentny Rodak wie, że Euro to finansowa porażka Polski , stąd też planowane kolejne podwyżki administracyjne, a córunia w Holland a nie na zielonej wyspie.
Gdzie te blokady i rozróby partii ,
G D Z I E...
Tolek Gdańsk

Przyznaje że tu odpisałem bo nie pisałem nic na ten temat a dodatkowo komentujący ruszył moją rodzinę.

 Anonimowy 10 czerwca 2012 19:12
Wystarczy ,że jątrzą tacy ramole Opolscy , GDZIE TE ROZRÓBY DZISIAJ POD PAŁACEM? tetrycy - GDZIE?
WY W DUECIE CHODZICIE JAK PATROL MILICJI - jeden potrafi czytać drugi pisać, Gronkiewicz zezwolenia nie wydała bo o to nie prosili, jest słowna zgoda na przejście Rosjan i odpowiedzialność spada na Policję, widzisz tetryku jakie "główki" w ratuszu mają?
G D Z I E TE ROZRÓBY
 
Tolek....

Jak zwykle Holland trolland tabletka i. ........
ortografia
# Azazel ##

No i dobrze ktoś was nauczy bezstronnego spojrzenia bo optujecie za jedynie słuszną partią jakby było za kim / za czymś :))
Halina Reliska@

Przykładów nie ma co mnożyć ale czasami można wyłowić jakiś komentarz z którym można polemizować chociaż pochodzi z „drugiej” strony;

tak panie Piotrze "wyznaczyła nowy standard" , sportowo na 2+, organizacyjnie 4 a długi wzrosły o 8 mld....., historycznie? drugi od końca najsłabszy zespół gospodarza Euro na 26 zespołów- gospodarzy w historii Euro
Kazik.

Może racja – pożyjemy – zobaczymy !!

Panie mądry.
3 głosy to 78% ?
14 + 66 = 100% ?
i podobnie ten miesiąc ( uradowany Opolski) z 5 weekendami , co rozesłaliście spam do ludzi,
otóż taka i wasza wiarygodność polityczna i wiedza.
Więcej zieleniny mniej sadła,
Slavko, ten od plebejskiej gry dla plebsu.

Racja !!! - dajcie mi prawo do błędu i do niesprawdzenia każdej wiadomości którą otrzymuję.
Panie Opolski, epizod z różami to zasługa waszego systemu i braku wychowania demoludów.
A co tu wspominać, tamto pijaństwo , brud i kradzieże?
Janka Opole
(dot: notki   o festiwalu Opolskim )

Nie zgadzam się z tym ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie !!

Z utęsknieniem w odpowiedzi na swoje notki oczekuję merytorycznych dyskursów a nie czepiania sie szczegółów lub wygłaszaniem kwestii a propos. Może jest to trudne gdyż treść moich notek w swojej znakomitej większości nie jest oparta na czystej złośliwości ale na realnych poczynaniach moich przeciwników politycznych tzn. PIS i związanych z nimi ugrupowań i ludzi.
Można się wściekać że pisze np. jeszcze kilka dni a dowiemy sie jaka to klęska to całe EURO i jedynie kibice nie nawalili /autor – Jacek Kurski/, rząd odebrał od ust emerytom ostatni kawałek chleba aby zadowolić chore ambicje D. Tuska /autor Mariusz Błaszczak/, totalna klęska to Euro. Kto do tego dopuścił i kto za to odpowie ?? /Adam Hofman/.
Oto moje dalsze źródła informacji – rozmowa w „Gościu Dnia” Dominiki Wielowiejskiej z posłem Markiem Suskim /bombowy fragment, kibole a Katyń !!/:
Czy przytaczanie wypowiedzi np. Posła Suskiego to plucie czy bogaty materiał poznawczy ?.
Mam propozycję dla moich przeciwników, /mam nadzieję że Leszek ją zaakceptuje/ gdyż rozumiem, że przedstawienie swojego zdania w krótkim komentarzu do posta jest mało efektywne i stąd skrót niemerytoryczny. Oddaję do dyspozycji swoja pocztę rother@onet.pl . Napisz swój tekst i jeżeli nie będzie zawierał wulgaryzmów to go opublikujemy jako post z ewentualna naszą repliką. Być może będzie to zaczątek nowej zakładki pod np. nazwą „Innym Zdaniem”, „Pokój Innego Brata”........ ?!.
Buzi !!!!!.










poniedziałek, 18 czerwca 2012

Eurosukces ?

autor




Czasami człowiek robi się refleksyjny szczególnie jak spojrzy w swoje, życiowe wsteczne lusterko. Nie wracając zbytnio wspomnieniami do początku II RP to w mojej ocenie od 1989 roku zrobiliśmy dwa i pół olbrzymiego kroku, susa do przodu. Pierwszego zafundował nam Leszek Balcerowicz i dziś wiemy, że bez jego bolesnej dla wielu operacji dalszy ciąg III RP pozostałby bez biegu. Drugi skok miał się odbyć przy pomocy 4 dużych reform premiera Jerzego Buzka. Część z reform na ówczesny czas wypaliła a część w dalszych latach została „spalona”. Największą skuchą tamtych reform było zaniechanie udoskonalania Kas Chorych i ich likwidację przez lewicę w osobie min. Łapińskiego.
Dziś jesteśmy po trzecim skoku. Okazało się ,że potrafimy się zorganizować i przy odpowiedniej koncentracji sił i środków dokonać rzeczy o które nikt nas czyli polskiego narodu, społeczeństwa nie podejrzewał. Kopniakowi rozwojowemu w postaci EURO2012 nikt nie może zaprzeczyć jak i nie może zaprzeczyć, że władze dokonały olbrzymiego wysiłku logistycznego który niemal do końca wypalił. Wyczołgujemy się z zaścianka Europy i stajemy sie normalnym europejskim krajem.
Do końcowej oceny EURO2012 pozostało jeszcze trochę czasu ale już dziś można to wydarzenie określić mianem sukcesu. Także juz dziś wychodzą z cienia dyżurni obsrywacze /Gizyński, Tomaszewski, Kurski/ a inni jeszcze przyczajeni czekają na znak Prezesa.
Ocena nasza nie do końca musi byc obiektywna gdyż w skład tej oceny wchodzą sympatie polityczne i dlatego oprę się opiniach zewnętrznych czyli
JAK NAS WIDZA INNI
Brytyjski „The Telegraph” - Polska to klejnot wśród nowych członków Unii Europejskiej.
Francuski „Le Monde” - Polska błyszczy,
Włoska „La Republika” chwali nasze stadiony uznaja stadion w Gdańsku za najlepszy,
Rosyjskie „Wiesti” i irlandzki „Irish Times” chwala polska gościnnośc i pozytywny stosunek do wszystkich kibiców,
„Fox Sporst Amerika Latina” - w Polsce wszystko gotowe, wszystko na wysoki połysk.
Maria Mondelouattache z ambasady greci w Polsce – Euro jest szansa aby zademnstrowac pozytywne nastawienie do siebie.
„Financial Times” - Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012 to wydarzenie, które otwiera Polsce drzwi do grona gospodarek rozwiniętych – pisze FT w specjalnym raporcie poświęconym Polsce. Organizacja Euro 2012 jest miarą wysiłków włożonych w modernizację Polski w ciągu ostatnich 5 lat. Trzeba przyznać, że kraj z większości zadań wywiązał się bardzo dobrze.
Czeskie „Lidowe Nowiny” zauważają – czas skończyć myśleć stereotypami o Polsce. Polacy nam uciekają co udowadniają Mistrzostwa Europy w piłce nożnej.
Fracuski dziennikarz /niestety „zgubiłem” gdzies ten artykuł/pisał mniej więcej tak. Byłem w Polsce, cudowna atmosfera, entuzjam a o jakiś incydentach dowiadywaślismy się z polskiej TV. Strefy Kibica – niesamowity, polski wynalazek. Byłem także na Ukrainie i czułem jakby odbywały się 2 różne imprezy.
Reflex" zaczyna od przywołania krążących w Czechach stereotypów i o Polsce i jej mieszkańcach: "To naród spekulantów i geszefciarzy, którzy mają wstręt do prawdziwej pracy i zamiast jedzenia eksportują trujące śmieci. To kraj zacofany i brzydki, gdzie ludzie toną w wódce i średniowiecznych przesądach religijnych". "Jednak być może nadszedł czas zauważyć, jak zmieniła się Polska w ciągu 20 lat. I w wielu kwestiach zaczyna nas wyprzedzać" - wybija w swym artykule pt. "Nasz polski kompleks" dziennikarz i publicysta Josef Mlejnek młodszy.
JAK WIDZIMY SIEBIE
/Watek sportowy/..........jeszcze kilka dni a dowiemy sie jaka to klęska to całe EURO. Kto dopuścił aby mecz Polska – Rosja prowadził sędzia niemiecki............ znów jesteśmy ofiarą kondominium – powołać komisje śledczą !. Smuda – wiadomo jakiej jest opcji i dlatego dopuścił także inne opcje niepolskie a prawi polacy siedzieli na ławce rezerwoowych.
?Watki poza sportowe/. Nic nie ma – nowe drogi do remontu, dworce sie walą, lotniska niebezpieczne a na stadionach nie ma kto grać a trzeba płacić. Prawdziwi patrioci ostrzegali i dawali znaki poprzez napady na kibiców innych drużyn ale „Tusku – kibole Twój..........” nie słuchał a tylko słuchał Putina, na baczność. Rząd odebrał od ust emerytom ostatni kawałek chleba aby zadowolić chore ambicje D. Tuska. Totalna klęska to Euro. Kto do tego dopuścił i kto za to odpowie ??.
Ciekawe co wymyśli nowego Jarosławpolskezbaw i jego hałastra ?



Dwa łyki statystyki:
Rosja – 15 miejsce w rankingu FIFA,
Grecja – 17 miejsce w rankingu FIFA,
Czesi – 27 miejsce w rankingu FIFA,
Polska – 62 miejsce w rankingu FIFA,
....................słuchaj Jezu jak Cię błaga lud, słuchaj Jezu uczyń z nami cud !!!!
Nie uczynił – widocznie miał ważniejsze sprawy do roboty.








niedziela, 17 czerwca 2012

Porażka ?

autor



    No to mamy finał. Finał występów naszej reprezentacji na EURO 2012. Samo EURO 2012 to - dzięki Bogu - jeszcze mamy. Czy to dobry czas na podsumowanie? Chyba nie najlepszy. Bowiem aspektów sportowych, organizacyjnych, politycznych czy ludycznych - nie można w tym wypadku rozpatrywać osobno, w oderwaniu pozostałych. Jednak jeden z tych elementów już nie będzie miał dalszego ciągu (w odniesieniu do pozostałych). Skoro więc pewien etap się zakończył, można mimo wszystko pokusić się o próbę jego podsumowania. Zresztą od rana, we wszystkich mediach pełno takich prób.

    Na początek pytanie - jak należy ocenić występ naszych futbolistów?

  
    Natychmiast narzuca się odpowiedź - w żadnym wypadku! Ale spokojnie.... Musimy uściślić kryteria. Jeżeli za punkt wyjścia przyjmiemy nasze - dodatkowo rozbudzone remisem z Rosją - oczekiwania i nadzieje, no to porażka. Jeżeli zaś za ten punkt przyjmiemy pozycję naszych kopaczy w rankingach - to sukces. Skromny, bo skromny - ale jednak. Powtórzę za innymi - nie musieliśmy rozgrywać "meczu o honor"! Momentami gra naszych reprezentantów musiała się podobać, podrywała dziesiątki tysięcy ludzi na trybunach i w różnych innych miejscach. Wtedy odczuwaliśmy, że nasze nadzieje nie są bezpodstawne.

fot. AFP

    Ale życie jest brutalne, jak czteroletni wnuk. Walnie ci prawdę w oczy, właściwie to prawdą między oczy! Jednak rozsądny człowiek potrafi się z tą prawdą pogodzić i potrafi zapamiętać te WIELKIE CHWILE, które przeżył mimo wszystko, dzięki naszym piłkarzom.

Fot. Bartosz Bobkowski - Agencja Gazeta

    Czy oznacza to, by im zapomnieć wszystko? Wszystkie błędy zarówno w grze jak i w przygotowaniach? W żadnym wypadku! Życie, jako rekompensatę za swą brutalność, zawsze daje nam możliwość wyciągnięcia nauki z porażek, zawsze jest jakaś druga szansa - jeżeli już nie w tym turnieju, to przecież będą inne!

Fot. Kuba Atys - Agencja Gazeta


Zresztą dla naszych reprezentantów to chyba też była gorzka lekcja. Nie kopmy więc leżącego!

Na szczęście nasi kibice wykazali się większą dojrzałością i empatią, niż niektórzy politycy i działacze. Podziękowali im za starania i walkę na boisku.

Z drugiej strony też padały podziękowania za wspaniały doping, wiarę w sukces i na końcu, może nie wypowiedziane, ale również za wyrozumiałość.

Do normalnych zachowań (podkreślam to słowo, bo u nas normalne zachowania są nienormalne - i na odwrót) należy też zaliczyć zachowanie trenera Smudy. Odchodzi z funkcji trenera reprezentacji, bez zbędnego polewania się pomyjami. Przynajmniej dzisiaj, gdy trwa jeszcze europejska impreza. Co prawda jemu może łatwiej to przychodzi, gdyż jak sam podkreśla - kontrakt ma tylko do czasu EURO. I nie musi składać dymisji.

Wiara, nadzieja, .... i Smuda.

    Na ocenę aspektu organizacyjnego mistrzostw jest na prawdę za wcześnie. Mistrzostwa dopiero w połowie. Wiele jeszcze się może wydarzyć. Jednak na razie jest dobrze. Żadnych spektakularnych zakłóceń nie było. Jeżeli jakieś były, to tylko w imaginacji Czarneckiego i spółki. Ale to są przypadki beznadziejne. Nie warto poświęcać im zbyt wiele uwagi. Odnotowuję to tylko z kronikarskiego obowiązku.

    Pozostał jeszcze aspekt, nazwany przeze mnie ludycznym. T należy sie jeżeli nie szóstka, to przynajmniej 5+! Kibice, zarówno polscy jak i przyjezdni, bawią się świetnie. O organizatorach, czyli Polsce wyrażają się nad wyraz pochlebnie. Polacy - społeczeństwo - na każdym kroku deklarowało patriotyzm. Nie ten reglamentowany przez jedną oszalałą partię. Ale zwykły, normalny patriotyzm.

Fot. Bartosz Bobkowski - Agencja Gazeta
    Okazuje się, że można kochać Polskę po prostu. Z własnej i nie przymuszonej woli, bez żadnych warunków. To wielki sukces tych mistrzostw. Tym większy, iż politycy (głównie, a nawet prawie wyłącznie jednej opcji) zwykli sobie zawłaszczać ten element tożsamości narodowej. I wykorzystywać go do własnych celów. Wielokrotnie wyrażałem obawę, iż takie postępowanie może doprowadzić do całkowitej deprecjacji tego pojęcia. EURO udowodniło iż w tym wypadku okazałem się przesadnym pesymistą. I dzięki Bogu. Jestem niezmiernie uradowany moja pomyłką.




czwartek, 14 czerwca 2012

Warzecha i Herbuś !!!

autor





Mój nowy faworyt i ulubieniec znów zabrał głos w kluczowej sprawie tzw. kibolstwa w czasie meczu Polska – Rosja. Popisał się on nastepującym tekstem:
Po burdach przed i po meczu Polska-Rosja natychmiast objawiła się grupa osób które uważają, że Polska powinna oficjalnie przeprosić Rosjan za incydenty. Na jej czele stanął Aleksander Kwaśniewski. Teraz czekam aż dołączy Andrzej Wajda, specjalista od palenia zniczy dla krasnoarmiejców oraz inni koryfeusze salonu. Przeprosić mógłby osobiście rzecznik Graś i to po rosyjsku – ma w końcu praktykę. Przepraszał już OMON-owców ze smoleńska w ich ojczystym języku za oskarżenia, że to oni okradli ofiary katastrofy smoleńskiej”.
Nie dziwi więc, że ta wiadomość ukazała się przy innej równie sensacyjnej wiadomości: „Edyta Herbuś nie miała nic pod spodem poza stanikiem”.
FAKT.pl z dnia dzisiejszego tzn 14.06.2012.
Do zwolenników Pana Redaktora.
Uważajcie jak was zaprosi do siebie w gościnę to spuści psa z łańcucha a i może napluć do zupy. Ot – taka moralność !!.


Radny PIS – Maciej Maciejowski:
„Żałuję, że Policja nie zabroniła marszu Rosjan i honoru Polski musieli bronić kibole”.

Panie Boże – oszczędź nam gdziekolwiek i kiedykolwiek rządów PIS-u !
Der Spiegel – fragment wywiadu z polskim kibolem:
Oni na to zasłużyli, Ci brudni Ruscy – mówi Maciek. Zepsuli u nas wszystko po drugiej wojnie światowej – dodaje.
Kibol przyjechał do Warszawy z Gorzowa razem z braćmi. Wszyscy sa miejscowymi pseudokibicami. Liczą się z tym, że prędzej czy później zostaną aresztowani. /...../ Na pytanie dziennikarza dlaczego wytatuował sobie swastykę odpowiada, że „Hitler nienawidził ruskich”. Gdy dziennikarz pyta czy wie ilu Polaków Hitler ma na swoim sumieniu, kibol milczy.... .
Oto przykład patrioty ochranianego przez towarzystwo Pana/Pani Warzechę, Romaszewskiego, Kempę, uczestników marszów z Krakowskiego Przedmieścia. Mięso polityczne PIS i im podobnych i nasza świetlana przyszłość, oczywiście po dojściu PIS-u do władzy.
Mój staryt faworyt a nowy głos PIS-u także dał głos: Pierwszy raz zgadzam sie z naszym trenerem bez matury.
Oj, Jasiu – Jasiu. Nie zmuszaj nikogo z Wrocławia aby Ci przypominał w jaki sposób Ty zdobywałeś maturę. Żyją jeszcze Twoi koledzy. Podejrzewam, że Twoja matura jest tak samo dobra jak magisterka Pana Kwaśniewskiego, czy magisterka Historyka Sztuki Stasi Gierek.
Z innej beczki:
Kora Jackowska oświadczyła że posiadane narkotyki oraz dostarczone w przesyłce są dla jej psa.
Chyba dziś wstałem lewą noga bo powinienen się uhahać i walić łapkami po udach, ale coś jakby mi smutnawo -durniem może i jestem ale nie aż takim.