poniedziałek, 31 grudnia 2012

Keiserpullpeten

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



Robert Makłowicz sprowokował poniższy tekst i już na starcie trafiłem na gwóźdź – w jakim dziale zamieścić notkę, kuchnia czy historia. Padło na kuchnię w konsekwencji tytuł jest sfałszowany a w tekście pojawią sie wtręty historyczne.
Nazywany pieszczotliwie „Willuś” był poważnym
władcą
z łaski Bożej cesarz niemiecki, król Prus,
margrabia Brandenburgii, burgrabia Norymbergi,
hrabia Hohenzollern, etc. suweren i wielki książę
Śląska oraz hrabstwa kłodzkiego, wielki książę
Poznania, etc i ostatnim z Hohenzollernów
WILCHELM II HOHENZOLLERN.

  /od lewej "Willuś" a nastepnie R. Makłowicz/

Cytat z wywiadu z R. Makłowiczem – jeżeli ja, nie mający zdolności manualnych potrafi to zrobić to oznacza, że każdy potrafi to zrobić. Przyznam się, że oglądam programy kulinarne /ale ich sie namnożyło !!/ i faktycznie potwierdzam, że z programów Makłowicza można wyciągnąć wnioski do praktycznego kucharzenia.
Moja Babcia wspominała do końca swoich dni: Jak
Willuś mioł geburdtstag to wszyscy dostalimy po
żymle i oplerku na gorko.
Postać na tyle kontrowersyjna nawet w sprawach
intymnych – od kobieciarza do homoseksualisty a
nawet pedofila.
Robert Makłowicz przedstawił w jednym ze swoich programów potrawę mięsną o nazwie : Kaiserschnitzel. Nazwa szacowna, potrawa ulubiona przez cesarza a prosta jak budowa cepa. Podstawą jest pierś indycza /w gorszej wersji pierś z kurczaka/ lub cielęcina. Wykonanie pieczeni równie proste. Można płat piersi gruby ponakłuwać, płat z cielęciny obowiązkowo. Sól, pieprz i na bardzo silnie rozgrzaną patelnię /olej lub masło klarowane/ Smażyć do wyrazistego złotego koloru /ok.3-4min/ z dwóch stron. Mięsko odłożyć w gorące naczynie, termos lub owinąć folią aluminiową - niech odpoczywa.
Właściwie nie wiedzieć czemu ale na Śląsku Willus
był bardzo popularnym cesarzem być może dlatego, że stosunkowo często odwiedzał Górny
Śląsk i przebywał w zamkach w Świerklańcu,
Pszczynie, Mosznej. Szczególnie w tym ostatnim
bywał kilkakrotnie. Mam coś wspólnego z
Willchelmem II bo ja też byłem kilkakrotnie w
Mosznej co dokumentuję na zdjęciu poniżej.

/od lewej – Piotr Opolski z rodziną a dalej Wilchelm II Hohenzollern z rodziną/

Teraz zabieramy sie za zaskakująco prosty sos do którego są konieczne jedynie kapary – resztę znajdziemy w naszej domowej spiżarni. Do oleju czy masła na którym smażyliśmy filety dodajemy łychę masła nieklarowanego i zalewamy mieszaniną fifty/fifty śmietany kwaśnej pełnoletniej czyli 18% i słodkiej śmietanki 30%. Ja na 2 piersi kurczaka wziąłem po ok. 100 gr jednej i drugiej śmietany /myślałem że wszystko się zwarzy ale nie/. Kupiłem słoik małych kaparów i do sosu dodałem 2 kopiaste łyżki kaparów i łyżeczkę płynu ze słoika.

Nasz „Willuś” to musiał być niezły „aparat” skoro
po dworach europejskich krążyły jego
powiedzonka np.
opinia odnośnie Mikołaja II,
wyrażona brytyjskiemu ministrowi spraw
zagranicznych - Car rosyjski nadaje się jedynie do
życia w chałupie i uprawiania rzepy, czy o swoich
poddanych - Moi poddani chcą we wszystkim sami
myśleć i stąd się biorą wszelkie trudności.

Gotujemy sos do zredukowania o ½ objętości a jeżeli jeszcze jest trochę rzadki to można dodać trochę mąki. Sos jest konsystencji aksamitnej, smaczny i kwaskowaty a kapary genialnie ubarwiają smak sosu i piersi /w sumie mdłego/ kurczaka. Porównanie smakowe miałbym do sosu musztardowego chociaż to inny trochę smak.

Wiluś w Holandyji
Śledziami handluje
Widzis ty pieronie
Jak ci to pasuje!
Może ktoś wie skąd się wziął taki niezbyt mądry wierszyk, który jednak potwierdza popularność
tegoż Cesarza na Górnym Śląsku.
Właściwie na tym można by zakończyć kulinarną część ale ja nie byłbym sobą gdybym nie wziął się za doświadczenia. Skoro podstawą do sosu jest masło, kapary i niezbyt intensywny smak pieczonego mięsa drobiowego to dlaczego gorsze miałyby być odsmażane kotlety mielone. Jak pomyślałem tak zrobiłem i wyszło eleganckie danie. Smak mielonych został niesamowicie wzbogacony.Myslę sobie, że jeszcze zrobię doświadczenie z wątróbka bądź wątrobą o czym nie omieszkam poinformować.
Pozostała jeszcze kwestia nazwy nowej, eleganckiej potrawy – np.
Kaiserpulpetten in kaparensossen,
Wilchellmkaparenpulpetten,
Kaparen mit keiserpullpeten,
Zobaczymy – może coś się przyjmie.







niedziela, 30 grudnia 2012

Wykluczona Wigilia !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Samotni, bezdomni i wykluczeni dla Wigilii

Rok temu popełmiłem tekst pt. Kochajcie-mohery !!
Dziś wracam do tematu który uważam za kluczowy dla przyszłości choć dotyczy ludzi z przeszłością i przechodzących na druga stronę cienia.
Asumpt do wznowienia tematu były co dopiero zakończone Święta Bożego Narodzenia i rozpoczęte przed nimi akcje pt. Wigilia dla samotnych, bezdomnych, spotkania opłatkowe itd.
Większość tych spotkań jest traktowana nie jako Wigilia Bożego Narodzenia ale jako darmowy posiłek dla potrzebujących i „nikt nie odejdzie od stołu” Wigilia jak wiadomo jest obchodzona w przeddzień w godzinach popołudniowo-wieczornych a większość organizatorów urządza je w dogodniejszych dniach na kilka a nawet kilkanaście dni przed 24 grudnia.

Mój były zakład pracy także urządza z okazji Świąt spotkanie opłatkowe dla swoich emerytów i jest jasnym ,że urządza je z wyprzedzeniem bo jest to produkcyjny zakład pracy i trudno z tej okazji postawić zakład na głowie. Są jednak instytucje jak wszystkie szczeble pomocy społecznej, fundacje, organizacje wolontariatu i instytucje kościelne które winny coś swoim podopiecznym, parafianom itp.

Mam przedziwne uczucie, że większość tych „imprez” jest robiona aby ją odnotować w annałach prasowych, radiowych i telewizyjnych i zużyć otrzymane lub zebrane środki. Na pytanie dlaczego spotkanie wigilijne dla samotnych nie odbywa się w godzinach np. 12.oo-15.oo 24 grudnia odpowiedź brzmi: nie będzie kto miał obsługiwać np. takiego spotkania jak w Opolu na który przybyło prawie 1500 osób – pomoc wolontariuszy jest nieodzowna.
Mam inne zdanie. Łatwo jest być wolontariuszem kiedy nie ma sie nic lepszego do roboty. Łatwo jest być wolontariuszem kiedy są ferie i pogoda podła. Ale nadał bym tytuł Super-Wolontariusza, który załatwił by usługi wolontariatu z własną rodziną mówiąc – słuchajcie, idę do bezdomnych i samotnych i wykluczonych aby im służyć właśnie w tym dniu. Spóźnię się na naszą rodzinna Wigilię o godzinkę lub półtorej........... Która Matka czy ojciec nie byłby dumny z tak wychowanego swojego potomka. Z drugiej strony są zakony i klasztory w których są bogobojne siostry i pobożni bracia którzy by na pewno się przyłączyli a lepszych kucharek jak siostry zakonne ponoć nie ma.
Jest mnóstwo przykładów „odwalania” pomocy dla samotnych jak i starannego działania zgodnie z kalendarzem – 2 przykłady:
W Gdyni tradycyjna wigilia odbędzie się 24 grudnia o godz. 15 w dolnym kościele oo. Franciszkanów - Zapraszamy wszystkie osoby samotne i potrzebujące. Będzie barszcz z pasztecikiem, pierogi, ryba po grecku, sałatki, ryby w galarecie, pierniki, łazanki z makaronem i inne potrawy - zachęca m. in. Anna Białek z Urzędu Miasta Gdyni.
Kościół na os. Pogorzelec w Kędzierzynie-Koźlu - trwają zapisy, można zgłaszać się pojedynczo czy nawet całymi rodzinami – informuje ks. Bogusław Harla, wikariusz w parafii p.w. św. Eugeniusza de Mazenoda.- Zainteresowanie jest duże, ale jak na każdej wigilii, jest talerz dla niespodziewanego gościa.
Czyli co ? - można.
Przykro sie słucha wypowiedzi z dnia 22.12 po odbyciu „wigilijnej wieczerzy” - „Jestem wzruszona, że mogę tu być i dzielić się opłatkiem z innymi - mówi Aniela D........ z ........ - Od wielu lat jestem na emeryturze, mąż zmarł pięć lat temu, dzieci nie mam. Taka wigilia to jedyna szansa dla mnie, by w tym szczególnym czasie nie być sama jak palec”. Niestety ta Pani i tak w wigilię będzie sama.
Autotest na moja wyobraźnię. Widzę jak 24 grudnia w godzinach popołudniowych idzie grupka ludzi ze strażą miejską/policjantami na czele, grupka wolontariuszy niesie termosy a w nich barszcz czerwony, uszka, pierogi, może i z nimi drepta osoba duchowna lub pracownik opieki społecznej. Penetrują pustostany, altanki, klatki schodowe, piwnice /Straż Miejska i Policja wie/ w których mieszkają zapomnieni przez wszystkich i Boga. Proponują przeprowadzkę do schronisk ale i częstują tym co w wigilię przystaje.
..........nie tak nie mogę myśleć, bo byłoby Mistrzostwo Świata Wolontariatu, a tak łatwiej, zwołać przed wigilią, rozdać co się dostało, ponakładać na talerze co się upichciło i do domku a w wigilię przy białym obrusie usiąść w poczuciu dobrze spełnionego uczynku – bardzo dobre i to chociaż wtedy może się wydarzyć i to jak w Radomiu, że samotny, bezdomny szybko wyczuje co z serca a co wyrachowania.


video


**************************************************
Takie będą Rzeczypospolite jak ich młodzieży chowanie


/..../Co roku zaciskałam zęby i udawałam jakie to cudowne święta spędzamy, ale w środku było to dla mnie traumatyczne przeżycie. Święta zarówno u Mamy jak i u Taty nie były dla mnie miłe, mimo tego, że bardzo kocham swoich rodziców /..../Co prawda przyjaciele serdecznie mnie zapraszają do siebie, ale ja wychodzę z założenia, że nie wypada komuś zawracać głowy w święta. Wiec oglądając film z kocem przy kominku, a w święta coś jeszcze wymyśle. Co sądzicie o moim pomyśle? Macie jakieś podobne doświadczenia w tym temacie? pozdrawiam KIM.
Co sadzicie o moim pomyśle ?
/być może przed wpisem na forum wróciła wraz z koleżankami ze spotkania wigilijnego na którym była wolontariuszką/
@hultaj – odpowiedź:
.............że to fanaberia, do której oczywiście masz prawo. Ogólnie to uważam, że wymysł jest głupi, skąd wiesz, ile jeszcze rodzinnych kolacji przed Tobą, wybierasz święta samotnie, choć masz rodziców i przyjaciół, którzy Cię zapraszają
Był to głos odosobniony, bo większość podpowiedzi tak samo idiotyczna jak wpis autorki na forum.Niejaka KIM z czasem zmądrzeje i pójdzie na Wigilię do rodziców. Najpierw zapali znicz, wykona znak krzyża i pomyśli – jaka ja byłam durna. Wróci do domu i odbierze telefon – Mamo nie mogę przyjechać bo auto mi się zepsuło, muszę pilnie wyjechać, mam dużo pracy, dziecko mi się rozchorowało, muszę iść do teściów\*niepotrzebne skreślić.
/.../bo od tego zaczyna sie prawdziwie zdrowe społeczeństwo. Od momentu, w którym najbliżsi zaczynają polegać na sobie /.../  

/z bloga/ 

**************************************************
Starość się Panu Bogu wyraźnie nie udała.

Wiemy, że samotność doskwiera, ciężka sytuacja materialna, co rusz rozlatujące sie zdrowie. Wiemy, że człowiek starszy robi się bardziej podejrzliwy, może bardziej sknerowaty i coraz więcej nazwisk ucieka z głowy co nie oznacza że jest pozbawiony rozumu i uczyć. Łaknie jak kania dżdżu odrobiny miłości, zrozumienia czego w szczególności oczekuje od swoich najbliższych. Pozostaje pustka, rozpacz i myśli które mogą przybierać różny charakter. Polecam notkę Cheronei
której nie potrafiłem skomentować.

Czy w tej sytuacji dziwić może, że każdy nowy mesjasz jak np. Jarosław Kaczyński /zawsze dziewica/ czy Tadeusz Rydzyk, businessman zwany bezpodstawnie ojcem czy inni hochsztaplerzy przy pomocy kilku durnych ale prostych jak budowa cepa haseł typu „Tu jest Polska”, zdrajcy oraz kilku sloganów o wykluczonych, trafiają do serc naszych seniorów.
To nie oni są winni a my wraz z całym naszym światem który skutecznie rozwalił więzy rodzinne a w jednym domu czy mieszkaniu rodzina wielopokoleniowa jest ewenementem. O dziadkach młodzi przypominają sobie jako o rodzinie zastępczej wykorzystując ich miłość do wnucząt. Czytałem gdzieś użalanie się córki która chciała od matki pożyczyć pieniądze i spotkała się z odmową. Oburzona pisze, że wie o zasobach gotówkowych matki ale ta lata do kościoła i tam je zostawia. Oczywiście nie było tam informacji ile i jak często odwiedzała swoja matkę ale jestem pewien, że rzadko a ta swoje uczucia ulokowała gdzie indziej.

*************************************************
Kochajmy nasze Mohery bo to są nasi rodzice, dziadkowie, krewni i nie tylko że to im sie od nas należy ale aby skierowali swoja uwagę, wiarę, zaufanie na rodzinę a w żadnym wypadku nie traktujmy ich instrumentalnie – Oni to czują przez skórę !!

Wybór nalezy do nas











 



piątek, 28 grudnia 2012

Gdzie podziali się kowboje?

Tu wpisz tytuł strony
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Minister zdrowia ostrzega - fanatyzm może być przyczyną zidiocenia!


    Święta, Święta i po Świętach. Na wielu blogach pojawiają się poświąteczne reminiscencje. Na portalu Frondy przeczytałem takowe, pióra W. Cejrowskiego. Nie cierpię faceta. Głównie z powodu tego jego kubeczka, z którego co chwilę coś pociąga. Może i nawet to co „pociąga” nie jest zakazane do „pociągania publicznego” – może, nie wiem. Mnie do muzeum z hot dogiem w ręce nie wpuszczą – a on wszędzie zabiera ten swój kubek. Nałóg jakiś, czy co?


    Ale przeczytałem jego felieton z innego, niż kubek powodu. Cejrowski mieszka w Arizonie. Córka moja też mieszka w Arizonie. Ciekaw więc byłem jego doświadczeń wigilijnych z Arizony. Trochę się zawiodłem, gdyż na miejsce obchodzenia Wigilii Cejrowski wraz z częścią rodziny wybrał Teksas. Nieważne – Ameryka to Ameryka!

    Nie będę opowiadał, jak Cejrowski opisał te Święta w amerykańskim stylu. Każdy może sam przeczytać na tej stronie. Nasunęła mi się jednak pewna refleksja. Dopóki Cejrowski opowiada o Pigmejach czy innych Papuasach, dopóki przedstawia ciekawostki przyrodnicze i kulturowe, dopóty jest to ciekawe. Jednak taki był Cejrowski kiedyś.



    Nie wiem co wpłynęło na jego przemianę. Czy może zbyt długie przebywanie w otoczeniu prymitywnych plemion? Czy może w amazońskiej dżungli „złapać” można tylko „Rydzykowe Radio”? A może w klimacie USA jest coś takiego co powoduje, że Polacy „głupną”?j

    Musiał więc Cejrowski zepsuć niezły felieton idiotycznym politycznym wtrętem. Opisując wspaniałe uszka z wołowiną, lepsze niż tradycyjne, „rodzinne”, choć produkowane „fabrycznie” – pokusił się o zbadanie przyczyny tego stanu rzeczy. I wyszło mu, że wszystkiemu winna jest Unia Europejska. Nie odmówię sobie przytoczenia dłuższego cytatu:

    Jak to możliwe, że jedzenie domowe zostało pobite na głowę przez jakąś fabryczkę Pani Kasi z Chicago; że mrożone i odgrzane było smaczniejsze, niż świeży produkt domowej roboty?
    Zastanawialiśmy się nad tym wszyscy obecni przy świątecznym stole. Wyszło nam, że chodzi o jakość wsadu. W USA wołowina (beef) jest lepsza niż w Europie. I to tyle. Wołowina w USA jest mięsem wegetariańskim, gdyż jest zrobiona w 100% z trawy. Zrobiona przez organizm krów, które nigdy nie oglądały sztucznej paszy, ani obory i nigdy nie były osłabiane przez przemysłowe dojenie, lecz całe swoje krowie życie chodziły swobodnie po prerii i żarły co tam rosło. Wegetariańska wołowina zrobiona z trawy i ziół musi wygrać z mięsem z krowy ustawionej przy korycie, która robi pod siebie, a łąkę ogląda tylko przez kilka miesięcy w roku, na co dzień zaś gapi się w unijne kafelki na ścianach, kiedy jej odciągają mleko za pomocą pneumatycznych przyssawek.
    Nawet w takich rzeczach jak uszka do barszczu widać, że wolność i swoboda są lepsze niż państwowa kontrola i regulacje.


    No tak, teraz wiem dlaczego w Europie nie ma prerii i kowbojów. To wina Unii Europejskiej oraz państwowych kontroli i regulacji. I wcale bym się nie zdziwił gdyby Cejrowski oświadczył, po paru łykach ze swego kubeczka miał wizję. Widział wyraźnie, jak Tusk przebrany za gen. Błasika wnosił na pokład tutki bombę helową.

A tak fajnie było w święta bez tych wszystkich oszołomów! Co mnie podkusiło?!!




czwartek, 27 grudnia 2012

Ojczyznę wolną racz.....

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta



Mija kolejna rocznica Powstania Wielkopolskiego. Rocznica niedoceniana przez nikogo. W mediach cieniutko – nieliczne wzmianki.
W związku z wielce patriotycznym nastawieniem Wielkich Patriotów spod znaku „Tu jest Polska”
mam pytania co prawda retoryczne ale trzeba je postawić:Gdzie prawdziwi Polacy ?
Gdzie prawdziwi patrioci ?
Gdzie dbający polskość Jarosław Kaczyński /zawsze dziewica/ ?
Gdzie śpiewający – Ojczyznę wolna racz nam........................
Gdzie ONR i ich polityczni pobratymcy ?
Gdzie inni patrioci spod znaku „Starucha” ?



Oto najważniejsze dzisiejsze tematy Gazety Polskiej Codziennie:
Polska wolna od GMO,
Zalew pogaństwa i Herod,
Komunista Olejniczak
O powstaniu Wielkopolskim ani wspominki.
Może Gazeta Polska Tygodnik – nagłówki z dziś:
Atak na Jasnogórska ikonę, /Sakiewicz-Zalewski/
Jesteśmy Herodami. /Terlikowski/
Mamy do czynienia z gospodarczym rozbiorem Polski /Stankiewicz, Sobala/
O powstaniu Wielkopolskim ani wspominki.

Uwaga – Uwaga – Uwaga:
Wiem dlaczego tego powstania się nie czci.

Powstanie Wielkopolskie było jednym z nielicznych wygranych powstań.


Należałoby je czcić z uśmiechem, poczuciem zwycięstwa i radością z odzyskiwanej państwowości.
Większość jednak woli klęski, wspominać poległych użalać sie ,że dostaliśmy od kogoś fangę w nos lub przynajmniej ktoś nam nogę podstawił /chociaż wyobrazni mi nie staje wyobrazić sobie radującego się np. Antoniego Macierewicza/.


 


środa, 26 grudnia 2012

Dieta czterodniowa - do sylwestra

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta


Dieta czterodniowa !!!

/do sylwestra/


Oto przygotowana specjalnie dla Pań, marzących o wdzianiu na plaży skąpego bikini nie wzbudzając popłochu i nie prowokując GreenPeace do zepchnięcia do wody, Nowa Dieta-Cud, zwana Dietą Przedszkolaków:
Prawdopodobnie zwróciłaś uwagę na fakt, że większość dwulatków jest szczupła. Teraz przepis na ich sukces w tej dziedzinie staje się dostępny dla wszystkich w tej oto nowej diecie. Wskazana jest konsultacja z lekarzem przed jej rozpoczęciem, w przeciwnym przypadku, będziesz się
musiała z nim zobaczyć po jej zakończeniu... tak czy inaczej...
Powodzenia!

DZIEŃ PIERWSZY
Śniadanie:
Jajecznica z jednego jajka, jedna grzanka z dżemem z winogron. Zjedz dwa kęsy jajecznicy przy pomocy palców, zrzuć resztę na podłogę. Jeden raz ugryź grzankę, następnie rozsmaruj dżem po swojej twarzy i obrusie.
Drugie Śniadanie:
Cztery woskowe kredki (dowolnego koloru), garść ziemniaczanych czipsów i szklanka mleka (3 łyki tylko, resztę proszę rozlać na podłogę!).
Obiad:
Suchy patyk, dwie jednogroszówki i jedna złotówka, cztery łyki
rozgazowanego Sprite'a.
Kolacja:
Zagryzka przed snem:
Rzuć grzankę na podłoge w kuchni.

DZIEŃ DRUGI
Śniadanie:
Podnieś z podłogi wczorajszą, wyschniętą grzankę i zjedz ją. Wypij pół
butelki wyciągu z wanilii, albo jedną buteleczką farbki do kolorowania
jedzenia.
Drugie Śniadanie:
Połowa szminki w jaskrawym różowym kolorze i garść suchego psiego
jedzenia, jedna kostka lodu, jeśli masz na to ochotę.
Popołudniowa przekąska:
Liż tak długo lizaka aż się zrobi klejący, zabierz na dwór, upuść do
piasku. Podnieś i liż tak długo aż zrobi się czysty. Wtedy wnieś go do
domu z powrotem i upuść na dywan.
Obiad:
Mały kamyk, albo nieugotowane ziarnko grochu wepchnij do lewej dziurki w nosie. Wylej sok z winogron na ubite ziemniaki i zjedz to łyżeczką.

DZIEŃ TRZECI
Śniadanie:
Dwa naleśniki z dużą ilością syropu, zjedz jeden palcami, a syrop wetrzyj we włosy. Szklanka mleka. Wypij jej połowę, włóż drugi naleśnik do reszty mleka w szklance. Po śniadaniu podnieś wczorajszego lizaka z dywanu i zliż włoski, połóż na siedzeniu najlepszego wyściełanego krzesła.
Drugie śniadanie:
3 zapałki, kanapka z masłem orzechowym i dżemem. Wypluj kilka gryzów na podłogę. Wylej szklankę mleka na stół i wypij chlipiąc.
Obiad:
Miseczka lodów, garść czipsów, trochę czerwonego ponczu. Spróbuj
"wyśmiać" trochę ponczu przez nos, jeżeli dasz radę.

OSTATNI DZIEŃ
Śniadanie:
Ćwiartka tubki z pastą do zębów (jakiegokolwiek smaku), kawałek mydła. Wlej oliwkę i szklankę mleka do miseczki z płatkami kukurydzianymi, dodaj pół szklanki cukru. Gdy płatki zmiękną, wypij mleko, a resztą nakarm psa.
Drugie śniadanie:
Zjedz chleb z podłogi w kuchni i z dywanu w pokoju gościnnym. Znajdź
lizaka i zjedz go do końca.
Obiad:
Połóż spaghetti na grzbiecie psa, włóż klopsy mięsne do uszu. Włóż budyń do soku i wyssij przez rurkę.

POWTÓRZ DIETĘ, JEŚLI POTRZEBA !


/znalezione w sieci/



niedziela, 23 grudnia 2012

Refleksje przy garach !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Koniec roku niedaleczko a i Święta za progiem i nie wypada siadać do klawiatury dopóki ostatnia kępka kurzu nie zostanie unicestwiona..
Przyznaję, że dość sporo czasu spędzam przy garach i przy nich mi się najlepiej myśli.
Mamy z żoną swoje specjalności i właśnie jestem w czasie gotowania selera w sosie słodko-kwaśnym co i kojarzy sie z całym rokiem który również był słodko-kwaśny z przewagą............ tu każdy będzie miał swoja ocenę.
Co ten rok przyniósł zaskakującego, niepokojącego, denerwującego czy śmiesznego ?.

Największym zaskoczeniem roku była Katarzyna Waśniewska ale i tak  miałem jakieś przeczucia że cos nie gra. Powodem był facet z cechami Dyzmy i Jasia Fasoli o nazwisku Rutkowski. Nawet w komentarzach przestrzegałem najpierw przed współczuciem a potem przed potępieniem.



Do lodówki powędrował już Tokaj Furmint, który od lat służy nam w Wigilię.

Zaskoczony byłem, że ta morderczyni robiła wszystkich w konia /nawet jeżdżąc na koniu/ co przychodziło jej z olbrzymią łatwością i obawiam się, że  media wylansowały ją na swoją gwiazdę.

Seler zakończony. Nie każdy go lubi a w jego doprawieniu tkwi stara przypowieść: nie za słodko bo połkną i nie za kwaśno bo wyplują. Ładuję go w słoiki i zalewam gorącą zalewą. Wstawiam do krótkiej pasteryzacji po której w chłodziarce wytrzyma co najmniej miesiąc.

Największym utrapieniem roku jest w dalszym ciągu służba zdrowia ale główną winą obarczam za ten stan min. Michała Boniego w którego gestii leży ogólnie określana informatyzacja w tym komputeryzacja służby zdrowia.
Michale /Boni/ - larum grają i dopóki każdy pacjent nie będzie miał swojej karty jak dziś mamy karty płatnicze czy bankomatowe to i tak z żadnych e-WUŚ-iów nic nie będzie.



Śledzie sie moczą, cebula jest, koperek jest, ogórek kiszony jest, olej rzepakowy jest – mamy komplet. Rezygnujemy ze śledzi w smietanie/jogurcie/majonezie bo kto to zje.

Chyba coś z nami nie tak. Żądamy od Rosji przestrzegania zasad demokracji a z drugiej strony namawiamy np. Putina do jej łamania. Sz. Poseł Kowal – niech Putin zwróci wrak /.../ Mentalność Kalego ?. Po kiego grzybka min Sikorski sie wychyla.Jakoś nie może dotrzeć do niektórych mózgownic, że wrak wróci razem z protokołem zakończenia śledztwa przez Rosjan.

Kosztuję kapustę kiszona, jeszcze nie, jeszcze twarda i mam nadzieję, że sie uda i nie wyląduje na śmietniku. Potrzebna jako kapustka z grzybkami oraz do pierogów - nie może nie wyjść !!!.




Sprawa katastrofy smoleńskiej nie zakończy sie nigdy ale hałastra /zwana komisją Macierewicza/ mogła by pewne argumenty odpuścić i przeprosić bo jak na razie to coraz bardziej śmieszno niż straszno; oto kolejność przewinień rosjan; po przeglądzie w Samarze coś tam wyciekało z samolotu, potem brak prognoz pogody, potem rozpylona przez rosjan mgła, potem „na ścieżce i kursie”, potem rozpylony hel, potem magnesy, potem bomby,potem trotyl, potem brzoza, potem strzały i dobijanie rannych ........ chyba nie pominąłem niczego.
Że też tej Bardzo Wysokiej Komisji się to nie miesza bo ja już np. za kolejność nie dałbym głowy !.
Hura !!!!! - wypróbowano i wszystkie lampki na choinkę świecą /Chińskie a świecą !/.

Jestem zaskoczony. Trybunał Konstytucyjny klepnął waloryzację kwotowa a w mediach cisza jak makiem zasiał, jedynie na forach obsobaczanie Trybunału, który okazał się być przybudówką rządu.
Uzasadnienie żenujące. Różne są koncepcje dalszego działania.
Ciekawe czy dostanę odpowiedź na swój e-mail w tej sprawie ?.
Stawiam do gotowania buraki. Nie wiem czy to racjonalne ale wydaje sie nam, że te podłużne są smaczniejsze od okrągłych. Robie zalewę i powraca dylemat jak przy zalewie słodko-kwaśnej do selera. Wyłapać moment kiedy marynata będzie ok., wiem że może być ciut za ostra bo przy pasteryzacji może się troszkę obniży.

Karp wylądował w mleku. To mleko to bardziej przyzwyczajenie z dawnych czasów kiedy karpie trzeba było odmulić.

Cassus Jarosław Kaczyński. To że prezesa Prawa i Sprawiedliwości nie rozumiem i błąkam się w określeniach pomiędzy łajdakiem po człowieka chorego czyli niespełna rozumu nic nowego ale ten człowiek z biegiem czasu zagraża państwu. niejeden chciałby w pojedynkę trząść państwem
ale w tym wypadku to jest duże zagrożenie. Jeżeli prezes dużej partii nie uczestniczy w pracach struktur państwa np. RBN, podważa legalność władz, podważa system demokratyczny i porządek konstytucyjny to taka osoba ani jego partia nie mogą brać udziału w życiu państwa.
Partie należałoby zdelegalizować a Jarosławowi Kaczyńskiemu zabronić pełnienia funkcji społecznych i państwowych. Czy dobrze pamiętam, ale jest w Polsce taka instytucja o nazwie Trybunał Stanu ?.

Kiedy robimy pierogi z kapustka i grzybkami ?. W wyniku konsultacji z żoną ustalono termin – niedziela popołudniu – no jeszcze mamy trochę czasu.

Nawet końca świata nie było. Nawet taką rzecz Tusk zawalił. Nie było też konferencji prasowej PIS-u w tej sprawie z tezą o powołanie Komisji Nadzwyczajnej – skandal.




Najtrudniejsza rzecz. Makówki – wszystko jest. Zaczniemy od zupy makowej i będziemy dodawać wszystko co mamy. Smakujemy słodkość. Jak przesłodzimy to trudno będzie nam we dwójkę zjeść i wcześniej mleko skwaśnieje.




video



 


piątek, 21 grudnia 2012

W ŚWIĄTECZNYM NASTROJU

Tu wpisz tytuł strony
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta






Duch Świąt Bożego Narodzenia istnieje!


    Autorytatywnie stwierdzam, że Duch Świąt Bożego Narodzenia istnieje! Jak wygląda? Tu już nie mam takiej pewności. Pewnie dla każdego człowieka przybiera on inną postać. W moim przypadku ma on na imię Zuzia i wygląda tak:



    Dołączyła ona do dotychczasowego "Ducha świąt", który z racji wieku kojarzy się raczej z "Duchem Żywiołów"




    Święta Bożego Narodzenia, te obchodzone dzisiaj i te obchodzone przed wiekami (gdy byliśmy jeszcze „poganami”) są symbolem nowego życia. I właśnie dlatego mój Duch Świąt, tak wygląda. "Nowe Życie" po raz pierwszy zasiądzie z nami do Wigilijnego Stołu. Ono to spowoduje, że wszystkie myśli i sprawy będą się kręcić wokół niej, spychając inne gdzieś w kąt, może głęboko za choinkę.

    Wobec radości jaką niesie Nowe Życie naprawdę nieistotne stają się sprawy, którymi z zacięciem masochisty katujemy się na co dzień. Kogo w takim nastroju może obchodzić to, czy Kaczyński pójdzie na spotkanie z Prezydentem, czy nie? Kogo mogą obchodzić kwalifikacje „światowych ekspertów” zespołu Macierewicza? Kto będzie się pasjonował tym, czy Palikot wytrwa w postanowieniu „nie być chamem”? Itak dalej, dalej, dalej…….

    Na pierwszy plan wysuwają się tak fundamentalne pytania, jak:

- czy naszemu „Duchowi Świąt” smakować będzie opłatek wigilijny?
- czy nie za wcześnie na przyjście Gwiazdora z prezentami? Może się przestraszyć!
- czy nie zacznie płakać, jak dziadek zacznie śpiewać kolędy?

I wiele, wiele podobnych pytań. Być może po świętach, będziemy się śmiać z naszych obaw. I niestety wrócimy do wszystkich bzdur przez chwilę zapomnianych.

    I tak sobie myślę – a może już na zawsze zapomnieć o tych bzdurach i ich „nośnikach”? Wbrew pozorom nie jest to trudne. Telewizory przecież na szczęście są wyposażone w piloty. W komputerze mogę sobie zainstalować programik chroniący małolaty przed treściami …. hmmm …. sami wiecie. Tylko inaczej ustawić filtr – i żadna „polityczna” bzdura czy miernota się nie przeciśnie.

    Jednak wiem, że takie rozwiązanie spotka los wielu innych postanowień, które zwykliśmy sobie czynić na przełomie roku. Tym pewniejsze to jest, że Polacy należą do rodzaju homo politicus, a duża część do rodziny homo politicus, fanaticus.

    A więc cóż nam pozostaje – oddać się chociaż przez te parę świątecznych dni we władanie Ducha Świąt Bożego Narodzenia. Zapomnieć o swarach, przykrościach. Cieszyć się radością życia i dzielić nią ze wszystkimi. Ja już dzisiaj dzielę się z Wami, drodzy Czytelnicy i rzucam hasło – PODAJ DALEJ!







środa, 19 grudnia 2012

Wyciulać emeryta !!

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Wyciulać emeryta !!


Do wiadomości:
Trybunał Konstytucyjny
00-918 Warszawa,
al. Jana Christiana Szucha 12a

Piotr xxxxxxx
ul. xxxxxxxx
45-855 Opole.
Pesel: xxxxxxxxxxx

W dniu dzisiejszym tzn. 19.12.2012 roku zapadł wyrok w sprawie zgodności z konstytucją waloryzacji kwotowej dla emerytów i rencistów za 2011 rok. Przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego prof. Rzepliński ogłosił wszem i wobec, że sposób przeprowadzenia waloryzacji jest zgodny z konstytucją.
Zgodnie z góralską trzecią prawdą chcę wszystkim poważnym panom w śmiesznych nakryciach głowy powiedzieć: Gówno prawda.
Wg /niedoszłego Rzecznika Praw Obywatelskich/ pana prof. Rzeplińskiego orzeczenie z 2001 roku w tej samej sprawie było niekonstytucyjne a dziś jest konstytucyjne.
Moim zdaniem Trybunałowi konstytucyjnemu pociulało sie wiele spraw w głowach. Przew. Trybunału coś tam nadmieniał o solidaryźmie społecznym które chyba wg niego polega na odbieraniu kwot jednym emerytom a dawaniu ich drugim niezależnie od lat przepracowanych na te emerytury.
Pracującym mogą moje wypowiedzi wydawać się niezbyt jasne a więc posłużę sie własnym przykładem:
Wg normalnych i zawartych w konstytucji zasad waloryzacji tzn. procentowej powinienem dostać ok 120.- zł więcej w roku 2012 w stosunku do 2011 roku. Rząd stwierdził, że otrzymujący najniższe emerytury i renty są w sytuacji krytycznej i postanowił wszystkim, po równo dać po 71.- zł. aby wyrównać szansę i dać minimalny oddech finansowy. Jako dobry prognostyk przyjąłem wiadomość, że kwota ogólna wypłat pozostanie bez zmian. Byłem absolutnie za i nie żałowałem straconych ok. 50.- zł. I byłem pewien, że jest to jednorazowa kwotowa waloryzacja.
Bardzo szybko okazało się, że nie jest to sprawa jednorazowa bo zmniejszeniu uległa podstawowa baza do przyszłych obliczeń waloryzacji mojej emerytury. Jeżeli miałem emerytury np. 2.500 zł to po otrzymaniu 71 zł podstawa będzie wynosiła 2.571 zł. A wg starych zasad 2.500 + 120.- = 2.620 zł. W taki oto sposób rząd mnie wyciulał .gdyż do końca świata i o jeden dzień dłużej będę miał zaniżoną kwotę bazową  do waloryzowania emerytury w latach następnych.
Powiadamiam tych facetów w śmiesznych kapelusikach, że baza mojej emerytury nie podlega żadnym szachrajstwom bo jest obliczana na podstawie tego co sobie sam wypracowałem i wara od tego sejmowi, trybunałowi i wszelkim innym instytucjom !!!.
Samo rozpatrzenie sprawy przed trybunałem jest także wielce symptomatyczne. Przerwa pomiędzy wysłuchaniem stron a ogłoszeniem orzeczenia trwała ok. 2 godzin. Odczytywanie orzeczenia trwało dłużej niż 2 godziny co świadczy o tym że orzeczenie było przygotowane wcześniej a pytania do stron były teatrem dla gawiedzi.
Smutek człowieka ogarniał jak słuchał uzasadnienia przew. Trybunału. Skojarzenie z katastrofą smoleńska narzuca się samo – jeżeli ktoś ma przynajmniej średni poziom oleju w swojej mózgownicy to w dziesięciu zdaniach potrafi wyjaśnić co stało się pod Smoleńskiem. Jeżeli ktoś wierzy w zamach, rozpylaną mgłę, hel, bomby termo-coś tam i dobijanie rannych to wymaga wielogodzinnych wyjaśnień. Podobnie z waloryzacją – gdyby zrobiono prostą rzecz, przekazano część mojej emerytury biedniejszemu ale bazę policzono procentowo jak w latach poprzednich to Trybunał Konstytucyjny w tej sprawie nie miałby nic do roboty a tak to musiał długo wyjaśniać i uzasadniać jak nas zrobiono w konia.

Jeden z sędziów użył określenia do tego typu postępowania – polityczne zarządzanie prawem /Szacun Panie Profesorze/
a ja użyłbym jeszcze krótszego bardziej zrozumiałego wyrażenia – wskakiwanie do dupy premierowi co wyraźnie odczuwało się przy atakowaniu pytaniami przez prof. Rzeplińskiego- Rzecznika Praw Obywatelskich.
Fakt, że jesteśmy starymi pierdzielami, fakt, ze posługujemy sie laskami, chodzikami czy nawet wózkami inwalidzkimi ale nie liczcie, że jesteśmy frajerami i damy się wyciulać.
Problem mamy inny – jakie wszcząć dalsze kroki: Sąd Najwyższy, Europejski Trybunał Praw Człowieka, 
Helsińska Fundacja Praw Człowieka, .
Postanowiłem niniejszy post wysłać do Trybunału Konstytucyjnego wraz z wskazaniem stron internetowych na których dyskutuje sie w tej sprawie.



   

wtorek, 18 grudnia 2012

Być Ślązakiem - rodzina.

refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




Być Ślązakiem - rodzina.


Dnia 20 stycznia 1921 roku w Gliwicach przychodzi na świat moja matka Agnes, Marie Pendzialek.
Jest trzecim dzieckiem małżeństwa Elisabeth z d. Schuba i Paula Pendzialek. To „l' w nazwisku to nie pomyłka a raczej dowód na rzucająca się polskość nazwiska. Rodzeństwo mamy; najstarsza Emilia, starszy brat Gerhardt oraz młodszy od mamy Erich. Dziadek kolejarz, maszynista kolejowy, Babcia przy mężu czyli rodzina 2+4 i jakoś nie słyszałem o głodzie w mojej rodzinie a dziadka pamiętam z dobrze wychodowanym brzuchu /jak na zdjęciu/ podobnym do mojego teraz.
W 1922 r. Rodzina przeprowadza się do Katowic dostając w oficynie na III piętrze mieszkanie dwu pokojowe /pokoje przechodnie/z przedpokojem, kuchnią z balkonem i malutkim sraczykiem. Malutki nie jest przesadą gdyż np. taki Puzianowski by swojej sempiterny tam nie zmieścił.
Moja matka po ukończeniu szkoły podstawowej przy sprzeciwie rodziców zaczyna naukę w szkole średniej. W śląskich rodzinach uważało się tak – najpierw fach a potem można sie bawić w breweryje typu szkoła.
Starsza siostra bardzo mamę popiera i w końcu rodzice machneli ręką i jako pierwsza w rodzinie zdobywa tzw. małą maturę. Co ciekawsze z gimnazjum wychodzi z umiejętnością gotowania, maszynopisania i stenografii a co najważniejsze szycia na maszynie. Mając w rodzinie krawca i zdolną starszą siostrę sama mama się chwaliła, że za marny pieniądz wyczarowywały modne kreacje. Mama rozpoczęła pracę w jakieś spółce polsko-niemieckiej z której po wojnie wykluł się Centrostal. Praca ta pomogła matce w opanowaniu oby języków tzn. i polskiego i niemieckiego z wyjątkiem niemieckiej stenotypii.
Na horyzoncie zbierają się już wojenne chmury. Wybuch wojny przesuwa granice i moja rodzina z dnia na dzień znajduje sie na terenie III Rzeszy. Na szczęście wszyscy znają język niemiecki i ani matka ani jej ojciec kolejarz nie zmieniają nawet zakładu pracy na którym jedynie szyld sie zmienił.


Tysiąc kilometrów na zachód, w Studtgarcie Franz, Alojz z zawodu fryzjer poszukuje miejsca na założenie zakładu fryzjerskiego. Rząd III Rzeszy stosuje taktykę /która później z powodzeniem przejmie Edward Gierek/ mieszania ludności z róznych stron Niemiec. Mój przyszły ojciec dowiaduje się, że pewny i natychmiastowy przydział lokalu na fryzjerstwo ale na kresach wschodnich Niemiec. Ojciec pakuje się i przybywa do Katowic w których w szybkim czasie otwiera zakład fryzjerski. Niestety, nie znam szczegółów poznania się mojej mamy z ojcem.
W dość krótkim czasie przypadli sobie do gustu w przeciwieństwie od ich rodzin. W początkach 1943 roku Franz Alojz zostaje powołany pod broń ale jako 35-cio latek pozostaje w odwodzie jako gryzipiórek w /wg. dzisiejszej nomenklatury/ Komisji Poborowej. 24.03.1943 moja matka i mój ojciec biorą ślub.

Jesienią 1943 roku ojciec zostaje wysłany na front wschodni z którego nigdy nie wróci i nie zobaczy tego co było pokłosiem jego małżeństwa czyli mnie – swojego syna. Jego losy wyjaśnią się dopiero 1950 roku a w 1957 roku umiera.

Pierwsze lata powojenne 45-47 przeszły w jako takim spokoju.
Nadeszły lata chude i ponure. Dziadek ulega na kolei wypadkowi i przechodzi na niewielką rentę, póżniej emeryturę. Najstarsza Emilia jest od urodzenia chora na serce i pracuje jako katechetka niewiele zarabiając. Wujek Gerhadt jest krawcem ale nadużywającym i niewiele z tego złotówek. Drugi wujek gdy wrócił z Anglii, po odsiedzeniu swojego pracował i kształcił sie jako elektryk /później ukończył technikum Elektryczne/, zaś dla mojej mamy rozpoczął się czas horroru.
Pod hasłem „Tu jest Polska” rozpoczęło się polowanie a przez Katowice przewalały się hordy nie tak dalekich sąsiadów z hasłami; Żądamy Śląska bez Ślązaków itp. Prawdziwi patrioci donieśli, że jest tu taka volksdeutschka która wyszła za maż za Niemca i ma z nim bękarta. Inna bratnia dusza dodała, że był oficerem a jeszcze inna że był oficerem SS. Matka z dnia na dzień straciła pracę i z każdej innej a próbowała kilkadziesiąt razy, była zwalniana po dosłaniu tzw. tajnej opinii. Do Dziadka na rencie też się przyczepili, że w czasie wojny jako maszynista woził materiały wojenne dla Niemców. W oczy zajrzała autentyczna bieda i .....................................więcej nie napiszę, gdyż dalsza część musiałby sie zamienić w akt oskarżenia a i niektóre fakty mogłyby i dziś zakłócić niektórym niezmącony spokój np. rodzinna wioska opolska mojego Dziadka została w roku /chyba 1949/ w całości wywieziona do Niemiec aby zrobić miejsce repatriantom ze wschodu. Ta wioska była w opozycji do innych gdyż jej mieszkańcy byli w całości Polakami ale ona właśnie spodobała się przesiedlanym. Mógłbym jej nazwę wymienić i co z tego – ta wieś dzisiaj posiada własną kulturę !!?? i ponad 400-letnia historię !!?? i tylko nie ma w niej ani jednego autochtona.
W Katowicach gnoiły naszą rodzinę /i nie tylko/ dwie panie których nazwisk nikt nie znał i nazywaliśmy je Warszawianki gdyż do Katowic przybyły z obozu w którym były umieszczone po Powstania Warszawskim. Przez ok. 10 lat po wojnie były boginiami i nawet kazały sobie myć drzwi od zewnątrz i zamiatać w ich pobliżu. Jak Powstanie Warszawskie w oczach patriotów ideologicznie „padło” to zrobiły sie zupełnymi odludkami.


Napisała o tym Only Avianca i poparła moje zdanie, że dziś nie warto pewnych rzeczy odgrzebywać nawet poprzez IPN, bo ja nie chcę się dowiedzieć, że sąsiadka która dawała z uśmiechem gruba pajdę chleba ze smalcem czy inna która pomagała odrabiać lekcje itd. nie przyczyniła się do tego że „wylądowałem” w Domu Dziecka.
Zdjęcie „familienbuch” z luźnymi kartkami przetrwał bo był starannie ukryty. Okładka stanowiła podkładkę zaszytą w materiał a luźne kartki były łatwe do ukrycia w różnych miejscach.
Dzieki zapobiegliwości – dziś mogę wywieźć mój ród od 1728 roku w którym królują tak „szwabskie” nazwiska jak Lachetta, Skwarek, Pendziałek, Wambulok, Chmielorz i także Schuba, Lohm, Kottzing.





niedziela, 16 grudnia 2012

ROCZNICA JAK MEMENTO

Rocznica jak memento
refleksje po 60-ce, refleksje, felieton, kuchnia, historycznie, limeryki, polityka, okiem emeryta




90 rocznica zamordowania Gabriela Narutowicza


    Rocznica zamordowania (oczywiście za pomocą pistoletu nie samolotu) pierwszego Prezydenta RP po długiej nocy rozbiorowej ma jakiś fatalistyczny wydźwięk. Przez dwa wieki Polacy co chwilę rozlewali bezsensownie własną krew w nieudanych, źle zorganizowanych powstaniach. W końcu po strasznych przeżyciach Wojny Światowej odzyskali wolność. I co teraz okazuje się najważniejsze dla Polaków? Wzajemne animozję, kłótnie i w końcu nienawiść prowadząca do zamordowania pierwszego prezydenta.


    Ten niechwalebny przykład jest wystarczającym dowodem, na istnienie cech, a właściwie przywar narodowych.
Otto von Bismarck powiedział: Dajcie Polakom rządzić a sami się wykończą..
Hrabia Aleksander Wielopolski - Dla Polaków można czasem zrobić coś dobrego, ale z Polakami nigdy..
VoltaireJeden Polak to istny czar, dwóch Polaków – to awantura, trzech Polaków – och, to już jest Polski problem..

    Takich cytatów można mnożyć w setki. I nie dotyczą one wcale przeszłości. Sami dbamy o to, by i o dzisiejszych polakach kiedyś w ten sposób mówiono. Po to wymyślono „religię smoleńską”, która w te narodowe przywary doskonale się wpisuje. I chociaż nie jestem fanem Kazimiery Szczuki, to muszę stwierdzić, że doskonale oddała to w tej wypowiedzi: - Być Polakiem to znaczy razem nosić rany, więc jeśli ktoś zapomina o tych ranach, trzeba mu ostrogę wrazić, ciało rozjątrzyć. Na tym polega subkultura smoleńska.

    Wydawało mi się, że dzisiejszy wiec pod pomnikiem Narutowicza, może stać się przyczynkiem do refleksji i początku poprawy. „Oj naiwny, naiwny, naiwny, Jak dziecko we mgle, Jak goliat na pchle,”. Tłumów tam nie było, ale też NIKOGO z PiS-u. Ich te klimaty nie interesują. To nie w ich stylu, dobrowolnie rezygnować z nienawiści, podjudzania i walki. Oni wyłowili z tego barszczu wszystkie „prawdziwki” („rydzyki” też)i to co zostało to ich wróg. Wrogiem są ludzie, instytucje i struktury państwowe. Słyszałem dzisiaj Girzyńskiego w dyskusji nad smoleńską mantrą. Na zarzut, że jeżeli „komisja” Macierewicza ma jakieś „dowody zbrodni” to jej obowiązkiem jest dostarczyć je do prokuratury – odpowiedział, że to obowiązek prokuratury przyjść do Macierewicza i poprosić o „oświecenie”.

    Nie wystarcza już im wymachiwanie oszczerstwami i inwektywami o braku wolności, demokracji i niepodległości. Oni już otwarcie pokazują, że struktury państwowe mają głęboko …. schowane. Nie uznają tego państwa, jego organów i jego zasad. Oni po prostu wyPiSali się z niego. Państwo na zasadzie wzajemności (zasadę tą ochoczo Kaczyński zamierza stosować wobec obywateli polskich narodowości niemieckiej) powinno ich też wypisać. I na Madagaskar lub do Gabonu. I nie jest to mowa nienawiści. Wobec żadnego Polaka nie stosuję takich słów i argumentów. Ale „Polak” poprzedzony jakimkolwiek przymiotnikiem, nie ma co liczyć na moją pobłażliwość.